Mniej bezpieczeństwa?

Mniej bezpieczeństwa?

W ramach reorganizacji policji zniknie niemal połowa z 700 posterunków. Policja zapewnia, że w efekcie będzie… bezpieczniej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, zdaniem policji posterunki to twory archaiczne. Są nieefektywne i drogie w utrzymaniu. W miejsce 277 posterunków powstanie 27 nowych komisariatów czynnych całą dobę. Reorganizacja ma również zwiększyć liczbę patroli na ulicach.

Wytypowanych do likwidacji jest dokładnie 277 posterunków policji w całym kraju – dodaje portal Nowaostroleka.pl. Do połowy tego roku zlikwidowano już 91 posterunków, w ich miejsce powstało 10 komisariatów. Najwięcej posterunków zniknie na Podkarpaciu i Mazowszu. Decyzje w całym kraju będą jednak należały do komendantów powiatowych. To oni ocenią, z których posterunków policjanci trafią do służby w większych jednostkach.

Posterunki często bywają mylone z komisariatami. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza: komisariat funkcjonuje całą dobę, posterunek – tylko za dnia, a w niektórych miejscach wyłącznie kilka godzin w tygodniu. – „Z przeprowadzonych analiz wynika wyraźnie, że aby możliwe było pełnienie służby przez całą dobę, przez jeden dwuosobowy patrol, potrzeba przynajmniej 10 policjantów – na posterunku pracuje zazwyczaj kilku” – wylicza komenda wojewódzka policji w Radomiu. – „Takie właśnie posterunki zostaną połączone, w wyniku czego powstaną komisariaty – jeszcze inne zostaną przeniesione do komend powiatowych. Trzeba pamiętać, że to nie budynki zapewniają bezpieczeństwo, a zmotoryzowane, wyposażone w łączność, zarządzane przez dyżurnych komend miejskich i powiatowych mobilne patrole, które przez całą dobę pełnią służbę. Tych dzięki reorganizacji powinno być zdecydowanie więcej”. Reorganizacja zakłada, że więcej funkcjonariuszy zostanie oddelegowanych do pracy w terenie, mniej będzie zajmowało się pracą biurową.

Do takiej koncepcji nie są jednak przekonani mieszkańcy i władze lokalne, szczególnie w małych miejscowościach lub dzielnicach peryferyjnych większych miast. Obawiają się oni, że wprowadzane zmiany przyniosą w praktyce obniżenie poczucia bezpieczeństwa, wzrost bezkarności przestępców i sprawców wykroczeń oraz dłuższy czas oczekiwania na reakcję policji, a także postępującą marginalizację takich okolic, z których stopniowo znikają kolejne oddziały instytucji publicznych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Złodzieje z bogatych sfer

Złodzieje z bogatych sfer

Najbogatsi ludzie świata zgromadzili w rajach podatkowych prawie 17 bilionów euro. To równowartość zsumowanych PKB tak zamożnych krajów, jak USA i Japonia.

Jak informuje Wyborcza.biz za „Observer”, dane pochodzą z raportu organizacji Tax Justice Network. Badanie kapitałów ukrytych w takich miejscach, jak Szwajcaria, Kajmany czy Wyspa Jersey, przeprowadził dla niej James Henry – były główny ekonomista firmy doradczej McKinsey. Według niego 17 bln euro to ostrożne szacunki, bo w rzeczywistości suma pieniędzy wymykających się systemom podatkowym może wynosić nawet 25,7 bln euro.

Z raportu wynika, że w przypadku wielu krajów rozwijających się wartość kapitału, która opuściła ich granice od lat 70. do dziś wystarczyłaby na spłatę wszystkich długów wobec reszty świata. Najwięcej pieniędzy zostało wytransferowanych za granicę z krajów bogatych w ropę naftową: z Rosji (642 mld euro), Arabii Saudyjskiej (253 mld euro) i Nigerii (251,8 mld euro). „Aktywa w tych krajach są kontrolowane przez niewielką grupę zamożnych osób prywatnych, podczas gdy długi są rozłożone na barkach zwykłych ludzi poprzez rządy” – czytamy w raporcie.

James Henry szacuje, że 8,1 bln euro znajduje się w rękach zaledwie 92 tys. osób, czyli 0,001 proc. światowej populacji. Wąskie grupy ogromnie zamożnych elit z różnych krajów wspólnie bronią swojej uprzywilejowanej pozycji, nie okazując solidarności z uboższymi obywatelami własnych państw. „Zakładając, że 17 bln euro generują średnio 3 proc. rocznie w postaci odsetek, a państwa nakładają na to podatek w wysokości 30 proc., otrzymujemy kwotę 155,5 mld euro. To więcej niż bogate kraje wydają na pomoc państwom trzeciego świata” – wylicza „Observer”.

Od 2008 r., gdy światem wstrząsnął kryzys finansowy, przywódcy G20 wielokrotnie zapowiadali likwidację rajów podatkowych, zabrakło jednak stanowczych działań. Wciąż wiele krajów odmawia służbom podatkowym innych państw informacji na temat stanu posiadania obywateli tych państw. Tax Justice Network domaga się, by wymiana informacji między krajami w takich sprawach stała się standardem.

Niebezpieczne oszczędności

Niebezpieczne oszczędności

Tadeusz Pisarek, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Pracowników Schronisk dla Nieletnich i Zakładów Poprawczych ostrzega, że oszczędności w sferze budżetowej odbijają się negatywnie na bezpieczeństwie w tych placówkach.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, ich służba ochrony funkcjonuje bez uprawnień ustawowych. Minister sprawiedliwości nie posiada delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia w tej sprawie. Strażnicy wielokrotnie próbowali zmienić tę sytuację, jednak za każdym razem byli ignorowani. M.in. w 2006 r. zorganizowane zostało spotkanie w Warszawie, w którym wzięli udział przedstawicie strażników i służby więziennej z całej Polski. Wspólnie wypracowano gotowy projekt przekwalifikowania strażników w zakładach dla nieletnich. Ministerstwo nie zareagowało.

