Co by tu jeszcze przehandlować?

Co by tu jeszcze przehandlować?

Warszawskie wodociągi rozpoczęły proces restrukturyzacji. Ratusz na razie zaprzecza, jakoby miał sprzedać Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, ale istnieją przesłanki, że takie ma plany.

Jak informuje „Gazeta Polska Codziennie”, istnieją podejrzenia, że warszawskie wodociągi pójdą w prywatne ręce. Firma rozpoczęła proces restrukturyzacji. Poważne zmiany w strukturze   funkcjonowaniu wodociągów mają obowiązywać już od przyszłego roku. Przygotowywany jest nowy schemat organizacyjny spółki. Dokonuje się atestacji stanowisk, czyli ustala ich liczbę, opisuje miejsca pracy. Opracowywana jest nowa siatka płac i nowy układ zbiorowy. – „To z pewnością wstęp do prywatyzacji” – mówi gazecie pracownik przedsiębiorstwa, pragnący zachować anonimowość.

Obawy o prywatyzację podzielają związki zawodowe. Na razie jednak szefowie organizacji pracowniczych w przedsiębiorstwie wolą nie wypowiadać się oficjalnie. Szef zakładowej „Solidarności”, Antoni Chełchowski informuje jedynie, że trzy z pięciu związków zawodowych w wodociągach rozważają wejście w spór zbiorowy z zarządem. – „Chodzi o sprawy płacowe, ale nie tylko” – mówi.

Oficjalnie władze miasta zaprzeczają, jakoby przygotowywały się do sprzedaży wodociągów. – „Nie ma planów prywatyzacji MPWiK-u” – przekonuje rzecznik urzędu miasta, Bartosz Milczarczyk. Ale obawy pracowników budzi to, że szefem rady nadzorczej stołecznej spółki wodociągowej jest Jarosław Kochaniak. To on, jako wiceprezes rady nadzorczej SPEC-u, uchodził za głównego stratega podczas prywatyzacji tej miejskiej spółki. Z kolei radni PiS uważają, że PO-wskie władze miasta mogą sprzedać wodociągi dopiero za ok. 2 lata. Spółka zrealizowała bowiem niedawno sporo inwestycji z udziałem środków unijnych, dlatego jeszcze przez pewien czas z uwagi na zasady dotacji nie jest możliwa prywatyzacja przedsiębiorstwa.

Polecamy lekturę naszego wywiadu o „przekrętach” przy prywatyzacji warszawskiego SPEC – rozmowa jest tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pozorna pomoc

Pozorna pomoc

Niespełna 150 tys. dzieci zyska w tym roku prawo do zasiłku rodzinnego. To jednak wciąż za mało wobec 3 mln najmłodszych, którzy w ciągu minionych ośmiu lat stracili do niego prawo.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, od listopada 2012 r. wysokość dochodu uprawniającego do zasiłków rodzinnych wzrośnie o 35 zł. Ta nieznaczna podwyżka sprawi, że prawo do świadczeń zyska tylko 140 tys. dzieci więcej niż dotychczas.

Progi nie były podwyższane od 2004 r. W rezultacie liczba dzieci uprawnionych do świadczeń rodzinnych zmalała z 5,55 mln do 2,77 mln. Ministerstwo Pracy proponowało podczas przygotowywania nowelizacji przepisów, aby progi poszły w górę od razu o 70 zł, dzięki czemu prawo do świadczenia uzyskałoby dodatkowo 472 tys. dzieci. Na taką podwyżkę nie zgodził się jednak minister finansów. Ostatecznie rząd zdecydował, że podwyżka zostanie przeprowadzona w dwóch krokach. Pierwszy raz progi wzrosną w tym roku, kolejny – w listopadzie 2014 r.

– „Ta podwyżka jest żenująca. Rozumiem, że minister Rostowski walczy o obniżenie deficytu, ale nie można tego robić kosztem dzieci” – mówi Sławomir Kłosowski (PiS), wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji ds. Edukacji, Nauki i Młodzieży. – „Zarówno podwyżka zasiłków, jak i progów została bardzo precyzyjnie wyliczona. Na więcej nas nie stać” – twierdzi Magdalena Kochan, posłanka Platformy. Uważa ponadto, że państwo powinno się skupiać na pomocy rodzinie w znalezieniu pracy, a nie w udzielaniu wsparcia w formie zasiłków. – „Tylko praca, a nie zasiłki, pozwala rodzinie żyć na wyższym poziomie” – tłumaczy Kochan. Pani posłanka zapomniała dodać, że w czasie rządów jej partii znacznie wzrosła także liczba osób bezrobotnych.

Innego zdania jest dr Marek Rymsza z Instytutu Spraw Publicznych. – „Zasiłki powinni dostawać wszyscy, którzy mają dzieci, bo te świadczenia to element polityki prorodzinnej, a nie wsparcia socjalnego” – mówi Rymsza i przypomina, że tak jest w większości krajów europejskich. – „Wydatki na dzieci to inwestycja w kapitał ludzki, który za kilka lat będzie współfinansował państwo” – tłumaczy.

Od listopada zwiększy się nie tylko próg dochodowy, ale też same zasiłki. Najniższy ma wzrosnąć z 68 do 77 zł, kolejny z 91 do 106 zł, a najwyższy z 98 do 115 zł. – „W Polsce zasiłki rodzinne są jednymi z najniższych w Europie. Kwoty, które dostają rodziny, nie wystarczą na wiele” – komentuje tę podwyżkę Rymsza.

