Prywatyzacja dała im popalić

Prywatyzacja dała im popalić

Plantatorzy tytoniu i związkowcy są zaniepokojeni sytuacją w sprywatyzowanych rok temu lubelskich Zakładach Tytoniowych i ich krasnostawskiej spółce-córce, Fermentowni Tytoniu. Twierdzą, że spółce grozi upadłość.

Jak informuje portal Farmer.pl, obawy plantatorów wywołały informacje medialne na temat wyników finansowych spółki, wskazujące na pogłębiającą się stratę Zakładów, które jeszcze 3 lata temu wykazywały roczny zysk w wysokości 3,6 mln zł. Związek Zawodowy Rolników Ojczyzna wyraził swoje oburzenie postawą władz Zakładów Tytoniowych w Lublinie SA, które – jak twierdzi – mimo licznych wezwań nie podjęły negocjacji z przedstawicielami plantatorów i załogi.

W oświadczeniu ZZR Ojczyzna domaga się wyjaśnienia, jakie są plany firmy: „W tej sytuacji żądamy udzielenia publicznie odpowiedzi: czy główny akcjonariusz spółki, Biosyntec, zamierza postawić ZTL S.A. w stan upadłości? Czy planuje kontynuować produkcję, honorować kontrakty z plantatorami i utrzymać zatrudnienie? Czy planowane powołanie nowych spółek ma służyć wyprowadzeniu majątku z Zakładów? Czy wykupiono weksle ZTL S.A. krążące po rynku amerykańskim? Ile aktualnie wynosi zadłużenie firmy i jakie są zagrożenia dla jej płynności finansowej?”.

Jak przypomina „Dziennik Wschodni”, Zakłady Tytoniowe w Lublinie zostały sprzedane w lutym ubiegłego roku. Francuska spółka Biosyntec kupiła od Skarbu Państwa 70 proc. akcji firmy za ok. 32 mln zł. Nowe władze spółki zapowiadały, że w ciągu 4 lat Biosyntec zainwestuje w Lublinie 100 mln zł i da pracę ok. 1000 osobom. W lubelskim zakładzie miała ruszyć pierwsza na świecie linia do produkcji filtrów ograniczających ryzyko zachorowania na raka. Były to jednak tylko czcze obietnice.

Zdaniem związku Ojczyzna, kłopoty finansowe ZTL S.A. mogą pociągnąć za sobą pogorszenie sytuacji spółki zależnej, Fermentowni Tytoniu w Krasnymstawie. Tymczasem podmiot ten uzyskuje dodatnie wyniki finansowe, jest znaczącym pracobiorcą na rynku lokalnym, miał także atrakcyjne plany rozwojowo-modernizacyjne. Wszelkie rozmowy i decyzje odnośnie do przyszłości ZTL S.A. – powinny więc obejmować także zabezpieczenie interesów FTK sp. z o.o.

Jak stwierdza Lucjan Cichosz, przewodniczący ZZR Ojczyzna, obecna sytuacja była do przewidzenia: „Pierwszy przewodniczący ZZR Ojczyzna, śp. Leszek Zwierz jeszcze w 2006 r., u progu procesu restrukturyzacyjnego i prywatyzacyjnego ZTL ostrzegał, że w przyjętej formie doprowadzi on do upadku tej kwitnącej wcześniej firmy. Niestety, nie był wówczas wysłuchany. Dziś znowu powtarza się ten sam błąd, ignorując jawne już sygnały kryzysu ZTL. Kryzysu nie zawinionego przez rynek, ani załogę – ale przez błędny i zbędny wybór inwestora”.

Pierwsze sygnały o problemach finansowych Zakładów Tytoniowych pojawiły się w styczniu tego roku. Zakład miał popaść w długi, a konta firmy miał zająć komornik. Z nieoficjalnych informacji, jakie uzyskał „Dziennik Wschodni”, wynika, iż długi zakładu wobec budżetu państwa i kontrahentów przekroczyły już 10 mln zł. Do tego należy doliczyć kilka milionów dolarów długu wobec firmy MS Global Funding z Nowego Jorku. Amerykański partner uzyskał sądowy nakaz zapłaty i zapowiada, że wykorzysta wszystkie możliwości prawne: zajęcie przez komornika kont bankowych, maszyn czy nieruchomości.

