Bądź człowiekiem – podwieź człowieka

Bądź człowiekiem – podwieź człowieka

W Polsce zyskuje popularność carpooling. Jest to forma podróżowania, która polega na udostępnianiu wolnego miejsca we własnym samochodzie lub korzystania z wolnego miejsca w cudzym.

To dobre rozwiązanie nie tylko w przypadku dalekich podróży, ale i w sytuacji, gdy codziennie pokonać trzeba kilka kilometrów, a nie ma się ochoty lub możliwości zrobienia tego komunikacją miejską – przekonuje Telewizja Silesia. Życzliwego kierowcę, który udostępni miejsce w swoim samochodzie, można znaleźć w Internecie, np. na stronie carpooling.pl.

Strony internetowe oferują już kilkanaście tysięcy przejazdów dziennie. Z samych tylko Katowic można znaleźć ich ponad dwa tysiące w ciągu dnia. Ogłaszają się zarówno kierowcy, jak i pasażerowie potrzebujący podwózki. Kierowcy w ogłoszeniach informują, ile miejsc mają dostępnych w samochodzie, dokąd jadą, o której ruszają i o której planują powrót. Kierowca i pasażerowie dzielą się kosztami przejazdu. – „To wychodzi dużo taniej. Jest to oszczędność budżetu domowego” – zapewnia Karolina Dąbrowska.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Budżet w rękach obywateli

Budżet w rękach obywateli

Łodzianie zadecydują o sposobie wydawania 1 proc. budżetu miasta, czyli ok. 35 mln zł.

Inicjatorami wprowadzenia w Łodzi budżetu obywatelskiego są lokalne organizacje pozarządowe – informuje „Rzeczpospolita”. Rok temu taki eksperyment jako pierwszy w Polsce przeprowadził Sopot.

– „Budżet obywatelski tym różni się od prowadzonych teraz konsultacji społecznych, że decyzja mieszkańców o wydatkach byłaby dla prezydenta wiążąca. Inwestycje wskazane przez łodzian musiałyby być zrealizowane” – mówi Łukasz Prykowski, pełnomocnik prezydenta Łodzi ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi. Szczegóły ma wypracować zespół roboczy złożony z przedstawicieli organizacji pozarządowych, radnych i urzędników. – „Mieszkańcy wybieraliby zadania do realizacji, przyznając punkty w skali od najważniejszego do najmniej ważnego. Ostateczne głosowanie widziałbym raczej nie przez Internet, bo chodzi nam o to, by każdy oddał głos świadomie. Ideałem byłoby zaangażować w to wszystkich łodzian, ale nie wiem, czy to realne” – tłumaczy Prykowski.

Koszty wprowadzenia budżetu obywatelskiego będą zależały od formy prowadzenia głosowania i informowania mieszkańców o inicjatywie itp.; szacunkowo wylicza się je na 400 tys. zł, co przy 35 mln zł na inwestycje nie jest dużym wydatkiem.

Projekt ruszy w przyszłym roku. Mieszkańcy zdecydują o inwestycjach, które będą realizowane w 2014 r.

A jak to wyglądało w Sopocie? Najpierw do mieszkańców trafiły ulotki informujące, że każdy może zgłaszać swoje pomysły na inwestycje w ramach budżetu obywatelskiego. Zgłoszenia mieszkańców były później weryfikowane. Powstała lista propozycji, składająca się z 47 projektów lokalnych, czyli dzielnicowych, i 22 ogólnomiejskich, a sopocianie w drodze głosowania wybierali ich zdaniem najważniejsze. Głosowanie trwało sześć dni, a wzięło w nim udział około 2,5 tys. z 38 tys. mieszkańców Sopotu. Ostatecznie wybrano pięć dużych i pięć osiedlowych inwestycji, m.in. modernizację schroniska dla zwierząt i powiększenie liczby pojemników na posegregowane odpady.

