Uratować ratujących

Uratować ratujących

Małopolscy ratownicy apelują o uregulowanie norm i czasu pracy kierowców transportu sanitarnego. Zaznaczają też, że żadna instytucja nie kontroluje stanu technicznego ani jakości wyposażenia karetek.

Jak informuje „Gazeta Krakowska”, wystąpienie ratowników to pokłosie tragicznego wypadku z udziałem karetki, do którego doszło w nocy z 30 na 31 lipca w miejscowości Borki (woj. łódzkie). Kierowca karetki firmy medycznej Multimedis zjechał na przeciwległy pas i zderzył się z tirem. Pacjentka zmarła na miejscu, kierowca kilka godzin później w szpitalu.

– „To straszna tragedia, ale może przyczyni się do tego, że urzędnicy wezmą pod lupę firmy zabezpieczające transport sanitarny” – zastanawiają się krakowscy ratownicy. Zaznaczają, że brak sprecyzowanych przepisów i norm czasu pracy kierowców doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji.

– „Bywa, że sanitariusze po dwunastogodzinnym dyżurze przesiadają się na miejsce kierowcy i dalej pracują. To nie są pojedyncze przypadki” – ostrzega jeden z ratowników. Maciej Filipiak z wydziału ruchu drogowego małopolskiej policji przyznaje, że kierowców karetek nie obejmuje unijne rozporządzenie nr 561, które szczegółowo określa, ile czasu kierowca może być w trasie, ile powinien mieć przerw w podróży i kiedy oraz jak długo powinien trwać jego odpoczynek. – „Nawet jeśli stwierdzimy, że kierowca karetki pracuje już całą dobę, to i tak nie możemy wyciągnąć wobec niego konsekwencji” – tłumaczy Filipiak.

Mateusz Komza, szef Polskiej Rady Ratownictwa Medycznego, od lat domaga się sprecyzowania przepisów dotyczących norm pracy i kwalifikacji kierowców i ratowników karetek sanitarnych. Jak dotąd, bez skutku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Specjalne Strefy Wyzysku

Specjalne Strefy Wyzysku

Polecamy ciekawą publikację poświęconą sytuacji w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, ze szczególnym uwzględnieniem pracy kobiet w przemyśle elektronicznym. Poznaj świat, o którym duże media nie mówią zbyt wiele.

Lektura warta uwagi to raport zatytułowany „Zmęczone ciała i bezcenne produkty. Warunki pracy kobiet w specjalnej strefie ekonomicznej przemysłu elektronicznego”, autorstwa Małgorzaty Maciejewskiej. Raport  jest podsumowaniem badań Think Tanku Feministycznego i Uniwersytetu Wrocławskiego w ramach projektu o warunkach pracy w specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce. Wyłania się z niego obraz budzący grozę – choć dla osób interesujących się realiami polskiej gospodarki nie będzie to zaskoczeniem, to wielką wartością tej publikacji jest szczegółowy opis realiów wyzysku dokonany „od wewnątrz”, bowiem autorka na potrzeby rozpoznania problemu zatrudniła się w jednej z takich fabryk.

Zachęcamy do lektury – raport można pobrać w formacie PDF tutaj.

Jakość się opłaca

Jakość się opłaca

Chociaż przewiduje się, że w ciągu najbliższych lat sprzedaż piwa w Polsce znacząco spadnie, prognoza ta nie dotyczy piw regionalnych.

Jak informuje „Portal Spożywczy”, z najnowszych danych Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy wynika, że do 2016 r. sprzedaż piwa w Polsce spadnie aż o 9 proc. – „Długofalowe prognozy są negatywne, ale browary regionalne nie mają się czego obawiać” – mówi Andrzej Przybyło, właściciel Browaru Amber, członek Zarządu Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich. – „Spodziewamy się, że rynek piw regionalnych klasy premium jeszcze przez najbliższe lata będzie rósł średnio o około 10 proc.” – dodaje.

