Z taboru na bruk

Z taboru na bruk

Tabor Szynowy Opole likwiduje zakład w Zielonej Górze. Pracę straci łącznie ponad 270 pracowników, co będzie bolesnym ciosem dla lokalnego rynku pracy.

Jak informuje Wyborcza.biz, 150 z 279 zatrudnionych dostało wypowiedzenia już w sierpniu, pozostali stracą pracę we wrześniu. Przyczyną likwidacji zielonogórskiego oddziału jest jego nierentowność.

Tabor Szynowy Opole SA to firma o ponad 100-letniej tradycji. Współpracuje z PKP i grupami kolejowymi z zagranicy. W 2003 r. przejęła upadły Zastal Wagony w Zielonej Górze, wydzierżawiła hale produkcyjne w Parku Przemysłowym przy ul. Sulechowskiej i utworzyła drugi zakład. W Opolu naprawia i modernizuje wagony osobowe i towarowe, w Zielonej Górze produkowała wagony towarowe.

Problemy finansowe Taboru trwają od kilku lat. Już w 2009 r. spółka zwolniła w Zielonej Górze 200 pracowników, czyli jedną trzecią załogi. O likwidacji całego oddziału mówiło się od ok. roku, kiedy Tabor po raz pierwszy wypowiedział Zastalowi umowę dzierżawy hal. Ostatecznie przedłużył ją, a później znów ją wypowiedział – termin wypowiedzenia minął z końcem sierpnia.

Główną przyczyną likwidacji zakładu są wysokie koszty jego utrzymania (sama dzierżawa hal to ok. 5 mln zł rocznie) oraz problemy z pozyskiwaniem kontrahentów – z nieoficjalnych informacji wynika, iż od kwietnia nie udało się pozyskać nowych kontraktów, choć dyrekcja oddziału do końca o to walczyła.

Stopa bezrobocia w Zielonej Górze na koniec lipca wyniosła 8,5%. Lubuskie jest jednym z pięciu województw, gdzie odsetek firm, które chcą zatrudniać, zdecydowanie przewyższa odsetek tych, które planują zwolnienia. Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż wspomniane zatrudnianie nie oznacza raczej nowych etatów, lecz pracę na podstawie umów cywilnych albo „na czarno”. W Lubuskiem nie ma też na co liczyć, jeśli chodzi o podwyżki – zadeklarowało je 16,2% firm, co stanowi trzeci od końca wynik wśród wszystkich województw. Z kolei obniżkę pensji pracowników planuje 5,4% przedsiębiorców z regionu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Puszczą szkodnika z tobołami?

Puszczą szkodnika z tobołami?

Ośrodek narciarski na Tobołowie to kolejny przypadek łamania prawa i niszczenia cennych przyrodniczo terenów. Pociecha w tym, że (wreszcie) zareagowały stosowne instytucje.

Jak informuje Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, od września 2011 r. inwestor bez wymaganych prawem decyzji administracyjnych podjął działania zmierzające do wybudowania ośrodka narciarskiego na zboczach góry Tobołów. Nielegalnie wyciął drzewa, wykonał roboty ziemne związane z profilowaniem trasy, wybudował instalację elektryczną oraz instalację naśnieżania i oświetlania nartostrady. Wybudowane instalacje były już użytkowane w zeszłym sezonie bez wymaganego prawem pozwolenia na użytkowanie.

Prace ziemne na nartostradzie całkowicie zniszczyły tamtejsze siedliska biologiczne. Ponadto funkcjonowanie wyciągu narciarskiego z oświetleniem i naśnieżaniem powoduje płoszenie zwierząt, ma negatywny wpływ na dobową rytmikę życia ptaków (zwłaszcza sów); pobór wody do naśnieżania może zaburzać stosunki wodne, a dłuższe utrzymywanie się pokrywy śnieżnej może opóźniać sezon wegetacyjny.

Góra Tobołów położona jest na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego, Obszarze Specjalnej Ochrony Ptaków Natura 2000 „Gorce”, Specjalnym Obszarze Ochrony Siedlisk Natura 2000 „Ostoja Gorczańska”, Południowomałopolskim Obszarze Chronionego Krajobrazu. W rejonie nartostrady, na wschodnich stokach Tobołowa, polanie Tobołów i pobliskiej polanie Jaworzynka stwierdzano wielokrotnie w latach 2003–2011 obecność chronionych gatunków zwierząt: puchacza, puszczyka uralskiego, włochatki, sóweczki oraz wilka i rysia.

