Ruch związkowy rośnie

Ruch związkowy rośnie

Nowe organizacje NSZZ „Solidarność” powstały na Mazowszu, w Regionie Łódzkim, w Koszalińskim i na Śląsku. Organizują się zarówno pracownicy sektora publicznego, jak i prywatnego. Niektórzy z nich są z pracy wyrzucani za udział w założeniu związku.

Jedna z nowych organizacji powstała w firmie Indesit, produkującej sprzęt AGD w Radomsku (Region Ziemia Łódzka). Wcześniej „Solidarność” założyli pracownicy łódzkiej fabryki, gdzie Indesit ma dwa zakłady. Indesit Company należy do włoskiego właściciela. Związek w tej firmie zrzesza już prawie 200 osób.

Kolejna organizacja oddziałowa „Solidarności” powstała w Auchan w Regionie Bydgoskim. Podobnie sukcesem zakończyła się akcja w Regionie Koszalińskim – Pobrzeże, gdzie w amerykańskiej firmie Valassis w Białogardzie zawiązał się związek zawodowy. Valassis zajmuje się przeliczaniem kuponów i bonów promujących.

Wszystkie wyżej wspomniane organizacje związkowe powstały dzięki pomysłowi i inicjatywie Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej oraz jego regionalnych odpowiedników. Dotarli oni do pracowników i przekonali ich, że warto zrzeszać się w związku. Czasem z inicjatywą występują pracownicy, jak to było w przypadku Ogrodu Botanicznego w Łodzi. Sami zgłosili się do Regionu „Solidarności” Ziemia Łódzka. – „W takiej sytuacji do zadań pracowników Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej i zarządu regionu należy pomoc przy rejestracji, nawiązaniu dialogu z pracodawcą a przede wszystkim przy zbudowaniu silnej i licznej organizacji” – mówi Kacper Stachowski, odpowiedzialny za organizowanie pracowników w Dziale Rozwoju Związku KK NSZZ „Solidarność”. Ogród Botaniczny w Łodzi to jednostka samorządowa. Z blisko 100 zatrudnionych ponad połowa już należy do Związku.

W Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rudzie Śląskiej związek powstał na początku czerwca. – „Pomysł założenia organizacji pojawił kilka lat temu i wtedy postanowiliśmy założyć związek branżowy, związany z bibliotekarzami. Trudności, jakie napotykaliśmy, zniechęciły nas jednak skutecznie i na jakiś czas odstąpiliśmy od tego pomysłu. O wstąpieniu w szeregi NSZZ Solidarność zadecydował przypadek. Skorzystaliśmy z doświadczeń ze współpracy organizacji z inną jednostką miejską i to był strzał w dziesiątkę” –¬ podkreśla Joanna Fajerska, przewodnicząca związku w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rudzie Śląskiej.

– „U nas inicjatywa wyszła od samych pracowników. Nasza firma łączy się z inną i pojawiły się obawy, że fuzji towarzyszyć mogą zwolnienia. Wiedzieliśmy, że musimy zebrać co najmniej 10 osób i nie było z tym najmniejszego problemu” – mówi Magdalena Nowicka, przewodnicząca „Solidarności” w firmie El-serwis w Będzinie. „Solidarność” powstała tam w listopadzie ubiegłego roku. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W maju związkowcy przeprowadzili rozmowy z pracodawcą, w efekcie których pracownicy otrzymali pierwsze od 5 lat podwyżki wynagrodzeń, w wysokości około 200 zł oraz zapewnienie, iż połączenie spółek EL-SERWIS i PŚZ i PZ Elvita-Jaworzno III nie spowoduje zwolnień pracowników w zakładzie. – „Z kwoty podwyżki nie jesteśmy do końca zadowoleni, ale co ważne daliśmy sygnał kierownictwu naszej firmy, że ma partnera do rozmów. Kiedy pracownik próbuje zdziałać coś w pojedynkę, jego głos nie znaczy zbyt wiele. Ze związkiem pracodawca musi się liczyć” – podkreśla Nowicka.

