STOP tanim banderom

STOP tanim banderom

Do 7 września związkowcy – marynarze i portowcy będą kontrolować warunki pracy w polskich portach. Trwa doroczny Bałtycki Tydzień Kampanii.

Związkowcy nie tylko sprawdzą warunki pracy, ale także będą zachęcać załogi statków i pracowników portowych do wstępowania w szeregi związków afiliowanych w Międzynarodowej Federacji Transportowców.

– „Dla marynarzy system tanich bander oznacza pozbawienie ich podstawowych praw pracowniczych oraz powoduje rozluźnienie więzi z krajowymi związkami zawodowymi. Zarząd techniczny i załogowy jest przekazywany osobnym podmiotom. Jeszcze inne firmy zajmują się zarządzaniem komercyjnym. W takiej sytuacji pokrzywdzonym pracownikom trudno dochodzić swoich roszczeń” – mówi Andrzej Kościk, krajowy koordynator Bałtyckiego Tygodnia Kampanii w Polsce.

W wielu strategicznych miejscach świata właściciele terminali uniemożliwiają organizowanie się portowców w związki zawodowe, często zastraszając pracowników. – „Tam, gdzie nie ma związków zawodowych, warunki pracy i płacy odbiegają od akceptowalnych standardów. W pogoni za zyskiem właściciele terminali odchodzą od stałych umów o pracę na rzecz pracowników dorywczych” – tłumaczy Kościk.

Kolejnym zagrożeniem dla marynarzy i portowców jest wykonywanie przeładunków przez załogi statków. W większości portów europejskich prace przeładunkowe należą do portowców. Tymczasem marynarze nie mają wystarczających kompetencji do wykonywania tych prac, nie otrzymują za nie wynagrodzenia i są do nich zmuszani przez pracodawców kosztem przysługującego im wypoczynku.

Organizowany przez Bałtycki Komitet Sekcji Transportu Morskiego Europejskiej Federacji Transportowców, Tydzień Kampanii potrwa do piątku. Wezmą w nim udział związkowcy z Krajowej Sekcji Morskiej Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarność”, Krajowa Sekcja Portów Morskich NSZZ „S”, Ogólnopolski Związek Zawodowy Oficerów i Marynarzy oraz Federacja Związków Zawodowych Marynarzy i Rybaków.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Konstruktywna opozycja

Konstruktywna opozycja

PiS oraz SLD podsuwają rządzącym kolejne pomysły na potencjalnie prospołeczne reformy.

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” znaleźć można relacje z ostatnich konferencji wspomnianych ugrupowań. Jarosław Kaczyński zaproponował 10-letni plan walki z bezrobociem. Obejmuje on m.in. fundowanie stypendiów oraz zwolnienia podatkowe i dopłaty dla przedsiębiorstw, a realizowany byłby przede wszystkim na prowincji oraz terenach „zdegradowanych ekonomicznie” (lista takich obszarów byłaby corocznie weryfikowana przez rząd). Według Kaczyńskiego, wprowadzenie pakietu w życie spowodowałoby powstanie 1,2 mln nowych miejsc pracy. Prezes największej partii opozycyjnej uważa, że pieniądze na walkę z bezrobociem można by zdobyć, rezygnując z „bezsensownych szkoleń, które są marnowaniem pieniędzy i nabijaniem kabzy firmom je organizującym”, oraz dzięki likwidacji niektórych zwolnień podatkowych.

Lider PiS przedstawił ponadto pomysł na wspieranie budownictwa mieszkaniowego poprzez powołanie specjalnych kas mieszkaniowych, gdzie można by przez dłuższy czas odkładać niewielkie sumy, by ostatecznie zyskać państwową premię. Środki te zostałyby uzupełnione przez możliwość zaciągania kredytów na cele mieszkaniowe w specjalnym funduszu z udziałem państwa.

Z kolei Leszek Miller ogłosił 10-punktowy program budowy powszechnej edukacji. „Dekalog edukacyjny” SLD obejmuje m.in. objęcie wszystkich dzieci wychowaniem przedszkolnym, rozwój szkolnictwa zawodowego, zajęcia pozalekcyjne i wyrównawcze. Postkomuniści postulują ponadto powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletnich liceów ogólnokształcących oraz mniejszą liczbę uczniów w klasach, zamiast likwidacji szkół. Program zawiera również postulaty socjalne, jak zapewnienie uczniom dożywiania, opieki medycznej i zajęć sportowych, a ich rodzicom e-podręczników, skoro wielu z nich nie stać na zakup książek.

Lider Sojuszu podkreślił, że musi nastąpić wzrost poziomu finansowania oświaty do 3 proc. PKB, oraz zadeklarował gotowość swojej formacji do szerokiej debaty nad przyszłością systemu edukacyjnego.

