Dzieci? Chętnie, ale w innych realiach

Dzieci? Chętnie, ale w innych realiach

Według najnowszego sondażu Instytut Homo Homini, Polacy chętnie decydowaliby się na posiadanie dzieci, gdyby mieli wyższe zarobki i pewność zatrudnienia.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, najwięcej ankietowanych wskazało przede wszystkim na stabilną sytuację zawodową jako najważniejszy czynnik sprzyjający powiększaniu rodziny. Ponad 68 proc. ankietowanych przekonałoby się do posiadania większej liczby dzieci, gdyby wzrosły ich dochody, a ponad 62 proc., gdyby byli pewni zatrudnienia.

Bardzo istotna dla decyzji o powiększaniu rodziny jest też dostępność przedszkoli i żłobków – uważa tak ponad 57 proc. ankietowanych. Poniżej 50 proc. ankietowanych wskazało z kolei na motywującą rolę takiego wsparcia dla rodzin, jak płatne urlopy wychowawcze dla kobiet i mężczyzn, dłuższe urlopy macierzyńskie, becikowe i ulgi podatkowe.

Wyniki sondażu pokazują, jak zmienił się model rodziny nie tylko w Polsce, lecz w całej Europie. Do lat 90. dominował model wymienności ról między rynkiem pracy a obowiązkami rodzica. Skutkowało to tym, że w krajach, w których było wyższe zatrudnienie, niższy był wskaźnik dzietności. Obecnie ludzie są skłonni mieć więcej dzieci, jeśli nie pogarsza to ich sytuacji materialnej oraz pozycji na rynku pracy.

Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Kredyt Banku, twierdzi, że ze strony państwa potrzeba nowych rozwiązań, które pozwolą na maksymalnie płynne łączenie obowiązków z pracą. Obecnie wskaźnik dzietności wynosi w Polsce 1,38, podczas gdy stabilny rozwój demograficzny zapewnia dopiero poziom 2,1. Zdaniem Wojciechowskiego, aby go poprawić, należy m.in. zwiększyć dostępność żłobków i przedszkoli oraz zorganizować w większym zakresie opiekę nad dziećmi w szkołach.

Najważniejsze, na co zwracają uwagę eksperci, są konsekwencja i wprowadzanie rozwiązań na lata. – „Tak jest we Francji i w Skandynawii, choć modele są różne. Model skandynawski oparty jest na zapewnianiu równości na rynku pracy, natomiast we Francji głównie na materialnym wspieraniu rodzin. Ważne, że w obu przypadkach to konsekwentnie budowane polityki” – podkreśla dr Piotr Lewandowski.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kontrakt socjalny dla Europy

Kontrakt socjalny dla Europy

O kontrakt socjalny dla Europy apelują liderzy związków zawodowych skupionych w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych.
Dokument wypracowany przez partnerów społecznych na forum UE byłby gwarancją utrzymania europejskiego modelu społecznego.

Związkowców niepokoją rosnące nierówności, coraz wyższy poziom ubóstwa, bezrobocie czy brak bezpieczeństwa zatrudnienia, który dotyka szczególnie młodych. W Europie narasta nacjonalizm, rasizm i ksenofobia. „Widzimy, że zagrożony jest powojenny ład społeczno-gospodarczy, który doprowadził do utworzenia Unii Europejskiej i europejskiego modelu społecznego. Ten unikalny model społeczny przyniósł znaczące korzyści dla obywateli i pracowników oraz pozwolił nam przejść z kryzysu w dobrobyt” – czytamy w apelu przyjętym podczas ostatniego spotkania komitetu wykonawczego EKZZ.

Liderzy europejskich związków zawodowych są zdania, że osiągnięcie unijnych celów wymaga społeczeństw stabilnych socjalnie, trwałego wzrostu gospodarczego i instytucji finansowych służących realnej gospodarce. Dlatego wzywają UE do skupienia się na polityce poprawiającej standardy warunków życia i pracy, jakość zatrudnienia, sprawiedliwe płace, równe traktowanie, skuteczny dialog społeczny, prawa związkowe i inne prawa człowieka, usługi użyteczności publicznej wysokiej jakości, ochronę socjalną – w tym sprawiedliwy i stabilny system ochrony zdrowia oraz system emerytalny.

„Odrzucamy wszelką politykę prowadzącą do ostrej i degradującej konkurencji w zakresie płac, praw pracowniczych, czasu pracy, zabezpieczenia społecznego, podatków i środowiska naturalnego. Popieramy skoordynowaną politykę gospodarczą jak i zdrowe finanse publiczne, ale odrzucamy stosowane metody zarządzania ekonomicznego, które podkopują osiągnięcia socjalne ubiegłych dziesięcioleci, osłabiają trwały rozwój, ożywienie gospodarcze i niszczą usługi użyteczności publicznej” – piszą związkowcy w swoim apelu.

EKZZ sprzeciwia się zapisom Traktatu o Stabilizacji, Koordynacji i Zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej (TSCG). Niepokojący jest również sposób wypracowania Traktatu pozbawiony znaczącego zaangażowania Parlamentu Europejskiego i obywateli.

Związkowcy apelują, aby UE i jej państwa członkowskie przestrzegały europejskich i międzynarodowych instrumentów, takich jak Konwencje MOP, orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i zrewidowana Europejska Karta Społeczna, do której Unia Europejska powinna przystąpić, jak również do Protokołu będącego jej częścią przewidującego system skarg zbiorowych (1995).

Cały dokument można przeczytać tutaj.