W Łodzi pojawiły się głosy, że przekazanie jednego procentu budżetu miasta, czyli 35 mln zł na inicjatywy obywatelskie, ograniczy albo w ogóle pozbawi kompetencji rady osiedli. Dziś osiedlowe rady mają do dyspozycji 8 mln zł zapisane w budżecie. – „Budżet obywatelski będzie uzupełnieniem działalności rad osiedli, nie mamy zamiaru pozbawiać ich kompetencji, byłoby to nielogiczne” – dementuje Witold Rosset, przewodniczący komisji finansów rady miejskiej.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny tekst o najbardziej „śmiałej” inicjatywie spod znaku wpływu mieszkańców na wydatkowanie komunalnych pieniędzy – o budżecie partycypacyjnym w brazylijskim mieście Porto Alegre.

Wiosna akcjonariuszy

Wiosna akcjonariuszy

Akcjonariusze w USA i Wielkiej Brytanii poskramiają zapędy szefów wielkich korporacji do przyznawania sobie nieuzasadnionych podwyżek. Brytyjska prasa pisze wręcz o „wiośnie akcjonariuszy”.

Jak informuje Wyborcza.biz, w Wielkiej Brytanii możliwość sprzeciwienia się planowi płac dla zarządu wprowadzono w 2002 r., jednak do tego roku raport na temat płac skutecznie oprotestowano jedynie w czterech wielkich spółkach notowanych na londyńskiej giełdzie: w GlaxoSmithKline, Royal Bank of Scotland, Shell oraz Avivie, gdzie inwestorzy doprowadzili do rezygnacji ze stanowiska prezesa Andrew Mossa. Znaczący procent akcjonariuszy sprzeciwił się też planom płacowym w bankach Barclays, Credit Suisse i UBS, choć w tych wypadkach nie udało się uzyskać większości.

W USA możliwość sprzeciwienia się planom wypłat dla kierownictwa dała akcjonariuszom ustawa Dodda-Franka z 2010 r. W 2011 r. skorzystali z niej akcjonariusze 41 dużych firm, m.in. Hewlett-Packard. W kwietniu tego roku z buntem akcjonariuszy zmierzyć się musiał m.in. jeden z największych banków na świecie, Citigroup, którego szef Vikram Pandit otrzymał od zarządu 15 mln dolarów wynagrodzenia za 2011 r., w którym akcje spółki straciły na wartości 44%.

Chociaż odrzucenie przez akcjonariuszy raportu płacowego nie jest w tych krajach dla zarządu spółki wiążące, zlekceważenie go mogłoby mieć poważne konsekwencje wizerunkowe i spowodować kolejne spadki wartości akcji. Dlatego nawet gdy nie uda się uzyskać 50% głosów na walnym zgromadzeniu, sama debata wokół schematu płac zmusza zarządy do zmiany polityki.

W ostatnich latach na Wyspach Brytyjskich i w USA zbyt wysokie zarobki szefów firm stały się tematem wielkiej publicznej debaty. Obywatele skupieni w ruchach typu Occupy Wall Street protestowali przeciw nierównościom społecznym także na ulicach. Jak podkreślają demonstranci w USA, od lat 70. zarobki szefów największych amerykańskich firm wzrosły czterokrotnie, podczas gdy w tym samym czasie średnia płaca szeregowego pracownika w korporacji spadła o 10%. W Wielkiej Brytanii dynamika zmian była jeszcze większa – czterokrotny wzrost zarobków kadry kierowniczej miał miejsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Jednocześnie na skutek kryzysu wyniki giełdowe wielu dużych spółek były znacznie gorsze od oczekiwań.

W Wielkiej Brytanii falę oburzenia wywołała sprawa prezesa Barclays, Boba Diamonda, który w 2011 r. w ramach pensji, premii i bonusów w postaci akcji otrzymał 17,7 mln funtów, mimo że wyniki jego banku – jak sam otwarcie przyznawał – były „nie do zaakceptowania”. Akcje banku w ciągu roku straciły na wartości ponad 50 funtów. Jak zauważył szef brytyjskiej Organizacji Dyrektorów (IoD) Simon Walker, „bonusy dla kierownictwa w Barclays są trzy razy wyższe niż dywidenda dla akcjonariuszy”. Na walnym zgromadzeniu przeciw planowi płac sprzeciwiło się ostatecznie 27% akcjonariuszy. Przewodniczący rady dyrektorów Marcus Agius zdecydował się publicznie przeprosić inwestorów.

