„Solidarność” projektuje lepszą przyszłość

„Solidarność” projektuje lepszą przyszłość

Związkowcy z „Solidarności” przekazali w ubiegłym tygodniu premierowi oraz ministrowi pracy projekty ustaw, mających poprawić sytuację pracowników tymczasowych i osób zatrudnianych na „umowach śmieciowych” oraz zwiększyć wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Jak informuje „Solidarność”, celem projektu ustawy o pracy tymczasowej jest m.in. objęcie osób świadczących pracę tymczasową skutecznymi przepisami ochronnymi oraz ograniczenie patologii, jaką stało się omijanie limitu czasowego trwania zatrudnienia tymczasowego. Zdaniem projektodawców, rozwiązania o charakterze ochronnym, przewidziane przez obecną ustawę o zatrudnianiu pracowników tymczasowych, w praktyce nie są skuteczne. Część projektowanych przez związkowców rozwiązań zostało zaczerpniętych z projektu indywidualnego kodeksu pracy opracowanego przez Komisję Kodyfikacyjną oraz z prezydenckiego projektu (Lecha Kaczyńskiego) ustawy o zmianie ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych z 2009 r.

Drugi projekt dotyczy zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. Przewiduje on objęcie obowiązkiem ubezpieczeń emerytalnego i rentowych osób świadczących pracę na podstawie umowy o dzieło, osób pobierających zasiłek przedemerytalny lub świadczenie przedemerytalne oraz członków rad nadzorczych pobierających z tego tytułu wynagrodzenie, gdy osoby te posiadają miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i nie podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu z innego tytułu. „Jego celem jest m.in. przeciwdziałanie nieuczciwej konkurencji mającej swoje źródło w nadużywaniu przez przedsiębiorców pozakodeksowych form zatrudnienia w stosunku do przedsiębiorców zatrudniających na podstawie przepisów kodeksu pracy” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

Proponowane przez „Solidarność” przepisy mają wpłynąć na poprawę sytuacji finansowej Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Za niski poziom przychodów ze składek odpowiedzialne są bowiem takie zjawiska występujące na rynku pracy, jak rosnący odsetek osób świadczących pracę w ramach wymuszonego samozatrudnienia oraz na podstawie umów cywilnoprawnych, które wiążą się z niższą składką na ubezpieczenia społeczne niż w przypadku umów o pracę; upowszechnianie się tzw. nietypowych form zatrudnienia; deklarowanie przez pracodawców niższego wynagrodzenia od rzeczywiście wypłacanego pracownikowi czy zatrudnienie „na czarno”.

Szacowany wzrost dochodów z tytułu podniesienia wysokości podstawy obliczania składek osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą wyniesie ok. 5,5 mld złotych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polak nie potrafi?

Polak nie potrafi?

Po niemal sześciu latach kopalnia „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach wznowiła działalność. Niestety, nie jest to zasługa polskiej Kompanii Węglowej, lecz czeskiego koncernu EPH, który przejął kopalnię i ocalił ją przed likwidacją.

Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach oficjalnie dopuścił do ruchu ścianę na głębokości ok. 600 metrów – informuje portal wnp.pl. Regularne wydobycie powinno zostać uruchomione w ciągu najbliższych tygodni. – „Mamy funkcjonującą już kopalnię Silesia, niebawem będzie wydobywany węgiel, ludzie mają pracę” – wylicza Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. – „Może wreszcie ta sytuacja da decydentom do myślenia, bo powinna! Jakoś Czesi mogą fedrować w Silesii i im się to będzie opłacać. Tylko nam nie, bo przecież Kompania Węglowa, gdyby nie znalazł się kupiec w postaci czeskiego koncernu EPH, planowała Silesię zamknąć. W polskie górnictwo warto inwestować i przykład Silesii o tym świadczy” – podsumowuje Czerkawski.

Możliwości wydobywcze nowej ściany mają się kształtować na poziomie ok. 4,5 tys. ton węgla na dobę. W przyszłym roku w kopalni mają fedrować dwie ściany. Plany EPH zakładają, że Silesia będzie wydobywać ok. 3 mln ton węgla rocznie.

