Studencki alarm – umowy śmieciowe do likwidacji, śmieciowe uczelnie do renowacji!

Studencki alarm – umowy śmieciowe do likwidacji, śmieciowe uczelnie do renowacji!

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie organizuje 23 maja w Warszawie zgromadzenie wymierzone w negatywne zjawiska dotyczące uczelni wyższych i sytuacji studentów.

Masz dość lekceważącego traktowania w uczelni i w pracy? Dość „umów śmieciowych”? Nie jesteś zadowolony z obecnego modelu edukacji wyższej i „gospodarki opartej na biedzie” – niskopłatnej pracy typu call center? Swoje stypendium wydajesz co miesiąc w całości na ksero, zjedzenie kilku ciepłych obiadów na mieście i dojazdy na uczelnię? Nie chcesz płacić za studia?

BIJEMY NA STUDENCKI ALARM! 23 maja o godz. 18:30 w sali 205 (Stary BUW, Kampus Główny Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28) organizujemy zgromadzenie, które będzie jednocześnie partycypacyjną dyskusją i naszym protestem przeciwko „śmieciowej pracy”, „śmieciowym uczelniom” i „gospodarce opartej na biedzie”. Organizujemy obrady, w czasie których każdy będzie mógł zabrać głos.

Postulaty, które padną w czasie dyskusji, staną się podstawą prac nad programem pozytywnym, ukazującym realną alternatywę dla obecnie funkcjonujących w Polsce modelów szkolnictwa wyższego i gospodarki.

Niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” prezes PZU zaalarmował, że polska edukacja nie odpowiada wymaganiom nowoczesnego rynku pracy. W odpowiedzi na te słowa minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zwołała okrągły stół pracodawców i rektorów. Przy stole zabraknie osób, które są w tym wszystkim najważniejsze, czyli nas – studentów i studentek, młodych pracowników i pracownic.

Minister ogłosiła również „konkurs na najlepsze dostosowanie się do nowych warunków rynkowych – da po 1 mln zł wydziałom, które wymyślą sposób na zbliżenie się do biznesu i zmianę postaw studentów”. Nie bardzo wiemy, na czym miałoby polegać „dostosowanie się” i „zmiana naszych postaw”. Może na dostosowaniu się do niskopłatnej pracy w call center, zaakceptowaniu status quo i niewychylaniu się z żadnymi „roszczeniowymi” postulatami typu prawo do urlopu czy 2000 zł miesięcznego wynagrodzenia?

O naszym losie znów będzie się decydowało ponad naszym głowami. Decydenci i przedstawiciele biznesu po raz kolejny mówią nam, że jesteśmy nieodpowiednio wykształceni i za mało dostosowani do rynku. Ich perspektywa nie ma nic wspólnego z naszymi problemami.

DLATEGO BIJEMY NA STUDENCKI ALARM!

60 % z nas płaci za studia. Na „bezpłatnych” studiach coraz częściej pobiera się od nas dodatkowe opłaty. Wszyscy ponoszą wysokie koszty utrzymania i studiowania. Wiele osób ma problemy z pokryciem wszystkich tych kosztów i musi łączyć pracę ze studiami. Wsparcie socjalne jest zbyt niskie, a często po prostu go nie ma. Uniwersytet zamiast redukować nierówności społeczne, tylko je reprodukuje.

Nowe prawo o szkolnictwie wyższym i kierunek, w którym się ono zmienia, nie pozostawia nam złudzeń. Uczelnie mają stać się fabrykami dyplomów dla „umysłowych wyrobników”. Celem edukacji wyższej ma być służba… nie społeczeństwu, lecz rynkowi. Nowe prawo to wstęp do komercjalizacji, prywatyzacji nauczania, spadku poziomu edukacji i zamykania uczelni.

Rząd zapowiadał stworzenie „gospodarki opartej na wiedzy”. Tymczasem w Polsce buduje się „gospodarkę opartą na biedzie”. Stajemy się światowym centrum… call center, wyzysku i niskich płac. Takie perspektywy czekają młodych po studiach. Ponad 20% z nich nie ma pracy, 30% pracuje, ale nie ma żadnych praw, bo to „praca śmieciowa”. „Szczęśliwcy” otrzymują umowę o pracę z zawrotną pensją rzędu 1200-1500 zł netto.

Polska faktycznie jest zieloną wyspą… jeżeli mowa o nierównościach społecznych. Należymy tutaj do niechlubnej europejskiej czołówki. Rozwarstwienie społeczne jest ogromne. Są ludzie, którzy mają bardzo dużo i są ludzie, którzy nie mają niczego albo prawie niczego. Tymi drugimi jesteśmy my.

