Spór o młodą kulturę

Spór o młodą kulturę

W Zawierciu w woj. śląskim planowana jest likwidacja Młodzieżowego Ośrodka Twórczości. Przeciwko tej inicjatywie wystąpili dawni podopieczni placówki, którzy wystosowali petycję do starosty powiatowego.

Jak informuje portal Zawiercie.info, decyzja o likwidacji MOT-u podyktowana była w głównej mierze czynnikami finansowymi. Obecnie starostwo powiatowe, będące organem założycielskim ośrodka, na jego działalność przeznacza 250-260 tys. zł rocznie. Zaplanowano przeniesienie zajęć prowadzonych w MOT do Miejskiego Ośrodka Kultury w Zawierciu, natomiast zajęcia odbywające się w innych miastach powiatu zostałyby przejęte przez szkoły w danej miejscowości lub gminie. Według założeń, pozwoli to ograniczyć koszty utrzymania MOT-u do kwoty ok. 60 tys. zł.

Przeciwko takim rozwiązaniom protestują dawni wychowankowie MOT-u, podkreślając, jak ważną rolę pełni placówka. Do starosty powiatowego wystosowali apel, w którym czytamy: „Jako dawni podopieczni placówki zawdzięczamy jej pracownikom swoje osiągnięcia zarówno edukacyjne, jak i wychowawcze. Działalność Młodzieżowego Ośrodka Twórczości pozwoliła zaistnieć młodym artystom z całego powiatu zawierciańskiego, a pracownicy placówki pomogli ukształtować nie tylko talenty, ale i osobowości. Odnosimy sukcesy na niwie muzycznej, plastycznej czy sportowej, przynosząc chlubę powiatowi zawierciańskiemu”.

Zdaniem autorów petycji, zlikwidowanie placówki i przeniesienie zajęć do różnych szkół sprawi, że rozwój artystyczny młodzieży z powiatu stanie pod znakiem zapytania, ponieważ spadnie liczba uczestników zajęć, a także zapanuje dezorganizacja pracy zarówno Młodzieżowego Ośrodka Twórczości, jak i szkół. Wyrażają wręcz wątpliwość, czy funkcjonowanie placówki będzie w tym kształcie w ogóle możliwe.

„Żądamy zaniechania planu likwidacji, pozostawienia siedziby Młodzieżowego Ośrodka Twórczości w obecnym miejscu, rezygnacji z przeniesienia zajęć do szkół oraz poszukania oszczędności w innych sferach życia publicznego, nie wiążących się z edukacją i rozwojem dzieci i młodzieży w powiecie zawierciańskim. Uważamy, że powiat, który tak chętnie szczyci się artystycznymi osiągnięciami młodych mieszkańców, nie powinien zabijać w zarodku tego, co tak cenne” – apelują w petycji do starosty.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Marian znów walczy!

Marian znów walczy!

Przewodniczący Związku Zawodowego Rolników „Solidarni” (i członek Rady Honorowej „Nowego Obywatela”) Marian Zagórny apelował w Sejmie o wyegzekwowanie od Zakładów Mięsnych MAT w Czerniewicach pieniędzy, które zalegają rolnikom.

Jak informuje portal Farmer.pl, Zagórny zarzucił wymiarowi sprawiedliwości, że zbyt opieszale ściga nieuczciwych kontrahentów. – „Nie jestem żadnym prokuratorem czy policjantem, ale mam tutaj całą teczkę danych na temat rolników, oszukanych przez Zakłady Mięsne MAT w Czerniewicach. To jest bardzo proste, bo ludzie, którzy zasiadali w tej spółce, zarządzali tą spółką – ogłosili upadłość. Kilka milionów złotych »wiszą« rolnikom. Mało tego, podmioty, które skupowały żywiec od rolników, pozaciągały na to kredyty po 200, 300, 500 tys. zł – wypłaciły rolnikom, odstawiły towar do zakładu MAT i po prostu nie otrzymały pieniędzy. Wystarczy spojrzeć na rejestr spółek, z których oni wyprowadzili majątek. Bardzo prostym sposobem – z firmy MAT wyprowadzili majątek do firmy Interecco i tam funkcjonują” – relacjonuje sprawę Zagórny.