Eksperci zwracają również uwagę na nieopłacalność utrzymywania systemu tak niskich świadczeń. Im bowiem niższa kwota zasiłku, tym wyższa jest proporcjonalnie kwota, która jest wypłacana na obsługę systemu.

Codziennie zwykłe ściemy

Codziennie zwykłe ściemy

Brytyjskie badania obnażają manipulatorskie praktyki hipermarketów dotyczące promocyjnych ofert. Spora część tego, co jawi się klientom jako okazja, jest jedynie okazją do wydrenowania ich kieszeni.

Jak informuje Wyborcza.biz za „Daily Mail”, brytyjska organizacja konsumencka Which? przebadała w ciągu roku ponad 700 tys. produktów. Wśród niezliczonej ilości nieuczciwych praktyk hipermarketów organizacja zwróciła uwagę na szczególnie drastyczne 24 przykłady, w tym trzynaście w sieci Asda i sześć w Tesco.

Jednym ze sposobów oszukiwania klienta jest m.in. podnoszenie ceny pojedynczych produktów tuż przed uruchomieniem promocji. Sieć Asda podwajała cenę pojedynczego jogurtu Mueller z 0,3 funta do 0,6 funta, rozpoczynając równocześnie promocyjną wyprzedaż 10 sztuk za 4 funty. Po zakończeniu promocji cena jogurtu wracała do 0,3 funta.

Z kolei w Tesco cena opakowania jagód została podniesiona na dwa tygodnie z 1,80 funta do 3,99 funta. Następnie przez 52 dni owoce sprzedawano „taniej” – za 1,99 funta.

Zgodnie z brytyjskim prawem, produkt w regularnej cenie powinien być sprzedawany przez przynajmniej 28 kolejnych dni. Oferta promocyjna nie może trwać dłużej niż sprzedaż w zwykłej cenie, przypomina „Independent”.

Organizacja zwraca także uwagę, że w wielu przypadkach tzw. cena poprzednia nigdy nie istniała. Supermarket Asda sprzedawał pastę do zębów za 1,17 funta, podając, że wcześniej jej koszt wynosił 1,74 funta. Takiej pierwotnej ceny Which? jednak nigdy nie zaobserwował.

Chcemy konkretów, nie sloganów

Chcemy konkretów, nie sloganów

Sondaż CBOS ujawnia opinie Polaków na temat polityki państwa w zakresie wsparcia rodziny. Ponad połowa respondentów ocenia ją negatywnie.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, aż 51 proc. Polaków jest niezadowolonych z polityki państwa wobec rodziny. Przeciwnego zdania jest tylko 9 proc. badanych; 33 proc. wystawia państwu ocenę dostateczną, a 7 proc. nie potrafiło zająć stanowiska w tej sprawie.

Najwięcej osób (58 proc.) uważa, że ułatwienia w zakładaniu żłobków i stworzenie innych form opieki nad małymi dziećmi istotnie pomagają rodzinom decydującym się na posiadanie dzieci. Także ponad połowa (54 proc.) jako istotne określiła umożliwienie ojcom korzystania z dwutygodniowego urlopu na opiekę nad niemowlęciem oraz dofinansowanie zatrudnienia niani przez opłacenie jej składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne (51 proc.).

Zdecydowanie najlepiej oceniane są rozwiązania pomocne w zapewnieniu dziecku opieki. Ulga podatkowa dla osób wychowujących dzieci postrzegana jest ambiwalentnie. Niemal połowa respondentów (46 proc.) sądzi, że jest ona istotnie pomocna, ale niewiele mniej (43 proc.) uważa ją za nieskuteczną.

Opinie krytyczne przeważają nad pozytywnymi w przypadku tzw. becikowego (54 proc. wobec 40 proc.) oraz programu „Rodzina na swoim” (48 proc. wobec 26 proc.).

Trzy piąte badanych twierdzi, że państwo powinno wspierać wszystkie rodziny wychowujące dzieci. Co trzeci zaś jest zdania, że pomoc należy się tylko najsłabszym.

Wśród przyczyn zmniejszającej się liczby urodzeń większość ankietowanych (60 proc.) wskazuje na strach kobiet przed utratą pracy. Niemal połowa (48 proc.) twierdzi, że przyczyniają się do tego przede wszystkim złe warunki mieszkaniowe. Według dwóch piątych respondentów, odpowiedzialnością należy obciążyć państwo, które nie wspiera rodzin w wystarczającym stopniu.

Co trzeci badany pytany o przyczyny spadku dzietności, wskazuje na obawy przed obniżeniem poziomu życia, a mniej więcej co czwarty na trudności z pogodzeniem obowiązków rodzinnych i zawodowych przez kobiety.

Jak podkreśla CBOS, w ostatnich sześciu latach wzrosło przekonanie, że państwo powinno zachęcać Polaków do posiadania większej liczby dzieci. Odsetek respondentów, którzy w sposób zdecydowany wyrażają ten pogląd wyraźnie się zwiększył (z 29 proc. do 43 proc.). Jedna trzecia badanych raczej przychyla się do tej opinii, a jedna piąta uważa, że państwo nie powinno zachęcać ludzi do posiadania większej liczby dzieci.

Sondaż CBOS został przeprowadzony w dniach 12-18 kwietnia bieżącego roku na liczącej 1018 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.