Niech was zobaczą

Niech was zobaczą

Na ulicach Rzeszowa i innych podkarpackich miast zawisły plakaty ze zdjęciami parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy głosowali przeciwko referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, akcja zainicjowana przez rzeszowską NSZZ „Solidarność” wkrótce znajdzie naśladowców na ulicach m.in. Gdańska, Szczecina, Płocka i Kielc. Na plakatach rzeszowskiej „Solidarności” napisano „Czy jeszcze im wierzysz?”, a można zobaczyć na nich wizerunki parlamentarzystów z okręgu rzeszowsko-tarnobrzeskiego: Zbigniewa Rynasiewicza, Renaty Butryn, Krystyny Skowrońskiej i Mirosława Pluty (PO), Jana Burego (PSL) i Dariusza Dziadzi z Ruchu Palikota. Plakaty zawisły na ponad 200 słupach ogłoszeniowych Rzeszowa, ale także w Mielcu, Ropczycach, Kolbuszowej, Leżajsku, Łańcucie, Tarnobrzegu i Stalowej Woli.

Wojciech Buczak, przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność” w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” podkreśla, że żaden poseł nie powinien być anonimowy, a wyborcy mają prawo wiedzieć, jak w parlamencie głosują ich przedstawiciele. – „Jest to głos do dyskusji na temat bardzo kontrowersyjnego wniosku ekipy rządzącej, która radykalnie chce wydłużyć czas pracy Polaków wbrew ich woli” – tłumaczy Buczak. Przypomina, że wniosek o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego poparło prawie dwa miliony Polaków, z którymi rządowa koalicja niestety się nie liczy. Jego zdaniem, fakt umieszczenia na plakatach konkretnych osób nie powinien być dla nich zaskoczeniem. – „Kilka tygodni temu, kiedy odwiedzaliśmy biura poselskie z prośbą o poparcie wniosku Solidarności, mówiliśmy, że w różnej formie, m.in. plakatowej, będziemy informować społeczeństwo o tym, jak głosują jego przedstawiciele” – wyjaśnia Buczak. Chodzi także o to, żeby wyborcy wiedzieli, jak się zachować przy kolejnych wyborach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Służba niezdrowa

Służba niezdrowa

Po protestach pielęgniarek, lekarzy i aptekarzy – przyszedł czas na pacjentów. 1 czerwca odbędzie się manifestacja przed Ministerstwem Zdrowia.

Jak informuje portal RynekZdrowia.pl, przyczyną protestu są programy lekowe, które mają zostać wprowadzone 1 lipca. Pacjenci obawiają się, że część z nich straci dostęp do leczenia. Inicjatorem protestu jest Piotr Piotrowski, ojciec 10-letniego Michała chorego na młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów. Do akcji przyłączyło się już siedem organizacji zrzeszających pacjentów: Ogólnopolskie Stowarzyszenie Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”, Stowarzyszenie Pacjentów Primum Non Nocere, Fundacja Gajusz, Fundacja Helpful Hand, Organizacja Pacjentów i Osób Wspierających Chorych na Astmę Ciężką „Odzyskać oddech”, Polskie Towarzystwo Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita oraz Stowarzyszenie chorych na ZZSK. Protest być może zostanie poparty także przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Chorych na Łuszczycę oraz Koalicję Pacjentów Onkologicznych – na razie prowadzone są rozmowy na ten temat.

Protestujący żądają rzetelnej informacji o wszelkich zmianach dotyczących leczenia. Domagają się również, aby decyzje na ten temat podejmowali specjaliści, a nie urzędnicy. – „W Polsce osiągnęliśmy kuriozum, w którym lekarz nie może leczyć pacjenta według aktualnej wiedzy medycznej. Leki – są, wiedza medyczna – jest, opracowane są procedury postępowania przez europejskie organizacje – ale nasi lekarze nie mogą się do nich zastosować, bo przepisy na to nie pozwalają. Nie zwracamy się przeciwko lekarzom, nawet nie przeciwko urzędnikom – żądamy po prostu odpowiedzialności za podejmowane decyzje” – podsumowuje inicjator protestu.

Dać prowincji transport

Dać prowincji transport

Minęło 10 miesięcy, od kiedy starostwo powiatowe przejęło PKS Krosno. Firma wciąż boryka się z trudnościami, ale poprawiła wyniki, a co najważniejsze – nie doszło do likwidacji wielu lokalnych połączeń do małych miejscowości.

