Nie dbamy o swoich

Nie dbamy o swoich

Przedstawiciele Związku Polaków na Białorusi napisali list do delegatów IV Zjazdu Polonii. Zwracają w nim uwagę na dramatyczne skutki tegorocznej zmiany zasad wspierania rodaków mieszkających poza granicami kraju.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, w liście skrytykowano ostatnie decyzje Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z którego budżetu przeznaczane są teraz środki na działalność Polaków z Kresów i Polonii. Wśród nich: brak dotacji na br. w zakresie tematyki „Kultura i dziedzictwo narodowe”, dotyczącej wychowania patriotycznego lub służącej umacnianiu tożsamości narodowej młodych Polaków; znaczne opóźnienie i redukcja dotacji na wszystkie media polskie – co sparaliżowało prace redakcyjne i w konsekwencji grozi likwidacją gazet i czasopism; brak dofinansowania na utrzymanie struktur organizacji polskich szkół; brak stosownych, rzetelnych i w odpowiednim terminie informacji z MSZ o sytuacji finansów i programów, nowych wymaganiach i formacie planowanej pomocy. Przedstawiciele Polaków na Białorusi wyrazili też rozczarowanie faktem, iż ponad 75% złożonych wniosków, które stanowiły kontynuację i podstawę programową działalności organizacji polskich na Wschodzie, w roku bieżącym zostało odrzuconych zarówno w MSZ, jak i w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska” oraz fundacjach.

Zaniedbania i nieterminowe działania resortu spraw zagranicznych spowodowały dla Polaków mieszkających na Białorusi szereg dramatycznych konsekwencji. M.in. drastycznie spada liczba nauczycieli uczących w języku polskim, w wyniku likwidacji dofinansowań w tej sferze. Ponadto, w bieżącym roku zlikwidowano kursy metodyczne dla nauczycieli polonijnych w Polsce, a na kursy dla nauczycieli na UMCS w Lublinie nie zaproszono polskich pedagogów z Białorusi. Brak informacji oraz udzielonej dotacji na organizację kolonii pod hasłem „Lato z Polską” doprowadziły do zakończenia tej akcji, w ramach której dzieci polskie ze Wschodu w nagrodę za naukę języka ojczystego przyjeżdżały poznać kraj przodków. Resort odrzucił również praktykowane od lat projekty takie jak wystawy plastyczne, plenery, teatrzyki szkolne, Uniwersytety Trzeciego Wieku, warsztaty artystyczne, a nawet kursy metodyczne dla nauczycieli w kraju zamieszkania – a więc wszystko, co zdaniem autorów listu „nie tylko cieszyło się ogromną popularnością, lecz służyło integracji środowiskowej i kształtowało pozytywny wizerunek Polaka na Białorusi”. Ponadto MSZ skreśliło wszelką pomoc charytatywną stosowaną w latach poprzednich dla kombatantów, ludzi starszych, sybiraków, dzieci z biednych rodzin itp.

Na terenie całej Białorusi mieszka obecnie ok. 295 tys. Polaków. Mimo że społeczność ta jest największą mniejszością w tym kraju, ma najmniejsze prawa, a wszelka jej działalność jest ograniczana bądź całkowicie blokowana. Na Białorusi istnieją zaledwie trzy polskie organizacje, z których największa – ZPB – jest nieuznawana przez tamtejsze władze. Dla polskich dzieci otwarte są jedynie dwie szkoły w całym kraju – wybudowane zostały za pieniądze polskich podatników, a mimo to są ściśle kontrolowane przez administrację Łukaszenki, która coraz głębiej ingeruje także w ich programy nauczania i proces edukacyjny. Z roku na rok wprowadzane są kolejne ograniczenia w nauczaniu języka polskiego (od roku szkolnego 2002/2003 do 2011/2012 liczba uczących się go zmalała o blisko połowę – z 16 105 do 8362 osób). Podręczniki do przedmiotów ścisłych wydawane są tylko w języku rosyjskim.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Puste skarbonki

Puste skarbonki

Oszczędności Polaków zmniejszyły się w pierwszym kwartale o 300 mln zł. Powód? Bieżące wydatki.

Jak informuje Wyborcza.biz, z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, iż poziom naszych oszczędności osiągnięty w pierwszym kwartale 2012 r., cofa nas o ponad dekadę, do 2000 r. Co istotne, jesteśmy zmuszeni sięgać po oszczędności, żeby zaspokoić nasze codzienne potrzeby. – „Aby utrzymać dotychczasowy poziom konsumpcji, zużywane są w całości wszystkie bieżące dochody. Nic nie jest odkładane na czarną godzinę, a dotychczasowe oszczędności są przejadane” – mówi Piotr Bujak, ekonomista banku Nordea.

Polacy nie oszczędzają, bo nie mają z czego. Mimo że płace rosną w tempie 2% rocznie, to przy wynoszącej 4% inflacji nasze możliwości finansowe są coraz mniejsze. Z ubiegłorocznych badań TNS OBOP wynika, że niemal połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności.

