Warszawa Społeczna

Warszawa Społeczna

Powstało stowarzyszenie Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna”. Jego twórcy twierdzą, że zorganizowali się, ponieważ miejscy decydenci lekceważą głos mieszkańców i podejmują antyspołeczne decyzje.

Twórcy „Warszawy Społecznej” zarzucają władzom stolicy, że likwidują szkoły, przedszkola i szkolne stołówki. Szukają oszczędności tam, gdzie nigdy nie powinni się nawet o nich pomyśleć. Ceny biletów komunikacji miejskiej ciągle idą w górę. Miasto nie ma pomysłu ani na politykę społeczną, ani na politykę propracowniczą. W społeczeństwie rośnie liczba osób starszych, o których potrzebach często się zapomina. Młodzi nie widzą dla siebie perspektyw.

Rosnące ceny mieszkań wykraczają poza możliwości budżetowe większości mieszkańców, a tym, którzy nie są w stanie spłacić czynszu, miasto proponuje jedno rozwiązanie – eksmisję. Sposobem na łatanie miejskiego budżetu stała się prywatyzacja, co odbywa się ze szkodą dla mieszkańców, którzy w konsekwencji zmuszeni są płacić wyższe stawki za podstawowe usługi. Podczas gdy oszczędności szuka się w naszych portfelach, w budżecie miasta nie brakuje pieniędzy na promocję (60 mln zł) i imprezy w stylu Nocy Sylwestrowej (3,6 mln zł), czy Strefy Kibica (27 mln zł).

Organizatorzy mówią, że zorganizowali się, bo chcą wziąć sprawy w swoje ręce, mieć wpływ na to, co się dzieje wokół nich. Nie chcą, żeby miejscy decydenci podejmowali decyzje ponad ich głowami. Połączyli siły – do stowarzyszenia należą rodzice podopiecznych i pracownice stołówek ze szkół z dzielnic Śródmieście, Mokotów i Bemowo, działacze i działaczki studenckie, oświatowe i społeczne – zamierzają działać wspólnie i razem decydować o dalszych inicjatywach. Stowarzyszenie jest całkowicie otwarte, oddolne i bezpartyjne.

Impulsem do jego założenia stała się obrona szkolnych stołówek. Władze poszczególnych dzielnic postanowiły pod pozorem „zmian w organizacji żywienia dzieci i młodzieży” i szukania „oszczędności” zlikwidować szkolne stołówki w warszawskich placówkach oświatowych. Prywatyzacja żywienia w szkołach wiąże się ze wzrostem cen, spadkiem jakości posiłków i zwolnieniami szkolnych kucharek, w sytuacji gdy stopa bezrobocia wśród osób po 55. roku życia jest w Polsce jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. „Nie chcemy władzy, która chętniej słucha właścicieli prywatnych firm żywieniowych niż rodziców. Nie chcemy władzy, która uważa, że demokracja sprowadza się do oddania na nią głosu raz na 4 lata. Chcemy prawdziwej obywatelskiej demokracji. Razem możemy zablokować szkodliwe i antyspołeczne pomysły i wymóc na miejskich decydentach przeprowadzenie koniecznych zmian” – napisali.

Prezentujemy Deklarację Programową Inicjatywy Mieszkańców „Warszawa Społeczna”:

Deklaracja Programowa

Inicjatywy Mieszkańców „Warszawa Społeczna”

Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna” powstała na fali oddolnego sprzeciwu wobec likwidacji warszawskich szkół i przedszkoli oraz prywatyzacji szkolnych stołówek, jednocząc rodziców i pracowników, studentów i działaczy społecznych – warszawiaków zainteresowanych losem swojego miasta. Dostrzegamy, że likwidacja i prywatyzacja jest częścią szerszego procesu: wycofywania się samorządu z odpowiedzialności za usługi publiczne i prywatyzacji dóbr wspólnych – edukacji, przestrzeni miejskiej czy kultury – w imię interesów wąskich i wpływowych grup i lobby.

