Polskie drogi – donikąd

Polskie drogi – donikąd

Ponad 40% dróg krajowych kwalifikuje się do pilnego remontu. Pod względem jakości dróg Polska zajmuje 125 miejsce na 132 oceniane państwa.

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach firma Ernst & Young zaprezentowała raport w tej sprawie. Według danych dotyczących ubiegłego roku, ponad 3,5 tys. km dróg krajowych, czyli 18,9% całej sieci dróg, nadawało się do natychmiastowego remontu, a kolejne 22% były w bardzo złym stanie – informuje Wyborcza.biz.

Według raportu na podstawie danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, procentowo najwięcej dróg krajowych nadających się do natychmiastowego remontu jest w województwie wielkopolskim (w fatalnym stanie jest 24,4% całej sieci dróg krajowych), lubelskim (22,5%), małopolskim (22,4% wszystkich dróg) i warmińsko-mazurskim (21,2%).

Powodem pogarszającego się stanu polskich dróg jest coraz większa liczba poruszających się po nich samochodów. Według ostatniego pomiaru ruchu z 2010 r., średni dobowy ruch aut na drogach krajowych wynosił 9888 pojazdów i był o 22% wyższy niż w 2005 r. Obciążenie jest większe na drogach międzynarodowych – tam średni ruch pojazdów wynosił 16,6 tys. na dobę; na pozostałych – 7 tys. aut.

Z raportu wynika, że kluczowy wpływ na szybkie niszczenie nawierzchni ma jednak nie samo natężenie ruchu w ogóle, lecz bardzo duży wzrost ruchu ciężkich samochodów i tirów z przyczepami. W latach 2005-10 ruch samochodów ciężarowych w Polsce wzrósł w sumie o 43%, zwiększyła się również liczba tirów przejeżdżających przez Polskę. Co gorsza, nawierzchnia polskich dróg jest kompletnie nieprzygotowana do ruchu tak ciężkich pojazdów o nacisku 115 kN/oś. – „Od momentu przystąpienia do Unii Europejskiej do końca 2010 roku udział dróg spełniających ten standard zwiększył się wprawdzie z 5,1% całkowitej długości sieci dróg krajowych do ponad 31% (ok. 5,9 tys. km), jednak niedostosowanie nośności na pozostałej 2/3 sieci dróg krajowych generuje dodatkowe koszty w zakresie remontów dróg” – czytamy w raporcie.

Przyczyną złej sytuacji polskich nawierzchni jest nie tylko brak funduszy na remonty i modernizacje dróg, ale także niestabilny i zmieniający się budżet GDDKiA na utrzymanie dróg. Coroczne zmiany wysokości przyznawanych środków nie pozwalają na długofalowe planowanie remontów. Dlatego część najbardziej potrzebnych prac przeciąga się w czasie, a to powoduje dodatkowe koszty.

Z kolei „Nasz Dziennik” omawia najnowszy raport Światowego Forum Ekonomicznego. Wynika z niego, że pod względem jakości dróg Polska zajmuje 125. miejsce na 132 oceniane państwa. Na zakończenie tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego opublikowano raport na temat usprawnień w dziedzinie handlu, jakich dokonują poszczególne państwa świata. Wszystkie spośród 132 krajów były oceniane w czterech aspektach: dostępność rynku, administracja handlem zewnętrznym i wewnętrznym, środowisko biznesowe oraz transport i infrastruktura komunikacyjna. Ten ostatni punkt sporo mówi o Polsce, niestety niewiele dobrego., nie tylko w kwestii dróg

Raport stwierdza, że pod względem dostępności i przepustowości naszych portów lotniczych znajdujemy się na 101. miejscu na świecie (na 132 państwa). „Jakość infrastruktury lotniczej” – tu zajmujemy miejsce 103. Infrastruktura portów daje nam 99. Za to jeśli chodzi o kolej, mamy „aż” 75. pozycję. Jak kwituje gazeta, wyprzedzają nas w kwestii kolei m.in. Armenia i Bangladesz.