W czasie, kiedy amerykański wierzyciel próbuje odzyskać swoje pieniądze, właściciele ZTL zakładają kolejne firmy. Np. spółkę Medalon, w której prezesem jest Iman Emmani, właściciel Biosyntec. Udziałowcem nowej spółki jest fermentownia w Krasnymstawie, spółka córka ZTL. Czym zajmować się będzie Medalon? – przedstawiciele zarządu ZTL nie chcą odpowiedzieć. – „Obawiamy się, że może posłużyć do finansowego drenowania fermentowni” – mówi anonimowo jeden z pracowników zakładu. Z nieoficjalnych informacji wynika również, że spółka w Krasnymstawie planuje emisję obligacji. Ich zabezpieczeniem ma być majątek lubelskiego zakładu. Z ustaleń „Dziennika Wschodniego” wynika, że został on już wyceniony na kilkadziesiąt milionów złotych. – „Wystarczy, że FTK Krasnystaw nie wykupi obligacji i z zakładem w Lublinie koniec” – kwituje jeden z pracowników firmy.

Tymczasem lubelski OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych wystąpił do wojewody z prośbą o interwencję. Rolnicy domagają się, by sytuacją w ZTL zajęła się Wojewódzka Komisja Dialogu Społecznego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prenumeratorzy pomagają – my dziękujemy

Prenumeratorzy pomagają – my dziękujemy

Najnowszy numer „Nowego Obywatela” został już wysłany zarówno do prenumeratorów, jak i do salonów prasowych Empik, Ruch, Inmedio, Relay i Kolporter. Prenumeratorzy otrzymają przy tej okazji wyjątkowy prezent – darmowy dostęp do cyfrowej wersji jednej z książek wydanych przez nas.

Mowa o cyfrowej wersji „RAZEM! czyli Społem”, unikalnego zbioru tekstów spółdzielczych Romualda Mielczarskiego. Dostęp do darmowej elektronicznej wersji tej książki może otrzymać każdy prenumerator – aby uzyskać dostęp, należy napisać na adres prenumerata@nowyobywatel.pl. Więcej o książce można przeczytać tutaj.

R. Mielczarski - „RAZEM! czyli społem” - okładka

Przypominamy jednocześnie, że posiadacze ważnej prenumeraty automatycznie zyskują przywilej pełnego dostępu do cyfrowej wersji pisma na naszej stronie WWW – nie tylko do numeru bieżącego, ale również wszystkich archiwalnych. Aby skorzystać z tej możliwości, należy zarejestrować się na naszej stronie, a następnie skontaktować się z nami pod adresem prenumerata@nowyobywatel.pl, podając imię, nazwisko oraz nazwę użytkownika wybraną w trakcie rejestracji. Po zweryfikowaniu danych, administrator strony przypisze do konta prenumeratora odpowiednie uprawnienia.

Prenumerata (50 zł za cztery kolejne numery, co oznacza oszczędność aż 10 zł w stosunku do zakupu pisma w salonach prasowych) to nie tylko wymierne korzyści dla czytelników, ale także konkretny, bardzo duży wkład w umacnianie niezależności naszego wspólnego kwartalnika i wymierna pomoc dla jego kondycji finansowej (pośrednicy sprzedający pismo pobierają dla siebie marżę w wysokości aż 50% ceny okładkowej!). Zamów już dziś! Prenumeratę można zamówić tutaj.

NeoGang szykanuje lokatorów

NeoGang szykanuje lokatorów

Mieszkańcy dwóch poznańskich kamienic są od pewnego czasu szykanowani przez związaną z NeoBankiem spółkę-widmo. Celem zastraszania i wojny psychologicznej jest chęć „oczyszczenia” obu budynków z mieszkańców.

