Ważny głos przeciwko GMO!

Ważny głos przeciwko GMO!

Kilkudziesięciu naukowców i lekarzy wystosowało do rządu RP list otwarty, zwracający uwagę na niebezpieczeństwa związane z organizmami modyfikowanymi genetycznie i na stronniczość debaty publicznej w tej sprawie. Wśród sygnatariuszy jest m.in. były minister środowiska, były Główny Konserwator Przyrody, naukowcy z Polskiej Akademii Nauk i kilku uniwersytetów.

„…Ze zdziwieniem i zaniepokojeniem przyjęliśmy fakt, że badania realizowane w ostatnich latach w dwóch instytutach resortowych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi mają stanowić pretekst i alibi dla zniesienia zakazu importu pasz genetycznie zmodyfikowanych do Polski. Po zapoznaniu się z raportem końcowym z realizacji tego zadania stwierdzamy, że wśród opublikowanych w recenzowanych czasopismach oryginalnych prac badawczych nie ma ani jednej publikacji, która opisuje wpływ pasz GMO na zdrowotność zwierząt doświadczalnych… Wobec powyższego stanowczo sprzeciwiamy się rozpowszechnianiu opinii, że realizacja przedmiotowego projektu dostarczyła dowodów na bezpieczeństwo zdrowotne zwierząt karmionych paszami GMO… DOMAGAMY SIĘ rzeczywistej i konsekwentnej realizacji Ramowego Stanowiska Polski dotyczącego GMO…” – napisali sygnatariusze listu otwartego do rządu RP.

List ten podpisało, w ciągu kilku dni, ponad 40 naukowców i lekarzy. Stanowi on wyraz niezgody naukowców i lekarzy na praktyki sprzeczne z szeroko pojętym interesem społecznym. W szczególności niezgody na wykorzystywanie wyników badań nad paszami GMO do podejmowania decyzji o konsekwencjach znacznie ważniejszych niż poruszane w tematyce tych badań.

Te ważniejsze od interesów wąskiej grupy ludzi, jaką stanowią importerzy i producenci pasz z GMO oraz potentaci – hodowcy dużej liczby zwierząt, aspekty i konsekwencje ewentualnej decyzji posłów o ponownym dopuszczeniu genetycznie modyfikowanej soi i innych genetycznie modyfikowanych składników w paszach, to przede wszystkim zapewnienie suwerenności żywnościowej kraju, a zwłaszcza:

•  konieczność uniezależnienia produkcji zwierzęcej w Polsce od olbrzymiej ilości importowanych pasz i ochrona suwerenności paszowej polskich rolników,

• ochrona przed wzrostem cen pasz importowanych opartych na soi i kukurydzy GMO, co może mieć miejsce w przypadku jakiegokolwiek kryzysu w tej branży, a przy całkowitym uzależnieniu Polski od importu będzie skutkować wzrostem cen produktów zwierzęcych,

• ochrona bogactwa genetycznego rodzimych odmian uprawianych, dostosowanych najlepiej do warunków glebowych i klimatycznych Polski, a stanowiących wielopokoleniowy dorobek polskich rolników i naukowców,

•  obrona przed ubytkiem ziem pozostających w kulturze rolnej i niekorzystnymi zmianami struktury socjalnej na wsi, m.in. wzrostem bezrobocia,

• obrona przed ostatecznym upadkiem polskich firm nasiennych i instytutów naukowych związanych z tą dziedziną nauki.

Akcję zbierania podpisów pod listem prowadzi Koalicja POLSKA WOLNA OD GMO. Cały list, zawierający argumentację i uzasadnienie naukowe, wraz z listą sygnatariuszy można pobrać tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przypominamy prospołecznych

Przypominamy prospołecznych

Na naszej stronie internetowej powstał specjalny dział, w którym przypominamy biografie, dorobek i poglądy kilkudziesięciu polskich myślicieli oraz działaczy prospołecznych, a także archiwalne teksty prezentujące długie korzenie idei propagowanych przez nas na co dzień.

W dziale o nazwie „Inspiracje” zamieściliśmy teksty, które dotychczas ukazywały się w papierowych edycjach „Obywatela” i „Nowego Obywatela” w rubrykach „Z Polski rodem” i „Nasze Tradycje”. Teraz możecie je znaleźć w jednym miejscu, całkiem za darmo – czerpać wiedzę i inspirację.