– „Realizacja inwestycji na Tobołowie to kolejny w Polsce przykład działania metodą faktów dokonanych. Samowola budowlana została zrealizowana w terenie Gorczańskiego Parku Narodowego, obszaru o najwyższej formie ochrony w Polsce. Taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania – inwestor powinien ponieść stosowną karę” – komentuje Radosław Ślusarczyk, prezes stowarzyszenia.

Zniszczenia dokonane przez inwestora zostały zgłoszone prokuraturze przez Gorczański Park Narodowy oraz PnrWI. Akt oskarżenia o popełnienie przestępstwa powodowania istotnej szkody w świecie roślin i zwierząt prokuratura przekazała Sądowi Rejonowemu w Limanowej. Dodatkowo, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Limanowej prowadzi postępowanie administracyjne związane z dokonaną samowolą budowlaną. Wreszcie, Stowarzyszenie złożyło wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie wystąpienia szkody w środowisku do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Krakowie.

Ekolodzy domagają się wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do inwestora, który dopuścił się naruszenia prawa i zagrożenia środowiska, zapewnienia przeprowadzenia działań mających na celu ochronę środowiska przyrodniczego w rejonie zrealizowanego przedsięwzięcia oraz zapewnienia przeprowadzenia kompensacji przyrodniczych.

PIP ma co robić

PIP ma co robić

Według danych Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku o 21% wzrosła liczba przypadków niepłacenia wynagrodzeń. Łączna kwota zaległości wzrosła z 80 do 112 mln zł.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, zdaniem PIP oprócz braku środków finansowych jedną z przyczyn niepłacenia pensji są rozbieżności w przepisach dotyczących wynagrodzeń, które utrudniają ustalenie prawidłowej ich wysokości. Problemem jest m.in. brak określenia pojęcia zwykłego wynagrodzenia (nie jest jasne, jakie składniki do niego zaliczać) oraz nieprecyzyjne przepisy dotyczące terminu wypłaty wynagrodzenia za miesiąc, w którym ustaje stosunek pracy. Rozbieżności interpretacyjne dotyczą też zasad wypłacania pensji za czas zwolnienia pracownika z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia. Niejednoznaczne jest nawet to, czy pracodawca musi uzyskać zgodę pracownika na zwolnienie z wykonywania obowiązków.

Od początku roku inspekcja wyegzekwowała od pracodawców 40,2 mln zł zaległych świadczeń (w całym poprzednim roku było to 82 mln zł). Zdaniem Janusza Śniadka, posła PiS, dane te wskazują na skuteczność stosowanych przez inspektorów pracy nakazów wypłaty wynagrodzeń. Poseł postuluje, by inspektorzy mieli prawo stosować tę samą metodę przy ustalaniu istnienia stosunku pracy, czyli by mogli decydować o tym, że pracodawcę łączy z pracownikiem umowa o pracę, a nie np. zlecenie (jak dotąd leży to wyłącznie w kompetencjach sądów, co znacznie opóźnia egzekwowanie prawa).

Korporacyjne kurki z pieniędzmi

Korporacyjne kurki z pieniędzmi

Brytyjskie sieci marketów Tesco i Asda przyznały, że jako mineralną sprzedają zwykłą wodę z kranu.

Jak informuje Gazeta.pl, sprawa została ujawniona dzięki dochodzeniu przeprowadzonemu przez brytyjskie dzienniki (m.in. „The Telegraph”, „Independent” i „Daily Mail”). Ich wątpliwości wzbudziła przede wszystkim zbyt duża różnica w cenach pomiędzy wodami znanych firm a produktami wspomnianych sieci, które kosztują 17 pensów (ok. 88 gr) za dwa litry. Biorąc pod uwagę, iż według stawek brytyjskich wodociągów dwa litry wody kosztują jedną trzecią pensa, wspomniane sieci notowałyby zysk rzędu 2,5 tys. proc.

Przedstawiciele Tesco początkowo zaprzeczali doniesieniom prasy, jednak ostatecznie przyznali, że źródłem „Everyday Value Still Water” są miejskie wodociągi. Koncern zastrzegł jednak, że woda jest odchlorowywana, filtrowana i dopiero potem trafia do butelek. Sieć Asda podała natomiast, że ich woda filtrowana jest w hrabstwie York. Poddawana jest takiemu samemu procesowi, jak w przypadku wody Tesco, zanim trafi do dystrybucji.

Na Wyspach wybuchła fala protestów i oskarżeń o to, że oba koncerny nie informowały klientów o pochodzeniu sprzedawanej im wody.