W naszych działaniach bazujemy na całościowym i pozytywnym programie opartym na:

Aktywnej polityce społecznej, edukacyjnej, mieszkaniowej i pracowniczej.

Zwiększeniu wpływu mieszkańców na proces podejmowania decyzji przy wykorzystaniu mechanizmów budżetu partycypacyjnego i demokracji uczestniczącej.

Sprawiedliwości społecznej będącej koniecznym warunkiem ekonomicznej efektywności i społecznego rozwoju.

1. Nie stać nas na oszczędzanie na oświacie: walczymy o dostępną dla wszystkich i wielowymiarową edukację.

Edukacja jest podstawą rozwoju jednostki, społeczeństwa i nowoczesnej gospodarki. Dlatego nie stać nas na oszczędzanie na oświacie. Edukacja powinna być dostępna dla wszystkich na równych zasadach, niezależnie od pochodzenia i miejsca zamieszkania. Przeciwstawiamy się szukaniu oszczędności w tej sferze i tworzeniu barier finansowych i przestrzennych w dostępie do edukacji – do czego przyczynia się likwidacja szkół. Tymczasowy niż demograficzny traktujemy jako szansę i impuls do zmniejszania klas. Nauka i wychowanie w mniejszych klasach są bardziej efektywne. Zależy nam na nowoczesnej i wielowymiarowej edukacji, która pełniłaby nie tylko funkcje dydaktyczne, ale także wychowawcze i opiekuńczo-integracyjne. Dlatego sprzeciwiamy się likwidacji stołówek szkolnych, a także opowiadamy się za modernizacją i rozbudową programów wsparcia uczniów z rodzin uboższych i defaworyzowanych. Postulujemy również adekwatny przydział środków na kształcenie i opiekę nad dziećmi niepełnosprawnymi, których udział w populacji rośnie.

2. Polityka społeczna to inwestycja: chcemy skoordynowanej i kompleksowej polityki społecznej

Polityka społeczna to prorozwojowa inwestycja w ludzi i społeczeństwo. Polityka społeczna nie może być redukowana do pomocy społecznej, ale powinna służyć wsparciu obywateli w różnych sytuacjach życiowych. Opowiadamy się za zapewnieniem środków na funkcjonowanie i modernizację służb społecznych, by umożliwić im skuteczną realizację swoich celów. Zbyt małe zasoby kadrowe w pomocy społecznej powodują, że pracownicy socjalni nie mogą poświęcić się pracy środowiskowej, koniecznej dla rozwiązania palących kwestii społecznych. Polityka społeczna musi opierać się na koordynacji działania służb społecznych, zatrudnieniowych i edukacyjnych, a także być powinna być otwarta na nowe rozwiązania, np. streetworking. Lokalna polityka społeczna powinna działać w oparciu o strategie przygotowywane razem ze społecznością, a zwłaszcza z grupami i osobami, których dany problem dotyka. Należy dążyć do zapewnienia jak najszerszego dostępu do opieki nad małym dzieckiem poprzez budowę publicznych i niskopłatnych żłobków, a także inwestowanie w alternatywne formy, takie jak np. kształcenie opiekunów domowych.

3. Osoby starsze: poznajmy ich potrzeby i wykorzystajmy ich potencjał!

Gmina powinna odpowiedzieć na rosnący udział osób starszych w społeczeństwie. Jednym z rozwiązań może być powołanie dzielnicowych rad seniorów. Należy rozwijać i dostosowywać do potrzeb instytucje adresowane do tej grupy (jak kluby seniora) i takie, w których przedstawiciele różnych pokoleń mogą się integrować i wymieniać doświadczeniem i umiejętnościami (np. domy kultury). Trzeba wykorzystać ogromny potencjał doświadczenia i czasu wolnego seniorów na polu działalności obywatelskiej. Osobom najstarszym należy zapewnić możliwość pozostawania w godnych warunkach w miejscu zamieszkania, rozwijając jednocześnie stacjonarne i zwłaszcza pół-stacjonarne instytucje opieki (np. dzienne domy pomocy społecznej), do których dostęp jest dziś ograniczony. W polityce opieki należy pamiętać także o osobie opiekuna, któremu powinno przysługiwać wsparcie (np. poradnictwo, opieka wytchnieniowa, szkolenia).

