Śmieciowe umowy – do kosza!

Śmieciowe umowy – do kosza!

Państwowa Inspekcja Pracy od lat sygnalizuje, że obecne przepisy ułatwiają pracodawcom zatrudnianie bez umów albo na umowy cywilnoprawne. Do konsultacji społecznych trafił właśnie poselski projekt ustawy, zawierający rozwiązania, które mogą pomóc rozwiązać ten problem.

Jak przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”, prawo zobowiązuje firmy, by potwierdziły na piśmie warunki zatrudnienia i rodzaj umowy najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy przez nowego pracownika. Często pracodawcy wykorzystują lukę w prawie i dopuszczają do pracy osobę bez podpisanej umowy, a podczas kontroli inspektora PIP twierdzą, że to jej pierwszy dzień pracy.

Do konsultacji społecznych trafił właśnie poselski projekt ustawy, która zawiera rozwiązania mające uniemożliwić takie praktyki. Autorzy projektu chcą, aby pracodawca był zobowiązany do podpisania umowy o pracę i podania w niej warunków zatrudnienia jeszcze przed dopuszczeniem pracownika do pracy, a także aby inspektorzy PIP mieli prawo nakazać pracodawcy zastąpienie umowy cywilnoprawnej stałym kontraktem w przypadku, gdy wykonywana praca spełnia cechy charakterystyczne dla stosunku pracy.

– „Obecnie nagminnie pracodawcy łamią prawo i pod płaszczykiem umów cywilnych ukrywają faktyczną pracę. A przecież zatrudnienie na warunkach charakterystycznych dla stosunku pracy jest nim niezależnie od tego, jaką nazwę strony nadadzą umowie. Inspekcja musi mieć skuteczniejsze narzędzie, a pracodawca, jeżeli się nie zgadza z ustaleniami inspektora, może iść do sądu” – mówi Janusz Śniadek, poseł PiS, były przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

Problem dotyczy coraz większej liczby pracowników, szczególnie w takich branżach, jak handel wielkopowierzchniowy, ochrona, serwis sprzątający, budownictwo. Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlu NSZZ „Solidarność”, szacuje, że bez etatów zatrudnionych jest ponad 40 proc. pracowników sieci handlowych. Dodaje, że związek niewiele może zrobić, bo większość pracowników nie chce walczyć w sądach z obawy przed utratą pracy.

W 2011 r. w wyniku kontroli legalności zatrudniania na podstawie umów cywilnoprawnych oraz prawidłowości nawiązywania stosunku pracy inspektorzy pracy skierowali do właściwych sądów 41 powództw o ustalenie istnienia stosunku pracy 50 osób. Spośród nich 13 było zatrudnionych na podstawie umowy-zlecenia, jeden w ramach umowy o dzieło, natomiast 36 świadczyło pracę bez jakiejkolwiek umowy. W czterech przypadkach inspektor pracy wstąpił – za zgodą powoda – do już toczącego się postępowania sądowego.

Tak mała liczba spraw o ustalenie stosunku pracy wynika także z tego, że pracownicy nie chcą potwierdzać w sądach ustaleń inspektorów. Pracodawcy przy zawieraniu umów-zleceń podsuwają im bowiem gotowe druki oświadczeń, w którym pracownicy deklarują, że świadomie zawierają umowę cywilnoprawną i nie są zainteresowani umową o pracę ze względów osobistych.

W ubiegłym roku nastąpiło rozstrzygnięcie 20 powództw. W 15 przypadkach wydano wyroki ustalające istnienie stosunku pracy. W dwóch przypadkach strony zawarły ugodę przed sądem. Kolejne dwa powództwa oddalono, z uzasadnieniem, że wolą stron było zawarcie umowy cywilnoprawnej. W jednym przypadku sąd umorzył postępowanie. Sądy nadal rozpatrują 21 spraw wniesionych w 2011 r.

Mimo iż inspekcja pracy nie może nakazać pracodawcy zamiany umowy-zlecenia na stałą, to jednak pracodawcy pod presją kontroli coraz częściej decydują się na zmianę warunków zatrudnienia. – „Najbardziej efektywną formą oddziaływania inspektorów pracy we wskazanym obszarze jest kierowanie do pracodawców wystąpień wnoszących o zastąpienie umów cywilnoprawnych kontraktami o pracę oraz o zawarcie jej w formie pisemnej” – informuje Maria Kasprzak-Rawa, rzecznik głównego inspektora pracy. Dodaje, że zdecydowana większość pracodawców stosuje się dobrowolnie do wniosków zawartych w wystąpieniach, czego efektem jest w szczególności przekształcenie stosunków cywilnoprawnych w stosunki pracy, bez konieczności wytaczania powództw sądowych.

W 2011 roku w wyniku realizacji wniosków zawartych w wystąpieniach uzyskano potwierdzenie na piśmie istnienia stosunku pracy dla 5,1 tys. osób będących stronami stosunków pracy oraz dla 5 tys. osób pracujących bez żadnej umowy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Biznes nie zna sentymentów

Biznes nie zna sentymentów

Zarząd Presspubliki, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej”, „Uważam Rze” i „Przekroju”, ogłosił kolejną pulę zwolnień grupowych. Pracę straci około 100 osób. Związkowcy chcą wejść w spór zbiorowy z władzami firmy.

