Mali bez wsparcia

Mali bez wsparcia

Tylko co dziesiąty przedstawiciel samorządu twierdzi, że w jego gminie istnieje strategia wsparcia lokalnego handlu. Brakuje też pomysłu na przeciwdziałanie znacznej skali upadłości sklepów detalicznych.

Potwierdzają do wyniki badania „Polska 2030. Tu mieszkam, tu kupuję – Społeczności Jutra”, przygotowanego przez Makro Cash & Carry Polska, które omawia Portal Samorządowy. Jednocześnie połowa badanych osób (51%) uważa, że ich samorządy dysponują narzędziami wspierającymi uczestników handlu lokalnego. Wśród oferowanych instrumentów wsparcia najczęściej wymieniano politykę podatkową (72%), a w następnej kolejności wsparcie prawne (34%) i szkolenia w zakresie kompetencji handlowych (33%).

Brak strategii wsparcia wyraźnie odczuwają właściciele lokalnych sklepów. Do najpoważniejszych przyczyn spadku liczby placówek handlowych zaliczają oni utrudnienia ze strony władz lokalnych oraz zagrożenie jakie stwarza bliskość innych sklepów, głównie wielkopowierzchniowych (w ten sposób oceniło zagrożenia w funkcjonowaniu sklepów 57% właścicieli). Aż 97% właścicieli małych placówek handlowych nie odczuwa wsparcia ze strony władz lokalnych.

Eksperci kampanii „Tu mieszkam, tu kupuję” apelują o uruchomienie ogólnopolskiej debaty z udziałem władz samorządowych, w ramach której zostałyby ustalone kluczowe zasady wspierania lokalnych kupców. Organizatorzy chcą zwrócić uwagę lokalnych władz na fakt, że to właśnie lokalne sklepy generują największe przychody z handlu dla gmin.

– „Stosując mechanizmy wsparcia dla mniejszych graczy rynkowych, władze gminy mają szansę stworzyć stabilne podstawy do rozwoju zrównoważonych społeczności (ang. sustainable communities), miejsc o zdrowej tkance społecznej, zapewniających rozwój lokalnego rynku pracy oraz budujących więzi międzyludzkie” – komentuje Rafał Krenz z Centrum Badania Społeczności i Polityk Lokalnych CAL i Collegium Civitas, ekspert kampanii „Tu mieszkam, tu kupuję”.

Celem III edycji kampanii „Tu mieszkam, tu kupuję” realizowanej pod hasłem „Społeczność Jutra” przez Makro Cash & Carry jest popularyzowanie robienia zakupów w małych sklepach spożywczych, wspieranie właścicieli sklepików w rozwoju biznesu oraz doprowadzenie do debaty z samorządami nt. efektywnych metod wspierania tradycyjnego handlu. W ramach tegorocznej akcji prowadzone będą liczne działania mające na celu podkreślenie roli, jaką odgrywają osiedlowe sklepy dla swoich społeczności lokalnych oraz polskiej gospodarki: współpraca z liderami opinii, prezentacja założeń kampanii podczas największych, ogólnopolskich kongresów gospodarczych czy organizacja warsztatów dedykowanych sektorowi MŚP.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Farsa samorządowo-demokratyczna

Farsa samorządowo-demokratyczna

Stowarzyszenie My-Poznaniacy krytykuje władze Poznania za absurdalne zasady konsultowania ze społeczeństwem kierunków polityki mieszkaniowej.

Przytaczamy oświadczenie w całości:

Oświadczenie w sprawie konsultacji społecznych na temat
POLITYKI MIESZKANIOWEJ MIASTA POZNANIA

Wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec faktu, iż Urząd Miasta Poznania wyznaczył rażąco krótki termin konsultacji społecznych (10-dniowy – do 20 kwietnia br.) dotyczących długofalowej polityki mieszkaniowej Poznania na lata 2012-2022. Dowiedzieliśmy się o tym pod koniec okresu „konsultacji” z mediów, co jest nie do przyjęcia.

Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania, w kontekście procesu wyludniania się Śródmieścia i zmniejszania się liczby mieszkańców miasta, braku mieszkań komunalnych, i generalnie mieszkań dostępnych zwłaszcza dla młodych absolwentów szkół i uczelni, którzy mogliby w Poznaniu zakładać rodziny, niezapewnienia odpowiedniej infrastruktury na obrzeżach miasta pod inwestycje mieszkaniowe, zadłużenia miasta wobec właścicieli kamienic i braku systemowego programu uchronienia ich przed ruiną – powinna być jedną z najważniejszych, priorytetową dla rozwoju miasta strategiczną polityką miejską. Nie jest możliwe przeanalizowanie materiałów odnoszących się do tak doniosłej problematyki, obejmującej tak długą perspektywę czasową, w nieco ponad tydzień. Takie konsultacje mogą mieć tylko i wyłącznie charakter pozorny, fasadowy. Nie chcemy się na to godzić!

Zadajemy też pytanie – czy i jak zakres problemów poruszanych w ramach tych konsultacji ma się do prowadzonej obecnie, z inicjatywy rady miasta – społecznej debaty o odrodzeniu Śródmieścia?

Zdecydowanie domagamy się, by czas konsultacji dotyczących polityki mieszkaniowej został przedłużony przynajmniej do końca maja br., a one same powinny zostać szeroko rozpropagowane wśród mieszkańców Poznania. O terminach i miejscach konsultacji powinny zostać powiadomione organizacje społeczne, zajmujące się zagadnieniami związanymi z problematyką mieszkaniową, gospodarką przestrzenną, rewitalizacją miasta i tematyką społeczną. Każda z nich ma  prawo do uczestnictwa, każda z nich ma prawo do informacji.