EPH (Energetický a Průmyslový Holding) nabył czechowicką kopalnię od Kompanii Węglowej pod koniec 2010 r. Czeski koncern zadeklarował, że zainwestuje w Silesię 150 mln euro i na deklaracjach się nie skończyło – inwestycje przekroczyły już 108 mln euro. 1 kwietnia br. w Silesii pracowały 1493 osoby. Do końca tego roku Czesi zamierzają dać pracę kolejnym 300 górnikom. Zasoby węgla, które nadają się do wydobycia, wynoszą w przypadku Silesii ok. 130 mln ton węgla, natomiast całość złóż szacuje się na kilkaset milionów ton.

Warto zauważyć, że do przetrwania kopalni w dużej mierze przyczynili się związkowcy. – „Trzeba pamiętać, że to związki zawodowe działające w Silesii z pełną determinacją walczyły o przetrwanie kopalni i pozyskanie inwestora” – przypomina Wacław Czerkawski. – „Ich wysiłek się opłacił, nie poszedł na marne, choć wielu ludzi, w tym pracowników mediów, wówczas z nich szydziło. Przykład Silesii pokazuje, że związki górnicze potrafią działać konstruktywnie, skutecznie i w sposób racjonalny. Przedstawia się nas najczęściej w sposób niesprawiedliwy, jako oszołomów. A to dzięki związkom Silesia może się rozwijać i dawać ludziom pracę, co jest szczególnie istotne w przypadku Czechowic-Dziedzic i okolic. Przykład Silesii nie jest odosobniony. Związki sprzeciwiły się planom zamknięcia kopalni Halemba. Ona też funkcjonuje i ma się coraz lepiej” – zaznacza Wacław Czerkawski.

Od przejęcia kopalni Silesia przez Czechów wiele się w niej zmieniło na lepsze. EPH zainwestował w nowoczesny sprzęt – zakupiono m.in. pięć kombajnów ścianowych. Trwa remont skipu – ma on zostać oddany do użytku w drugiej połowie przyszłego roku. Ponadto rozpoczęto renowację łaźni. EPH zainwestuje też m.in. w modernizację zakładu przeróbki węgla. – „Czesi dali drugie życie Silesii, cały czas tylko powraca pytanie: jak to jest, że oni potrafią, a my nie” – mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Jest to już kolejny taki przykład – opisywaliśmy już sytuację w Czerwionce-Leszczynach, gdzie Polacy zlikwidowali kopalnię, a po 11 latach eksploatację złóż wznawia tam zagraniczny koncern. Ten tekst można przeczytać tutaj.

Oddajcie Bieszczadom kolej!

Oddajcie Bieszczadom kolej!

Ruszyła akcja mająca na celu przywrócenie komunikacji kolejowej dla osób dojeżdżających w Bieszczady oraz zapewnienie obsługi komunikacyjnej dla ponad 400 tys. mieszkańców regionu, którzy są pozbawieni możliwości podróżowania pociągami.

Marcin Kreis, koordynator akcji, wystosował w tej sprawie list otwarty, w którym zwraca się z prośbą do PKP Intercity o reaktywację połączeń kolejowych w Bieszczady. Zaproponował rozwiązania, które pozwoliłyby zoptymalizować liczbę pasażerów, a takim połączeniom zapewnić rentowność. W sezonie turystycznym można by jego zdaniem uruchomić łącznik do pociągu TLK „Monciak – Krupówki” (od 1 czerwca „Nosal”) lub do TLK „Regle” (w zależności od tego, który z pociągów będzie kursował do Krynicy po wprowadzeniu czerwcowej korekty do rozkładu jazdy) relacji Gdynia – Jasło – Gdynia kursującego codziennie (ewentualnie w soboty i niedziele). Aby zapewnić jego dostępność dla szerokiej grupy pasażerów – zarówno tych ceniących wygodę, jak i wybierających niską cenę – mógłby się on składać z 1-2 wagonów klasy 2 oraz kuszetki. Poza sezonem łącznik mógłby kursować tylko w sobotę i niedzielę. Aby zapewnić dojazd w Bieszczady, w związku z brakiem lokomotyw spalinowych, wystarczyłoby tymczasowe uruchomienie tańszego w eksploatacji (byłoby to również zmniejszenie ryzyka w sytuacji niskiej frekwencji) autobusu Intercity kursującego w relacji Jasło – Zagórz – Jasło (przez Krosno i Sanok).