Zdaniem Zagórnego, prokuratura zwleka z podjęciem koniecznych działań, a rolnicy nie mogą czekać, bo mają problemy finansowe. Poza tym opieszałość wymiaru sprawiedliwości sprawia, że oszuści wracają na rynek. – „W tamtym roku wykiwano rolników na zbożu na 20 mln. W tym roku na kilka milionów Zakłady Mięsne MAT, które funkcjonują w drugiej spółce, która zajmuje się taką samą działalnością. Kolejnych rolników okradną” – przestrzega.

Zagórny uważa, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma pełnego rozeznania sytuacji dotyczącej niepłacenia za płody rolne. Dlatego starał się w Sejmie rzucić nieco światła na rozległe konsekwencje oszukańczych praktyk MAT-u: „Część rolników nawet się wstydzi przyznać, że zakłady mięsne ich oszukały. Wiadomo, że rolnicy korzystają np. z różnych wytwórni pasz i rolnik mówi: ja nie chcę o tym mówić, bo mi zaraz wytwórnia pasz przyjedzie po pieniądze. Tak samo rzecz się ma z podmiotami skupującymi od rolników. »Jak ja ogłoszę, że do MAT odstawiłem towarów za 400 tys., to mi nikt nic nie sprzeda« – mówi rolnik”.

Marian Zagórny (ur. 1960 r.) na początku lat 80. był działaczem „Solidarności” w ZWCH Chemitex Celwiskoza w Jeleniej Górze, represjonowany za działalność związkową, a w 1982 r. dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Przez rok (1984) pracownik Spółdzielni Inwalidów SIMET w Jeleniej Górze, w  1985 r. przejął po rodzicach 50-hektarowe gospodarstwo rolne, dwukrotnie ciężko pobity przez „nieznanych sprawców”. Od 1987 r. działacz Solidarności Rolników Indywidualnych. Przez dwie kadencje (1989-1996) przewodniczący Wojewódzkiej Rady Rolników Indywidualnych w Jeleniej Górze, a następnie jej wiceprzewodniczący. W 1997 r. stanął na czele Komitetu Protestacyjnego Makroregionu Dolnośląskiego Solidarności RI, a następnie na czele Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego Solidarności RI, do którego przystąpiły inne organizacje rolnicze i branżowe. W 1997 r. (we wrześniu) zorganizował wylanie gnojowicy pod Ministerstwem Rolnictwa, Sejmem i URM w Warszawie, a w październiku tego roku – przyspawanie wagonów z importowanym zbożem na granicznej stacji kolejowej w Muszynie. W 1998 r. umieścił kury i owce oraz koryto dla rządu w gabinecie Ministra Rolnictwa i w Sejmie, a następnie – w latach 1998 i 1999 – ośmiokrotnie zorganizował akcję wysypywania przemycanego i importowanego zboża w Zebrzydowicach, Muszynie i Międzylesiu. Wielokrotnie sądzony, a w 2000 r. skazany na 15 miesięcy więzienia – był prawdopodobnie jedynym po roku 1989 człowiekiem uwięzionym w Polsce za działalność związkową. Po 3 miesiącach wyszedł z więzienia, ułaskawiony z zawieszeniem wyroku na 5 lat. W 2002 r. zorganizował akcję przeciwko importowi kukurydzy i cukru oraz wręczył wojewodzie kurę i koguta dla premiera Millera (za potwierdzeniem odbioru), w roku 2003 brał udział w blokadach dróg przez rolników, w proteście połączonym z wylaniem gnojowicy przed urzędem wojewódzkim, a także we wręczeniu świni wojewodzie. W 2004 współzałożyciel, następnie przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej Solidarni. Ponownie skazany, zagrożony więzieniem w roku 2008, wskutek protestów zainicjowanych przez redakcję „Obywatela” prezydent Lech Kaczyński rozważał całkowite ułaskawienie Zagórnego, jednak po rewizji wyroku sąd oczyścił działacza z zarzutów, uznając, że jego akcje protestacyjne były prowadzone w ważnym interesie społecznym. Od wielu lat jego środowisko organizuje bez rozgłosu i wsparcia zamożnych sponsorów coroczne darmowe kolonie dla dzieci z ubogich wiejskich rodzin. Od wielu lat współpracuje z „Obywatelem”/”Nowym Obywatelem”, jest członkiem Rady Honorowej naszego pisma.

