Rząd z ograniczoną odpowiedzialnością

Rząd z ograniczoną odpowiedzialnością

Szef Polskiego Związku Producentów Kruszyw wypowiedział się na temat Dolnośląskich Surowców Skalnych S.A., znanej z problemów przy budowie autostrad oraz z doprowadzenia do upadku Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych. Podkreśla dziwną przychylność rządu dla DSS przy prywatyzacjach.

Aleksander Kabziński, prezes Polskiego Związku Producentów Kruszyw, wypowiedział się na temat Dolnośląskich Surowców Skalnych S.A. Spółka DSS, będąca właścicielem Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych oraz Kopalni Surowców Skalnych S.A. w Złotoryi, 6 kwietnia złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości.

– „Działalność DSS, od samego początku istnienia tej spółki, była źle odbierana przez znających branżę. To firma o innej filozofii, której postępowanie, zwłaszcza w zakresie finansów i traktowania partnerów, w żaden sposób nie jest reprezentatywne dla branży. Branża kruszyw jest stabilna i zbudowana na trwałych podstawach” – powiedział portalowi wnp.pl Kabziński. – „DSS skupiały na sobie uwagę rynku i mediów, ale sama branża od dawna spodziewała się, jaki będzie finał tej działalności. Dziś ta kruszywowa kometa rozbłysła, przeleciała i gaśnie. Szkoda, że zostawia za sobą tak duży dym. I to wszystko w rekordowym czasie” – dodał.

Jako szczególnie przykrą Kabziński ocenił sytuację Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych, które DSS kupiły od Skarbu Państwa. – „Na przestrzeni roku firmę, stabilną i uznaną w branży, która była jednym z regionalnych liderów, doprowadzono do niewypłacalności. Obecnie funkcjonuje ona siłą rozpędu, choć w 2011 r. wyprodukowała aż 4 mln ton kruszyw. W poprzednich latach było to ok. 2,5 mln ton” – wskazał Kabziński. – „KKSM wysłały dla DSS znaczne ilości kruszyw na budowę odcinka C autostrady A2 Stryków-Konotopa oraz udzieliły dla nich gwarancji kredytowych. Bez tego sytuacja na odcinku C byłaby jeszcze gorsza” – zaznaczył.

Kabziński podkreślił, że przez cały okres prywatyzacji KKSM oraz Kopalni Surowców Skalnych w Złotoryi zarówno związki zawodowe, jak i organizacje gospodarcze, formułowały apele w sprawie sprzedaży tych spółek na rzecz DSS. – „Zwracano w nich uwagę, że sprzedanie tych kopalń DSS skończy się źle. Jednak Skarbowi Państwa zależało tylko na szybkim przeprowadzeniu prywatyzacji. Tak samo dziwiła przychylność władz, jaką zapewniono DSS w okresie zarówno prywatyzacji KKSM i KSS, jak i budowy odcinka A2” – powiedział Kabziński.

Zaznaczył, że o kupno KKSM oraz KSS ubiegały się znaczące podmioty branżowe, które w ostatnich latach notowały dobre i stabilne wyniki finansowe oraz rosnącą produkcję. – „DSS, w przypadku KKSM, korzystał z dużej cierpliwości resortu skarbu ws. zapłaty za akcje. Natomiast w przypadku KSS, wielokrotnie przedłużano DSS wyłączność w negocjacjach. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia ze specjalnym traktowaniem prywatnego podmiotu, co wyraziliśmy w wystąpieniu do Ministra Skarbu Państwa, oczekując wyjaśnień” – dodał. Prezes podkreślił również, że sprawa DSS powinna zostać rzetelnie wyjaśniona. – „Zapewniam o rzetelności i wiarygodności branży produkcji kruszyw. Dlatego ten wyjątkowy przykład działania na szkodę partnerów biznesowych wymaga szczegółowego wyjaśnienia i przykładnego rozliczenia winnych” – podsumował Kabziński.