Jak przekonuje Kreis, realizacja pomysłu zapewniłaby dobre połączenie turystyczne z Bieszczadami dużej części Polski – z Trójmiasta, Warszawy, Kielc, Krakowa. Ponadto na trasie pociągu znajduje się m.in. Biecz (nazywany „perłą Podkarpacia” lub „małym Krakowem”) czy znany wśród fanów kolei z Polski i zagranicy Stary Dworzec w Gorlicach Zagórzanach, a także zabytki związane z początkami polskiego wydobycia ropy naftowej, liczne stadniny dla miłośników koni, obiekty uzdrowiskowe, np. Wysowa, zabytki architektury drewnianej dla miłośników historii, a dla miłośników sportów zimowych obiekty narciarskie takie, jak Magura Małastowska. Jest to region o dużym potencjale turystycznym (szczególnie dla osób ceniących spokojny wypoczynek), który jest słabo wykorzystywany głównie przez brak dobrej komunikacji z resztą Polski. Bezkonkurencyjnym atutem kolei byłaby możliwość podróży w te okolice z rowerem, co przy podróży busem jest praktycznie niemożliwe (uwagę na to zwraca wielu turystów – miłośników tych okolic).

Trasą Kraków – Gorlice podróżuje duża liczba osób – w newralgicznych momentach kilkanaście par autobusów dziennie ma kłopot z obsłużeniem wszystkich pasażerów – jednak mieszkańcy skarżą się na brak możliwości powrotu z Krakowa w godzinach nocnych lub wczesnoporannych. Wprowadzenie połączenia kolejowego byłoby dla nich cenną alternatywą. Należałoby jednak dostosować cenę biletu (przez wprowadzenie oferty promocyjnej) tak, aby była konkurencyjna i wynosiła około 20 zł – proponuje Kreis.

Duży potencjał turystyczny, połączony z zaspokojeniem potrzeb mieszkańców Gorlic, Biecza i Jasła na dojazdy do Krakowa i Tarnowa (studenci, osoby pracujące), mają szansę na zapewnienie zadowalającej liczby podróżnych. Również dla spółki PKP Intercity taki łącznik stanowiłby istotne rozszerzenie oferty przewozowej o znaczny, dotychczas nieobsługiwany rejon kraju, obejmujący powiaty gorlicki, jasielski, krośnieński i leski. Jak wylicza Kreis, zapewniłoby to dostęp do połączeń kolejowych PKP Intercity dla niemal 407 tysięcy mieszkańców, którzy są w tej chwili takowych pozbawieni.

Koniec złych reform! Teraz!

Koniec złych reform! Teraz!

Związek Nauczycielstwa Polskiego inicjuje ogólnopolską akcję „Koniec złych reform! Teraz!”.

Jak informuje ZNP, powodem akcji są nieustanne reformy i zmiany w polskim szkolnictwie, które miały miejsce w ciągu ostatnich czterech lat. Chodzi o nowe podstawy programowe, autorskie programy nauczania, tzw. godziny karciane, reformę szkolnictwa zawodowego, nowe „ramówki”, nową pomoc psychologiczno-pedagogiczną, nowe egzaminy i sprawdziany czy profilowanie od II klasy liceum. – „Te zmiany rodzą nie tylko nowe obowiązki po stronie nauczycieli, ale także dodatkową biurokrację, która znacznie obciąża pracowników oświaty” – mówi prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Broniarz zauważa również, że reforma programowa w szkołach ponadgimnazjalnych oznacza mniejszą liczbę godzin dla wielu nauczycieli i ryzyko zwolnień. – „To reformy »3 x B«: bez koncepcji, bez faktycznego dialogu ze środowiskiem, bez wsparcia państwa! Takiej polityce edukacyjnej mówimy nie! Protestujemy przeciwko złym reformom edukacji, pośpiesznie wdrażanym bez przygotowania, bez pilotażu, bez wysłuchania praktyków nauczycieli” – dodaje prezes ZNP. – „W ten sposób chcemy wesprzeć nauczycieli, na barki których spadają nowe obowiązki, a którzy są poddawani w mediach ciągłej krytyce z powodu rzekomych przywilejów i podwyżek, jakie miały miejsce w ostatnim czasie. To może budzić zawodową frustrację. Chcemy także zaakcentować nasz sprzeciw wobec nieprzemyślanych i pośpiesznie wprowadzanych reform, którym nie towarzyszy pilotaż oraz odpowiednie wsparcie dla nauczycieli” – wyjaśnia.

– „Chcemy spokojnie pracować! Nie jesteśmy przeciwko zmianom. Edukacja musi się zmieniać, ale mądrze i odpowiedzialnie! Koniec złych reform! Teraz!” – apeluje szef Związku. Akcja rozpocznie się od ulotek i plakatów, które wkrótce trafią do szkół.