Rewitalizacja czy degradacja?

Rewitalizacja czy degradacja?

W Lesznie środowiska drobnych kupców sprzeciwiają się budowie kolejnej galerii handlowej w śródmieściu. Po jej otwarciu „nasycenie” wielkimi obiektami handlowymi w stosunku do liczby mieszkańców może pobić nawet rekord… europejski.

Jak informuje „Panorama Leszczyńska”, handlowcy i właściciele kamienic zarzucają prezydentowi i radnym, że niedawno uchwalony plan zagospodarowania centrum miasta zaszkodzi starówce i działającemu tam środowisku kupieckiemu. Zaprosili naukowca i architekta z Poznania, którzy podważyli zasadność budowy galerii handlowych w śródmieściu, a także tezy ekspertyzy naukowej z 2010 r., według której nie spowoduje to upadku starówki, ale oznaczać będzie jej ożywienie. Tymczasem z danych Leszczyńskiego Stowarzyszenia Handlowców Starówka wynika, że w centrum zamknięto już 55 sklepów, a kolejnych 20 jest w trakcie wypowiedzenia najmu.

Handlowcy alarmują, że zgoda na budowę dwóch galerii w śródmieściu oznacza, że statystycznie jeden tego typu obiekt w Lesznie przypadnie tylko na 12,8 tys. osób. W miastach o podobnej wielkości wskaźnik ten jest kilka razy większy, np. w Lubinie to 75 tys., Ostrowie Wielkopolskim – 73 tys., Głogowie 68 tys., a nawet w Poznaniu wynosi 40 tys. – „W Lesznie będzie niespotykane w Europie nasycenie galerii. Widać wyraźnie zupełny bezsens rozwiązań proponowanych przez władze miasta” – twierdzi Andrzej Gołdyn, prezes Leszczyńskiego Stowarzyszenia Handlowców Starówka. – „Lokalni przedsiębiorcy zostaną wchłonięci przez sieci, wszystkie podatki »wyjadą« z Leszna, a właściciele utracą wpływy z wynajmu lokali handlowych” – dodaje.

Handlowcy wypominają samorządowcom, że przy uchwalaniu planu dla śródmieścia, a w nim zgody na budowę dwóch galerii, nie liczono się z ich opiniami i interesami, zgodzono się na wpuszczenie potężnej konkurencji, a zapowiadana szumnie rewitalizacja starówki będzie już „ożywianiem nieboszczyka”. Przypomniano również, że w centrum mieszka lub przebywa wiele osób wykluczonych społecznie – starszych, ubogich, bezrobotnych. Ich nie będzie stać na zakupy w centrach handlowych, gdy lokalny handel upadnie.

Kupcy ze Starówki zaproponowali ponowną dyskusję na temat przyszłości handlu po sporządzeniu aktualnej analizy sytuacji w Lesznie. Chcą też opracowania tzw. masterplanu, czyli strategii rewitalizacji śródmieścia. Liczą również na to, że wojewoda wielkopolski uchyli uchwałę rady miejskiej, bo przy przyjmowaniu planu dla śródmieścia prezydent dokonał tzw. obstrukcji prawnej, czyli świadomie złamał procedury nakazane przepisami urbanistycznymi. – „Jeśli radni wskażą inne miasto wielkości Leszna z pięcioma galeriami, to uzyskają naszą zgodę, by tak się stało. Jeśli nie, to przyjmijcie nasze wyzwanie i przygotujmy masterplan dla starówki. Galeria byłaby tylko uzupełnieniem handlu w centrum miasta” – twierdzi Andrzej Gołdyn.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Liberalno-rządowa cenzura

Liberalno-rządowa cenzura

Miejska spółka odmówiła rozwieszenia w Warszawie plakatów z wizerunkami posłów, którzy głosowali przeciwko referendum w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego.

Kilkaset plakatów miało zawisnąć na miejskich słupach ogłoszeniowych w ramach akcji Stop67, organizowanej przez NSZZ „Solidarność” przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego. Plakaty miały przedstawiać wizerunki tych polityków, którzy poparli rządowe zmiany w systemie emerytalnym oraz zachęcać do zapamiętania tej postawy i wykorzystania tej wiedzy przy najbliższych wyborach.

W piątek do zarządu mazowieckiej „Solidarności” trafiło jednak pismo z Warexpo – miejskiej spółki, do której należą słupy ogłoszeniowe w stolic – z odmowną opinią dotyczącą odpłatnego wywieszenia związkowych plakatów. Prezes Warexpo powołuje się na opinię prawną, z której wynika że wyklejenie plakatów mogłoby narazić spółkę na „poważne konsekwencje prawne”, tzn. że wymienieni na nich politycy pozwą spółkę o naruszenie dóbr osobistych.