Reprezentanci Fabryki Mieszkań i Ziemi (FMiZ), Piotr Śruba i Paweł Żukowski, bez przedstawienia jakichkolwiek pełnomocnictw, podają się za właścicieli nieruchomości w Poznaniu przy ul. Małeckiego 20 i Stolarskiej 2. Żądają wpłacania czynszu na konto FMiZ oraz dewastują klatki schodowe i podwórka pod pretekstem remontu. W praktyce ich działania polegają m.in. na zaklejaniu zamków silikonem, wyrywaniu domofonów, grożeniu mieszkańcom oraz wyłączaniu prądu. Zwłaszcza to ostatnie może doprowadzić do tragedii, ponieważ jedna z lokatorek cierpi na astmę, co wymaga częstego czyszczenia oskrzeli aparatem podłączanym do prądu. Zaniechanie tej czynności grozi bardzo poważnymi konsekwencjami – tym bardziej, że z powodu zaśmiecenia klatki schodowej gruzem, znacznie utrudniona byłaby ewentualna interwencja pogotowia ratunkowego.

15 czerwca pracownicy firmy zablokowali bramę wjazdową do kamienicy, wywieszając na niej tabliczkę z napisem „Zakaz wjazdu”. Dzień później zniszczono zamek i drzwi do pomieszczenia gospodarczego jednej z rodzin, a znajdujące się tam przedmioty wystawiono na zewnątrz. Wezwana policja nakazała jedynie wnieść rzeczy z powrotem. Funkcjonariusze stwierdzili jednocześnie, że zdarzenie nie nosi znamion włamania. Dla rzecznika policji nie było problemem uszkodzenie drzwi i zamka o wartości ok. 600 zł.

19 i 20 czerwca ekipa „remontowa” demontowała balustradę na balkonie w jednym z mieszkań. Wezwana policja biernie przyglądała się temu procederowi. Również 20 czerwca wywiercono dziurę w zabytkowej elewacji budynku oraz zalano jedno z mieszkań. Dopływ wody został wstrzymany dopiero po interwencji policji.

W całej sprawie zdumiewa zwłaszcza opieszałość wzywanych służb. Z powodu szykan i indolencji policji lokatorzy obu kamienic zwrócili się o pomoc do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej. Dzięki wstawiennictwu aktywistów udało się doprowadzić do medialnego nagłośnienia sprawy, a także objęcia mieszkańców profesjonalną pomocą prawną.

22 czerwca pod Urzędem Miasta w Poznaniu miała miejsce pikieta, podczas której lokatorzy z kamienic przy ul. Stolarskiej i Małeckiego, a także z innych, borykających się z podobnymi problemami nieruchomości, złożyli petycję, domagając się zajęcia ich sprawą. Kilka godzin przed protestem w budynku przy ul. Stolarskiej odbyła się kontrola inspekcji nadzoru budowlanego. Podczas jej trwania przy jednym z okien zawisł transparent „Lokatorzy to nie towar”. Zaskakujące jednak, że ani aktywiści Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej, ani media, nie zostali wpuszczeni do biura, w którym odbywała się rozmowa zarządców nieruchomości i inspektorów nadzoru budowlanego.

Piotr Kuligowski

Twój głos – Twój los

Twój głos – Twój los

W 2012 r. odbyło się już 29 referendów ws. odwołania władz samorządowych. W ich wyniku odwołano czterech włodarzy. Pozostałe 25 głosowań unieważniono z powodu zbyt niskiej frekwencji, ale fala demokracji lokalnej wzbiera.

Do dziś dzięki referendom lokalnym odwołano wójta gminy Lewin Kłodzki (22 kwietnia), wójta gminy Wiżajny (29 kwietnia), burmistrza Ostródy (4 czerwca) oraz prezydenta i Radę Miejską Bytomia (17 czerwca). „Portal Samorządowy” przytacza cztery przykłady – dwóch udanych i dwóch nieudanych – referendów, pokazując, że sukces zależy wyłącznie od mobilizacji i konsekwencji ze strony obywateli.