________________
Za: www.solidarnosc.org.pl

Jesteś z prowincji? Przegrałeś już na starcie

Jesteś z prowincji? Przegrałeś już na starcie

Przepaść między uczniami lepiej i gorzej sytuowanymi pod względem materialnym pogłębia się. Ci z zamożniejszych regionów uzyskują lepsze wyniki na egzaminach.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, Organizacja Europejskiej Współpracy Gospodarczej, przeprowadzająca badania kompetencji 15-latków pod nazwą PISA, oceniła umiejętności polskich uczniów jako stojące na najwyższym światowym poziomie. Dotyczy to jednak tylko dużych ośrodków – na terenach wiejskich i małomiasteczkowych poziom edukacji jest sporo niższy.

Eksperci PISA zbadali umiejętności czytania wśród 15-latków. Wyniki polskich uczniów z dużych aglomeracji były na zbliżonym poziomie do wyników ich rówieśników kształcących się w najlepiej ocenionych systemach edukacji: nieco lepsze niż wyniki uczniów z Hongkongu, identyczne z tymi, jakie otrzymali uczniowie Korei Południowej i dużych aglomeracji japońskich czy kanadyjskich. Jednak gdy zestawi się średnie wyniki uczniów niezależnie od miejsca kształcenia, okazuje się, że polscy uczniowie plasują się w średniej stawce dla krajów OECD.

PISA wskazuje, że o wynikach uczniów w dużej mierze decyduje ich status ekonomiczny. Ci, którzy wychowują się w zamożniejszych rodzinach, otrzymywali lepsze noty od swoich rówieśników pochodzących z domów o gorszej sytuacji finansowej. – „Niestety, w Polsce cały czas mamy sytuację, w której szkoły, a nawet przedszkola, zamiast wyrównywać szanse edukacyjne, są elementem wtórnej selekcji. Ma to przede wszystkim związek z zasobnością samorządów” – mówi Krystyna Łybacka, była szefowa MEN. Biedne gminy nie mają pieniędzy na organizację zajęć dodatkowych, których nie brakuje w ofercie szkół wielkomiejskich. – „Na to nakłada się zasobność rodziców, którzy wydają więcej na edukację dzieci” – dodaje.

Zdaniem ekspertów PISA, polityka edukacyjna państwa powinna dążyć do tego, by te nierówności niwelować. Polecają objęcie słabszych rejonów dedykowanymi im formami wsparcia, żeby w pełni wykorzystać potencjał edukacyjny uczniów.

Jak przekonuje „Rzeczpospolita”, problem polaryzacji jakości pracy szkół nie dotyczy jedynie terenów wiejskich i miejskich. Z opisywanej kilka tygodni temu na łamach pisma analizy naukowców wynika, iż można zaobserwować coraz silniejszy podział gimnazjów w dużych miastach: szkoły dobre stają się coraz lepsze, a słabsze z czasem jeszcze bardziej tracą na jakości.

Nietanie mieszkanie

Nietanie mieszkanie

Koszty utrzymania mieszkań drastycznie rosną. 1/5 wydatków przeciętnej polskiej rodziny stanowią opłaty za nośniki energii oraz związane z utrzymaniem mieszkania.

Jak informuje Wyborcza.biz, z danych GUS wynika, że rzeczywiste obciążenie wielu rodzin o niskich dochodach oraz emerytów i rencistów jest w praktyce jeszcze większe. Tymczasem rodziny na zachodzie Europy przeznaczają na utrzymanie mieszkań zwykle kilkanaście procent swojego domowego budżetu.

Rosnącym kosztom utrzymania mieszkań towarzyszy u nas spadek przeciętnego dochodu rozporządzalnego, czyli kwoty, którą dostajemy na rękę po odliczeniu podatku dochodowego oraz składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Według danych GUS, w 2011 r. statystyczny Polak miał co miesiąc do dyspozycji 1227 zł, czyli o 1,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Co niepokojące, z taką sytuacją mamy do czynienia po sześciu kolejnych latach realnego wzrostu dochodów. Obecnie pensje nie rosną, tymczasem opłaty za wodę i ścieki czy za wieczyste użytkowanie gruntu – owszem.

Nie bez znaczenia jest również wzrost cen nośników energii, która pochłania aż blisko 9 proc. wydatków statystycznej rodziny. Według GUS, w ciągu ostatnich 12 miesięcy prąd podrożał o 5,9 proc., opał – o 7,5 proc, a gaz najmocniej – aż o 14,9 proc.

– „Każdy, kto płaci te rachunki, widzi, że rosną szybciej od podawanego przez GUS wskaźnika inflacji” – komentuje analityk rynku nieruchomości Home Broker, Bartosz Turek. Ponadto zwraca on uwagę, że już za rok rynek energii może zostać uwolniony, co może skutkować skokowymi podwyżkami opłat za energię elektryczną.

Nie wiadomo, ile przeciętny Polak wydaje obecnie co miesiąc na utrzymanie mieszkania. Z pochodzących z końca 2010 r. danych GUS wynika, że wydawał 199,9 zł. – „Na tę pozycję składają się, podobnie jak w przypadku koszyka inflacji, koszty czynszu, energii i wody” – wyjaśnia Bartosz Turek. – „Na podstawie tempa wzrostu cen można szacować, że dziś na utrzymanie mieszkania statystyczny Polak wydaje 221,2 zł. Miesięczne wydatki czteroosobowej rodziny wynoszą więc 884,8 zł. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły one o 55,4 zł” – dodaje analityk.