Wśród prezentowanych postaci są przedstawiciele przeróżnych opcji politycznych i ideowych – od lewicy mniej lub bardziej ortodoksyjnej, przez ruch ludowy, spółdzielczość, po chadecję i endecję, a oprócz nich także tacy, którzy nie mieszczą się w żadnej „szufladce”. Różniło ich wiele, ale cechą wspólną była troska o dobro wspólne, Polskę i jej obywateli, a zazwyczaj także daleko posunięty sceptycyzm wobec liberalizmu gospodarczego. Są tu osoby znane, choć rzadko prezentowane z takiego punktu widzenia, jak również postaci zupełnie zapomniane, wyszukane przez naszych autorów w czeluściach bibliotek, archiwów i niszowych opracowań naukowych.

Oprócz prezentacji ponad 30 postaci (i dwóch organizacji społecznych), zamieściliśmy w dziale „Inspiracje” także teksty sprzed lat, ukazujące, że idee, które głosimy dzisiaj, mają długie korzenie i nie wzięły się znikąd. Teksty te przypominają m.in. lewicę patriotyczną i antykomunistyczną, pierwsze koncepcje państwa opiekuńczego, katolicyzm prospołeczny,  socjalne osiągnięcia i idee II RP, ekologię sprzed wielu lat, tolerancję wobec mniejszości, która oprócz praw oczekuje także obowiązków itd.

Dział „Inspiracje” znajduje się tutaj, a ze strony głównej można do niego trafić rozwijając zakładkę Teksty i wybierając w niej stosowną rubrykę.  

Zapraszamy do lektury!

Amerykański regres

Amerykański regres

W ciągu trzech najgorszych lat kryzysu ekonomicznego Stany Zjednoczone cofnęły się do poziomu sprzed dwóch dekad pod względem zamożności klasy średniej.

Jak informuje Wyborcza.biz, opublikowany niedawno raport Systemu Rezerw Federalnych, czyli centralnego banku USA, naświetla kwestię skutków kryzysu ekonomicznego w Stanach. Z raportu wynika, że trzy najgorsze lata kryzysu zubożyły przeciętną rodzinę z amerykańskiej klasy średniej o 40 proc. życiowego dorobku (ze 126 tys. dolarów w 2007 r. do 77 tys. dolarów w 2010 r.). Oznacza to, że pod względem finansowym cofnęła się ona do poziomu z 1992 r. (z uwzględnieniem inflacji). Głównym powodem tej sytuacji jest krach na rynku nieruchomości, który sprawił, że większość domów, zazwyczaj kupowanych w Ameryce na kredyt, drastycznie straciła na wartości.

Wraz z cenami domów malały też, choć w wolniejszym tempie, pensje. Roczne zarobki przeciętnych Amerykanów w latach 2007-2010 uległy zmniejszeniu o niemal 8 proc. (z 49,6 tys. dolarów do 45,8 tys.).

Jako przeciętną rozumie się w raporcie Fed rodzinę znajdującą się w samym środku drabiny społecznej – bogatszą niż połowa najbiedniejszych Amerykanów i biedniejszą niż połowa najbogatszych Amerykanów. Klasa średnia jest postrzegana jako główna ofiara kryzysu w USA. Biedni stracili mniej, m.in. dlatego, że nie posiadali żadnych nieruchomości, natomiast zamożni oprócz domów posiadali także inne inwestycje, np. na giełdzie czy w różnych funduszach. Rynek papierów wartościowych, po początkowym krachu, zdecydowanie odbił się od dna i w dużym stopniu zrekompensował bogaczom straty w nieruchomościach (które i tak nie były zbyt duże, bo na wartości straciły przede wszystkim tańsze domy).

Ubożenie klasy średniej jest główną przyczyną tego, że w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach nierówności społeczne wzrosły do poziomu, jaki był przed Wielkim Kryzysem w latach 30. ubiegłego wieku. Czterystu najbogatszych Amerykanów zgromadziło większe majątki niż połowa wszystkich obywateli USA, czyli ponad 150 mln ludzi. Warren Buffett, drugi na liście najbogatszych, od dłuższego czasu publicznie podkreśla absurdalność faktu, że jego sekretarka płaci podatki według wyższych stawek niż on sam. Popiera pomysł prezydenta Obamy, systematycznie blokowaną przez Republikanów, żeby podnieść podatki milionerom.

