Nie chcemy powtórki z Fukushimy

Nie chcemy powtórki z Fukushimy

Najnowsze prognozy naukowe mówią, że przy obecnej liczbie reaktorów jądrowych na świecie, katastrofa podobna do tej z Fukushimy może wydarzyć się raz na 10-20 lat. Zdaniem Greenpeace, powinno to być powodem rezygnacji z budowy elektrowni jądrowej w Polsce.

Jak informuje portal wnp.pl, niemieccy eksperci z prestiżowego Max Planck Institute for Chemistry z Mainz w opublikowanej pod koniec maja br. analizie udowadniają, że ryzyko awarii jądrowej związanej ze stopieniem rdzenia reaktora, podobnej do tych, które wydarzyły się w Czarnobylu i Fukushimie, jest aż 200-krotnie wyższe niż szacowano dotychczas.

Raport „Global Risk of Radioactive Fallout After Major Nuclear Reactor Accidents” rzuca nowe światło na kwestię bezpieczeństwa elektrowni jądrowych. W związku z tym Greenpeace zwrócił się z formalnym wnioskiem do Ministerstwa Gospodarki, by wyniki analiz zostały uwzględnione w procesie projektowania Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. – „Wyniki analiz Instytutu Max Planck potwierdzają, że nie istnieje coś takiego, jak bezpieczna elektrownia jądrowa. Ministerstwo Gospodarki musi uwzględnić te dane i ekspertyzę w prognozie oceny oddziaływania na środowisko Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Za sprawą samej ekspertyzy, mieszkańcy Pomorza dostali kolejny oręż i argumenty do dalszej walki przeciwko planom budowy elektrowni jądrowej nad polskim morzem” – mówi Iwo Łoś z polskiego oddziału Greenpeace.

W swojej analizie naukowcy podkreślają, że w przypadku poważnej awarii europejskiego reaktora, radioaktywny cez 137 może skazić obszar nawet w odległości 2 tysięcy km od reaktora. Jednocześnie ostrzegają, że przy obecnej liczbie reaktorów działających na całym świecie, katastrofa podobna do tej z Fukushimy, może wydarzyć się raz na 10 do 20 lat.

– „Katastrofy nuklearne związane ze stopieniem rdzenia reaktora spowodowane są awarią systemów chłodzenia i mogą mieć znaczące środowiskowe i społeczne konsekwencje. Żeby zminimalizować ryzyko narażenia na promieniowanie, należy skoordynować decyzje dotyczące odchodzenia od energetyki jądrowej na poziomie międzynarodowym, szczególnie jeśli elektrownie są lokalizowane w strefach przygranicznych” – podkreślają autorzy ekspertyzy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Biznes nie zna sentymentów

Biznes nie zna sentymentów

Zarząd Presspubliki, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej”, „Uważam Rze” i „Przekroju”, ogłosił kolejną pulę zwolnień grupowych. Pracę straci około 100 osób. Związkowcy chcą wejść w spór zbiorowy z władzami firmy.

Jak informuje strona internetowa pisma „Press”, zarząd Presspubliki powiadomił już związki zawodowe o zamiarach zwolnień. – „W mojej ocenie po ostatniej fali zwolnień z przełomu roku nie da się już zredukować żadnego etatu. Niestety władze spółki planują dalsze redukcje zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń, więc w najbliższych dniach musimy rozpocząć negocjacje” – mówi Piotr Kościński, przewodniczący „Solidarności” w Presspublice. – „Zachowamy najczęściej cytowanych autorów, ale aby mieć z czego wypłacać pensje, musimy realizować program oszczędności” – mówi Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” i wiceprezes zarządu Presspubliki.

Jak pisze „Press”, spółka zatrudnia obecnie ok. 450 osób, z czego połowa to pracownicy redakcji czasopism, które wydaje. – „Już dziś dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których redaktor błaga o pomoc w zrobieniu wkładki czy dodatku, ale nikt się nie zgłasza, bo nie nadąża z wykonywaniem swoich obowiązków” – mówi anonimowo „Pressowi” jeden z pracowników „Rzeczpospolitej”. Inny jest oburzony, że pracownikom nie pozwolono brać urlopów latem. A tym, którzy wzięli je na najbliższy długi weekend, zalecono wycofanie wniosków. W ponad stuosobowej grupie związkowców dyskutowany jest pomysł wejścia w spór zbiorowy z pracodawcą.