O doprowadzeniu Kieleckich Kopalń Surowców Mineralnych na skraj upadku pisaliśmy tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Farsa samorządowo-demokratyczna

Farsa samorządowo-demokratyczna

Stowarzyszenie My-Poznaniacy krytykuje władze Poznania za absurdalne zasady konsultowania ze społeczeństwem kierunków polityki mieszkaniowej.

Przytaczamy oświadczenie w całości:

Oświadczenie w sprawie konsultacji społecznych na temat
POLITYKI MIESZKANIOWEJ MIASTA POZNANIA

Wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec faktu, iż Urząd Miasta Poznania wyznaczył rażąco krótki termin konsultacji społecznych (10-dniowy – do 20 kwietnia br.) dotyczących długofalowej polityki mieszkaniowej Poznania na lata 2012-2022. Dowiedzieliśmy się o tym pod koniec okresu „konsultacji” z mediów, co jest nie do przyjęcia.

Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania, w kontekście procesu wyludniania się Śródmieścia i zmniejszania się liczby mieszkańców miasta, braku mieszkań komunalnych, i generalnie mieszkań dostępnych zwłaszcza dla młodych absolwentów szkół i uczelni, którzy mogliby w Poznaniu zakładać rodziny, niezapewnienia odpowiedniej infrastruktury na obrzeżach miasta pod inwestycje mieszkaniowe, zadłużenia miasta wobec właścicieli kamienic i braku systemowego programu uchronienia ich przed ruiną – powinna być jedną z najważniejszych, priorytetową dla rozwoju miasta strategiczną polityką miejską. Nie jest możliwe przeanalizowanie materiałów odnoszących się do tak doniosłej problematyki, obejmującej tak długą perspektywę czasową, w nieco ponad tydzień. Takie konsultacje mogą mieć tylko i wyłącznie charakter pozorny, fasadowy. Nie chcemy się na to godzić!

Zadajemy też pytanie – czy i jak zakres problemów poruszanych w ramach tych konsultacji ma się do prowadzonej obecnie, z inicjatywy rady miasta – społecznej debaty o odrodzeniu Śródmieścia?

Zdecydowanie domagamy się, by czas konsultacji dotyczących polityki mieszkaniowej został przedłużony przynajmniej do końca maja br., a one same powinny zostać szeroko rozpropagowane wśród mieszkańców Poznania. O terminach i miejscach konsultacji powinny zostać powiadomione organizacje społeczne, zajmujące się zagadnieniami związanymi z problematyką mieszkaniową, gospodarką przestrzenną, rewitalizacją miasta i tematyką społeczną. Każda z nich ma  prawo do uczestnictwa, każda z nich ma prawo do informacji.

Uważamy także, że forma konsultacji powinna być zróżnicowana. Proponujemy w pierwszym etapie pisemne uwagi do projektu urzędu miasta, a w drugim dyskusje z urzędnikami i radnymi miejskimi. Uważamy również za konieczne włączenie w te konsultacje Poznańskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego oraz Komisji Dialogu Obywatelskiego przy urzędzie miasta jako ustawowych ciał konsultacyjnych. A także umożliwienie zabrania głosu ekspertom niezwiązanym z urzędem miasta.

Tylko szerokie i rzetelne konsultacje pozwolą na wypracowanie społecznie akceptowanego programu długofalowej polityki mieszkaniowej na miarę potrzeb mieszkańców Poznania.

Oczekujemy z strony urzędu miasta konkretnych propozycji organizacyjnych w sprawie realizacji konsultacji.

Za zarząd Stowarzyszenia My-Poznaniacy

Anna Wachowska-Kucharska, wiceprezeska zarządu
Lech Mergler, sekretarz My-Poznaniacy

Chipsy i cola zamiast kalafiora

Chipsy i cola zamiast kalafiora

Z badań naukowców z wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wynika, że wśród polskich nastolatków narasta problem nadwagi i otyłości. Zjawisku sprzyja zbyt łatwy dostęp do niezdrowej żywności, szczególnie w szkołach.

