Prawa anty-autorskie

Prawa anty-autorskie

Od pewnego czasu coraz więcej kawiarni w całym kraju udostępnia klientom książki do poczytania na miejscu. Ten ciekawy trend, rozbudzający zainteresowaniem czytaniem, oznacza jednak, że – w przypadku oferowania literatury współczesnej – lokale łamią prawo autorskie.

Według ustawy, wykorzystanie utworu, na które nie ma zgody autora lub właściciela jego praw jest zabronione – przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”. Książkę możemy udostępniać jedynie rodzinie i najbliższym znajomym. Jeśli więc właściciel lokalu chce podzielić się nią z klientami, jest zobowiązany do odprowadzenia odpowiedniego wynagrodzenia jej twórcy i uzyskania jego zgody.

Jeśli kawiarnie nie chcą łamać prawa, mają dwie możliwości: albo rozdawać książki, a nie je użyczać, albo na półkach wyłożyć tylko te dzieła, do których prawa autorskie już wygasły (zwykle dzieje się to po 70 latach od śmierci autora). Zgodnie z prawem, za rozpowszechnianie cudzych utworów bez uprawnień grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. W przypadku czerpania z tego korzyści finansowych za kratki trafić można nawet na 3 lata.

Póki co na szczęście nie zdarzyło się, by ktoś chciał wyegzekwować pieniądze od kawiarni za taki „proceder”. Z 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi tylko dwie zajmują się książkami, a koncentrują się głównie na książkach naukowych i literaturze fachowej, a nie beletrystyce. Co będzie jednak, gdy tendencja do drobiazgowego przestrzegania „praw autorskich”, już dziś znaczna, nabierze jeszcze na sile? Kawiarnie bez książek, Polacy bez nawyku czytania, autorzy bez… czytelników.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Krzysztofów dwóch

Krzysztofów dwóch

W dniu wczorajszym 4-osobowy skład redakcji kwartalnika „Nowy Obywatel” został powiększony o Krzysztofa Wołodźkę, dotychczasowego stałego współpracownika naszego pisma. Krzysztof współpracuje z „Nowym Obywatelem”, a wcześniej „Obywatelem” od dawna. Pierwszy tekst na naszych łamach opublikował w „Obywatelu” nr 6(26)/2005, czyli ponad 6 lat temu. Był to reportaż poświęcony Nowej Hucie, zatytułowany „Miasto oszukanych” – można go przeczytać tutaj. Od tamtej pory przygotował na potrzeby kwartalnika oraz strony WWW kilkadziesiąt tekstów, przeprowadził także wywiady do naszego czasopisma i na jego stronę internetową, regularnie publikuje felietony w dziale „Opinie” niniejszej WWW. Wielokrotnie reprezentował „Obywatela” i „Nowego Obywatela” podczas imprez publicznych.

– „W zasadzie należałoby się uderzyć w pierś, że oficjalny akces towarzysza Wołodźki do redakcji sfinalizowaliśmy dopiero teraz. Zarówno pod względem merytorycznym – czy to będzie tworzenie własnych tekstów, czy udział w pracach koncepcyjnych, czy reprezentowanie pisma – jak i towarzyskim Krzysiek od dawna jest jednym z nas. Był z nami na dobre i na złe, a ilość pracy – często tej niezbyt widocznej na zewnątrz, lecz bardzo ważnej – którą wykonuje na potrzeby naszych inicjatyw, jest wielka, mimo iż poza satysfakcją niewiele możemy zaoferować w zamian. Co więcej, ta współpraca trwa już naprawdę długo i konsekwentnie, a na tle dość częstego w Polsce słomianego zapału oraz egocentryzmu rozmaitych »działaczy«, budzi mój prawdziwy szacunek” – mówi redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, Remigiusz Okraska.

Z kolei do grona oficjalnych stałych współpracowników dołączył Krzysztof Mroczkowski – znany czytelnikom strony internetowej z regularnego publikowania w dziale „Opinie” tekstów poświęconych problematyce społeczno-gospodarczej. Młodszy z Krzysztofów ma już na koncie także publikację w papierowej edycji „Nowego Obywatela” i reprezentowanie naszego pisma na forum publicznym. Mamy nadzieję, że jego przygoda z naszym środowiskiem będzie równie długa i owocna, jak w przypadku Krzysztofa Wołodźki.

Obu kolegów serdecznie witamy na nowej drodze życia ;)

Bezpłatna komunikacja w stolicy?

Bezpłatna komunikacja w stolicy?

W Warszawie będzie dyskutowany pomysł zniesienia dla mieszkańców miasta opłat za korzystanie z komunikacji publicznej.

Jak informuje „Życie Warszawy”, ursynowski radny Wojciech Zabłocki zaproponował zorganizowanie debaty nad bezpłatną komunikacją miejską w Warszawie. Zabłocki zainspirował się estońskim Tallinem, w którym od lutego pasażerowie korzystają z komunikacji miejskiej bezpłatnie (pisaliśmy o tym tutaj).