4. Budżet partycypacyjny: mieszkańcy wiedzą najlepiej, na co wydać pieniądze.

Pieniądze w miejskim budżecie należą do mieszkańców, więc to oni mają prawo decydować o tym, jak zostaną zużytkowane – oni też najlepiej wiedzą na co je wydać. Mieszkańcy są związani ze swoją dzielnicą i myślą długoterminowo. Dlatego, opierając się na doświadczeniach i praktyce kilkuset miast na świecie i w Polsce, postulujemy wprowadzenie instytucji budżetu partycypacyjnego. Budżet partycypacyjny to proces podejmowania decyzji, w którym każdy mieszkaniec i każda mieszkanka może zdecydować o tym, w jaki sposób wydawać część gminnego budżetu. Poprzez zgłaszanie pomysłów na inwestycje, zadawanie pytań ekspertom lub urzędnikom i wreszcie – głosowanie nad tym, którym inwestycjom nadać najwyższy priorytet. Jak wykazały badania taka forma demokracji bezpośredniej nie tylko zwiększa poziom udziału obywateli w życiu publicznym (ludzie najbardziej angażują się wtedy, kiedy widzą, że ich głos ma realny wpływ na to, jak będą wydawane pieniądze), ale także jakość życia, zadowolenie z usług publicznych oraz przejrzystość podejmowania decyzji.

5. Demokracja uczestnicząca: nic o nas bez nas.

Mechanizmy demokracji uczestniczącej mogą z powodzeniem służyć nie tylko kształtowaniu budżetu, ale również poszczególnych polityk np. polityki edukacyjnej. Podejmowanie kluczowych dla życia miasta czy dzielnicy decyzji  – takich jak likwidacja szkoły – powinno zostać poprzedzone przeprowadzeniem obligatoryjnych lokalnych referendów. Gmina to nie tylko aparat urzędniczy, ale – przede wszystkim – mieszkańcy. I to oni powinni mieć decydujący głos.

6. Praca: zwalczanie bezrobocia i polityka propracownicza.

Jednym z podstawowych czynników wpływających na uczestnictwo w życiu publicznym i jakość życia są warunki pracy. Trudno, żeby osoba, pracująca za niską pensję, zmuszona do zostawania w pracy po godzinach – angażowała się w sprawy swojego miasta czy dzielnicy. Warszawiacy często spotykają się dziś w pracy z mobbingiem, wyzyskiem, łamaniem praw pracowniczych i brakiem stabilności. Problemem, dotykającym zarówno młodszych jak i starszych, są nie tylko umowy cywilnoprawne (tzw. „umowy śmieciowe”), ale również „śmieciowe etaty” (i związane z tym niskie pensje czy umowy na czas określony). Dlatego samorząd powinien dbać nie tylko o tworzenie miejsc pracy i aktywizację bezrobotnych, ale również o poprawę warunków pracy osób już zatrudnionych. Jednym z rozwiązań może być utworzenie sieci bezpłatnych poradni prawnych, w których pracownicy mogliby uzyskać pomoc i informację o swoich prawach i o tym, jak je egzekwować. Konieczne jest również stymulowanie powstawania organizacji pracowniczych (związków zawodowych, kas samopożyczkowych itd.).

7. Gospodarka i własność: zarządzanie miejską własnością musi mieć na uwadze dobro wszystkich mieszkańców.

Sposobem na łatanie miejskiego budżetu stała się prywatyzacja. Rezultatem tych działań (podobnie jak w przypadku prywatyzacji szkolnych stołówek) jest przerzucanie kosztów na mieszkańców. Często prywatyzuje się przedsiębiorstwa związane z bezpieczeństwem publicznym, tak jak w przypadku służby zdrowia, czy Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Dzieje się to ze szkodą dla mieszkańców, którzy w konsekwencji zmuszeni są płacić wyższe stawki za podstawowe usługi. Będziemy dążyć nie tylko do zablokowania niekorzystnych procesów prywatyzacyjnych, ale również do powrotu samorządu do porzuconych sektorów i odzyskiwania mienia miejskiego.