Jeśli chodzi o jakość dróg, Polska zajmuje 125. pozycję w skali świata, na 132 badane kraje. Jak stwierdza gazeta, za nami są jedynie m.in. spustoszona wojną Bośnia i Hercegowina, nieustannie nękane trzęsieniami ziemi Haiti, a także Mołdawia i Mongolia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zielone płuca świata – na razie ocalone!

Zielone płuca świata – na razie ocalone!

Prezydent Brazylii Dilma Rousseff zawetowała prawo leśne ułatwiające wyrąb Puszczy Amazońskiej.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, nowe prawo leśne, uchwalone pod dyktando wielkich przedsiębiorców, doprowadziłoby do zniszczenia obszaru puszczy równego Francji i Wielkiej Brytanii razem wziętym. Przeprowadzone sondaże opinii wykazały, że aż 79 proc. Brazylijczyków opowiedziało się za zawetowaniem go. Od miesiąca w kraju i zagranicą trwała wielka kampania „Dilma Veta!” (Dilma, zawetuj!), mająca przekonać panią prezydent, by poskromiła chciwość wielkich właściciel ziemskich, dla których Amazonia stanowi jedynie rezerwuar zasobów drewna, upraw i pastwisk.

I udało się! Rousseff zawetowała 12 kluczowych artykułów kodeksu, rozszerzających możliwość niszczenia puszczy pod uprawy, pastwiska i dla innych celów gospodarczych oraz poprawiła 32 inne jego postanowienia. W sumie odesłała do parlamentu prawo w kształcie, w jakim przyjął je rząd i senat rok temu, zanim nie zabrało się zań potężne lobby rolne, wywierające wpływ na niższą izbę parlamentu.

Konsekwencje weta to m.in. kres bezkarności właścicieli ziemskich odpowiedzialnych za nielegalny wyrąb lub wypalanie puszczy przed 2008 r., przywrócenie nakazu zalesienia wszystkich nielegalnie wykarczowanych terenów oraz przywrócenie rozmiarów obowiązkowych ścisłych rezerwatów i stref ochronnych wzdłuż rzek, wokół rozlewisk, bagien, na zboczach i szczytach wzgórz.

Prezydent Rousseff oceniła jako demagogiczne wypowiedzi przedstawicieli lobby rolno-przemysłowego, którzy grozili, że powstrzymanie ekspansji rolnictwa na terenach pierwotnej puszczy zaszkodzi produkcji i eksportowi żywności, w czym Brazylia jest dziś światową potęgą. Przypomniała latyfundystom, że małe i średnie gospodarstwa stanowią 90 proc. wszystkich majątków ziemskich w kraju i choć przypada na nie tylko 24 proc. powierzchni uprawnej, produkują aż 70 proc. żywności sprzedawanej na brazylijskim rynku. Wielkie latyfundia zajmują zaś 76 proc. powierzchni i produkują głównie na eksport. Rząd uznał, że wielcy mają dość pieniędzy, by inwestować w wydajniejszą produkcję, bez powiększania swoich pól kosztem wycinania Puszczy.

Amazonia gromadzi jedną piątą światowych zasobów wody słodkiej, 15 proc. gatunków fauny i flory, a także dostarcza najwięcej tlenu do atmosfery. Choć ochroną tego unikalnego środowiska interesuje się cały świat, zależy ona w największym stopniu od Brazylii – z 5,5 mln km kw. pierwotnej amazońskiej puszczy tropikalnej aż 60 proc. leży w granicach tego kraju.

Kontrolerzy społeczni nie mają łatwo

Kontrolerzy społeczni nie mają łatwo

Polskie watchdogi (obywatelskie organizacje strażnicze) borykają się z licznymi problemami szczególnie w egzekwowaniu dostępu do informacji publicznej – oto wniosek z debaty zorganizowanej w czwartek przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację Eberta.

Choć patrzenie władzy na ręce wciąż jest działalnością niepopularną, to watchdogi są potrzebne szczególnie na poziomie lokalnym, gdzie najłatwiej zauważyć efekty ich działania. – „Zaciera się granica między władzą ustawodawczą i wykonawczą, dlatego kluczowe jest śledzenie tego, co dzieje się na poziomie rządu” – zaznaczył Krzysztof Izdebski ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. – „Ostatnie doświadczenia chociażby z ACTA pokazują, że rządowi spieszy się w sprawach kontrowersyjnych i nie ma czasu na wysłuchanie publiczne, dlatego często organizacje strażnicze są ignorowane” –  dodał.

