„Nie stać” nas na chore dzieci

„Nie stać” nas na chore dzieci

Sanatoria dziecięce w Suchym Borze i Jarnołtówku zostaną sprzedane. Zarząd województwa opolskiego nie ma pieniędzy, żeby przeprowadzić remonty konieczne do dalszego funkcjonowania placówek.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, sanatorium w Suchym Borze zajmuje się głównie leczeniem wad postawy i rehabilitacją, natomiast placówka w Jarnołtówku prowadzi terapię związaną ze schorzeniami górnych dróg oddechowych. W tym pierwszym może przebywać 85 dzieci z zagwarantowanymi noclegami i 40 na pobyt dzienny. W drugim jest blisko 50 miejsc i na ogół są one w pełni wykorzystane.

Sanatoria wymagają gruntownego remontu (zwłaszcza łazienek), a to wiąże się z kosztami ok. 8 mln zł. Możliwe, iż konieczne będzie wręcz wybudowanie nowego obiektu – pieniądze na ten cel byłby w stanie wyłożyć tylko inwestor z zewnątrz.

Zdaniem Romana Kolka, wicemarszałka województwa, odpowiedzialnego za ochronę zdrowia, w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie sprzedaż przedsiębiorstwa w całości. Zapewnia, że pojawili się już pierwsi zainteresowani, którzy pytali o cenę i warunki transakcji.

Wicemarszałek wierzy, że inwestor który zakupi sanatoria, utrzyma prowadzoną w nich działalność – chociażby ze względu na kontrakt z opolskim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia w wysokości ok. 2,6 mln zł. Jak jednak sam przyznaje, stuprocentowej gwarancji na zachowanie działalności sanatoriów nie ma.

Nóż się w kieszeni otwiera w kraju, którego na nic „nie stać”, nawet na opiekę nad chorymi dziećmi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polak nie potrafi?

Polak nie potrafi?

Po niemal sześciu latach kopalnia „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach wznowiła działalność. Niestety, nie jest to zasługa polskiej Kompanii Węglowej, lecz czeskiego koncernu EPH, który przejął kopalnię i ocalił ją przed likwidacją.

Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach oficjalnie dopuścił do ruchu ścianę na głębokości ok. 600 metrów – informuje portal wnp.pl. Regularne wydobycie powinno zostać uruchomione w ciągu najbliższych tygodni. – „Mamy funkcjonującą już kopalnię Silesia, niebawem będzie wydobywany węgiel, ludzie mają pracę” – wylicza Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. – „Może wreszcie ta sytuacja da decydentom do myślenia, bo powinna! Jakoś Czesi mogą fedrować w Silesii i im się to będzie opłacać. Tylko nam nie, bo przecież Kompania Węglowa, gdyby nie znalazł się kupiec w postaci czeskiego koncernu EPH, planowała Silesię zamknąć. W polskie górnictwo warto inwestować i przykład Silesii o tym świadczy” – podsumowuje Czerkawski.

Możliwości wydobywcze nowej ściany mają się kształtować na poziomie ok. 4,5 tys. ton węgla na dobę. W przyszłym roku w kopalni mają fedrować dwie ściany. Plany EPH zakładają, że Silesia będzie wydobywać ok. 3 mln ton węgla rocznie.

EPH (Energetický a Průmyslový Holding) nabył czechowicką kopalnię od Kompanii Węglowej pod koniec 2010 r. Czeski koncern zadeklarował, że zainwestuje w Silesię 150 mln euro i na deklaracjach się nie skończyło – inwestycje przekroczyły już 108 mln euro. 1 kwietnia br. w Silesii pracowały 1493 osoby. Do końca tego roku Czesi zamierzają dać pracę kolejnym 300 górnikom. Zasoby węgla, które nadają się do wydobycia, wynoszą w przypadku Silesii ok. 130 mln ton węgla, natomiast całość złóż szacuje się na kilkaset milionów ton.