To nie my i nie uczelnie mają dostosowywać się do rynku, dla którego jesteśmy jedynie tanią siłą roboczą. Przyszłość gospodarki winna być zarysowywana na uczelniach, w miejscach pracy, w instytutach badawczych, a nie w gabinetach prezesów firm, których racją istnienia jest ciągłe wypracowywanie zysku. Edukacja i nauka są przede wszystkim wartościami i należy szanować je jako takie. Nie oznacza to, że pragniemy edukacji wyższej pozbawionej praktycznego zastosowania – wprost przeciwnie – gospodarka powinna być oparta na społecznych potrzebach, nie wyłącznie na dążeniu do zysku i wzrostu ekonomicznego, z którego owoców korzystają jedynie nieliczni.

W uczelniach, w zakładach pracy, w rozmowach w autobusach i tramwajach coraz częściej słychać głos rodzącej się alternatywy. Jednocześnie w debacie publicznej ciągle go brakuje, dlatego to my – młodzi ludzie, których te problemy dotykają co dnia – mówimy dość! Czujemy, że rodzi się w nas sprzeciw i chcemy go konstruktywnie wykorzystać.

DLATEGO BIJEMY NA STUDENCKI ALARM! Bierzemy sprawy we własne ręce.

Zgromadzenie zostanie podzielone na dwie części:

I część: śmieciowa praca – 18:30-20:00.

Ii część: śmieciowe uczelnie – 20:00-21:30.

Chcemy, aby rządzący usłyszeli głos naszego pokolenia.

Chcemy w końcu decydować sami o sobie.

Więcej informacji: www.demokratyczne.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kolejarze od Balcerowicza

Kolejarze od Balcerowicza

Rządy w Grupie PKP przejmują najbliżsi współpracownicy Leszka Balcerowicza.

Z Leszkiem Balcerowiczem od kilkunastu lat blisko współpracuje Jakub Karnowski, z początkiem kwietnia powołany na fotel prezesa PKP S.A. Gdy Balcerowicz w latach 1997-2000 był wicepremierem oraz ministrem finansów w rządzie Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności, Karnowski pełnił funkcję szefa jego gabinetu politycznego (objął to stanowisko jako 23-latek).

Gdy Balcerowicz został natomiast szefem NBP, Karnowski został tam zatrudniony najpierw jako doradca, a następnie jako dyrektor departamentu zagranicznego. Ponadto Jakub Karnowski jest pracownikiem kierowanej przez Leszka Balcerowicza katedry międzynarodowych studiów porównawczych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Podobnym życiorysem może pochwalić się Piotr Ciżkowicz, który do władz PKP S.A. – na stanowisko członka zarządu – trafił razem z Karnowskim. Ciżkowicz w czasach prezesury Balcerowicza w NBP był kierownikiem wydziału międzynarodowych studiów porównawczych (wydział podlegał dyrektorowi departamentu zagranicznego NBP, czyli Jakubowi Karnowskiemu). Ciżkowicz również pracuje w kierowanej przez Balcerowicza katedrze na SGH.

Przed przejściem do zarządu PKP S.A. Jakub Karnowski był prezesem Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych PKO, a Piotr Ciżkowicz głównym ekonomistą firmy doradczej Ernst & Young.

Kolejnym aniołkiem Balcerowicza w Grupie PKP jest Remigiusz Paszkiewicz, któremu pod koniec kwietnia powierzono pełnienie obowiązków prezesa zarządu spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Paszkiewicz wraz z Leszkiem Balcerowiczem pracował w Ministerstwie Finansów oraz w Narodowym Banku Polskim. Ostatnie pięć lat Paszkiewicz spędził piastując kierownicze stanowiska w spółkach grupy Orlen: kierował między innymi inowrocławskimi kopalniami soli Solino i zakładami chemicznymi Anwil we Włocławku.

Niespełna tydzień po powołaniu nowego zarządu PKP S.A. – na czele którego stanął Jakub Karnowski – zależny od Grupy PKP portal internetowy „Kurier Kolejowy” zamieścił komentarz-laurkę na temat nowego szefa Grupy PKP: „Doświadczenie Jakuba Karnowskiego zdobyte w sektorze finansowym będzie jego cennym atutem, bo do naprawy finansów PKP potrzeba dobrego, konsekwentnego menedżera, jakim bez wątpienia jest Jakub Karnowski. (…) Jako codzienny użytkownik kolei szczerze trzymam kciuki, aby mu się udało”. Autorem powyższej opinii jest Wiktor Wojciechowski, przedstawiony przez redakcję portalu „Kurier Kolejowy” wyłącznie jako główny ekonomista Invest-Bank S.A..