Cierpliwość – to główna cecha, którą powinny posiadać organizacje strażnicze – podkreślała Katarzyna Batko-Tołuć również ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich – jest to praca nierzadko niewdzięczna, a na efekty działań watchdogowych trzeba czekać latami.

Osoby zaangażowane w działalność strażniczą, często muszą liczyć się z niezrozumieniem własnych środowisk, ciągłą krytyką lub atakami. – „Wszyscy wiedzą, gdzie mieszkam, mogą przebić oponę albo zniszczyć lusterko –  dlatego też w tej działalności konieczne jest sieciowanie – spotykanie się z osobami z całej Polski, które mają takie same problemy” – mówił Maciej Puławski z lokalnej gazety „Stacja Tłuszcz”. –Tłuszcz, gdzie prowadzi wraz z żoną lokalną, bezpłatną gazetę, jest 18-tysięcznym miastem, w którym prawie każdy ma członka rodziny zatrudnionego w instytucjach publicznych.  Monitorując sesje Rady Miasta, umieszczając nagrania z nich na stronie internetowej, domagając się dostępu do informacji publicznej o wydatkach magistratu, spotyka się z opinią, że „niszczy samorządy i własne gniazdo”. Jednak, jak podkreślił Puławski, widać efekty jego pracy – jest pewne oddziaływanie na Radę Miasta. Radni starają się przygotować do posiedzeń mając świadomość, że opiszę to w gazecie.

Danuta Przywara, prezeska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zwróciła uwagę na zauważalne przemiany funkcjonowania watchdogów przed 2004 rokiem i po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W latach 90. zarówno władze jak i media traktowały organizacje strażnicze jako swoich głównych sojuszników w dostosowywaniu prawodawstwa polskiego do norm międzynarodowych, aby wejść do UE i NATO. Obecnie watchdogi straciły zdecydowanego sojusznika we władzach centralnych.

Każdy może domagać się swoich praw w sądzie i dlatego powinien wiedzieć, jak one funkcjonują. Sprawdza to Fundacja Court Watch Polska – którą reprezentował Bartosz Pilitowski. Courtwatch szkoli studentów, wkrótce także Uniwersytetów Trzeciego Wieku,  do monitorowania jak pracują sądy. – „Chodźmy do sądów sprawdzić, czy wszystko jest tam w porządku – zachęcał Pilitowski. –  Mamy dowody na to, że sama obecność ludzi na sali sądowej wpływa na zachowania sędziów, być może oznacza to bardziej sprawiedliwy proces. Nawet drobne zaangażowanie, pójście na jedną dwie rozprawy naprawdę coś zmienia”.

Uczestnicy seminarium sygnalizowali, że problemem jest także współpraca mediów i organizacji strażniczych. Polityzacja mediów nie sprzyja ani wywieraniu nacisku na władze, ani edukacji społeczeństwa – mówiła Danuta Przywara. Media wolą „krwawe historie”, a długotrwałe wprowadzanie zmian prawnych nie jest dla nich interesujące.

Na podstawie informacji prasowej Instytutu Spraw Publicznych.

Stanowisko „Solidarności” w sprawie decyzji Prezydenta RP

Stanowisko „Solidarności” w sprawie decyzji Prezydenta RP

Z oburzeniem przyjmujemy decyzję Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego w sprawie podpisania ustaw podnoszących wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn do 67 lat.

Uznajemy spotkania Pana Prezydenta ze związkowcami i partiami politycznymi w ramach tzw. konsultacji za teatrzyk, mający na celu pozorowanie podejmowania decyzji w sytuacji, gdy od samego początku decyzja ta była przesądzona.

Jeszcze raz przypominamy Panu Prezydentowi słowa, które wypowiedział 28 czerwca 2010 r. jako kandydat na prezydenta podczas wyborczej debaty:

„(…) w Polsce nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego. Można stworzyć możliwość wyboru – na przykład łącznie z wyższą emeryturą. Nic na siłę”.

Czujemy się okłamani!

