Jest sukces

Jest sukces

Wczoraj w nocy zostało podpisane porozumienie i tym samym zakończony strajk okupacyjny w Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej w Krośnie.

Zgodnie z zawartym porozumieniem pomiędzy komitetem strajkowym a zarządem powiatu krośnieńskiego, Rada Nadzorcza odwoła prezesa spółki. Porozumienie zakłada także, że wobec strajkujących nie zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe, a zwolniony dyscyplinarnie Eugeniusz Szczambura, przewodniczący komitetu strajkowego, zostanie niezwłocznie przywrócony do pracy. Warunek jest taki, że Szczambura będzie musiał przed sądem wykazać, że został bezprawnie zwolniony. Ponadto spór zbiorowy w PKS zostanie zawieszony do czasu powołania nowego prezesa spółki, ale nie dłużej niż do końca br. Związkowcy zobowiązali się, że przez pół roku nie podejmą żadnej akcji strajkowej.

– „Po pierwsze, strajk został zakończony przed rozpoczęciem roku szkolnego i autobusy będą mogły bez przeszkód dowozić dzieci i młodzież do szkół. Po drugie, prezes który doprowadził spółkę do tak dramatycznego stanu, został wreszcie odwołany” – wylicza Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej, jednocześnie przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Podbeskidzie. – „Po trzecie, przewodniczący Komisji Zakładowej będzie mógł wrócić do pracy. Po czwarte i może najważniejsze, strajkujący nie zostali ze swoim problemem sami, mieli przez cały czas wsparcie Zarządu Regionu, Komisji Krajowej i organizacji zakładowych z innych firm. Związki zawodowe z PKS mówiły jednym głosem, a prym wśród nich wiodła «Solidarność». Tak więc jest sukces i to zdecydowany” – dodaje.

Ponad dziewięćdziesiąt procent załogi popierało strajk. Konflikty na linii pracownicy – zarząd PKS trwał od kilku miesięcy, odkąd spółkę przejął powiat. Strajk miał na celu nakłonienie dyrekcji do przestrzegania Kodeksu pracy oraz do wypłaty zatwierdzonej w umowach premii dla kierowców. Bezpośrednim powodem protestu było zwolnienie dyscyplinarne z pracy przewodniczącego zakładowej „Solidarności”, który jednocześnie pełni funkcję przewodniczącego komitetu protestacyjno-strajkowego. Zarzucono mu, że rzekomo jeździł za innego kierowcę i podrobił podpis na karcie drogowej.

PKS Krosno istnieje ponad 60 lat. W firmie pracuje ok. 200 osób. Właścicielem spółki jest powiat krośnieński.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Puste skarbonki

Puste skarbonki

Oszczędności Polaków zmniejszyły się w pierwszym kwartale o 300 mln zł. Powód? Bieżące wydatki.

Jak informuje Wyborcza.biz, z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, iż poziom naszych oszczędności osiągnięty w pierwszym kwartale 2012 r., cofa nas o ponad dekadę, do 2000 r. Co istotne, jesteśmy zmuszeni sięgać po oszczędności, żeby zaspokoić nasze codzienne potrzeby. – „Aby utrzymać dotychczasowy poziom konsumpcji, zużywane są w całości wszystkie bieżące dochody. Nic nie jest odkładane na czarną godzinę, a dotychczasowe oszczędności są przejadane” – mówi Piotr Bujak, ekonomista banku Nordea.

Polacy nie oszczędzają, bo nie mają z czego. Mimo że płace rosną w tempie 2% rocznie, to przy wynoszącej 4% inflacji nasze możliwości finansowe są coraz mniejsze. Z ubiegłorocznych badań TNS OBOP wynika, że niemal połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności.

Według Grzegorza Ogonka z ING Banku Śląskiego polskie gospodarstwa domowe coraz bardziej odczuwają kryzys zadłużeniowy strefy euro i zaostrzanie przez banki kryteriów udzielania kredytów. Z kolei Michał Gradzewicz, dyrektor Biura Przedsiębiorstw, Gospodarstw Domowych i Rynków w Instytucie Ekonomicznym NBP, zwraca uwagę na utrzymującą się od pewnego czasu nie najlepszą sytuację na rynku pracy: niską dynamikę płac oraz podwyższoną stopę bezrobocia.

Zdaniem Marcina Mroza z BNP Paribas Fortis przez najbliższe kilka kwartałów wzrost polskiej gospodarki będzie słabszy i będzie oscylował wokół poziomu 2-3% PKB w skali roku, a wpływ na to będą miały przede wszystkim słabsze: popyt krajowy, konsumpcja i inwestycje.

