Pracokradcy

Pracokradcy

Część przedsiębiorców zalegających z pensjami znalazła kolejny sposób na uniknięcie lub odwleczenie w czasie odpowiedzialności za ten proceder: zwalniają pracowników i wyrejestrowują działalność.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, proceder dotyczy głównie małych firm, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Z dnia na dzień zwalniają pracowników i wyrejestrowują prowadzoną dotychczas działalność – dzięki temu nie są już ani pracodawcami, ani przedsiębiorcami, więc Państwowa Inspekcja Pracy nie może ich skontrolować i wydać nakazu wypłaty wynagrodzenia. Oczywiście zwolnieni pracownicy mogą złożyć pozew do sądu, ale to znacznie wydłuża procedurę odzyskiwania pensji. Pracodawcy liczą też na to, że część osób, która słabo zna swoje uprawnienia lub obawia się postępowania sądowego, w ogóle ich nie zaskarży i daruje im długi, co faktycznie zdarza się dość często.

Ci pracownicy, którzy zdecydują się na pozew, muszą liczyć się z tym, że pracodawcy również na etapie postępowania sądowego będą starali się je maksymalnie wydłużyć. Zazwyczaj postępowanie trwa co najmniej kilka miesięcy, a jeśli sprawa jest skomplikowana – dłużej. Co więcej, samo wydanie orzeczenia o konieczności wypłaty zaległej pensji nie zakończy sprawy – trzeba jeszcze wyegzekwować wyrok, a to może być trudne, jeśli były pracodawca nie ma majątku.

Dlatego tak ważne jest, aby kontrola PIP została przeprowadzona w odpowiednim czasie. Inspektor pracy ma bowiem prawo wydać nakaz wypłacenia zaległych pensji, który podlega rygorowi natychmiastowej wykonalności. O tym, że jest to skuteczny sposób na nieuczciwego pracodawcę, przekonują dane PIP. Odzyskiwanie pensji w ostatnich latach stało się jednym z głównych priorytetów inspekcji i już widać tego skutki. Jeden z pracodawców z Poznania po wizycie inspektora pracy wypłacił 298 pracownikom rekordową kwotę 2,5 mln zł z tytułu zaległych świadczeń za lipiec i sierpień ubiegłego roku. Z kolei w woj. łódzkim dzięki interwencji inspektora pracy firma z Opoczna wypłaciła 400 pracownikom zaległe wynagrodzenia w wysokości ponad 550 tys. zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Każdy ma prawo do związku

Każdy ma prawo do związku

Samozatrudnieni i osoby na umowach cywilnych mogą należeć do związku zawodowego – potwierdza Międzynarodowa Organizacja Pracy na wniosek „Solidarności”. Przepisy uniemożliwiające w Polsce przynależność do związków zawodowych osobom zatrudnionym inaczej niż na umowę o pracę, muszą być zmienione.

Po niespełna roku od przesłania przez „Solidarność” skargi, MOP zaleca polskiemu rządowi zmiany prawa, które umożliwią zrzeszanie się w związki zawodowe wszystkim osobom zatrudnionym, łącznie z osobami samozatrudnionymi oraz zatrudnionymi na podstawie umów cywilnoprawnych. – „Taka opinia MOP bardzo nas cieszy. Rekomendacje MOP wskazują, że polskie przepisy pomijają wynikające z konwencji MOP prawo osób samozatrudnionych oraz zleceniobiorców do tworzenia i wstępowania do związków zawodowych. Tym bardziej, że takie rozumowanie znalazło zastosowanie w statucie naszego Związku” – mówi Katarzyna Zimmer-Drabczyk, kierownik Biura Eksperckiego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarności”.

Międzynarodowa Organizacja Pracy w przesłanych do polskiego rządu rekomendacjach przypomina również, że ratyfikowana przez nasz kraj konwencja nr 98 chroni wszystkie osoby zatrudnione i ich przedstawicieli przed aktami dyskryminacji dążącymi do naruszenia wolności związkowej w dziedzinie pracy. Obowiązkiem rządu jest zapewnienia osobom zatrudnionym i ich przedstawicielom ochrony przed wszelkimi aktami dyskryminacji ze względu na przynależność związkową niezależnie od tego, czy osoby te mieszczą się w definicji pracowników przyjętej w Kodeksie pracy, czy też nie.

NSZZ „Solidarność” złożył skargę do MOP w sierpniu ubiegłego roku. W skardze zarzucono polskiemu rządowi naruszanie międzynarodowych standardów pracy (Konwencji 87) poprzez ograniczenie prawa do zrzeszania się w związkach zawodowych tylko wybranym kategoriom osób, tj. pracownikom. Problem w tym, że w polskim języku prawnym termin „pracownik” ma określoną w Kodeksie pracy, definicję. Mówi ona, że pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. Taka definicja stosowana jest do wszystkich norm indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Tym samym prawa do organizowania pozbawieni są pracownicy zatrudnieni na umowy zlecenia, umowy o dzieło czy samozatrudnieni. Nie odzwierciedla to rzeczywistej sytuacji na krajowym rynku pracy, gdzie osoby zatrudnione na podstawie umów prawa cywilnego oraz samozatrudnieni stanowią znaczny odsetek siły roboczej.