Jak zauważa radny, w Warszawie jedynie ok. 30-40 proc. kosztów komunikacji miejskiej finansowanych jest z wpływów z biletów, pozostałe pokrywa kasa miejska. – „Do tego dochodzą ogromne koszty obsługi infrastruktury. Sam wydruk i przechowywanie ponad 80 mln sztuk biletów i 500 tys. kart zbliżeniowych kosztuje podatników ponad 14 mln złotych rocznie. Do tego dochodzą m.in. koszty zakupu i utrzymania kasowników oraz automatów wydających bilety wraz z kosztem oprogramowania, pensje dla urzędników i kontrolerów, utrzymanie licznych oddziałów administracji, oraz wiele innych wydatków” – wylicza radny.

Mówi się o jeszcze innej możliwości: darmowej komunikacji tylko dla pasażerów płacących w Warszawie podatki. Takich osób mogłoby przybyć – jest bowiem całkiem prawdopodobne, że bezpłatne przejazdy stałyby się skuteczną zachętą dla kilkuset tysięcy osób, które mieszkają i pracują w stolicy, jednak z powodu stałego zameldowania w macierzystych miejscowościach płacą podatki właśnie tam.  Według wyliczeń ratusza, podatnik wpłaca do kasy ratusza średnio 3,5 tys. zł rocznie. Tymczasem – jeśli korzysta z biletów 30-dniowych na jedną strefę – w ciągu roku płaci 1,1 tys. zł. Byłby to zatem również zysk dla miasta.

Podobne rozwiązanie wprowadziły niedawno Ząbki – ci, którzy są zameldowani w tym mieście lub rozliczyli podatek dochodowy w tamtejszym urzędzie skarbowym, mogą wyrobić sobie specjalną kartę z napisem „Jestem z Ząbek”. Upoważnia ona do bezpłatnego korzystania z tzw. darmobusu, czyli lokalnej linii autobusowej.

Pomysł debaty spodobał się władzom dzielnicy. – „Na pewno zrobimy taką debatę, to bardzo ciekawy pomysł” – mówi burmistrz Ursynowa, Piotr Guział. – „Warto też pomyśleć o przyłączeniu miejscowości podwarszawskich, których mieszkańcy korzystają z komunikacji, ale płacą podatki gdzie indziej”.

W sieci bezpieczeństwa

W sieci bezpieczeństwa

Przedstawiciele unijnych pracodawców i związków zawodowych podpisali porozumienie dotyczące polepszenia warunków pracy w sektorze rybołówstwa morskiego.

Jak informuje Pierwszy Portal Rolny, porozumienie wdraża na szczeblu UE konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) dotyczącą pracy w sektorze rybołówstwa. Dokument określa minimalne wymogi dotyczące warunków zatrudnienia, zakwaterowania i wyżywienia, bezpieczeństwa pracy i ochrony zdrowia, opieki medycznej i zabezpieczenia społecznego.

– „Niniejsze porozumienie jest kluczowym krokiem na drodze do prawnego zobowiązania państw członkowskich UE do poprawy warunków pracy rybaków w Europie. Ma ono zasadniczo zastosowanie do wszystkich statków rybackich i wszystkich rybaków, w tym załóg wielonarodowych. Zobowiązuje ono władze do kontrolowania, czy zasady są przestrzegane, i zachęca do koordynacji między właściwymi organami. Sprawienie, by rybołówstwo stało się bezpieczniejszym i bardziej atrakcyjnym zawodem, to jeden z celów trwającej reformy wspólnej polityki rybołówstwa” – powiedziała Maria Damanaki, komisarz ds. gospodarki morskiej i rybołówstwa.

László Andor, komisarz ds. zatrudnienia, spraw społecznych i włączenia społecznego, powiedział z satysfakcją: „Z zadowoleniem przyjmuję niniejsze porozumienie, które ustanawia wyraźne kryteria w odniesieniu do poprawy warunków pracy oraz zdrowia i bezpieczeństwa pracowników sektora rybołówstwa. Porozumienie to pokazuje, jak istotną rolę przy opracowywaniu regulacji na szczeblu UE może odegrać dialog społeczny”.

Porozumienie musi jeszcze zostać przedstawione Radzie Ministrów UE w celu wdrożenia go za pomocą odpowiedniej dyrektywy, co spowoduje, że przedmiotowe zasady staną się prawnie wiążące w Unii, oraz umożliwi szybszą ratyfikację konwencji MOP.

Warto podkreślić, że ryzyko wypadku powodującego urazy lub śmierć jest w sektorze rybołówstwa morskiego 2,4 razy większe od średniej we wszystkich innych gałęziach przemysłu UE. Sektor rybołówstwa odpowiada za 7 proc. wszystkich wypadków śmiertelnych w miejscu pracy na świecie, chociaż pracuje w nim jedynie 355 000 osób, co stanowi mniej niż 0,2 proc. siły roboczej UE.