Większość (54%) udało się za to uzyskać na walnym zgromadzeniu Avivy. Mimo że szef spółki Andrew Moss wycofał się w ostatniej chwili z podwyżki (miał zarabiać rocznie powyżej 1 mln funtów), akcjonariusze pozostali nieugięci – w ciągu ostatniego roku akcje Avivy straciły na wartości prawie 30%. Kilka dni po głosowaniu Moss podał się do dymisji, a kurs akcji od razu skoczył w górę. Przewodniczący rady dyrektorów Avivy przyznał, że wydarzenia te były dla niego lekcją. – „Widzimy, że wielu akcjonariuszy ma poczucie, że nie odzwierciedliliśmy ich punktu widzenia i wartości akcji spółki przy ustaleniach dotyczących płac, za co przepraszam” – komentował. – „Widzimy też, że firmy muszą bardziej angażować się w rozmowy z akcjonariuszami na delikatny temat płac dla kadry kierowniczej i Aviva będzie w przyszłości konsultować się z nimi w tej sprawie”.

Przeciwko planom płac w ostatnich tygodniach protestowali także akcjonariusze banków UBS (36% głosów przeciw) i Credit Suisse (32%). A rząd Wielkiej Brytanii chce zapewnić inwestorom jeszcze większą skuteczność – w fazie konsultacji jest obecnie projekt, który odrzucenie przez akcjonariuszy planu płac uczyni wiążącym.

Co prawda akcjonariusze wielkich koncernów nie są przedmiotem naszej szczególnej troski, ale dobrze wiedzieć, że wynaturzenia w „okrętach flagowych” kapitalizmu są tak wielkie, iż zaczęli przeciwko nim protestować nawet dotychczasowi beneficjenci tego systemu.

Lekcja pięknej historii

Lekcja pięknej historii

Już w najbliższą sobotę w Warszawie odbędzie się Noc Kooperatystów! Zapraszamy na niepowtarzalną imprezę do Muzeum Historii Spółdzielczości.

Po raz drugi Stowarzyszenie Obywatele Obywatelom (wydawca „Nowego Obywatela”) wraz z Krajową Radą Spółdzielczą i warszawską Stocznią organizuje wyjątkową imprezę, łączącą historię i tradycje spółdzielcze z praktyką działalności kooperatywnej. W ramach Nocy Muzeów przygotowaliśmy Noc Kooperatystów. „Nowy Obywatel” jest patronem medialnym tej imprezy.  

W warszawskim Domu pod Orłami, przy ul. Jasnej 1, gdzie mieści się siedziba Muzeum Historii Spółdzielczości i Krajowej Rady Spółdzielczej, na jedną noc zagoszczą młodzi spółdzielcy, którzy od późnych godzin popołudniowych aż do północy będą dzielić się swoimi umiejętnościami, wiedzą i doświadczeniem z każdym, kto zechce spotkać się oko w oko z Duchem Spółdzielczości.

W programie m.in. przegląd najciekawszych nowych przedsiębiorstw kooperatywnych (spółdzielnie socjalne, stowarzyszenia, kolektywy) z Warszawy i okolic, prelekcje i dyskusje, koncerty, wystawy, zwiedzanie podziemi muzeum z przewodnikiem, warsztaty praktycznych umiejętności, projekcje multimedialne i filmy.

Chcemy, aby Muzeum Historii Spółdzielczej stało się na tę jedną noc najbardziej żywym muzeum w Warszawie, a także pokazać, że duch kooperatyzmu nie śpi w zakurzonych eksponatach sal muzealnych i piwnicach Domu pod Orłami, ale lecz wciąż żyje w głowach i sercach młodych ludzi, organizujących się w samorządne przedsiębiorstwa kontynuujące ideę „pracy radosnej”.

Zapraszamy do Warszawy 19 maja 2012 (Noc Muzeów), ul. Jasna 1, siedziba Krajowej Rady Spółdzielczej.

Szczegółowy program wieczoru pojawi się wkrótce tutaj.

Na fotografiach ubiegłoroczna Noc Kooperatystów.