Warto zauważyć, że do przetrwania kopalni w dużej mierze przyczynili się związkowcy. – „Trzeba pamiętać, że to związki zawodowe działające w Silesii z pełną determinacją walczyły o przetrwanie kopalni i pozyskanie inwestora” – przypomina Wacław Czerkawski. – „Ich wysiłek się opłacił, nie poszedł na marne, choć wielu ludzi, w tym pracowników mediów, wówczas z nich szydziło. Przykład Silesii pokazuje, że związki górnicze potrafią działać konstruktywnie, skutecznie i w sposób racjonalny. Przedstawia się nas najczęściej w sposób niesprawiedliwy, jako oszołomów. A to dzięki związkom Silesia może się rozwijać i dawać ludziom pracę, co jest szczególnie istotne w przypadku Czechowic-Dziedzic i okolic. Przykład Silesii nie jest odosobniony. Związki sprzeciwiły się planom zamknięcia kopalni Halemba. Ona też funkcjonuje i ma się coraz lepiej” – zaznacza Wacław Czerkawski.

Od przejęcia kopalni Silesia przez Czechów wiele się w niej zmieniło na lepsze. EPH zainwestował w nowoczesny sprzęt – zakupiono m.in. pięć kombajnów ścianowych. Trwa remont skipu – ma on zostać oddany do użytku w drugiej połowie przyszłego roku. Ponadto rozpoczęto renowację łaźni. EPH zainwestuje też m.in. w modernizację zakładu przeróbki węgla. – „Czesi dali drugie życie Silesii, cały czas tylko powraca pytanie: jak to jest, że oni potrafią, a my nie” – mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Jest to już kolejny taki przykład – opisywaliśmy już sytuację w Czerwionce-Leszczynach, gdzie Polacy zlikwidowali kopalnię, a po 11 latach eksploatację złóż wznawia tam zagraniczny koncern. Ten tekst można przeczytać tutaj.

Oddajcie Bieszczadom kolej!

Oddajcie Bieszczadom kolej!

Ruszyła akcja mająca na celu przywrócenie komunikacji kolejowej dla osób dojeżdżających w Bieszczady oraz zapewnienie obsługi komunikacyjnej dla ponad 400 tys. mieszkańców regionu, którzy są pozbawieni możliwości podróżowania pociągami.

Marcin Kreis, koordynator akcji, wystosował w tej sprawie list otwarty, w którym zwraca się z prośbą do PKP Intercity o reaktywację połączeń kolejowych w Bieszczady. Zaproponował rozwiązania, które pozwoliłyby zoptymalizować liczbę pasażerów, a takim połączeniom zapewnić rentowność. W sezonie turystycznym można by jego zdaniem uruchomić łącznik do pociągu TLK „Monciak – Krupówki” (od 1 czerwca „Nosal”) lub do TLK „Regle” (w zależności od tego, który z pociągów będzie kursował do Krynicy po wprowadzeniu czerwcowej korekty do rozkładu jazdy) relacji Gdynia – Jasło – Gdynia kursującego codziennie (ewentualnie w soboty i niedziele). Aby zapewnić jego dostępność dla szerokiej grupy pasażerów – zarówno tych ceniących wygodę, jak i wybierających niską cenę – mógłby się on składać z 1-2 wagonów klasy 2 oraz kuszetki. Poza sezonem łącznik mógłby kursować tylko w sobotę i niedzielę. Aby zapewnić dojazd w Bieszczady, w związku z brakiem lokomotyw spalinowych, wystarczyłoby tymczasowe uruchomienie tańszego w eksploatacji (byłoby to również zmniejszenie ryzyka w sytuacji niskiej frekwencji) autobusu Intercity kursującego w relacji Jasło – Zagórz – Jasło (przez Krosno i Sanok).

Jak przekonuje Kreis, realizacja pomysłu zapewniłaby dobre połączenie turystyczne z Bieszczadami dużej części Polski – z Trójmiasta, Warszawy, Kielc, Krakowa. Ponadto na trasie pociągu znajduje się m.in. Biecz (nazywany „perłą Podkarpacia” lub „małym Krakowem”) czy znany wśród fanów kolei z Polski i zagranicy Stary Dworzec w Gorlicach Zagórzanach, a także zabytki związane z początkami polskiego wydobycia ropy naftowej, liczne stadniny dla miłośników koni, obiekty uzdrowiskowe, np. Wysowa, zabytki architektury drewnianej dla miłośników historii, a dla miłośników sportów zimowych obiekty narciarskie takie, jak Magura Małastowska. Jest to region o dużym potencjale turystycznym (szczególnie dla osób ceniących spokojny wypoczynek), który jest słabo wykorzystywany głównie przez brak dobrej komunikacji z resztą Polski. Bezkonkurencyjnym atutem kolei byłaby możliwość podróży w te okolice z rowerem, co przy podróży busem jest praktycznie niemożliwe (uwagę na to zwraca wielu turystów – miłośników tych okolic).