8. Aktywna polityka mieszkaniowa: miasto musi być po stronie mieszkańców, a nie deweloperów i kamieniczników.

Warszawa boryka się z problemem mieszkaniowym. Rosnące ceny mieszkań wykraczają poza możliwości budżetowe większości mieszkańców, a tym, którzy nie są w stanie spłacić czynszu, miasto proponuje jedno rozwiązanie – eksmisję. Jesteśmy zdania, że wobec rosnących cen mieszkań oraz czynszów, miasto powinno stanąć po stronie mieszkańców, a nie kamieniczników i deweloperów. Polityka mieszkaniowa miasta powinna opierać się na budowaniu i udostępnianiu  lokali komunalnych i socjalnych. Należy znowelizować przepisy mieszkaniowe tak, aby zapobiegać spekulacjom na rynku nieruchomości, powstrzymać windowanie opłat czynszowych, oraz chronić lokatorów przed eksmisją.

9. Komunikacja publiczna i infrastruktura: tańsza komunikacja to większa mobilność społeczna.

Miasto musi dbać o komunikację publiczną. Priorytetowe traktowanie publicznej komunikacji nie tylko zmniejsza poziom hałasu i zanieczyszczenia, ale również zwiększa społeczną mobilność (zwłaszcza osób mniej zamożnych). Warunkiem zawodowej i społecznej aktywizacji mieszkańców jest to, żeby warszawiacy mogli sprawnie i tanio dojechać do miejsca pracy, szkoły, urzędu pracy czy na sesję rady dzielnicy. W sytuacji, gdy ceny benzyny stały się niemal zaporowe, warto również poddać szerszej dyskusji rozwiązania z krajów sąsiednich (np. Estonii), gdzie władze stolicy wprowadziły bezpłatną komunikację miejską, zważywszy na fakt, że wpływy z biletów pokrywają jedynie niewielką część wydatków na komunikację, a rezygnacja z opłat pozwoliłaby zaoszczędzić pieniądze wydawane do tej pory na druk biletów i kart miejskich, czy utrzymywanie bramek.

10. Wspólne miejsca: chcemy przestrzeni publicznej dostępnej dla wszystkich mieszkańców

Sprzeciwiamy się grodzeniu przestrzeni Warszawy i tworzeniu enklaw biedy i bogactwa. Nie godzimy się na parcelację przestrzeni na zamknięte osiedla i zieleni na działki budowlane. Przestrzeń miasta to przestrzeń społeczna i powinna służyć wszystkim mieszkańcom – nie zgadzamy się na jej ograniczanie. Domagamy się przyspieszenia i rozwinięcia procesu planowania przestrzennego z zastosowaniem mechanizmu projektowania partycypacyjnego w oparciu o obywatelską kontrolę ze strony warszawianek i warszawiaków.

11. Środowisko: lepsza ochrona przyrody = wyższa jakość życia.

Parki pełnią ważną funkcję społeczną; są miejscami spotkań, wypoczynku i rekreacji, a rosnąca tam zieleń obniża zanieczyszczenie powietrza i poziom hałasu. Tereny zielone są więc istotnymi punktami na mapie miasta, które powinno dbać o ich ochronę i rozwój. Wisła, która powinna być wizytówką Warszawy, jest pełna ścieków i zanieczyszczeń; na prawym brzegu wciąż brakuje oczyszczalni. System oczyszczania wód ma wpływ na jakość wody w naszych kranach. Dlatego postulujemy jego modernizację. Dla przedsiębiorstw powinny być wprowadzone normy zanieczyszczeń, a w razie ich nieprzestrzegania – sankcje za zanieczyszczanie środowiska odpadami, ściekami i dymem. Problemowi przepełnionych wysypisk należy stawić czoła przez nacisk na segregację i recykling odpadów. Ważną rolę mogą też pełnić programy edukacyjne, sprofilowane na kształtowanie świadomości ekologicznej.