Tymczasem Wiktor Wojciechowski trzyma kciuki nie tylko jako „codzienny użytkownik kolei”, ale również jako… kolega nowego prezesa PKP S.A. Wojciechowski to bowiem kolejny aniołek Balcerowicza – tak jak Karnowski związany jest z katedrą międzynarodowych studiów porównawczych SGH (Leszek Balcerowicz był promotorem pracy doktorskiej Wiktora Wojciechowskiego). Podobnie jak Karnowski, Ciżkowski oraz Paszkiewicz, również i Wojciechowski pracował w Narodowym Banku Polskim w czasie prezesury Balcerowicza.

Wiktor Wojciechowski jest ponadto związany z fundacją Forum Obywatelskiego Rozwoju, której Leszek Balcerowicz jest założycielem, wyłącznym fundatorem oraz przewodniczącym rady.

Z Forum Obywatelskiego Rozwoju – jako członek rady fundacji – związany był również Tadeusz Syryjczyk, obecnie senior-ekspert w Zespole Doradców Gospodarczych TOR.

Tymczasem to właśnie ze środowiska zespołu TOR w ostatnim czasie wypływały sygnały umacniające pozycję Jakuba Karnowskiego. Piotr Faryna, prokurent w ZDG TOR, stwierdził w wypowiedzi dla portalu internetowego „Rynek Kolejowy”, że w fotelu prezesa PKP S.A. „potrzebny jest finansista, a nie kolejarz, i profil pana Karnowskiego spełnia te wymagania. Znajomość kolei nie jest mu do niczego potrzebna”. Natomiast Adrian Furgalski, dyrektor w ZDG TOR, w mediach chwalił powołanie Karnowskiego na szefa PKP, argumentując, iż „nowy prezes PKP jest Balcerowiczem kolei i twardym człowiekiem” (radio Tok FM), a „aby uzdrowić polską kolej trzeba dopuścić świeżą krew ekonomistów, finansistów” (Polskie Radio).

Senior-eksperta zespołu TOR Tadeusza Syryjczyka z Leszkiem Balcerowiczem łączy to, że razem działali w Unii Demokratycznej, następnie przekształconej w Unię Wolności. Z ramienia tej partii w koalicji AWS-UW rządzącej w latach 1997-2000 byli ministrami (Balcerowicz – finansów, a Syryjczyk – transportu i gospodarki morskiej). W Ministerstwie Transportu i Gospodarki Morskiej za kadencji Syryjczyka szefową gabinetu politycznego była Maria Wasiak –  pełniła tę funkcję w latach 1998-2000 (w tym czasie pracownikiem tego gabinetu był Adrian Furgalski, dziś ekspert i komentator, a wówczas młody działacz Unii Wolności).

Dziś Maria Wasiak jest członkiem zarządu PKP S.A. kierowanego przez Jakuba Karnowskiego. Wasiak wysokie funkcje na kolei zajmuje od 2000 r. (od momentu gdy wraz z Tadeuszem Syryjczykiem odeszła z ministerstwa po wystąpieniu Unii Wolności z koalicji AWS-UW). Maria Wasiak przez ostatnich 12 lat była między innymi prezesem spółki PKP Przewozy Regionalne oraz dyrektorem biura prywatyzacji PKP S.A. Od 2004 r. nieprzerwanie zasiada w zarządzie PKP S.A.

Mimo deklaracji ministra transportu Sławomira Nowaka, że zależy mu na „nowej jakości w zarządzaniu” w Grupie PKP, Maria Wasiak przetrwała ostatnie zmiany w zarządzie PKP S.A. Nowak wyjaśnił, iż chodzi o syntezę doświadczenia i nowej jakości.

Dla Marii Wasiak i Jakuba Karnowskiego znalezienie się w jednym zarządzie PKP S.A. to spotkanie po latach. Przed 12 laty byli oni bowiem szefami gabinetów czołowych polityków Unii Wolności zasiadających w radzie ministrów koalicji AWS-UW. Dodajmy, że to właśnie w tym rządzie powstawała uchwalona we wrześniu 2000 r. ustawa o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP, która, wprowadzając podział kolei na spółki, rozkręciła błędne koło nieustannych przekształceń na kolei.

Karol Trammer

_______________________
Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 59, maj-czerwiec 2012; http://www.zbs.net.pl. Na potrzeby niniejszego przedruku pominięto śródtytuły.