W ubiegłym tygodniu prezesem Presspubliki został właściciel spółki, Grzegorz Hajdarowicz. W tym terminie do pięcioosobowego zarządu dołączył też Dariusz Bąk, poprzednio – to nie żart – dyrektor zarządzający siecią Telepizza. Dotychczas Hajdarowicz kontrolował Presspublikę, którą przejął w ub.r., jako szef rady nadzorczej. Teraz przewodniczącą rady jest jego żona Dorota Hajdarowicz. – „Rozpoczynamy drugi etap strategii rozwoju spółki. Wzmocniliśmy zarząd, żeby zintensyfikować działania na tym etapie” – tłumaczy zmiany we władzach Presspubliki Jarosław Knap.

Przypomnijmy, że Presspublica jest właścicielem i wydawcą lewicowego tygodnika „Przekrój”. Czekamy na aktywny udział tych lewicowców w protestach przeciwko antypracowniczym posunięciom właściciela pisma.

Płać lub umieraj

Płać lub umieraj

W Stanach Zjednoczonych coraz trudniejszy jest dostęp do drogich, nowoczesnych terapii antynowotworowych.

W Chicago rozpoczął się wielki doroczny zjazd specjalistów od chorób nowotworowych – informuje „Gazeta Wyborcza”. Jego organizatorem jest The American Society of Clinical Oncology (ASCO – Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej). Na przestrzeni ostatnich 20 lat poczyniono pewne postępy w leczeniu nowotworów. W Stanach Zjednoczonych w latach 1990-2007 udało się obniżyć odsetek zgonów z powodu chorób nowotworowych o 22 proc. u mężczyzn i o 14 proc. u kobiet. Oznacza to, że w ciągu 17 lat uratowano dodatkowo 900 tys. pacjentów. Niektóre nowotwory, które jeszcze 40 lat temu były w zasadzie równoznaczne z wyrokiem śmierci, teraz leczy się z wielkim powodzeniem. Jednak nowe terapie są coraz droższe.

Media donoszą, że pacjentów – i to ubezpieczonych – nie stać na kurację, gdyż muszą dokładać do niej z własnej kieszeni. W ubiegłym roku głośna była historia sześćdziesięciokilkuletniej Judy Ariba, chorej na ostrą postać białaczki, której ubezpieczenie pokrywało jedynie 2/3 kosztów leczenia. W efekcie pani Ariba była zmuszona dokładać do leków 1700 dolarów miesięcznie, co przekraczało jej możliwości finansowe. W jeszcze gorszej sytuacji są Amerykanie, którzy takiego ubezpieczenia w ogóle nie mają, a jest ich aż 50 milionów. ASCO w tym roku wyraźnie pochyla się nad tym problemem.

Nauczyciele chcą protestować

Nauczyciele chcą protestować

171 tys. nauczycieli i pracowników oświaty, czyli 96 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez ZNP w ogniwach związku, jest gotowych poprzeć ewentualną akcję protestacyjną.

Sondaż przeprowadzano od 9 maja w związku z propozycjami zmian z prawie oświatowych przedstawionych przez stronę samorządową Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. 38 proc. biorących udział w sondażu, czyli 66 tys. nauczycieli opowiedziało się za ogólnopolską manifestacją w Warszawie, 36 proc. czyli 62 tys. – za strajkiem ostrzegawczym, a 31 proc., czyli 54 tys. – za strajkiem ciągłym.

– „Związek nigdy nie uchylał się od poważnego i odpowiedzialnego dialogu w sprawach edukacji. Przygotowaliśmy »Pakt dla edukacji«, będący naszym głosem w debacie o kondycji szkoły i wyzwaniach przed nią stojącymi” – mówił prezes ZNP. – „Niestety, ani MEN, ani sejmowa komisja edukacji nie były zainteresowane rozmową. Zamiast tego pojawiają się ataki na edukację, bezpodstawne oskarżenia wobec jakości systemu, uproszczona diagnoza i jeszcze prostsza recepta, sprowadzająca się do fałszywej tezy, że tylko prywatna oświata, poddana grze rynkowej, zapewni nam lepszy poziom edukacji. Nie potwierdzają tego żadne badania. Zmęczeni ciągłymi atakami, nieustannymi zmianami systemu, mnogością nowych aktów prawnych nauczyciele powiedzieli »dość«”.