Imperium truje (się)

Imperium truje (się)

Państwowy koncern Rosnieft jest odpowiedzialny za największą liczbę wycieków naftowych w najbogatszym w ropę rejonie Rosji, Chanty-Mansyjsk.

Jak informuje portal wnp.pl, według raportu rosyjskiej agencji nadzoru środowiskowego koncernowi Rosnieft przypisano aż 2727 przypadków wycieku ropy w całym 2011 r., co stanowi 75 proc. wszystkich wycieków w prowincji. Państwowy koncern przeznaczał także najmniej środków na zapobieganie i zwalczanie wycieków. – „Nie musieliśmy szukać zanieczyszczonych miejsc, lecz obszarów, gdzie takich zanieczyszczeń nie było. Wszędzie można było natknąć się na całe jeziora czy rzeki ropy” – tak skalę problemu opisuje były minister zasobów naturalnych, Jurij Trutniew.

Spośród czterech firm wydobywających ropę w rejonie Chanty-Mansyjsk najmniejszą liczbą wycieków może pochwalić się Surgutnieftiegaz – było ich tylko 17. Z kolei Łukoil wyróżnił się pod względem największego spadku liczby wycieków w porównaniu z 2008 r. – ich liczba spadła ze 117 do 46. Problem jednak wciąż pozostaje.

Tak duża skala zanieczyszczenia środowiska spowodowana jest przede wszystkim pogarszającym się stanem technicznym rurociągów naftowych. Spółki nie inwestują wystarczających środków, żeby poprawić tę sytuację.

Problem jest niepokojący w perspektywie rozpoczęcia poszukiwań ropy naftowej w Arktyce. Rosnieft jest jedyną rosyjską spółką dopuszczoną do poszukiwania złóż podmorskich w tym rejonie. Ekolodzy wielokrotnie przestrzegali, że grozi to katastrofą.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bo nie mają Balcerowicza i spółki

Bo nie mają Balcerowicza i spółki

W Niemczech rośnie liczba pracujących zarówno wśród osób młodych, jak i starszych. Socjalna gospodarka tworzy więcej miejsc pracy niż neoliberalizm i „cięcia budżetowe”.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, mimo iż w większości krajów Unii Europejskiej odnotowano w ostatnich latach wzrost bezrobocia wśród młodzieży, w Niemczech wśród tej grupy wiekowej jest coraz więcej osób pracujących. Według obliczeń Urzędu Statystycznego Eurostat, w czerwcu bezrobotnych w wieku 15-24 lat było za naszą zachodnią granicą 350 tys. osób. Tym samym wskaźnik bezrobocia wśród tej grupy wyniósł w Niemczech 7,9 proc., czyli był prawie trzykrotnie niższy niż w 27 krajach Unii Europejskiej, w których wyniósł średnio 22,6 proc.

Co więcej, jak informuje z kolei Wyborcza.biz, na niemieckim rynku pracy jest też coraz więcej 60-latków. Według wyliczeń niemieckiego Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy (IAB) liczba pracujących w grupie wiekowej 60-64 lata w ciągu ostatnich dwudziestu lat zwiększyła się ponad dwukrotnie. W 1991 r. było to 20,8 proc., a w 2010 – 44,2 proc. Za tak wysoki skok odpowiada w dużej mierze wzrost zatrudnienia kobiet, ale także poprawa stanu zdrowia oraz reforma emerytalna, która – inaczej niż w Polsce – została powiązana z wieloma mechanizmami ułatwiającymi seniorom pozostanie na rynku pracy.

Nie chcą jałmużny, lecz (samo)pomocy

Nie chcą jałmużny, lecz (samo)pomocy

Nie doraźnych zapomóg, ale powrotu do obowiązkowych niekomercyjnych ubezpieczeń rolnych domagają się właściciele gospodarstw poszkodowanych przez nawałnice.

Jak informuje portal Farmer.pl, wójt Wilczyc (powiat sandomierski) Adam Bodura, twierdzi, że tylko na terenach tej gminy poszkodowanych przez żywioł jest co najmniej 450 rolników i sadowników. Trzy czwarte z nich nie ubezpieczyło gospodarstw, bo stawki w przypadku upraw warzyw i owoców wynoszą nawet kilka tysięcy złotych rocznie. – „Apelujemy do parlamentarzystów o poparcie i pomoc w stworzeniu ustawodawstwa, które umożliwi powrót do systemu obowiązkowych niekomercyjnych ubezpieczeń rolniczych. Wpłaty byłyby niższe niż obecne ubezpieczenia komercyjne i stworzyłyby fundusz wzajemnej pomocy, z którego wypłacane byłyby odszkodowania pokrywające straty rolne” – wyjaśnił Bodura, który rozmawiał o inicjatywie ze świętokrzyskimi politykami.