Nie jest prawdą, że przygotowana przez rząd ustawa daje przyszłym emerytom prawo wyboru. Biorąc pod uwagę niskie wynagrodzenia większości Polaków oraz brak stabilizacji zatrudnienia, wybór ten będzie między głodowym świadczeniem i pracą do śmierci.

Krytycznie oceniamy ofertę Pana Prezydenta, że ta ustawa jest początkiem prac nad rozwiązaniami osłonowymi. Dotychczasowy brak jakiejkolwiek debaty na temat prawdziwej reformy systemu i bierna postawa głowy państwa przy żenującym spektaklu przepychania tej ustawy „kolanem” i w ogromnym pośpiechu, utwierdza nas w przekonaniu, że są to kolejne deklaracje bez pokrycia. Zdumiewa, że zlekceważenie przez koalicję rządową opinii milionów Polaków, którzy poparli ideę referendum emerytalnego w sprawie utrzymania obecnie obowiązujących rozwiązań, pod którym NSZZ „Solidarność” zebrała ponad 2 mln podpisów, odbyło się przy milczącym przyzwoleniu Prezydenta. To niestety pokazuje, że Bronisław Komorowski jest lojalnym funkcjonariuszem partyjnym, a nie niezależnym organem państwa, mającym chronić społeczeństwo przed głupotą i arogancją władzy.

Ustawa, która ma działać przez dziesięciolecia, przyjmowana wbrew społeczeństwu (82 proc. jest jej przeciwna) i opozycji, prędzej czy później zostanie uchylona. Takie reformowanie kraju jest nieracjonalne i przeczy zdrowemu rozsądkowi.

Politycy, którzy zlekceważyli opinię swoich wyborców nie pozostaną w swoich decyzjach anonimowi. „Solidarność” ma swoje struktury w całej Polsce. Ma swoje oddziały i siedziby nie tylko w dużych miastach, ale i tych całkiem małych. Ma środki, doświadczonych ludzi, którzy niejednego polityka wspierali w czasie wyborów. Teraz ci ludzie będą robić antykampanię tym, którzy działają na szkodę społeczeństwa. Każdemu z nich! Z imienia i nazwiska. Dotyczy to również urzędującego Prezydenta.

Jeszcze raz protestujemy przeciwko nazywaniu podniesienia wieku emerytalnego – reformą. Tej dotkliwej dla społeczeństwa operacji nie towarzyszą żadne działania osłonowe, a od tego wszelkie działania powinny się zaczynać. Nie zgadzamy się z opinią, że Polaków trzeba zmuszać do wydłużania aktywności zawodowej, bo za wcześnie przechodzą na emeryturę. Obowiązujący w Polsce system emerytalny zawiera już materialne zachęty do dłuższej pracy. Do polityków należy teraz stworzenie warunków umożliwiających dłuższą aktywność zawodową.

Bez względu na decyzję dotyczącą podniesienia wieku emerytalnego, z która będziemy walczyć aż do jej uchylenia, podtrzymujemy naszą gotowość do rzetelnych dyskusji na temat faktycznych, a nie fikcyjnych rozwiązań na rzecz polityki rodzinnej, rozwoju usług publicznych czy tworzenia stabilnych miejsc pracy. Jednak te działania wymagają rzetelnej dyskusji, a nie lekceważenia opinii partnerów społecznych, jak to miało miejsce przy forsowanych przez rząd ustawach wydłużających wiek emerytalny.

Liczymy, że Pan Prezydent wywiąże się z obietnicy złożonej podczas spotkania z przedstawicielami Związku, 25 maja br. Wręczyliśmy wówczas Panu Prezydentowi projekty ustaw przygotowane przez NSZZ „Solidarność”: w sprawie podwyższenia płacy minimalnej, o pracy tymczasowej i tzw. umowach śmieciowych. Wejście ich w życie z jednej strony poprawiłoby sytuację pracowników, a z drugiej zwiększyłoby przychody systemu ubezpieczeń społecznych.

Pomimo tej niefortunnej decyzji, apelujemy do Pana Prezydenta o szczególne zainteresowanie zarówno tymi projektami, jak i jakością dialogu społecznego w Polsce.

Marek Lewandowski
Rzecznik Prasowy Przewodniczącego NSZZ „Solidarność”