Polacy coraz częściej odchodzą od produktów masowych na rzecz droższych, ale lepszych jakościowo piw nieprzemysłowych, warzonych tradycyjnie i z porządnych składników, często niepasteryzowanych. – „Zdecydowanie największy jest popyt na nasze piwa z wyższej półki: Żywe, Koźlak, Johannes, Pszeniczniak. W tym roku piwo Żywe osiągnie rekordowy 18 proc. wzrost sprzedaży, a zainteresowanie nową marką Pszeniczniakiem przeszło nasze oczekiwania” – mówi Marek Skrętny, dyrektor marketingu w Browarze Amber.

O rosnącej popularności piw regionalnych świadczą również półki w hipermarketach, supermarketach, a nawet dyskontach i ogólnopolskich sieciach sklepów detalicznych. Jeszcze parę lat temu zapełniały je tylko piwa koncernowe. Dziś nie brakuje na nich wszelkiego rodzaju piw od mniejszych producentów z Polski, Litwy i Ukrainy: pszenicznych, miodowych czy orkiszowych.

Cieszymy się z takiego obrotu sprawy i z dumą przypominamy, że obszerny raport poświęcony małym browarom i tradycyjnemu piwu publikowaliśmy w piśmie „Obywatel” już w roku 2005. Od tamtej pory wiele się zmieniło na lepsze, o czym można się przekonać czytając tamten artykuł na przykład tutaj.

Uzdrowisko walczy!

Uzdrowisko walczy!

Przeciwko prywatyzacji swego pracodawcy protestuje załoga Uzdrowiska Świnoujście i podmioty wspierające ich. 12 organizacji porozumiało się, by razem zbierać podpisy mieszkańców kurortu, kuracjuszy i wczasowiczów pod protestem do rządu.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Ministerstwo Skarbu Państwa chce sprzedać sześć z siedmiu uzdrowisk, które dotąd były na liście wyłączonych z prywatyzacji, w tym Uzdrowisko Świnoujście. W lipcu alarm w tej sprawie podnieśli związkowcy oraz politycy PiS i SLD, którzy uważają, że prywatyzacja zamknie kuracjuszom drogę do leczenia w ramach NFZ, a nowy właściciel nastawi się na zyskowne, komercyjne usługi.

Pracownicy Uzdrowiska Świnoujście boją się o swoją pracę. – „Z kiedyś ponad 700-osobowej załogi zostało 250 osób. Latami wyrzekaliśmy się podwyżek, premii, żeby przeprowadzać remonty. Dzięki temu powstały tu piękne budynki, a teraz to sprywatyzować?” – mówi Jolanta Zielińska, przewodnicząca zakładowych Związków Zawodowych Uzdrowisk Polskich OPZZ.

Uzdrowisko Świnoujście to dzisiaj siedem obiektów sanatoryjnych i Zakład Przyrodoleczniczy „Rusałka”. Nie przynosi strat. – „Ubiegłoroczne przychody to 21,5 mln zł, a wynik netto – 136 tys. zł. Bo dużo wydaliśmy na modernizację i przebudowę” – mówi Dariusz Śliwiński, prezes Uzdrowiska Świnoujście SA. Uzdrowisko specjalizuje się we wczesnej kardiologii (rehabilitacji po zawałach), pulmonologii, endokrynologii, reumatologii, dermatologii.

– „Świnoujście to uzdrowisko z ponadstuletnią tradycją” – oburza się zastępca prezydenta Świnoujścia, Joanna Agatowska. – „Nowy właściciel może nie będzie chciał prowadzić takich usług i po krótkim okresie, na jaki państwo zabezpieczy je, zechce zmienić profil firmy. Rada miasta już 28 czerwca podjęła uchwałę, że jest przeciwna i przekazała ją do ministra. To jedna z największych firm w mieście” – podkreśla.

16 lipca w Świnoujściu porozumiało się 12 organizacji (związki zawodowe, stowarzyszenia, PiS, SLD, Partia Kobiet), by wspólnie zbierać podpisy pod protestem do rządu wśród mieszkańców, turystów i kuracjuszy.