12. Miasto społecznej kultury: kultura jest dla wszystkich.

Kultura musi być dostępna dla wszystkich mieszkańców. Domagamy się wsparcia samorządu dla miejskich teatrów, kin studyjnych i muzeów. Chcemy aby stały się one, wraz z domami kultury, miejscami społecznymi. Takimi, które kształtują wyobraźnię wspólnoty kolejnych pokoleń warszawianek i warszawiaków: nowoczesnej, twórczej i świadomej własnej tożsamości. Nie godzimy się na cięcia w finansowaniu kultury i traktowaniu jej jak artykułu luksusowego, dostępnego tylko dla najbogatszych.

Artykuł 16 Konstytucji RP stanowi, że gmina to wspólnota wszystkich mieszkańców. Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna” powstała po to, aby to zdanie przestało być martwym zapisem.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przewóz kosztów

Przewóz kosztów

Koszty zewnętrzne transportu w krajach UE szacowane są na ponad 500 mld euro, co stanowi ok. 4 proc. ich PKB. Jeśli dodać do nich koszty korków, kwota wzrasta do poziomu od 5 do 6 proc. PKB tych krajów. Ogromną większość tych kosztów generuje transport drogowy.

Jak informuje portal wnp.pl, dane dotyczą krajów EU z wyłączeniem Malty i Cypru, ale z uwzględnieniem Norwegii i Szwajcarii, i obejmują 2008 r. Raport w tej sprawie („External costs of the transport In Europe”) został opracowany przez trzy firmy konsultingowe na zlecenie Wspólnoty Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (CER).

Pod pojęciem „koszt zewnętrzny” rozumie się wydatki powstające w otoczeniu transportu lub na skutek jego oddziaływania bezpośredniego i pośredniego, czyli m.in. koszty wypadków, emisji CO2, ochrony środowiska, hałasu, zatorów itp.

Z raportu wynika, że za 93 proc., czyli zdecydowaną większość, całkowitych kosztów zewnętrznych odpowiedzialny jest transport drogowy, w tym samochody osobowe – ok. 61 proc., ciężarówki – 13 proc., vany – 9 proc., motocykle – 6 proc., a autobusy – 4 proc. Udział lotnictwa (ale tylko europejskiego) w kosztach transportu wynosi 5 proc. Tymczasem transport kolejowy jest odpowiedzialny za mniej niż 2 proc. kosztów zewnętrznych, a rzeczny – tylko 0,3 proc. W sumie ok. 77 proc. tych kosztów powoduje transport pasażerski, 23 proc. – przewozy towarów.

CER podkreśla, że wyniki te podawane są do publicznej opinii w kluczowym momencie debaty o polityce transportowej w UE. Lepsze wykorzystanie wskaźników kosztowych, poprzez uwzględnianie także kosztów zewnętrznych, był jednym z głównych założeń zmiany systemu transportu publicznego w miastach, ogłoszonych w marcu ubiegłego roku.

Nie wierzą prywaciarzom

Nie wierzą prywaciarzom

Władze Buska-Zdroju są przeciwne decyzji Ministerstwa Zdrowia, które wyraziło pozytywną opinię na temat planów prywatyzacji obiektów uzdrowiska w tym mieście. Lokalni włodarze walczą o prawo do komunalizacji sanatorium.

Ustawa o lecznictwie uzdrowiskowym z 2005 r. nakłada na ministra skarbu obowiązek określenia uzdrowisk nie podlegających prywatyzacji – przypomina „Gazeta Wyborcza”. W 2011 r. przy nowelizacji ustawy rząd chciał ten przepis wykreślić, ale Sejm nie wyraził zgody. Według gazety, przepis ustawowy nadal będzie obowiązywał, ale redukcji ulegnie lista uzdrowisk państwowych: z siedmiu do jednego. Uzdrowisko Busko-Zdrój, które wcześniej znajdowało się na liście placówek chronionych przed prywatyzacją, teraz zostało z niej wykluczone.