Przewodniczący z czeladzkiego MZGK dodaje, że zorganizowanie się w związek daje pracownikom dostęp do informacji, na które wcześniej nie mogliby liczyć. – „Pojedynczemu pracownikowi pracodawca nie musi się tłumaczyć ze swoich decyzji. Kiedy wcześniej pytaliśmy naszego dyrektora o jakiekolwiek podwyżki, odpowiedź była jedna – nie ma »kasy«. Niedługo spotykamy się z panią burmistrz i będziemy pytać, jakimi środkami dysponuje urząd, jakie kwoty trafiają do naszego zakładu. Gdyby nie było związku, nie mielibyśmy szans na takie spotkanie” – zaznacza Rafał Ciesielski.

Coraz popularniejszą formą kontaktu ze związkiem dla niezorganizowanych jeszcze pracowników stają się formularze online, umieszczone na stronach zarówno regionów, jak i Komisji Krajowej. Tak ze związkiem skontaktowali się pracownicy Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych, która wypełnia zadania dla Samorządu Województwa Mazowieckiego. Tam również powstała organizacja zakładowa NSZZ „Solidarność”.

Nie zawsze jest tak łatwo. W Stargardzie Szczecińskim przed fabryką japońskiej firmy Bridgestone odbyła się przed kilkoma dniami pikieta w obronie zwolnionych pracowników – członków „Solidarności”. Około 200 protestujących zgromadziło się przed bramą zakładu. Wśród nich pracownicy największych zakładów z Pomorza Zachodniego, związkowcy z sąsiednich regionów: Koszalin Pobrzeże i Słupsk oraz kilkunastoosobowa grupa członków „Solidarności” z zakładu Bridgestone w Poznaniu. – „Nasi koledzy z firmy Bridgestone Stargard są zwalniali, bo ośmielili się założyć tu związek zawodowy” – mówił podczas pikiety Mieczysław Jurek, przewodniczący ZR Pomorza Zachodniego. – „To nie jest pierwszy taki przypadek w Polsce, co pokazuje, do czego są zdolni pracodawcy, żeby pozbyć się Solidarności z zakładu. Dlatego trzeba powiedzieć dość zwolnieniom z pracy i dyskryminacji!”.

Głos zabrał również przewodniczący Komisji Zakładowej w Bridgestone Poznań, Marcin Steinke. – „Apeluję do wszystkich, którzy jeszcze nie są w Solidarności – pokażcie jaja! Zapisujcie się! Samych was nie zostawimy!”. – „Panie prezesie, związek w tej firmie jest i będzie!” – mówił Sławomir Jastrząbek, wiceprzewodniczący KZ Bridgestone Stargard, pierwszy zwolniony związkowiec, który o swoje prawa walczy przed Sądem Pracy.

Konflikt w firmie Bridgestone w Stargardzie trwa od początku roku, kiedy to pracodawca został poinformowany o powstaniu organizacji związkowej. Jako pierwszy został zwolniony zastępca przewodniczącego komisji, wkrótce potem inny członek Związku. Obaj za zdarzenia, które miały miejsce dużo wcześniej i zdaniem pracowników nie miały realnego wpływu na ich pracę. Według członków Związku pracodawca szukał jedynie pretekstów do pozbycia się z zakładu „Solidarności” i zastraszenia pracowników. Później zwolniono kolejne osoby, a sprawa o przywrócenie ich do pracy trafiła do Sądu Pracy.

___________________
Informacja na podstawie www.solidarnosc.org.pl oraz http://solidarnosckatowice.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Miasta peryferyjnego kapitalizmu

Miasta peryferyjnego kapitalizmu

Jutro (środa) w Krakowie odbędzie się kolejne spotkanie w cyklu „Po kapitalizmie”. Tym razem zapraszamy na filmy. „Nowy Obywatel” jest jednym z partnerów tej inicjatywy.

Zapraszamy na pokaz filmów o przemianach przestrzeni miejskiej, zorganizowany we współpracy z pismem „Autoportret”. Filmy dotyczą przemian społecznych, które zaszły po 1989 roku w przestrzeniach blokowisk Europy Środkowej.

W programie:

1. „Behind the Iron Gate” (2009), reż. H. Holzfeind (55’)
2. „Petržalka Identity” (2010), reż. J. Chlpik (25’)
3. „Przewodnik po Krakowie” (2005), reż. Ł. Skąpski (18’)
4. „Lekerekítés / Rounding Off” (2006-2007), reż. L. Polyák, Z. Keserue, Á. D. Dénes (22’)

W „Behind the Iron Gate” Heidrun Holzfeind przygląda się codzienności osiedla „Za Żelazną Bramą”, zbudowanego w centrum Warszawy w latach 1965-1972. W szesnastopiętrowych blokach mieszkali wówczas robotnicy, urzędnicy i profesorowie. Po roku 1989 niegdysiejszy symbol technologicznego postępu i towarzyszącego mu dyskursu o społeczno-ekonomicznej równości obywateli uległ daleko idącej transformacji. Dzisiaj „Za Żelazną Bramą” sąsiadują ze sobą studenci, coraz liczniejsi imigranci z Wietnamu oraz Żydzi, przechowujący pamięć Małego Getta, które mieściło się na tym terenie przed powstaniem osiedla.

