Mieszkańcy walczą o przyrodę

Mieszkańcy walczą o przyrodę

Mieszkańcy Zielonej Góry i Niechorza protestują przeciwko lokalnym przedsięwzięciom, które są niekorzystne dla jakości życia w tych miastach.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, mieszkańcom Zielonej Góry udało się uratować leśną enklawę przy ul. Braniborskiej. Miasto planowało wyciąć kawałek lasu, zbudować nową drogę do Szkoły Podstawowej nr 7, a przy drodze wydzielić kilka działek budowlanych i je sprzedać. Mieszkańcy zaprotestowali. – „Park to nasza jedyna zielona enklawa w okolicy. Tutaj spacerujemy, biegamy, jeździmy na rowerach. Nie chcemy tego stracić” – tłumaczyli.

Zielonogórzanie zebrali ponad 1,5 tys. podpisów sprzeciwu, a także poprosili przyrodników o wydanie fachowej opinii. Ci stwierdzili, że na terenie lasku można spotkać aż 100 gatunków ptaków, w tym dzięcioła zielonosiwego, który jest objęty szczególną ochroną na terenie Unii Europejskiej. Protest poparła koalicja miejskich radnych, która była na tyle silna, żeby nie przyjąć projektu nowego planu. Prezydent miasta wydał decyzję o zwieszeniu uchwalenia planu na czas nieokreślony.

Z kolei, jak informuje „Rzeczpospolita”, mieszkańcy Niechorza protestują przeciwko budowie kolejki gondolowej, którą chce stworzyć miejscowy przedsiębiorca. Kolejka ma połączyć jego ośrodek w Pogorzelicy z latarnią morską w Niechorzu. Gmina zobowiązała się wstępnie na udostępnienie gruntów pod inwestycję na 60 lat w zamian za 5 proc. udziału w obrotach ze sprzedaży biletów.

Mieszkańcy wysłali do wójta i rady gminy protest, który podpisało ok. 100 osób. Ich zdaniem gondole zniszczą największe atuty miejscowości, czyli plaże, wydmy i klif. Niechorzanom życzymy, żeby ich akcja również, jak w przypadku Zielonej Góry, zakończyła się sukcesem!

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kupić nie ma za co – wypożyczyć nie ma gdzie

Kupić nie ma za co – wypożyczyć nie ma gdzie

Warszawskie biblioteki przeżywają kryzys. Brakuje pieniędzy na nowe książki i na płace. Część placówek ma być zlikwidowana. Mieszkańcy protestują.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, radni z dzielnicowej komisji kultury i sportu dzielnicy zwrócili się do ratusza o dodatkowe pieniądze na pokrycie najpilniejszych potrzeb biblioteki na Pradze Północ. „Wniosek argumentujemy wiodącą rolą, jaką odgrywa biblioteka w krzewieniu oświaty i kultury wśród mieszkańców warszawskiej Pragi” – napisali. Placówce potrzebny jest dodatkowy milion złotych. Bibliotece brakuje 460 tys. zł na zapłatę czynszu, ponad 250 tys. zł na wypłaty, ponad 100 tys. zł na energię i 16 tys. na zakup pomocy naukowych.

Z podobnymi problemami boryka się większość stołecznych bibliotek. Kłopoty ma też m.in. biblioteka na Pradze-Południe. Zamknięcie trzech placówek zapowiedziała również dyrektorka biblioteki w Śródmieściu.

Mieszkańcy protestują przeciwko likwidacji bibliotek i oszczędnościom, które ograniczają ich ofertę książkową. „Nie godzimy się na oszczędzanie kosztem placówek bibliotecznych, które są niczym »komórki macierzyste« kultury” – napisali mieszkańcy w petycji do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. – „W czasach, gdy poziom czytelnictwa jest zatrważający, likwidacja bibliotek jest bardzo złym pomysłem” – komentuje radny Grzegorz Walkiewicz.

Ważniejsze niż złoty cielec

Ważniejsze niż złoty cielec

Budowa wielkiego ropociągu Northern Gateway ma w Kanadzie coraz więcej przeciwników. Ostatnio dołączyły do nich protestanckie Kościoły.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, anglikańscy biskupi Kolumbii Brytyjskiej i Jukonu zakwestionowali wiarygodność oceny ekologicznej projektu budowy ropociągu z Alberty do Kolumbii Brytyjskiej. W swoim stanowisku wyrazili obawę, iż ostateczne decyzje mogą podlegać wpływom przedsiębiorstw sektora energetycznego. Do krytyki przyłączyła się anglikańska diecezja New Westminster, która wykluczyła ze swojego portfela inwestycyjnego akcje Enbridge – firmy budującej ropociąg. Według portalu Kamloopsnews.ca zastrzeżenia wobec federalnego procesu decyzyjnego, któremu jest poddany projekt Northern Gateway, zgłosiło 28 zgromadzeń prezbiteriańskich. Teraz do krytyki dołączył United Church, największy kanadyjski Kościół protestancki.