Jak informuje portal RynekZdrowia.pl, do całkowitej prywatyzacji uzdrowiska w Busku-Zdroju nie chcą dopuścić władze miasta. Pod koniec kwietnia br. rada miejska na wniosek burmistrza podjęła uchwałę zawierającą apel do premiera i do ministra skarbu, aby pozostawić Uzdrowisko Busko-Zdrój SA w formie spółki Skarbu Państwa.

Jeżeli jednak nie uda się powstrzymać procesu prywatyzacyjnego, władze miasta mają alternatywną propozycję. – „Chodzi o to, żeby nie dokonywać prywatyzacji, lecz komunalizacji uzdrowiska na rzecz samorządu, na rzecz gminy Busko-Zdrój” – mówi Henryk Radosz, zastępca burmistrza. Dodaje, że taka propozycja została już wysłana do premiera, do ministra skarbu oraz do posłów. – „Będziemy chcieli o tych kwestiach nadal rozmawiać” – zapowiada zastępca burmistrza.

Miasto, dla którego istnienie uzdrowiska oznacza wiele korzyści, nie tylko finansowych, ale także wizerunkowych, chce utrzymać kontrolę nad sanatorium, aby mieć pewność, że będzie ono kontynuowało działalność w dotychczasowej formie. Prywatyzacja tych obiektów nie gwarantuje, że w ogóle lub w skali zbliżonej do obecnej będą one wykorzystywane w tym samym celu.

Grozi nam technokalectwo?

Grozi nam technokalectwo?

Połowa pracowników biurowych w Polsce ma stanowiska pracy zagrażające ich zdrowiu.

Jak wynika z najnowszego badania Ergotest i raportu firmy Fellowes, tylko dwóch na stu Polaków zatrudnionych w biurach i urzędach ma warunki w pełni spełniające wymogi ergonomii, czyli odpowiednio wyposażone i dopasowane do swych potrzeb stanowisko pracy – informuje portal ekonomia24.pl. W 2010 r. 40 proc. badanych pracowało w warunkach, które nie spełniają żadnych zasad ergonomii, obecnie takich osób jest już 47 proc.

– „Pracownicy nie są świadomi, że mogą się domagać odpowiednich warunków pracy, a pracodawcy nie doceniają wpływu warunków na motywację i efektywność pracowników. Grozi nam technokalectwo” – podkreśla Jacek Świgost z Fellowes.

Według badania Ergostest, które objęło prawie 1100 pracowników, w polskich biurach jest teraz bardziej tłoczno. Co trzeci badany nie ma wydzielonego stanowiska, a odległość od kolegów wynosi mniej niż wymagane przepisami 80 cm.

Choć większość pracowników ma już zdrowsze ciekłokrystaliczne monitory, to często są one nieprawidłowo ustawione, np. za blisko albo za daleko. To sprzyja nieprawidłowej pozycji w pracy przy komputerze, przy którym ponad 60 proc. Polaków spędza w pracy prawie siedem godzin dziennie. Co drugi dodaje do tego co najmniej dwie godziny spędzone z laptopem albo tabletem w domu. – „Grozi nam epidemia chorób układu ruchu” – ostrzega dr Patrycja Krawczyk-Szulc, specjalista medycyny pracy z grupy Lux Med, przypominając, że już ośmiu na dziesięciu pracowników narzeka na dolegliwości lędźwiowo-krzyżowe.

Dr Piotr Wachowiak z SGH wskazuje, że szkodliwe warunki pracy nie tylko pogarszają wizerunek pracodawcy, ale też narażają go na koszty zwolnień chorobowych oraz związanych z niższą wydajnością pracy. Według danych Eurostatu, w krajach Unii prawie 9 proc. pracowników ma problemy zdrowotne związane z pracą – w Polsce aż 22 proc., przy czym dla prawie połowy z nich skończyło się to zwolnieniem lekarskim.