Krośnieńskiemu PKS-owi na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku groziła likwidacja – przypomina portal Krosnocity.pl. Uratowało ją przejęcie przez starostwo. – „Przejęcie przez powiat tego przedsiębiorstwa było dokonane z myślą przede wszystkim w kategoriach interesu lokalnego i pracowniczego” – komentuje starosta krośnieński Jan Juszczak. Podkreślił, że nie chciał pozwolić na zaprzepaszczenie dorobku firmy, mimo że jej przejęcie stanowiło pewne obciążenie dla powiatu. Sprawozdanie finansowe spółki za 2011 r. wykazało wynik ujemny, jednak starosty to nie zniechęciło i podjął decyzję o kontynuowaniu działalności. Po 10 miesiącach ocenia tę decyzję pozytywnie, choć trudności nie ustały.

Pasażerów przybywa, ale wzrastają też koszty funkcjonowania, przede wszystkim wskutek drastycznego wzrostu cen paliw. To wszystko odbija się na wynikach finansowych PKS, jednak zamiast strat liczonych w setkach tysięcy złotych (jak w chwili przejęcia), spółka po raz pierwszy przyniosła niewielki zysk. Prezes firmy, Robert Sołek, uważa, że istotny jest też problem wizerunkowy – PKS nie jest postrzegany jako przedsiębiorstwo nowoczesne. Jedną ze zmian w tej kwestii ma być wymiana taboru. Poza tym PKS chce odzyskać klientów na dalekobieżnych trasach międzymiastowych, zwłaszcza na trasie Krosno – Kraków. – „Otrzymaliśmy zezwolenia na wykonywanie nowych 9 kursów do Krakowa, do tej pory był tylko jeden. To jest perspektywa najbliższego miesiąca – kursy będą dodawane do rozkładu systematycznie. Musimy zdiagnozować gdzie jest luka, ceny będą konkurencyjne. Będziemy jeździć zarówno dużymi autobusami, jak i busami. Musimy zabezpieczyć tabor, by nie odbiegać jakością od konkurencji” – tłumaczy prezes. Inny kierunek to Krosno – Rzeszów, gdzie również uruchomiono nowe kursy.

Jak widać, oprócz prywatyzacji i likwidacji, jest inne wyjście – samorządowa własność publiczna, która potrafi się rozwijać, wprowadzać nowe usługi, a zarazem kontynuować ważne usługi społeczne.

Powrót tradycyjnych sadów

Powrót tradycyjnych sadów

W gospodarstwach rolnych położonych na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego powstanie ok. 40 sadów ze starymi odmianami jabłoni i grusz. Mają być odporne na mróz, a ich owoce – smaczniejsze niż te obecnie dostępne na rynku.

Jak informuje portal Farmer.pl, sady powstaną w ramach projektu „Ochrona tradycyjnych sadów przydomowych w Suwalskim Parku Krajobrazowym”. Projekt powstał, ponieważ nowe, niskopienne odmiany jabłoni czy grusz są mało odporne na mróz i trudne warunki wegetacyjne, w związku z czym nie sprawdziły się na „polskim biegunie zimna” – jak nazywana jest Suwalszczyzna. Stąd powrót do wysokopiennych, odporniejszych na mróz gatunków jabłoni, takich jak ananas bereżnicki, kosztela, papierówka i pąsówka oraz gatunków grusz, takich jak cukrówka litewska czy gruszkowe rewelskie. Wymienione odmiany występowały kiedyś masowo na Suwalszczyźnie. Zdaniem dyrektor SPK, Teresy Świerubskiej, owoce z takich przydomowych sadów są smaczniejsze i zdrowsze niż te z sadów towarowych.

Wdrażanie projektu rozpoczęło się w zeszłym roku. Każdy z sadowników otrzymał po 60 tzw. podkładek, które zasadził u siebie w gospodarstwie. Następnie gospodarze dokonali szczepień konkretnych gatunków jabłoni i grusz. Niebawem okaże się, ile szczepów się przyjęło, przetrwało zimę i będzie mogło posłużyć do założenia sadu. Świerubska przewiduje, że jesienią powstanie ich ok. 40. W ramach projektu właściciele sadów mają też przekazać sadzonki kolejnym mieszkańcom.