Groszówkami zablokowali kasy

Groszówkami zablokowali kasy

Przed hipermarketem Auchan w Mikołowie odbyła się w środę akcja protestacyjna przeciwko zwolnieniu z pracy wiceprzewodniczącego zakładowej „Solidarności”. Związkowcy na przeszło dwie godziny zablokowali wszystkie kasy w hipermarkecie, płacąc za zakupy groszówkami.

– „Jesteśmy tu po to, by bronić naszego zwolnionego kolegi Arona Plewy. Ci młodzi ludzie, odważyli się w tym markecie założyć związek zawodowy Solidarność. Jeden z nich niestety poniósł za to karę i został zwolniony z pracy” – mówił podczas pikiety Alfred Bujara, przewodniczący handlowej „Solidarności”. Bujara podkreślił, że Solidarność nie może pozwolić na zwolnienia pracowników za to, że zakładają związki zawodowe. – „W latach 80. walczyliśmy o to, by móc tworzyć związki. Dzisiaj znowu musimy walczyć o to, by pracownicy mogli się w nich zrzeszać. Po 30 latach wracamy do punktu wyjścia. Mamy wolny rynek, ale niestety mamy też antypracownicze prawo i takie same działania pracodawców. To są w większości przedstawiciele kapitału zagranicznego, którzy przyjechali do Polski robić biznes, dostali zwolnienia podatkowe, bo mieli tworzyć dla nas dobre miejsca pracy. Okazało się, że są to miejsca wyzysku i zastraszania pracowników” – mówił Alfred Bujara.

Aron Plewa wyjaśniał, że „Solidarność” w Auchan w Mikołowie powstała nie po to, żeby żądać od pracodawcy jakichś nierealnych rzeczy, tylko m.in. w celu poprawy warunków pracy. – „Chcieliśmy po prostu mieć wpływ na to, co się dzieje w naszym zakładzie. Pracodawca jednak postanowił mnie zwolnić zanim w ogóle spotkał się z nami i wysłuchał, tego, co mamy do powiedzenia” – mówił podczas pikiety Plewa.

Kilka godzin przed blokadą kas w mikołowskim Auchan odbyło się spotkanie tamtejszej komisji „Solidarności” z dyrekcją sklepu. – „Pracodawca poinformował, że nie ma zamiaru rozmawiać na temat przywrócenia Arona do pracy i czeka na wyrok sądu w tej sprawie. Naszym zdaniem to zwolnienie było absolutnie bezprawne i jesteśmy pewni, że sąd przywróci Arona do pracy. Sprawa sądowa może jednak potrwać nawet kilkanaście miesięcy, z czego pracodawca doskonale zdaje sobie sprawę” – podkreśla Mirosław Grzywa, członek Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Kilkanaście minut po godzinie 16.00 związkowcy weszli do sklepu z workami pełnymi groszówek. W akcji blokowania kas związkowców z Auchan wsparli koledzy z górniczej „Solidarności”, m.in. z kopalni Piast, Chwałowice i Brzeszcze. – „Każdy z nas miał do wydania 25 zł w najdrobniejszych monetach. Kupowaliśmy artykuły szkolne, które przekażemy do domu dziecka. Obawiam się, że kierownictwo Auchan nie będzie dziś miało wielkiego utargu” – powiedział Sławomir Ciebiera.

Gdy jedni związkowcy blokowali kasy, inni rozdawali klientom ulotki, w których informowali o przyczynach protestu i przepraszali za utrudnienia. – „Bardzo nam przykro, nasza akcja nie jest wymierzona w klientów, ani w pracowników tego sklepu. Jednak w sytuacji, gdy pracodawca bezprawnie pozbawia człowieka pracy i nie chce rozmawiać przy stole, my również musimy uciec się do radykalnych środków” – wyjaśniał Sławomir Ciebiera.

O założeniu związku w mikołowskim Auchan pracownicy poinformowali pracodawcę 18 maja. Następnego dnia Aron Plewa otrzymał wypowiedzenie z pracy. Sprawa trafiła do sądu pracy. Związkowcy przygotowują się również do złożenia doniesienia do prokuratury.