Na początku czerwca odwołany został burmistrz Ostródy, Olgierd Dąbrowski. – „Za odwołaniem przemawiał głównie brak rozmów i konsultacji z mieszkańcami oraz ogromne zadłużenie na niepotrzebne inwestycje np. fontanna czy zbyt duży stadion, które teraz będzie trzeba spłacać” – wyjaśnia Wojciech Januszkiewicz, przedstawiciel komitetu referendalnego w Ostródzie. Kampania przeciwko burmistrzowi była bardzo ostra. Doszło nawet do zablokowania dróg przez niezadowolonych mieszkańców Ostródy. – „Blokowana była droga nr 7 od strony Warszawy oraz drogi nr 15 i 16 przy wyjeździe z Ostródy na Toruń i Iławę. Przez 15 min chodziliśmy przez przejście dla pieszych, później przez 10 minut przepuszczane były samochody, by nie utworzyły się zbyt duże korki” – tłumaczy Małgorzata Joniec, jedna z organizatorek protestu. Za odwołaniem burmistrza opowiedziało się 5181 mieszkańców, a przeciwko 2992 mieszkańców.

Z kolei 17 czerwca w wyniku referendum odwołany został prezydent Bytomia Piotr Koj i cała rada miasta. Niezadowolenie mieszkańców wzbudziło m.in. postępujące zubożenie miasta, likwidacja kilkunastu bytomskich placówek szkolnych, wprowadzenie „podatku od deszczu”. Zmobilizowano wiele środowisk niechętnych ówczesnym władzom poprzez organizowanie pikiet, protestów, rozdawanie tysięcy ulotek, rozlepianie setek plakatów. Praca wielu dziesiątek ludzi, mająca na celu informować i mobilizować obywateli, przyniosła rewelacyjny rezultat. W referendum udział wzięło 28 925 osób. Aby było ważne, do urn musiało pójść co najmniej 21 835 ludzi. Za odwołaniem głosowało 28 154 mieszkańców, przeciwko było 771.

Tymczasem w gminie Ręczno (woj. łódzkie) 10 czerwca miało miejsce referendum ws. odwołania wójta Piotra Łysonia. Bezpośrednią przyczyną złożenia wniosku było podjęcie uchwały o likwidacji Szkoły Podstawowej w Bąkowej Górze. Ponadto zarzucano wójtowi kreowanie niekorzystnego wizerunku gminy oraz próby skłócenia społeczeństwa poprzez wprowadzanie w błąd opinii publicznej. Inicjatorami referendum byli mieszkańcy Bąkowej Góry. Ludzie bardzo chętnie składali podpisy pod wnioskiem o referendum, ale później z pojawieniem się na głosowaniu był problem. Referendum ogłoszono jako nieważne, ponieważ wzięło w nim udział mniej niż 3/5 biorących udział w wyborze odwoływanego organu. – „Nie wszystkim widocznie leży na sercu dobro gminy” – komentuje niską frekwencję Anna Skowron, która była wśród inicjatorów referendum.

Fiaskiem zakończyło się także referendum ws. odwołania wójta gminy Płaska, który wciąż sprawuje władzę, mimo że prokuratura oskarża go o korupcję – został zatrzymany pod zarzutem przyjęcia łapówki w wysokości 120 tys. zł, wyszedł za kaucją. Od września do grudnia ub. roku wójt gminy Płaska był w areszcie. Po wpłaceniu 100 tys. zł poręczenia wyszedł na wolność. Od tego czasu pracuje normalnie na swoim stanowisku. Referendum odbyło się 3 czerwca. – „Prowadziliśmy rozmowy niemal ze wszystkimi mieszkańcami gminy. Wydawało się, że wszyscy zgodnie chcą odwołania wójta” – informuje Edward Kulikowski, radny gminy Płaska, jeden z inicjatorów referendum. Mimo to frekwencja była zbyt mała, aby Wiesław Gołaszewski został odwołany. W referendum wzięło udział 700 osób, czyli o 103 osoby za mało, aby głosowanie było ważne. – „Widocznie są też tacy, którym korupcja nie przeszkadza. Co z tego, że mieszkańcy narzekają, skoro nic nie chcą zmienić, nawet jeżeli im się daje szansę” – komentuje radny Kulikowski.

Choć póki co większość referendów lokalnych kończy się fiaskiem z powodu niskiej frekwencji, widać wyraźne ożywienie w kwestii takich inicjatyw. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się prawdziwa demokracja.