Trzeci rok z rzędu zamrożone są wynagrodzenia sfery budżetowej, w tym strażników. Ogólnopolski protest, podczas którego strażnicy zwracali uwagę na zagrożenia wynikające z ich pracy przy tak niskich zarobkach, przeszedł bez echa. Minister sprawiedliwości nie uwzględnił żadnego proponowanego przez strażników projektu ani żadnej uwagi dotyczącej funkcjonowania służb ochrony w zakładach poprawczych i schroniskach dla nieletnich.

Obecnie sytuacja tego rodzaju placówek jest dramatyczna. W tym roku zlikwidowano schroniska dla nieletnich w Łańcucie, Pobiedziskach i Stawiszynie. Pracę straciło ponad 190 osób. W większości mają one ok. 50 lat, z czego 30 przepracowały w schronisku – ich szanse na znalezienie zatrudnienia są więc nikłe. Rzekomym powodem likwidowania placówek była zmniejszająca się liczba nieletnich w schroniskach. Tymczasem, jak przekonuje Pisarek, nowych podopiecznych jest coraz więcej – za dużo względem liczby strażników. Przypomina, że przed kilkoma dniami zmarł pracownik Schroniska dla Nieletnich w Chojnicach, który został ciężko pobity przez czterech wychowanków placówki. – „[…] dyrektorzy są zmuszeni do maksymalnego ograniczania liczby wychowawców i strażników, co jest zgodne z prawem, ale wbrew logice. Ta grupa podopiecznych z Chojnic należała do najgroźniejszej w placówce, czyli tzw. grupy interwencyjnej” – wyjaśnia.

Dodaje, iż wydarzenie w Chojnicach nie jest odosobnionym przypadkiem. Brak pieniędzy na zatrudnienie większej liczby strażników przekłada się na bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i podopiecznych ośrodków. Pisarek podkreśla, że placówkom brakuje nie tylko wsparcia finansowego, ale i nowego standardu szkolenia strażników. Uważa, że w tej sytuacji 50 proc. winy za tragedie, które się w nich zdarzają, ponosi ministerstwo.

Kontrakty czasowe pod kontrolą

Kontrakty czasowe pod kontrolą

Państwowa Inspekcja Pracy chce chronić pracowników tymczasowych. Tymczasem resort pracy zapowiada działania zmierzające do zmniejszenia liczby kontraktów czasowych.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, inspektorzy PIP nie mogą karać firm za łamanie przepisów dotyczących zatrudnionych z agencji pracy. W związku z tym przedsiębiorcy nagminnie lekceważą przysługujące tym osobom prawa. Bezkarność zapewnia im ustawa z 9 lipca 2003 r. o zatrudnianiu pracowników tymczasowych.

Karze nie podlega m.in. powierzanie takiemu pracownikowi zadań pozostających w sprzeczności z definicją pracy tymczasowej, zatrudnianie na stanowiskach, na których praca tymczasowa nie może być powierzana (chodzi o prace szczególnie niebezpieczne), czy przekroczenie 18-miesięcznego okresu wykonywania pracy tymczasowej na rzecz jednego pracodawcy (tzw. użytkownika). – „Nie ma też sankcji za powierzanie pracownikowi tymczasowemu stanowiska, na którym w poprzednich trzech miesiącach byli zatrudnieni stali pracownicy, z którymi rozwiązano stosunek pracy z przyczyn niedotyczących pracownika” – wskazuje Jarosław Leśniewski, dyrektor departamentu legalności zatrudnienia Głównego Inspektoratu Pracy.

W tym roku wytypowane okręgowe inspektoraty pracy będą prowadziły kontrole w zakresie przestrzegania przepisów wobec pracowników tymczasowych. Ich wyniki pokażą skalę problemu. Z praktyki jednak wiadomo, że agencje obchodzą zakaz długotrwałego zatrudniania pracownika tymczasowego w jednej firmie przez przeniesienie go do agencji-córki.

– „Brak sankcji za naruszanie zakazów określanych w ustawie jest ewidentną luką w przepisach. Należy karać pracodawców użytkowników i agencje nie tylko za nieprzestrzeganie przepisów bhp w stosunku do pracowników tymczasowych” – uważa Anna Reda, ekspert NSZZ „Solidarność”. Podobne stanowisko w tej sprawie zajmuje Leśniewski – wprowadzenie sankcji, pełniących również funkcję prewencyjną, zapewniłoby jego zdaniem możliwość skuteczniejszego egzekwowania praw tej kategorii pracowników.

Tymczasem resort pracy – jak informuje „Rzeczpospolita” – dąży do zmniejszenia liczby czasowych kontraktów. – „Chcemy zaproponować partnerom społecznym rozwiązanie kompromisowe. Ograniczymy umowy terminowe, czego domagają się związki, dając równocześnie przedsiębiorcom możliwość stosowania rocznego okresu rozliczeniowego czasu pracy” – powiedział wiceminister pracy Jacek Męcina. Umowy o pracę na czas określony mają trwać maksymalnie do 2,5 roku (obecnie może to być nawet kilkanaście lat). Nowe przepisy miałyby wejść w życie już w przyszłym roku.

W Polsce na kontraktach „śmieciowych” pracuje niemal co trzecia osoba. Jesteśmy pod tym względem niechlubnymi liderami w UE.