Jak informują „Rzeczpospolita” oraz RynekZdrowia.pl, pracownicy naukowi SWPS przebadali ponad 800 uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów w wieku od 10 do 17 lat. Okazało się, że dostępność do niezdrowej żywności w domu i poza nim – zwłaszcza w szkole – jest zdecydowanie wyższa w Polsce niż w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Portugalii.

Uczniowie nie mając innego wyboru, sięgają po to, co oferują im szkolne sklepiki oraz automaty. Tymczasem, jak podaje raport, w 87% szkół prowadzących sklepiki oraz 75% posiadających automaty spożywcze oferowane są produkty o niskiej wartości odżywczej, niezalecane przez dietetyków (np. chipsy, słodkie napoje gazowane, napoje energetyzujące), podczas gdy aż 1/3 szkół nie zapewnia uczniom możliwości zjedzenia obiadu.

Z raportu NIK, obejmującego lata 2009-2011, wynika, że w Polsce przybywa dzieci z nadwagą i otyłością. Problem ten stwierdzono aż w 50 szkołach (na 52 skontrolowane), zmaga się z nim już 18% uczniów. Mimo to w żadnej ze skontrolowanych przez NIK gmin rada nie skorzystała z prawa do podjęcia uchwały wycofującej ze szkolnych sklepików produktów o niskiej wartości odżywczej. Tymczasem samorządy – szczególnie te borykające się z problemami finansowymi – częstokroć oczekują od dyrektorów szkół, aby dochody z wynajmu powierzchni pod sklepiki, wspomagały budżet szkoły.

W opinii ekspertów, resort edukacji powinien podjąć stanowcze działania, które ograniczyłyby lub zupełnie zakazały sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach.

(Nie)bezpieczeństwo w pracy

(Nie)bezpieczeństwo w pracy

Co 3,5 minuty jedna osoba w Unii Europejskiej traci życie w wyniku wypadku w miejscu pracy lub choroby zawodowej. W Polsce w ciągu tygodnia zdarza się 2 tys. wypadków w pracy – ginie w nich ok. 10 osób.

Jeśli kogoś nie przekonuje etyczny i humanistyczny aspekt problemu, może przekonają go cyfry i kwoty. Koszty związane z łamaniem przepisów BHP szacuje się w skali UE na 490 mln euro rocznie, co stanowi ponad połowę budżetu unijnego funduszu na powstrzymanie kryzysu finansowego – informuje portal newseria.pl. To również duże koszty dla gospodarki. – „Mamy od 4 mln do 7 mln dni absencji w pracy, a to oznacza straty dla przedsiębiorców. Poza tym, ZUS wypłaca rocznie ponad 5 mld zł odszkodowań i rent. A koszty pośrednie, takie jak np. straty rodziny, wynikające z tego, że utrzymujący ją członek nie może pracować, to jest ok. 20 mld zł” – wymienia prof. Danuta Koradecka z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego.

Najbardziej narażoną na wypadki grupą pracowników są osoby w wieku 18-24 lat, jednak najczęściej śmierć w pracy ponoszą osoby starsze – w wieku 55-64 lat. W przeważającej mierze wypadki zdarzają się w małych i średnich firmach, zwłaszcza z branży budowlanej.

Kraje takie, jak Niemcy czy Francja od wielu lat inwestują w bezpieczeństwo pracowników. Tymczasem wydatki na zapobieganie wypadkom z polskich funduszy ubezpieczeniowych są 600 razy mniejsze niż we Francji i aż 1000 razy mniejsze niż w Niemczech. Prof. Koradecka przekonuje, że Polska musi zwiększyć przeznaczony na to budżet, jeśli chce zmniejszyć skalę zagrożeń związanych z pracą: „My na jednego ubezpieczonego przeznaczamy 0,05 euro, oni poświęcają 25 euro. I mają efekty – wypadki w Niemczech spadły o 33%, we Francji o 18% Jest to prosty rachunek, ludzki i ekonomiczny, dlatego warto się o to bić”.