Według Grzegorza Ogonka z ING Banku Śląskiego polskie gospodarstwa domowe coraz bardziej odczuwają kryzys zadłużeniowy strefy euro i zaostrzanie przez banki kryteriów udzielania kredytów. Z kolei Michał Gradzewicz, dyrektor Biura Przedsiębiorstw, Gospodarstw Domowych i Rynków w Instytucie Ekonomicznym NBP, zwraca uwagę na utrzymującą się od pewnego czasu nie najlepszą sytuację na rynku pracy: niską dynamikę płac oraz podwyższoną stopę bezrobocia.

Zdaniem Marcina Mroza z BNP Paribas Fortis przez najbliższe kilka kwartałów wzrost polskiej gospodarki będzie słabszy i będzie oscylował wokół poziomu 2-3% PKB w skali roku, a wpływ na to będą miały przede wszystkim słabsze: popyt krajowy, konsumpcja i inwestycje.

Za pracą i kołaczami

Za pracą i kołaczami

Oficjalne statystyki potwierdzają, jaką katastrofą społeczną są masowe wyjazdy Polaków, zwłaszcza młodych, „za chlebem”.

W poszukiwaniu zatrudnienia wyjechały już 2 mln Polaków. Udostępnione dane GUS dotyczą 1,1 mln naszych rodaków, którzy są na emigracji ponad dwanaście miesięcy. Wśród nich ponad 243 tys. to osoby w wieku 25-29 lat, a 101 tys. w wieku 20-24 lata.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, emigranci są na ogół lepiej wykształceni niż ich rodacy w kraju. – „Z naszych badań wynika, że wśród tych osób, które wyjechały za granicę za pracą po wstąpieniu do Unii Europejskiej, 22% ma wyższe wykształcenie. Natomiast w Polsce dyplomem wyższej uczelni może się szczycić 17% osób” – mówi demograf prof. Krystyna Iglicka. Z jej badań wynika też, że w tej grupie emigrantów dominują specjaliści od marketingu i zarządzania, socjologowie i osoby po innych kierunkach humanistycznych, a więc ci, którzy nie mogli znaleźć pracy w kraju.

Oferty pracy dla emigrantów z Polski są z reguły takie same – bez względu na ich wykształcenie. Nasi krajanie, zwłaszcza z pierwszej fali emigracyjnej, byli najczęściej zatrudniani przy pracach fizycznych – w budownictwie, transporcie, rolnictwie, magazynach, handlu i przemyśle, hotelach i restauracjach oraz zajmowali się opieką nad osobami starszymi. Sytuacja jednak się zmienia i coraz więcej Polaków dzięki determinacji robi karierę zawodową za granicą bądź otwiera tam własny biznes.

Z danych Narodowego Spisu Powszechnego wynika, że z niektórych województw wyjechało od kilku do nawet kilkunastu procent osób w mobilnym wieku produkcyjnym (18-44 lata). Np. z woj. opolskiego ponad 15%, podlaskiego – ponad 13%, podkarpackiego – prawie 12%, warmińsko-mazurskiego – 11%, a z woj. lubelskiego – ponad 8%. – „Jest to bardzo niekorzystne, bo rynek pracy jest tam ogałacany ze specjalistów. To zniechęca biznes do inwestycji. A gdy ich nie ma, to nie ma pracy i w efekcie kolejne osoby mogą z tych terenów wyjeżdżać za granicę” – ocenia prof. Wojciech Łukowski z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem w rezultacie słabe regiony mogą pogrążyć się w marazmie, który nie pozwoli im na rozwój.

Górnicza reaktywacja

Górnicza reaktywacja

Już 1 września zacznie działać pierwsza od kilkunastu lat nowa szkoła górnicza na Śląsku. Liczba chętnych do zdobycia górniczego wykształcenia przerosła oczekiwania pomysłodawców.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Kompania Węglowa, największy producent węgla w Europie, wspólnie z władzami Rudy Śląskiej otwiera własną zasadniczą szkołę zawodową. Firma zdecydowała się na ten krok, ponieważ zaczyna jej brakować specjalistów. Deficyt fachowców w górnictwie to efekt decyzji o „odchudzeniu” tej branży, podjętej przez rząd Jerzego Buzka. Po czasie okazało się, że wydobycie węgla może ulec zwiększeniu, ale do tego potrzeba wykwalifikowanych ludzi. Klasy o profilu górniczym, które już działają przy niektórych śląskich placówkach, nie wystarczają do zaspokojenia potrzeb.

W nowo powstałej szkole przygotowano dwie klasy o łącznej liczbie 60 miejsc. Tymczasem zgłosiło się już 84 chętnych, a nabór ciągle trwa. Anna Witkowska, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3, w skład którego wejdzie górnicza zawodówka, zapowiada, iż jeśli wszyscy kandydaci przejdą pomyślnie badania lekarskie, zostanie uruchomiona dodatkowa, trzecia klasa.

Co istotne, wybór tej szkoły to dla jej uczniów pewna inwestycja w przyszłość. Kompania Węglowa podpisze bowiem z każdym z nich umowę gwarantującą praktyki zawodowe oraz przyszłe zatrudnienie. Najlepszym przyznane zostaną stypendia. W obecnej sytuacji, gdy trudności ze znalezieniem pracy mają nawet absolwenci studiów, to propozycja nie do pogardzenia. Spółka zamierza co roku zatrudniać 5,6 tys. osób. Do Kompanii Węglowej należą trzy z czterech działających w Rudzie Śląskiej kopalni.