Uważamy także, że forma konsultacji powinna być zróżnicowana. Proponujemy w pierwszym etapie pisemne uwagi do projektu urzędu miasta, a w drugim dyskusje z urzędnikami i radnymi miejskimi. Uważamy również za konieczne włączenie w te konsultacje Poznańskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego oraz Komisji Dialogu Obywatelskiego przy urzędzie miasta jako ustawowych ciał konsultacyjnych. A także umożliwienie zabrania głosu ekspertom niezwiązanym z urzędem miasta.

Tylko szerokie i rzetelne konsultacje pozwolą na wypracowanie społecznie akceptowanego programu długofalowej polityki mieszkaniowej na miarę potrzeb mieszkańców Poznania.

Oczekujemy z strony urzędu miasta konkretnych propozycji organizacyjnych w sprawie realizacji konsultacji.

Za zarząd Stowarzyszenia My-Poznaniacy

Anna Wachowska-Kucharska, wiceprezeska zarządu
Lech Mergler, sekretarz My-Poznaniacy

Chipsy i cola zamiast kalafiora

Chipsy i cola zamiast kalafiora

Z badań naukowców z wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wynika, że wśród polskich nastolatków narasta problem nadwagi i otyłości. Zjawisku sprzyja zbyt łatwy dostęp do niezdrowej żywności, szczególnie w szkołach.

Jak informują „Rzeczpospolita” oraz RynekZdrowia.pl, pracownicy naukowi SWPS przebadali ponad 800 uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów w wieku od 10 do 17 lat. Okazało się, że dostępność do niezdrowej żywności w domu i poza nim – zwłaszcza w szkole – jest zdecydowanie wyższa w Polsce niż w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Portugalii.

Uczniowie nie mając innego wyboru, sięgają po to, co oferują im szkolne sklepiki oraz automaty. Tymczasem, jak podaje raport, w 87% szkół prowadzących sklepiki oraz 75% posiadających automaty spożywcze oferowane są produkty o niskiej wartości odżywczej, niezalecane przez dietetyków (np. chipsy, słodkie napoje gazowane, napoje energetyzujące), podczas gdy aż 1/3 szkół nie zapewnia uczniom możliwości zjedzenia obiadu.

Z raportu NIK, obejmującego lata 2009-2011, wynika, że w Polsce przybywa dzieci z nadwagą i otyłością. Problem ten stwierdzono aż w 50 szkołach (na 52 skontrolowane), zmaga się z nim już 18% uczniów. Mimo to w żadnej ze skontrolowanych przez NIK gmin rada nie skorzystała z prawa do podjęcia uchwały wycofującej ze szkolnych sklepików produktów o niskiej wartości odżywczej. Tymczasem samorządy – szczególnie te borykające się z problemami finansowymi – częstokroć oczekują od dyrektorów szkół, aby dochody z wynajmu powierzchni pod sklepiki, wspomagały budżet szkoły.

W opinii ekspertów, resort edukacji powinien podjąć stanowcze działania, które ograniczyłyby lub zupełnie zakazały sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach.

(Nie)bezpieczeństwo w pracy

(Nie)bezpieczeństwo w pracy

Co 3,5 minuty jedna osoba w Unii Europejskiej traci życie w wyniku wypadku w miejscu pracy lub choroby zawodowej. W Polsce w ciągu tygodnia zdarza się 2 tys. wypadków w pracy – ginie w nich ok. 10 osób.

Jeśli kogoś nie przekonuje etyczny i humanistyczny aspekt problemu, może przekonają go cyfry i kwoty. Koszty związane z łamaniem przepisów BHP szacuje się w skali UE na 490 mln euro rocznie, co stanowi ponad połowę budżetu unijnego funduszu na powstrzymanie kryzysu finansowego – informuje portal newseria.pl. To również duże koszty dla gospodarki. – „Mamy od 4 mln do 7 mln dni absencji w pracy, a to oznacza straty dla przedsiębiorców. Poza tym, ZUS wypłaca rocznie ponad 5 mld zł odszkodowań i rent. A koszty pośrednie, takie jak np. straty rodziny, wynikające z tego, że utrzymujący ją członek nie może pracować, to jest ok. 20 mld zł” – wymienia prof. Danuta Koradecka z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego.

Najbardziej narażoną na wypadki grupą pracowników są osoby w wieku 18-24 lat, jednak najczęściej śmierć w pracy ponoszą osoby starsze – w wieku 55-64 lat. W przeważającej mierze wypadki zdarzają się w małych i średnich firmach, zwłaszcza z branży budowlanej.

Kraje takie, jak Niemcy czy Francja od wielu lat inwestują w bezpieczeństwo pracowników. Tymczasem wydatki na zapobieganie wypadkom z polskich funduszy ubezpieczeniowych są 600 razy mniejsze niż we Francji i aż 1000 razy mniejsze niż w Niemczech. Prof. Koradecka przekonuje, że Polska musi zwiększyć przeznaczony na to budżet, jeśli chce zmniejszyć skalę zagrożeń związanych z pracą: „My na jednego ubezpieczonego przeznaczamy 0,05 euro, oni poświęcają 25 euro. I mają efekty – wypadki w Niemczech spadły o 33%, we Francji o 18% Jest to prosty rachunek, ludzki i ekonomiczny, dlatego warto się o to bić”.