Bez pracy – bez życia

Bez pracy – bez życia

Coraz więcej Polaków, nie radząc sobie z utratą pracy i problemami finansowymi, popełnia samobójstwa. Grupą najczęściej podejmującą taką decyzję są osoby powyżej 50. roku życia.

Problem opisuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Według policyjnych statystyk, problemy z pracą i finansami były w ubiegłym roku przyczyną 450 na 5 tys. samobójstw – to niemal tyle, co rok wcześniej, ale o 40 proc. więcej niż w 2007 r. Zdaniem Grażyny Puchalskiej z Komendy Głównej Policji, przypadków popełnienia samobójstw z powodu utraty źródeł dochodu lub pogarszających się warunków ekonomicznych może być znacznie więcej. – „W większości zdarzeń trudno jest nam ustalić przyczyny targnięcia się na życie. Informacje na ten temat czerpiemy najczęściej od rodziny i znajomych” – wyjaśnia. Rafał Domagała, aspirant z Komendy Powiatowej w Cieszynie, mówi gazecie, że w skali lokalnej najczęstszą przyczyną decyzji o odebraniu sobie życia – po chorobach i kłótniach rodzinnych – są właśnie motywy finansowe.

Niepokojącą tendencję zauważają także psychiatrzy. – „Największy odsetek osób popełniających samobójstwa jest widoczny w małych miejscowościach, gdzie najtrudniej o pracę” – tłumaczy prof. Aleksander Araszkiewicz, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Jacek Santorski, psycholog biznesu, ostrzega, że samobójstwa mogą być niebezpiecznie inspirujące – głośnym przykładem jest sytuacja z 2009 r., gdy z powodu kryzysu kilkudziesięciu pracowników France Telekom odebrało sobie życie w ciągu kilkunastu miesięcy. Zdaniem Santorskiego trzeba być ostrożnym, bo kryzys gospodarczy będzie postępował, o czym świadczą choćby statystyki dotyczące bankructw firm.

Podobną opinię wyraża prof. Araszkiewicz – w jego ocenie skala samobójstw będzie wzrastała w miarę pogłębiającego się kryzysu. Psychiatra przytacza przykład Litwy, gdzie w efekcie transformacji i nagłego zubożenia części społeczeństwa odnotowuje się rekordową liczbę samobójstw – 40 przypadków na 100 tys. mieszańców. – „W Polsce jak na razie takich przypadków jest około 15-16 na 100 tys. mieszkańców” – wylicza naukowiec.

Wiek osób, które decydują się targnąć na własne życie, przesunął się w górę. W 2007 r. najwięcej samobójców było wśród osób w wieku 45-49 lat. W kolejnych latach, do 2011 r. włącznie, granica wieku przesunęła się do przedziału 50-54 lata. Tuż za nimi są osoby w wieku 55-59 lat. Prof. Araszkiewicz podkreśla, że przychodzi do niego coraz więcej pacjentów w wieku 50 lat, którzy chcą się targnąć na życie, bo stracili pracę i nie mogą znaleźć innej. Zwykle są to mężczyźni, którzy, gdy zostaną zwolnieni, czują, że zawiedli rodzinę i tracą sens życia. Specjaliści podkreślają, że to właśnie po pięćdziesiątce najczęściej następuje utożsamienie się pracownika z firmą i wykonywaną pracą. Nie jest to zależne od stopnia wykształcenia czy stanowiska, dotyczy w równym stopniu dyrektorów, jak i robotników. Utrata pracy jest dla wielu równoznaczna z utratą gruntu pod nogami. Jeśli w porę nie otrzymają wsparcia bliskich i pomocy specjalisty, bardzo często decydują się na odebranie sobie życia.

Historycy dość skrupulatnie liczą – co należy pochwalić – ofiary rozmaitych zbrodniczych ustrojów i tyrańskich rządów. Warto byłoby, żeby ktoś zaczął liczyć także ofiary „cięcia kosztów pracy”, „kreatywnego zarządzania zasobami ludzkimi”, „efektywności ekonomicznej”, „dynamicznego dostosowania się do wymogów rynku”, „presji akcjonariuszy” itd., itp.