Za pracą i kołaczami

Za pracą i kołaczami

Oficjalne statystyki potwierdzają, jaką katastrofą społeczną są masowe wyjazdy Polaków, zwłaszcza młodych, „za chlebem”.

W poszukiwaniu zatrudnienia wyjechały już 2 mln Polaków. Udostępnione dane GUS dotyczą 1,1 mln naszych rodaków, którzy są na emigracji ponad dwanaście miesięcy. Wśród nich ponad 243 tys. to osoby w wieku 25-29 lat, a 101 tys. w wieku 20-24 lata.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, emigranci są na ogół lepiej wykształceni niż ich rodacy w kraju. – „Z naszych badań wynika, że wśród tych osób, które wyjechały za granicę za pracą po wstąpieniu do Unii Europejskiej, 22% ma wyższe wykształcenie. Natomiast w Polsce dyplomem wyższej uczelni może się szczycić 17% osób” – mówi demograf prof. Krystyna Iglicka. Z jej badań wynika też, że w tej grupie emigrantów dominują specjaliści od marketingu i zarządzania, socjologowie i osoby po innych kierunkach humanistycznych, a więc ci, którzy nie mogli znaleźć pracy w kraju.

Oferty pracy dla emigrantów z Polski są z reguły takie same – bez względu na ich wykształcenie. Nasi krajanie, zwłaszcza z pierwszej fali emigracyjnej, byli najczęściej zatrudniani przy pracach fizycznych – w budownictwie, transporcie, rolnictwie, magazynach, handlu i przemyśle, hotelach i restauracjach oraz zajmowali się opieką nad osobami starszymi. Sytuacja jednak się zmienia i coraz więcej Polaków dzięki determinacji robi karierę zawodową za granicą bądź otwiera tam własny biznes.

Z danych Narodowego Spisu Powszechnego wynika, że z niektórych województw wyjechało od kilku do nawet kilkunastu procent osób w mobilnym wieku produkcyjnym (18-44 lata). Np. z woj. opolskiego ponad 15%, podlaskiego – ponad 13%, podkarpackiego – prawie 12%, warmińsko-mazurskiego – 11%, a z woj. lubelskiego – ponad 8%. – „Jest to bardzo niekorzystne, bo rynek pracy jest tam ogałacany ze specjalistów. To zniechęca biznes do inwestycji. A gdy ich nie ma, to nie ma pracy i w efekcie kolejne osoby mogą z tych terenów wyjeżdżać za granicę” – ocenia prof. Wojciech Łukowski z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem w rezultacie słabe regiony mogą pogrążyć się w marazmie, który nie pozwoli im na rozwój.

Górnicza reaktywacja

Górnicza reaktywacja

Już 1 września zacznie działać pierwsza od kilkunastu lat nowa szkoła górnicza na Śląsku. Liczba chętnych do zdobycia górniczego wykształcenia przerosła oczekiwania pomysłodawców.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Kompania Węglowa, największy producent węgla w Europie, wspólnie z władzami Rudy Śląskiej otwiera własną zasadniczą szkołę zawodową. Firma zdecydowała się na ten krok, ponieważ zaczyna jej brakować specjalistów. Deficyt fachowców w górnictwie to efekt decyzji o „odchudzeniu” tej branży, podjętej przez rząd Jerzego Buzka. Po czasie okazało się, że wydobycie węgla może ulec zwiększeniu, ale do tego potrzeba wykwalifikowanych ludzi. Klasy o profilu górniczym, które już działają przy niektórych śląskich placówkach, nie wystarczają do zaspokojenia potrzeb.

W nowo powstałej szkole przygotowano dwie klasy o łącznej liczbie 60 miejsc. Tymczasem zgłosiło się już 84 chętnych, a nabór ciągle trwa. Anna Witkowska, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3, w skład którego wejdzie górnicza zawodówka, zapowiada, iż jeśli wszyscy kandydaci przejdą pomyślnie badania lekarskie, zostanie uruchomiona dodatkowa, trzecia klasa.

Co istotne, wybór tej szkoły to dla jej uczniów pewna inwestycja w przyszłość. Kompania Węglowa podpisze bowiem z każdym z nich umowę gwarantującą praktyki zawodowe oraz przyszłe zatrudnienie. Najlepszym przyznane zostaną stypendia. W obecnej sytuacji, gdy trudności ze znalezieniem pracy mają nawet absolwenci studiów, to propozycja nie do pogardzenia. Spółka zamierza co roku zatrudniać 5,6 tys. osób. Do Kompanii Węglowej należą trzy z czterech działających w Rudzie Śląskiej kopalni.