Rodzina – nie zyski

Rodzina – nie zyski

Rodzice maluchów uczęszczających do stołecznych żłobków protestują przeciwko nowym stawkom opłat – chcą, aby opieka była tańsza.

W kwietniu sąd administracyjny uznał za nieważne przepisy dotyczące stawek opłat za żłobki – przypomina „Gazeta Wyborcza”. Placówki nie mają obecnie podstawy prawnej, aby je pobierać. Na początku maja ogłosiły, że nie będą tego robić. Urzędnicy jednak szykują w pośpiechu projekt nowej uchwały, która określi zasady płacenia za żłobki zgodne z wyrokiem sądowym. Chodzi m.in. o wprowadzenie opłat za godziny (zamiast miesięcznej stałej kwoty).

Rodzice, którzy zaskarżyli poprzednią uchwałę, nie chcą zgodzić się na stawki proponowane obecnie: ok. 2 zł za godzinę opieki. Wyliczyli, że przy 10-godzinnym pobycie dziecka w placówce, żłobki wcale nie potanieją – nadal trzeba będzie płacić ponad 370 zł miesięcznie. Dodając do tego koszt posiłków, kwota wzrasta do ok. 500 zł. – „Apelujemy o zmianę perspektywy myślenia z »fiskalnej« na prorodzinną i przyjęcie takich opłat, które będą kompromisem między poprzednią ich wysokością a unieważnionymi stawkami” – napisała Małgorzata Lusar do radnych i prezydenta Warszawy w imieniu stowarzyszenia Głos Rodziców.

Jaka kwota byłaby możliwa do zaakceptowania przez protestujących rodziców w stolicy? – „Wprowadzenie stawki, przy której łączna miesięczna opłata za dziesięciogodzinny pobyt dziennie z wyżywieniem wynosiłaby 400 zł, byłoby wyraźnym sygnałem, że Warszawa chce prowadzić politykę prorodzinną. Zostałoby to przyjęte z prawdziwym entuzjazmem i ulgą przez rodziców” – zapewnia Małgorzata Lusar.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pusto(stany) w głowach władz

Pusto(stany) w głowach władz

W stolicy lokale komunalne stoją puste, podczas gdy tysiące osób czekają na mieszkanie.

W Warszawie jest aż 6,5 tys. pustostanów – informuje „Gazeta Wyborcza”. I choć nie wszystkie nadają się do zamieszkania, gdyż statystyki obejmują również puste mieszkania w budynkach grożących zawaleniem i objętych roszczeniami, to jednak spora część lokali mogłaby z powodzeniem zostać wykorzystana.

Niemal 2,2 tys. mieszkań jest w budynkach, które są w złym stanie technicznym, są przeznaczone do rozbiórki albo do wykwaterowania. Natomiast większość – aż 4,3 tys. – pustych mieszkań znajduje się w budynkach w dobrym stanie. Tylko niektóre z nich wymagają gruntownych remontów. Jak dotąd udało się wyremontować 550 mieszkań, część jest już zamieszkana. Natomiast 600 wciąż takiego remontu wymaga – urzędnicy twierdzą, że nie mają na to pieniędzy.

Spośród owych 4,3 tys. pustych mieszkań 1,2 tys. znajduje się w budynkach objętych roszczeniami. Ratusz nie wprowadza tam nikogo, bo po przejęciu nieruchomości właściciele żądaliby odszkodowań za to, że miasto pobierało czynsze w spornych kamienicach. O ile taka argumentacja jest zrozumiała, o tyle trudno nie mieć pretensji do ratusza o pozostałe prawie 1,9 tys. mieszkań, które mają jasną sytuację prawną i czekają tylko na remont bieżący. Na dodatek ta liczba rośnie – w 2009 r. było 1,1 tys. takich pustostanów.

Tymczasem w Warszawie na przydział lokalu czeka ponad 5 tys. rodzin, których nie stać na rynkowy czynsz ani na własne lokum. Również osoby eksmitowane m.in. z kamienic zwróconych właścicielom pilnie potrzebują tanich mieszkań.

Środowiska lokatorskie domagają się, by ratusz nie zwracał kamienic z ludźmi, a wykwaterowanym zapewnił inne lokum. – „Ważny jest mechanizm zachęt dla właścicieli domów, by współfinansowali wyprowadzkę lokatorów. Na przykład mogliby pomóc miastu w remontach pustostanów. Do nich można przenieść ludzi z kamienic. A właściciel będzie mógł wynająć lokale według rynkowych stawek” – mówi Marcin Święcicki, były prezydent stolicy.

Jak twierdzi radny Krystian Legierski, prawo pozwala na finansowy współudział prywatnych właścicieli w remontach lokali komunalnych. – „W takim partnerstwie publiczno-prywatnym właściciel pokrywałby koszt remontu, miasto wprowadzałoby tam lokatorów. Jeśli nieruchomość byłaby dzierżawiona właścicielowi, to różnicę w czynszu płaciłoby miasto” – proponuje.