Z kolei w filmie „Petržalka Identity” Juraj Chlpik, wychowany na jednym z blokowisk Bratysławy reżyser i fotografik ogląda je oczyma jego współczesnych mieszkańców. Jego opowieść o ludziach jest pisana obrazami miejsc, w których żyją.

Na cykl filmów Łukasza Skąpskiego „Przewodnik po Krakowie” (2005-2006) składają się zebrane w formie sondy ulicznej opinie mieszkańców krakowskich blokowisk, którzy opowiadają o swoim otoczeniu. Fragment cyklu można obejrzeć tutaj.

I wreszcie „Lekerekítés / Rounding Off” to film powstały w wyniku współpracy trojga reżyserów zainteresowanych różnorodnością wnętrz, które skrywa jednolita wielka płyta powojennych blokowisk węgierskich. Mieszkańcy osiedla oprowadzają widza po swoich mieszkaniach, w których na rozmaite sposoby i z rozmaitym skutkiem próbują przełamać i oswoić unifikujący paradygmat architektoniczny.

27 czerwca (środa), Kraków, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, godz. 18.30. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Więcej informacji o projekcie „Po kapitalizmie” można znaleźć tutaj. Projekt realizowany jest we współpracy z redakcją „Nowego Obywatela”, Stowarzyszeniem DoxoTronica i niezależnym pismem internetowym „Nowe Peryferie”.

Polska, czyli rozwój wstecz

Polska, czyli rozwój wstecz

Wciąż maleje liczba przewozów regularną podmiejską i regionalną komunikacją autobusową, a zarazem rosną „białe plamy” regionów, do których nie dociera żaden pojazd takiej formy komunikacji publicznej.

Jak przypomina portal wnp.pl, komunikacja autobusowa pełni ważną rolę socjalną, ponieważ daje szansę przemieszczania się osobom, które nie mają możliwości podróżowania innymi rodzajami transportu z różnych powodów: braku w pobliżu linii kolejowych, wieku lub zdrowia podróżujących, braku własnego samochodu itp. Tymczasem, jak mówi Zdzisław Szczerbaciuk, prezes zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji, od kilkunastu lat maleje liczba pasażerów przewożonych autobusami, a od 2005 r. – także udział tego segmentu w łącznych przewozach osób komunikacją zbiorową.

Z danych GUS wynika, że jeszcze w 2005 r. autobusy lokalne miały 74,5 proc. udziału w przewozach osób, a w 2010 r. zmalał on do 68 proc., przy jednoczesnym spadku przewozów komunikacją zbiorową.

Są trzy główne powody tego zjawiska. Po pierwsze, powszechnie maleją przewozy zbiorowe osób, ponieważ coraz więcej Polaków korzysta z samochodów. Po drugie, pasażerowie w dużych miastach mają większy wybór usług transportowych i często wybierają atrakcyjniejsze opcje. Po trzecie, i to prawdopodobnie najważniejszy powód: „O ile marszałkowie województw znajdują pieniądze na dofinansowanie kolei, a miasta własnej komunikacji, to już starostowie powiatowi nie mają ich dla komunikacji autobusowej” – uważa Szczerbaciuk.

Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji, monitorująca ponad 200 powiatów i będąca dla ich władz doradcą w sprawie analiz transportu zbiorowego, wyszczególnia tylko trzy województwa, w których 70 proc. miejscowości ma regularną komunikację podmiejską i regionalną (dolnośląskie, podkarpackie i śląskie) i cztery z poziomem 60-70 proc. (lubuskie, warmińsko-mazurskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie). A jeszcze cztery lata temu prawie we wszystkich województwach transport autobusowy był obecny na blisko 80 proc. terenów.