Z kolei KAIROS, kanadyjska organizacja ekumeniczna, ogłosiła „Etyczne refleksje w sprawie Northern Gateway” – dokument, w którym domaga się respektowania praw pierwotnych mieszkańców Kanady oraz zwraca uwagę, iż koncentrowanie się na sprawach finansowych utrudnia dostrzeżenie skali problemów ekologicznych. KAIROS przypomina, że ropociąg przesyłałby codziennie ponad pół miliona baryłek ropy przez tereny zagrożone obsunięciami gruntu i trzęsieniami ziemi, zaś tankowce zawijające do portu w Kitimat musiałyby przepływać przez jeden z najgroźniejszych na świecie akwenów – przesmyk Hekate.

Wcześniej swój zdecydowany sprzeciw wobec inwestycji zgłaszali Indianie, przez których tereny ma przebiegać Northern Gateway, a także liczne organizacje ekologiczne i społeczne. Zaś rząd Kolumbii Brytyjskiej, gdzie miałby się mieścić docelowy punkt przesyłu ropy z Alberty, domagał się znacznej rekompensaty finansowej ze względu na ryzyko ekologiczne. Enbridge od dawna ma złą prasę z powodu problemów z zapewnieniem szczelności już istniejących rurociągów.

Narastająca krytyka ze strony kościołów protestanckich stawia w skomplikowanej sytuacji konserwatywny rząd premiera Harpera. Kanadyjscy protestanci w większości głosowali w ostatnich latach na konserwatystów, więc krytyczne opinie Kościołów protestanckich o projekcie promowanym przez rząd Harpera są dla rządu niekorzystne.

Służba zdrowia dla wybranych

Służba zdrowia dla wybranych

W 2011 r. statystyczny Polak na leczenie wydawał średnio 51 zł miesięcznie, czyli 612 zł rocznie. Sześć lat temu było to 360 zł. A więc leczenie kosztuje nas już o kilkadziesiąt procent więcej.

Jak informuje „Dziennik Zachodni”, wzrost poniesionych przez przeciętnego obywatela kosztów leczenia wynika z tego, iż rosną ceny leków i badań diagnostycznych, które często, by przyspieszyć ich termin, Polacy wykonują prywatnie. – „Pacjent, który ma pieniądze, zapewnia sobie lepszy dostęp do ochrony zdrowia, bo stać go i na wykupienie leków, i na prywatną wizytę u lekarza specjalisty. Mamy do czynienia z upadkiem publicznej służby zdrowia i systemu ubezpieczeń, dlatego rosną koszty po stronie chorych. Ludzie biedniejsi są skazani na czekanie w ogromnych kolejkach, tracąc szansę na szybsze podjęcie terapii i na skuteczną diagnostykę” – mówi Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia Obrony Praw Pacjentów „Primum non nocere”.

Już ponad 50 proc. gospodarstw domowych ponosi dodatkowe wydatki na prywatną opiekę zdrowotną. Według raportu firmy Medicover w czasie jednego kwartału 2011 r. największą część domowego budżetu pochłonęły konsultacje i badania (550 zł) oraz leki (375 zł).

Wzrastające wydatki na leczenie z prywatnej kieszeni to także efekt permanentnego niedofinansowania ochrony zdrowia. – „W Polsce mamy do czynienia ze stałym niedofinansowaniem ochrony zdrowia, a brak pieniędzy przekłada się na gorszy dostęp do usług medycznych. Zadłużenie szpitali generuje potężne koszty obsługi długów, wynoszące w danej placówce nawet kilka milionów” – mówi Jacek Kozakiewicz, prezes Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach. Województwo śląskie w latach 2008-2010 dostało na finansowanie świadczeń w ramach NFZ o ponad 1,3 mld zł mniej niż odprowadziło do budżetu. Na 2012 r. dla większości dużych szpitali w Śląskiem zaplanowano niższe kontrakty niż te, jakie miały rok wcześniej. Powodem jest niekorzystny wzór podziału pieniędzy, które nie są w stanie sfinansować działalności tak wielu wysokospecjalistycznych placówek ochrony zdrowia.