Zdaniem wójta Wilczyc takie rozwiązanie odciążyłoby budżet państwa, z którego obecnie wypłacane są doraźne zapomogi na pokrycie strat rolniczych spowodowanych przez anomalie pogodowe. Inicjatywę popiera prezes Świętokrzyskiej Izby Rolniczej, Ryszard Ciźla. Jego zdaniem tego typu towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych mogłyby starać się o środki z Unii Europejskiej – takie, jakimi dysponują rolnicy np. we Francji czy Niemczech. Tam w przypadku dużych szkód odszkodowanie jest pokrywane ze składek rolników oraz z funduszy unijnych i rządowych. – „Potrzebę zmian w systemie ubezpieczeń rolnych przedstawiłem w ubiegłym tygodniu podczas spotkania prezesów izb rolniczych w Warszawie, które odbyło się dwa dni po nawałnicy w naszym regionie. Pomysł będzie przez nas dokładnie analizowany. Chcemy, aby był on jednym z punktów najbliższego spotkania szefów izb rolnych z nowym ministrem rolnictwa Stanisławem Kalembą. Takie spotkanie jest zaplanowane podczas a wrześniowych dożynek prezydenckich w Spale” – zapowiedział Ciźla.

Aby stworzyć taki system ubezpieczeniowy, potrzebne jest nowe ustawodawstwo. W Polsce od powodzi w roku 2010 powstały dwie nowelizacje ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich, ale żadna nie przeszła uzgodnień międzyresortowych.

W Świętokrzyskiem wciąż szacowane są straty po niedawnych nawałnicach. Na razie władze województwa zajmują się wypłatami pomocy dla właścicieli 400 uszkodzonych budynków. Szacowanie szkód rolnych jeszcze się nie zakończyło. Według sadowników z południa województwa świętokrzyskiego, straty wynoszą nawet do 70 proc. tegorocznych zbiorów. Tego rodzaju problemy są znane w wielu miejscach kraju, a z powodu anomalii pogodowych stają się z roku na rok coraz częstsze i bardziej dotkliwe dla właścicieli upraw.

Każdy zagra na giełdzie… w Londynie

Każdy zagra na giełdzie… w Londynie

Otwarte fundusze emerytalne będą inwestowały za granicą więcej niż dotychczas. To ryzykowne dla przyszłych emerytów – ostrzega NSZZ „Solidarność”.

Możliwość inwestowania 30 proc. aktywów za granicą daje funduszom znowelizowana ustawa o organizacji i  funkcjonowaniu funduszy emerytalnych. Jej projekt opiniowało prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. – „Podwyższenie z 5 do 30 proc. limitu środków, jakie OFE mogą ulokować za granicą, oceniamy negatywnie. Mówiąc wprost, to narażenie na większe ryzyko oszczędności ubezpieczonych” – mówi Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

W swojej opinii „Solidarność” zwraca uwagę, że OFE obracają środkami z kapitałowej części składki na ubezpieczenie społeczne w obowiązkowym, a nie dobrowolnym systemie ubezpieczenia społecznego. Tym bardziej państwo powinno gwarantować bezpieczeństwo funduszy, z których będą wypłacane przyszłe emerytury.

Zdaniem związku w takiej sytuacji konieczne jest wprowadzenie rozwiązań zwiększających wpływ członków Otwartych Funduszy Emerytalnych na ochronę gromadzonego za pośrednictwem OFE ich kapitału emerytalnego, np. poprzez utworzenie subfunduszy o różnym profilu ryzyka z zachowaniem prawa wyboru wskazanego modelu inwestowania w całym okresie oszczędzania.

Szczególną ochroną powinny być objęte środki zgromadzone w OFE w okresie bezpośrednio poprzedzającym przejście na emeryturę. – „Na dwa do pięciu lat przed uzyskaniem wieku emerytalnego środki zgromadzone w OFE powinny być lokowane w subfunduszu o małej skali ryzyka inwestycyjnego” – tłumaczy Nakonieczny.

Dotychczas OFE na zagraniczne inwestycje mogły przeznaczyć jedynie 5 proc. swoich aktywów. Trybunał Sprawiedliwości UE uznał to za niezgodne z prawem unijnym i nakazał Polsce zmianę prawa.
_________________
Przedruk za www.solidarnosc.org.pl