Według danych za 2010 r., dopłaty do przewozów autobusowych wynosiły średnio 70 groszy do pasażera – głównie do biletów ulgowych młodzieży i seniorów, za co płaci budżet państwa, a nie samorządów. Natomiast w przypadku kolei dotacje wynosiły od 11 do 14 zł na pasażera, w zależności od przewoźnika i umów z zamawiającym transport, czyli marszałkami województw lub ministrem transportu.

Jeżeli na pewnych liniach autobusowych jest niska frekwencja, to rezygnują z niej – nie mogąc pokryć kosztów działalności – najpierw duzi i średniej wielkości przewoźnicy, a później nawet małe firmy, niekiedy dysponujące jednym autobusem.

Z informacji PIGTSiS wynika też, że do rozszerzania się „białych plam” transportu autobusowego przyczynia się również niekontrolowana (wbrew przepisom o transporcie drogowym) konkurencja. Otwarcie rynku i niskie wymagania, które należy spełnić, aby podjąć tę działalność sprawiły, że szczególnie w latach 90. ubiegłego wieku działalność rozpoczęły tysiące drobnych przewoźników. Większość samorządów, wydających licencje i zezwolenia, nie przeprowadza analiz sytuacji lokalnego rynku, co mogłoby służyć do jego regulowania – wynika z badań NIK. Prowadzi to do różnych skutków, także patologicznych, w postaci złego stanu technicznego autobusów, ale także świadczenia usług przez przewoźników nierejestrowanych i nie płacących podatków.

Samorządowcy oskarżają

Samorządowcy oskarżają

Konwent Prezydentów Miast Województwa Kujawsko-Pomorskiego krytykuje niewłaściwą politykę rządu jako powód wysokiego bezrobocia i domaga się większych nakładów publicznych na przeciwdziałanie temu problemowi.

Jak informuje „Portal Samorządowy”, we Włocławku odbył się Konwent Prezydentów Miast Województwa Kujawsko-Pomorskiego, którego tematem przewodnim był „Rynek pracy – perspektywy, wyzwania, zagrożenia”. Zdaniem obecnych na Konwencie prezydentów miast, odpowiedzialność za politykę przeciwdziałania bezrobociu spoczywa przede wszystkim na rządzie, który dysponuje niezbędnymi instrumentami prawnymi i finansowymi aktywizacji zawodowej i pomocy osobom bezrobotnym.

Uczestnicy Konwentu zapewniali, że robią wszystko, co mogą, aby stwarzać odpowiednie warunki dla rozwoju przedsiębiorczości, jednak ich możliwości są ograniczone. Zaapelowali o przywrócenie nakładów z Funduszu Pracy na rzecz promocji zatrudniania, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych do poziomu z 2010 r. Podkreślili, że środki aktualnie przewidziane są rażąco niskie w stosunku do potrzeb wynikających z koniecznych działań na rzecz aktywizacji osób bezrobotnych. W woj. kujawsko-pomorskim z różnych form aktywizacji skorzystało w 2011 r. zaledwie 15611 osób, tj. o 23 950 osób mniej niż w 2010 r. Samorządowcy stwierdzili, że rozumieją trudną sytuację finansów publicznych, jednak nie znajdują uzasadnienia i usprawiedliwienia dla tak drastycznego zmniejszenia środków na aktywizację zawodową osób bezrobotnych. Zwrócili też uwagę, że osoby pozostające bez pracy stanowią obciążenie dla budżetu państwa, związane m.in. z wydatkowaniem środków na pomoc społeczną i ubezpieczenie zdrowotne. Ich zdaniem, tylko aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu mogą stanowić szansę dla osób bezrobotnych na uniknięcie wykluczenia społecznego i uniezależnienie się od pomocy państwa czy samorządu.

Podkreślili również, że zmniejszanie dostępności instrumentów i usług rynku pracy świadczonych na rzecz osób bezrobotnych i pracodawców za pośrednictwem Funduszu Pracy skutkuje także ograniczeniem dofinansowania nowo utworzonych firm, tworzenia nowych miejsc pracy, organizowania prac interwencyjnych, staży i robót publicznych. – „W konsekwencji takie działania prowadzą m.in. do zmniejszenia tempa rozwoju gospodarczego, zwiększenia liczby osób korzystających z pomocy społecznej i zasiłków dla osób bezrobotnych, zmniejszenia wpływów na rzecz Funduszu Pracy i zwiększenia wydatków publicznych” – twierdzą uczestnicy Konwentu.