Opinia prawna wskazuje również, że plakaty nie wyjaśniają konkretnie, dlaczego wyborcy mieliby nie ufać politykom, ponieważ brakuje na nich informacji, o jakie referendum chodzi. Dodatkowo opatrzenie wizerunków posłów hasłem: „Czy im jeszcze ufacie” może stawiać ich w złym świetle, ponieważ nie wyjaśnia dlaczego nie można im ufać.

– „Jesteśmy przekonani, że decyzja Warexpo ma charakter polityczny” – komentuje sytuację Andrzej Kropiwnicki, szef mazowieckiej „Solidarności” i warszawski radny. – „W stolicy rządzi przecież PO. Na razie dopinamy umowę z inną firmą, która powiesi nasze plakaty. Będą na ulicach najpóźniej we wtorek” – mówi Kropiwnicki i zapowiada, że Związek nigdy więcej nie będzie współpracował z Warexpo.

Zapytajmy teraz, gdzie są „obrońcy swobód obywatelskich”, którzy w wielkich mediach ostrzegali nas przed rzekomym autorytaryzmem, gdy kilka lat temu rządziła inna partia niż obecnie? Gdzie są ci herosi, którzy odmieniają „wolność”, „pluralizm”, „tolerancję” itp. przez wszelkie przypadki?

Powrót prawowitych właścicieli

Powrót prawowitych właścicieli

Kolejna nacjonalizacja w Ameryce Południowej. Tym razem prezydent Boliwii, Evo Morales, podjął decyzję o upaństwowieniu właściciela sieci elektrycznych – koncernu Red Electrica Corporation.

Jak informuje Wyborcza.biz za „Wall Street Journal”, przejęcie hiszpańskiej firmy, która miała w posiadaniu 85% boliwijskich sieci elektrycznych, zostało ogłoszone w Święto Pracy. Prezydent Morales oskarża Red Electrica Corp. o zbyt niski poziom inwestycji. Podkreśla również, że nacjonalizacja ma na celu przywrócenie Boliwii tego, co już do niej wcześniej należało – informuje z kolei portal Mobile.bloomberg.com.

Należący do Red Electrica Corp. największy boliwijski dostawca energii elektrycznej, spółka Transportadora de Electricidad S.A., powstała w 1997 r. podczas masowej prywatyzacji państwowych zakładów w całej niemal Ameryce Łacińskiej, kiedy lokalni przywódcy wdrażali pakiety „reform” gospodarczych – przypomina Portal Spraw Zagranicznych (psz.pl). W 2007 r. za czasów liberalnego gabinetu Gonzalo Sancheza de Lozady firma została zakupiona przez obcy kapitał i od tamtego czasu znajdowała się w posiadaniu hiszpańskiej korporacji Red Electrica.

Zgodnie z dekretem Moralesa, państwo przejmuje 99,94% akcji TDE, pozostałe 0,06% dostaną robotnicy koncernu. Jest to kolejne w Ameryce Południowej przywrócenie państwu kontroli nad firmą ze strategicznego dla gospodarki obszaru.

Red Electrica Corp. będzie domagać się odszkodowania, według informacji „Wall Street Journal” Boliwia jest gotowa wypłacić rekompensatę. Jak przypomina portal ekonomia24.pl, w 2010 r. Morales znacjonalizował 4 energetyczne koncerny, w tym dwa z kapitałem zagranicznym, m.in. brytyjskiego producenta energii Ruralec. Wcześniej ten sam los spotkał Air BP (paliwa do samolotów) i Entel. Do przejęcia Red Electrica być może zachęciły Moralesa niedawne działania Argentyny, a konkretnie wywłaszczenie przez Cristinę Kirchner hiszpańskiego giganta paliwowego YPF Repsol, dzięki czemu 51% udziałów firmy zostanie podzielone między państwo i prowincje posiadające zasoby ropy i gazy (pisaliśmy o tym tutaj).

Dobry trend

Dobry trend

Autobus i tramwaj zamiast samochodu – na taki wybór decyduje się coraz większa liczba kierowców z dużych miast.

Portal Samorządowy omawia wyniki ankiety przeprowadzonej przez ING. Mówi ona, że korzystanie z auta w okresie ostatnich 12 miesięcy ograniczył co drugi kierowca – zamiast samochodu wybierają komunikację miejską. Wpływ na takie decyzje miał oczywiście wzrost cen paliw. To on sprawił, iż dla części mieszkańców jeżdżenie autem np. do pracy stało się znacznie mniej opłacalne niż jazda transportem publicznym.

Na całkowitą przesiadkę do komunikacji miejskiej zdecydowało się w badanych miastach średnio 6% kierowców. Najwyższy odsetek osób, które z powodu cen paliw przesiadły się do transportu publicznego był w Warszawie, gdzie wyniósł aż 15% oraz w Krakowie –13%. W Trójmieście wskaźnik ten wyniósł 11%, we Wrocławiu 8%, w Łodzi 7%, natomiast w Szczecinie i Katowicach po 5%.