Trasą Kraków – Gorlice podróżuje duża liczba osób – w newralgicznych momentach kilkanaście par autobusów dziennie ma kłopot z obsłużeniem wszystkich pasażerów – jednak mieszkańcy skarżą się na brak możliwości powrotu z Krakowa w godzinach nocnych lub wczesnoporannych. Wprowadzenie połączenia kolejowego byłoby dla nich cenną alternatywą. Należałoby jednak dostosować cenę biletu (przez wprowadzenie oferty promocyjnej) tak, aby była konkurencyjna i wynosiła około 20 zł – proponuje Kreis.

Duży potencjał turystyczny, połączony z zaspokojeniem potrzeb mieszkańców Gorlic, Biecza i Jasła na dojazdy do Krakowa i Tarnowa (studenci, osoby pracujące), mają szansę na zapewnienie zadowalającej liczby podróżnych. Również dla spółki PKP Intercity taki łącznik stanowiłby istotne rozszerzenie oferty przewozowej o znaczny, dotychczas nieobsługiwany rejon kraju, obejmujący powiaty gorlicki, jasielski, krośnieński i leski. Jak wylicza Kreis, zapewniłoby to dostęp do połączeń kolejowych PKP Intercity dla niemal 407 tysięcy mieszkańców, którzy są w tej chwili takowych pozbawieni.

Koniec złych reform! Teraz!

Koniec złych reform! Teraz!

Związek Nauczycielstwa Polskiego inicjuje ogólnopolską akcję „Koniec złych reform! Teraz!”.

Jak informuje ZNP, powodem akcji są nieustanne reformy i zmiany w polskim szkolnictwie, które miały miejsce w ciągu ostatnich czterech lat. Chodzi o nowe podstawy programowe, autorskie programy nauczania, tzw. godziny karciane, reformę szkolnictwa zawodowego, nowe „ramówki”, nową pomoc psychologiczno-pedagogiczną, nowe egzaminy i sprawdziany czy profilowanie od II klasy liceum. – „Te zmiany rodzą nie tylko nowe obowiązki po stronie nauczycieli, ale także dodatkową biurokrację, która znacznie obciąża pracowników oświaty” – mówi prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Broniarz zauważa również, że reforma programowa w szkołach ponadgimnazjalnych oznacza mniejszą liczbę godzin dla wielu nauczycieli i ryzyko zwolnień. – „To reformy »3 x B«: bez koncepcji, bez faktycznego dialogu ze środowiskiem, bez wsparcia państwa! Takiej polityce edukacyjnej mówimy nie! Protestujemy przeciwko złym reformom edukacji, pośpiesznie wdrażanym bez przygotowania, bez pilotażu, bez wysłuchania praktyków nauczycieli” – dodaje prezes ZNP. – „W ten sposób chcemy wesprzeć nauczycieli, na barki których spadają nowe obowiązki, a którzy są poddawani w mediach ciągłej krytyce z powodu rzekomych przywilejów i podwyżek, jakie miały miejsce w ostatnim czasie. To może budzić zawodową frustrację. Chcemy także zaakcentować nasz sprzeciw wobec nieprzemyślanych i pośpiesznie wprowadzanych reform, którym nie towarzyszy pilotaż oraz odpowiednie wsparcie dla nauczycieli” – wyjaśnia.

– „Chcemy spokojnie pracować! Nie jesteśmy przeciwko zmianom. Edukacja musi się zmieniać, ale mądrze i odpowiedzialnie! Koniec złych reform! Teraz!” – apeluje szef Związku. Akcja rozpocznie się od ulotek i plakatów, które wkrótce trafią do szkół.