W ramach klasy średniej w najgorszej sytuacji znaleźli się ludzie w średnim wieku (35-44 lata), którzy najczęściej tuż przed kryzysem kupowali na kredyt domy po wyśrubowanych cenach. Według obliczeń Fed, ich majątki skurczyły się nawet o 54 proc. Najwięcej stracili ci z zachodu i południa USA, gdzie ceny nieruchomości spadły najbardziej.

Ludzie wypadający z klasy średniej powiększają odsetek niezamożnych, a nieraz wręcz biednych. Już 46 mln Amerykanów korzysta z darmowej pomocy żywnościowej, podczas gdy w roku 2007 korzystało z niej niecałe 30 mln ludzi. Ponadto, tylko 52 proc. Amerykanów było w stanie cokolwiek oszczędzić w 2010 r. (a np. dziesięć lat wcześniej oszczędzało ponad 60 proc.). Co istotne, jeśli oszczędzają, to już nie na dobrą szkołę dla dzieci czy na emeryturę, ale coraz częściej na tzw. czarną godzinę.

Wyższa szkoła oporu

Wyższa szkoła oporu

Przedstawiciele „Solidarności” zwrócili się do rządu i parlamentarzystów z apelem o ratowanie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Zdecydowali też o protestach na uczelniach, planowanych na inaugurację roku akademickiego 2012/2013.

Jak informuje portal Mediarp.pl, uczestnicy Walnego Zebrania Delegatów Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” podjęli decyzję o protestach z powodu braku dialogu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego na temat opracowanego przez Związek projektu ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla pracowników uczelni publicznych.

„Rząd Premiera Tuska, formułując w 2008 roku założenia reformy nauki i szkolnictwa wyższego, za niezbędny warunek powodzenia tej reformy uznał coroczny wzrost finansowania nauki i szkolnictwa wyższego z budżetu państwa o 0,158% PKB (bez środków z funduszy strukturalnych UE) do 2013 roku. Tymczasem w ciągu ostatnich czterech lat łączne budżetowe wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe, w proporcji do produktu krajowego brutto, znacząco spadły” – napisali delegaci w apelu o ratowanie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Podkreślili, że finansowanie nauki wykazuje od wielu lat cechy stagnacji na poziomie dużo poniżej 1 proc. PKB, podczas gdy wiele krajów Unii Europejskiej od lat wydaje na ten cel co najmniej 2% PKB.

W apelu delegaci domagają się też usunięcia patologii płacowych na wyższych uczelniach oraz wieloetatowości. Zdaniem uczestników WZD, rozwiązaniem płacowych problemów pracowniczych jest zgłoszony w lipcu 2011 r. przez KSN i Radę Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego projekt ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla pracowników uczelni publicznych. – „Brak woli resortu do prowadzenia dialogu na temat naszego projektu oraz w rozwiązywaniu spraw płacowych stał się przyczyną sporu zbiorowego z MNiSW, który rozpoczęliśmy na początku czerwca. Minister Barbara Kudrycka o sporze do tej pory nie powiadomiła Państwowej Inspekcji Pracy. Dlatego uznaliśmy, że w tej sprawie musimy wywrzeć stanowczy nacisk na ministerstwo” – informuje prof. Edward Malec, przewodniczący KSN NSZZ „Solidarność”. Uczestnicy WZD w uchwale zdecydowali o zorganizowaniu akcji protestacyjnych podczas inauguracji roku akademickiego 2012/2013.

Delegaci wyrazili również dezaprobatę dla praktyki finansowania uczelni prywatnych ze środków publicznych, argumentując, że uczelnie niepubliczne z założenia są przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk. – „Moim zdaniem wielomilionowe kwoty przeznaczane z budżetu państwa na szkoły niepubliczne to pieniądze wyrzucone w błoto, bo te uczelnie reprezentują bardzo niski poziom” – mówi prof. Edward. Malec.

W najnowszym numerze „Nowego Obywatela”, który lada dzień trafi do punktów sprzedaży, publikujemy artykuł o sytuacji w szkolnictwie wyższym – można go w całości przeczytać tutaj.