Sądem odbierzemy!

Sądem odbierzemy!

Niektóre sieci handlowe zmuszają dostawców do uiszczania opłat, które w rzeczywistości warunkują sprzedaż towarów. Dla wszystkich zmanipulowanych dostawców mamy dobrą wiadomość: te pieniądze można odzyskać.

Opłaty marketingowe, ukrywane pod różnymi nazwami, stanowią czyn nieuczciwej konkurencji, polegający na pobieraniu innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży – informuje portal Podatki.biz. Za niedozwolone uznaje się wszystkie opłaty, przy których świadczenie sieci handlowej polega tylko na zawarciu umowy z dostawcą, a „usługi” hipermarketu mają charakter pozorny, wykreowany wyłącznie na potrzeby pobrania opłaty. Dotyczy to również sytuacji, gdy hipermarket rzeczywiście zamieści w gazetce promocyjnej reklamę towaru dostawcy. Dlaczego? Ponieważ od chwili wydania towaru hipermarket staje się jego właścicielem. A zatem wszelkie działania hipermarketu zmierzające do zwiększenia sprzedaży towaru będącego jego własnością nie stanowią usługi na rzecz dostawcy, lecz działanie we własnym interesie.

Sieci handlowe ukrywają niedozwolone opłaty pod różnymi nazwami, określając je jako opłaty np. promocyjne, marketingowe, logistyczne, transportowe, za współpracę, za oznaczenie towaru, za scentralizowaną płatność, za wprowadzenie nowego produktu, za reklamę, za usługę wzmożonej aktywności, za usługę dodatkowej ekspozycji, za pośrednictwo w oferowaniu towarów partnerom sieci, za budżet promocyjny folderowy, za optymalizację sprzedaży produktu itp. Wszystkie mają na celu stworzenie pozoru wynagrodzenia za usługi.

Niezależnie od stosowanej nazwy, opłata taka podlega zwrotowi, jeżeli warunkuje współpracę z siecią handlową. Dostawcy mają prawo żądać zwrotu skompensowanych lub zapłaconych opłat marketingowych wraz z odsetkami od dnia dokonania kompensaty lub płatności.

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że roszczenie o zwrot bezpodstawnie pobranych opłat marketingowych przedawnia się z upływem trzech lat od dnia, w którym opłaty te zostały skompensowane lub zapłacone. Niestety, sieci handlowe wiedzą o tym doskonale i wykorzystują tę wiedzę na swoją korzyść. Dostawcy z reguły nie występują przeciwko sieciom handlowym w czasie trwania współpracy, ponieważ obawiają się jej przerwania lub ograniczenia. Natomiast sieci handlowe z premedytacją utrzymują w ostatnim okresie współpracy sprzedaż na stosunkowo niewielkim poziomie, wiedząc, że im dłużej trwa okres współpracy, tym więcej opłat marketingowych ulegnie przedawnieniu.

Jak trwoga, to do roli

Jak trwoga, to do roli

Coraz więcej Portugalczyków zostaje rolnikami, aby w ten sposób poradzić sobie z kryzysem ekonomicznym. Powstawanie gospodarstw rolnych wspiera Unia Europejska.

Portugalia to jeden z najmocniej dotkniętych przez kryzys krajów członkowskich Unii Europejskiej – przypomina portal GazetaPraca.pl. Według danych Eurostatu, bezrobocie w Portugalii na początku tego roku wynosiło 15%, czyli prawie o 3% więcej niż rok temu. Wśród bezrobotnych jest bardzo wiele osób w wieku do 25. roku życia – ich ilość wzrosła w ciągu roku o niemal 10% (z 26,5 do 35%). Młodzi Portugalczycy coraz częściej podejmują się prac zupełnie nie związanych z ich wykształceniem lub wcześniejszym doświadczeniem. Ostatnio szczególną popularnością wśród nich cieszy się rolnictwo.

Jak informuje Agence France Presse, w ciągu ostatnich 3 lat w Portugalii powstało 5 tysięcy małych gospodarstw rolnych. Pieniądze na sfinansowanie ich rozwoju pochodzą z funduszy unijnych, a przyznawanie subwencji i organizowanie szkoleń koordynują lokalne organizacje rolnicze. Pomysłów na rolniczy biznes jest wiele: jedni zajmują się np. hodowlą grzybów i ostryg, inni koncentrują się na uprawie owoców. Maria de Luredes Cardoso, która z ramienia lokalnego stowarzyszenia rolniczego uczy bezrobotnych, jak zarabiać na uprawianiu ziemi, tak tłumaczy tę sytuację: „Ludzie w naszym kraju są zdesperowani. Nietrudno znaleźć kilkuosobową rodzinę, w której główni żywiciele są bez pracy. Dlatego każdy, kto ma choć skrawek ziemi, zostaje rolnikiem”.

Prognozy ekonomiczne dla Portugalii nie przedstawiają się obecnie zbyt optymistycznie. Wielu Portugalczyków opuściło kraj w poszukiwaniu pracy – według danych Krajowego Instytutu Statystyki w Lizbonie za granicą żyje już koło 5 mln obywateli Portugalii. Zwrot ku rolnictwu może pomóc przełamać ten społeczny trend i wzmocnić lokalną gospodarkę.