„Nie stać” nas na chore dzieci

„Nie stać” nas na chore dzieci

Sanatoria dziecięce w Suchym Borze i Jarnołtówku zostaną sprzedane. Zarząd województwa opolskiego nie ma pieniędzy, żeby przeprowadzić remonty konieczne do dalszego funkcjonowania placówek.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, sanatorium w Suchym Borze zajmuje się głównie leczeniem wad postawy i rehabilitacją, natomiast placówka w Jarnołtówku prowadzi terapię związaną ze schorzeniami górnych dróg oddechowych. W tym pierwszym może przebywać 85 dzieci z zagwarantowanymi noclegami i 40 na pobyt dzienny. W drugim jest blisko 50 miejsc i na ogół są one w pełni wykorzystane.

Sanatoria wymagają gruntownego remontu (zwłaszcza łazienek), a to wiąże się z kosztami ok. 8 mln zł. Możliwe, iż konieczne będzie wręcz wybudowanie nowego obiektu – pieniądze na ten cel byłby w stanie wyłożyć tylko inwestor z zewnątrz.

Zdaniem Romana Kolka, wicemarszałka województwa, odpowiedzialnego za ochronę zdrowia, w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie sprzedaż przedsiębiorstwa w całości. Zapewnia, że pojawili się już pierwsi zainteresowani, którzy pytali o cenę i warunki transakcji.

Wicemarszałek wierzy, że inwestor który zakupi sanatoria, utrzyma prowadzoną w nich działalność – chociażby ze względu na kontrakt z opolskim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia w wysokości ok. 2,6 mln zł. Jak jednak sam przyznaje, stuprocentowej gwarancji na zachowanie działalności sanatoriów nie ma.

Nóż się w kieszeni otwiera w kraju, którego na nic „nie stać”, nawet na opiekę nad chorymi dziećmi.

„Solidarność” projektuje lepszą przyszłość

„Solidarność” projektuje lepszą przyszłość

Związkowcy z „Solidarności” przekazali w ubiegłym tygodniu premierowi oraz ministrowi pracy projekty ustaw, mających poprawić sytuację pracowników tymczasowych i osób zatrudnianych na „umowach śmieciowych” oraz zwiększyć wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Jak informuje „Solidarność”, celem projektu ustawy o pracy tymczasowej jest m.in. objęcie osób świadczących pracę tymczasową skutecznymi przepisami ochronnymi oraz ograniczenie patologii, jaką stało się omijanie limitu czasowego trwania zatrudnienia tymczasowego. Zdaniem projektodawców, rozwiązania o charakterze ochronnym, przewidziane przez obecną ustawę o zatrudnianiu pracowników tymczasowych, w praktyce nie są skuteczne. Część projektowanych przez związkowców rozwiązań zostało zaczerpniętych z projektu indywidualnego kodeksu pracy opracowanego przez Komisję Kodyfikacyjną oraz z prezydenckiego projektu (Lecha Kaczyńskiego) ustawy o zmianie ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych z 2009 r.

Drugi projekt dotyczy zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. Przewiduje on objęcie obowiązkiem ubezpieczeń emerytalnego i rentowych osób świadczących pracę na podstawie umowy o dzieło, osób pobierających zasiłek przedemerytalny lub świadczenie przedemerytalne oraz członków rad nadzorczych pobierających z tego tytułu wynagrodzenie, gdy osoby te posiadają miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i nie podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu z innego tytułu. „Jego celem jest m.in. przeciwdziałanie nieuczciwej konkurencji mającej swoje źródło w nadużywaniu przez przedsiębiorców pozakodeksowych form zatrudnienia w stosunku do przedsiębiorców zatrudniających na podstawie przepisów kodeksu pracy” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

Proponowane przez „Solidarność” przepisy mają wpłynąć na poprawę sytuacji finansowej Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Za niski poziom przychodów ze składek odpowiedzialne są bowiem takie zjawiska występujące na rynku pracy, jak rosnący odsetek osób świadczących pracę w ramach wymuszonego samozatrudnienia oraz na podstawie umów cywilnoprawnych, które wiążą się z niższą składką na ubezpieczenia społeczne niż w przypadku umów o pracę; upowszechnianie się tzw. nietypowych form zatrudnienia; deklarowanie przez pracodawców niższego wynagrodzenia od rzeczywiście wypłacanego pracownikowi czy zatrudnienie „na czarno”.

Szacowany wzrost dochodów z tytułu podniesienia wysokości podstawy obliczania składek osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą wyniesie ok. 5,5 mld złotych.