Służba zdrowia do leczenia

Służba zdrowia do leczenia

Z najnowszych badań wynika, że polski system ochrony zdrowia jest jednym z najgorszych w Europie.

W Europejskim Konsumenckim Indeksie Zdrowia (EHCI), międzynarodowym rankingu badającym jakość usług medycznych, Polska zajmuje obecnie 27 miejsce w Europie na 33 zbadane kraje – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. To o jedno miejsce niżej niż w 2009 r., czyli podczas ostatniej edycji badań. W rankingu przoduje Holandia.

W badaniu analizie poddano pięć obszarów kluczowych dla pacjentów: prawa pacjenta i dostęp do informacji, czas oczekiwania na leczenie, wyniki leczenia, profilaktyka/zakres i zasięg oferowanych usług oraz dostępność leków. Wyniki opracowywane są na podstawie ogólnodostępnych danych statystycznych, ankiet wypełnianych przez pacjentów i niezależnych badań, prowadzonych przez twórcę rankingu Health Consumer Powerhouse (HCP).

Zdaniem autorów badania, zalety polskiego systemu ochrony zdrowia to łatwy dostęp do własnej dokumentacji medycznej, wysoki odsetek szczepień wśród dzieci oraz niska umieralność na zawały serca. Ten ostatni wskaźnik jako jeden z nielicznych pozytywnie wyróżnia nas na tle innych państw.

Minusów jest jednak zdecydowanie więcej. Najgorzej przedstawia się w Polsce dostęp do nowoczesnych leków, wskaźnik umieralności na raka (wysoki!) oraz czas oczekiwania na wizytę u lekarza i na zabiegi w szpitalu. Przykładowo średnia oczekiwania na wszczepienie by-passów to u nas trzy miesiące, podczas gdy w Niemczech – 2-3 tygodnie. – „Te wyniki pokazują, że Polska opieka zdrowotna wymaga głębokich reform” – mówi dr Arne Bjoernberg, dyrektor ds. operacyjnych Instytutu Badawczego HCP i przewodniczący zespołu, który od lat prowadzi badania systemów zdrowotnych. I dodaje, że należymy do krajów, które nie czynią postępów, podczas gdy nasi sąsiedzi usprawniają swoje systemy.

Jeszcze trzy lata temu, kiedy została opublikowana poprzednia edycja rankingu, badacze podkreślali, że co prawda Polska nie należy do najlepszych, ale wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Dziś widać, że zmarnowaliśmy szansę i choć relatywnie najmniej odczuliśmy kryzys ekonomiczny, w ochronie zdrowia daliśmy się wyprzedzić takim krajom, jak Słowacja czy Litwa.

Warto pamiętać, kto rządził przez owe ostatnie 3 lata, w trakcie których Polska zaczęła pikować w dół pod względem ochrony zdrowia. Jest to partia, której posłanka została skazana za próbę „kręcenia lodów” na prywatyzacji służby zdrowia.

Królowo, skarć burżujów

Królowo, skarć burżujów

„Solidarność” wystosowała list do królowej Danii Małgorzaty II, apelując w sprawie złej sytuacji pracowników i związkowców polskiej filii duńskiej sieci sklepów meblarsko-dekoratorskich Jysk.

Spór zbiorowy w sieci Jysk trwa już od końca października 2011 r. Powodem jest nieuzasadniona redukcja etatów i jej konsekwencje: zbyt niskie zarobki pracowników oraz zmuszanie ich do pracy ponad siły (pisaliśmy już o tym – zobacz tutaj oraz tutaj).

„Solidarność” usiłuje rozpocząć negocjacje z pracodawcą, aby poprawić sytuację finansową pracowników, jednak zarząd stale reaguje negatywnie na próby rozwiązania narastającego konfliktu. Dlatego związkowcy zdecydowali się na list do samej królowej Danii z prośbą o interwencję.

W swoim rodzimym kraju Jysk uzyskał w 2010 r. Królewski Tytuł „Dostawcy Jej Wysokości Królowej Danii”, który jest postrzegany jako gwarancja jakości w handlu i przemyśle; przyznaje się go przedsiębiorcom i osobom fizycznym, którzy handlują z Domem Królewskim od lat, są stabilnymi podmiotami, rzetelnymi ekonomicznie, a także mają dobrą reputację publiczną. Tymczasem, jak zauważają związkowcy, reputacja Jysk w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Wedle „Solidarności”, zarząd polskiej filii Jysk przeciwdziała zrzeszaniu się pracowników w związkach zawodowych i utrudnia działania związkowe. Wyraża również silną niechęć do rozpoczęcia negocjacji zbiorowych w sprawie podwyżki płac, pomimo że od 2006 r. firma przynosi w Polsce zyski. Zdaniem związkowców, takie działania są sprzeczne z zasadami Kodeksu Etyki (Code of Conduct), który podobno jest przestrzegany przez Jysk.

Autorzy listu mają nadzieję, że królowa wesprze ich słuszne cele. Oczekują również spotkania z szefami Jysk Nordic, licząc w tym względzie na pomoc duńskich kolegów ze związku zawodowego HK Handel.