Jak informuje strona internetowa pisma „Press”, zarząd Presspubliki powiadomił już związki zawodowe o zamiarach zwolnień. – „W mojej ocenie po ostatniej fali zwolnień z przełomu roku nie da się już zredukować żadnego etatu. Niestety władze spółki planują dalsze redukcje zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń, więc w najbliższych dniach musimy rozpocząć negocjacje” – mówi Piotr Kościński, przewodniczący „Solidarności” w Presspublice. – „Zachowamy najczęściej cytowanych autorów, ale aby mieć z czego wypłacać pensje, musimy realizować program oszczędności” – mówi Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” i wiceprezes zarządu Presspubliki.

Jak pisze „Press”, spółka zatrudnia obecnie ok. 450 osób, z czego połowa to pracownicy redakcji czasopism, które wydaje. – „Już dziś dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których redaktor błaga o pomoc w zrobieniu wkładki czy dodatku, ale nikt się nie zgłasza, bo nie nadąża z wykonywaniem swoich obowiązków” – mówi anonimowo „Pressowi” jeden z pracowników „Rzeczpospolitej”. Inny jest oburzony, że pracownikom nie pozwolono brać urlopów latem. A tym, którzy wzięli je na najbliższy długi weekend, zalecono wycofanie wniosków. W ponad stuosobowej grupie związkowców dyskutowany jest pomysł wejścia w spór zbiorowy z pracodawcą.

W ubiegłym tygodniu prezesem Presspubliki został właściciel spółki, Grzegorz Hajdarowicz. W tym terminie do pięcioosobowego zarządu dołączył też Dariusz Bąk, poprzednio – to nie żart – dyrektor zarządzający siecią Telepizza. Dotychczas Hajdarowicz kontrolował Presspublikę, którą przejął w ub.r., jako szef rady nadzorczej. Teraz przewodniczącą rady jest jego żona Dorota Hajdarowicz. – „Rozpoczynamy drugi etap strategii rozwoju spółki. Wzmocniliśmy zarząd, żeby zintensyfikować działania na tym etapie” – tłumaczy zmiany we władzach Presspubliki Jarosław Knap.

Przypomnijmy, że Presspublica jest właścicielem i wydawcą lewicowego tygodnika „Przekrój”. Czekamy na aktywny udział tych lewicowców w protestach przeciwko antypracowniczym posunięciom właściciela pisma.

Płać lub umieraj

Płać lub umieraj

W Stanach Zjednoczonych coraz trudniejszy jest dostęp do drogich, nowoczesnych terapii antynowotworowych.

W Chicago rozpoczął się wielki doroczny zjazd specjalistów od chorób nowotworowych – informuje „Gazeta Wyborcza”. Jego organizatorem jest The American Society of Clinical Oncology (ASCO – Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej). Na przestrzeni ostatnich 20 lat poczyniono pewne postępy w leczeniu nowotworów. W Stanach Zjednoczonych w latach 1990-2007 udało się obniżyć odsetek zgonów z powodu chorób nowotworowych o 22 proc. u mężczyzn i o 14 proc. u kobiet. Oznacza to, że w ciągu 17 lat uratowano dodatkowo 900 tys. pacjentów. Niektóre nowotwory, które jeszcze 40 lat temu były w zasadzie równoznaczne z wyrokiem śmierci, teraz leczy się z wielkim powodzeniem. Jednak nowe terapie są coraz droższe.

Media donoszą, że pacjentów – i to ubezpieczonych – nie stać na kurację, gdyż muszą dokładać do niej z własnej kieszeni. W ubiegłym roku głośna była historia sześćdziesięciokilkuletniej Judy Ariba, chorej na ostrą postać białaczki, której ubezpieczenie pokrywało jedynie 2/3 kosztów leczenia. W efekcie pani Ariba była zmuszona dokładać do leków 1700 dolarów miesięcznie, co przekraczało jej możliwości finansowe. W jeszcze gorszej sytuacji są Amerykanie, którzy takiego ubezpieczenia w ogóle nie mają, a jest ich aż 50 milionów. ASCO w tym roku wyraźnie pochyla się nad tym problemem.

Nauczyciele chcą protestować

Nauczyciele chcą protestować

171 tys. nauczycieli i pracowników oświaty, czyli 96 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez ZNP w ogniwach związku, jest gotowych poprzeć ewentualną akcję protestacyjną.

Sondaż przeprowadzano od 9 maja w związku z propozycjami zmian z prawie oświatowych przedstawionych przez stronę samorządową Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. 38 proc. biorących udział w sondażu, czyli 66 tys. nauczycieli opowiedziało się za ogólnopolską manifestacją w Warszawie, 36 proc. czyli 62 tys. – za strajkiem ostrzegawczym, a 31 proc., czyli 54 tys. – za strajkiem ciągłym.

– „Związek nigdy nie uchylał się od poważnego i odpowiedzialnego dialogu w sprawach edukacji. Przygotowaliśmy »Pakt dla edukacji«, będący naszym głosem w debacie o kondycji szkoły i wyzwaniach przed nią stojącymi” – mówił prezes ZNP. – „Niestety, ani MEN, ani sejmowa komisja edukacji nie były zainteresowane rozmową. Zamiast tego pojawiają się ataki na edukację, bezpodstawne oskarżenia wobec jakości systemu, uproszczona diagnoza i jeszcze prostsza recepta, sprowadzająca się do fałszywej tezy, że tylko prywatna oświata, poddana grze rynkowej, zapewni nam lepszy poziom edukacji. Nie potwierdzają tego żadne badania. Zmęczeni ciągłymi atakami, nieustannymi zmianami systemu, mnogością nowych aktów prawnych nauczyciele powiedzieli »dość«”.