W imieniu nas wszystkich

W imieniu nas wszystkich

NSZZ „Solidarność” przygotował wniosek zaskarżający do Trybunału Konstytucyjnego ustawę emerytalną oraz szykuje kolejne kampanie społeczne, ukazujące kluczowe problemy polskiego państwa.

„Nasz Dziennik” przypomina, że związkowcy od początku alarmowali o negatywnych skutkach „reform” emerytalnych przygotowanych przez koalicję PO-PSL oraz sformułowali alternatywną propozycję, a pod ich wnioskiem o referendum w tej sprawie podpisało się 1,4 mln obywateli. Teraz, gdy prezydent podpisał ustawę o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, związkowcy nie przestają przypominać o jej antyspołecznym charakterze. Niedawno Komisja Krajowa związku jednogłośnie przyjęła uchwałę w sprawie skargi do Trybunału. – „Ustawa wydłużająca wiek emerytalny do 67 lat była przyjmowana jak dekret o stanie wojennym. Wszystko w trybie nadzwyczajnym i wbrew opinii 85 proc. polskiego społeczeństwa, na którą tak lubią powoływać się politycy, ale tylko wtedy, kiedy jest to dla nich wygodne. Myślę, że Trybunał Konstytucyjny szybko się zajmie naszą skargą” – powiedział Piotr Duda, lider „Solidarności”.

– „W 2010 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że odmienne warunki nabywania praw emerytalnych kobiet i mężczyzn są zgodne z ustawą zasadniczą. Zdaniem Trybunału niższy w porównaniu z mężczyznami wiek emerytalny kobiet znajdował uzasadnienie w odmiennej sytuacji społecznej kobiet oraz w obiektywnych różnicach natury biologicznej” – przypomina na stronie związku dr hab. Marcin Zieleniecki z Zespołu Prawnego Komisji Krajowej. „W ostatnich dwóch latach nie zaszły w Polsce zmiany, które spowodowałyby zatarcie różnic społecznych pomiędzy kobietami i mężczyznami i uzasadniałyby ujednolicenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn” – czytamy we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego.

Doc. Zieleniecki zwraca uwagę także na absurdalność zróżnicowania warunków nabycia prawa do tzw. emerytur częściowych w zależności od płci. – „Wprowadzając równy wiek emerytalny kobiet i mężczyzn ustawodawca uznał, że powody, które uzasadniały różnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn przestały być aktualne, a tym samym, że sytuacja pracownicza kobiet i mężczyzn jest taka sama. W tej sytuacji nie ma logicznego uzasadnienia wprowadzenie różnych warunków nabycia prawa do emerytur częściowych w zależności od płci” – tłumaczy.

„Solidarność” skarży także nieprzestrzeganie przez Polskę konwencji nr 102 Międzynarodowej Organizacji Pracy w sprawie minimalnych norm zabezpieczenia społecznego (zaleca ona, aby wiek uprawniający do emerytury nie przekraczał 65 lat).

Poza walką z przyjętą ustawą, związek szykuje duże kampanie edukacyjne, przypominające społeczeństwu wszystkie haniebne działania i zaniedbania rządu Donalda Tuska. Kampania pod hasłem „Nie chcemy pracować aż do śmierci” ruszy w tym miesiącu, kolejna, dotycząca umów śmieciowych – przewidziana jest na październik i listopad.

Kretynizm à la polonaise

Kretynizm à la polonaise

Początek roku szkolnego oznacza utratę pracy dla ok. 7,5 tys. osób. Tymczasem niż demograficzny, którym uzasadniane są zwolnienia nauczycieli, można by wykorzystać do bardzo pożądanych zmian w oświacie.

Zdaniem prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza, cytowanego przez Portal Samorządowy, nie ma usprawiedliwienia dla redukcji wielkości gron pedagogicznych w sytuacji, gdy nadal są klasy, w których uczy się nawet 40 uczniów. W opinii związkowca niż demograficzny to dobry moment na to, by poprawić komfort pracy nauczycieli i warunki nauki uczniów poprzez tworzenie mniej licznych klas. – „Niestety zabrakło wyobraźni, pomysłów i chęci wykorzystania tych, którzy mają doskonałe kwalifikacje, a dzisiaj musieli zasilić rzeszę bezrobotnych” – ocenił prezes ZNP podczas rozpoczęcia roku szkolnego.

Broniarz zwrócił także uwagę na to, że w złej sytuacji stawia nauczycieli nowa podstawa programowa obowiązująca w I klasach szkół ponadgimnazjalnych. Problem dotyczy tych, którzy uczą np. historii czy geografii – przedmiotów, których liczba godzin w szkole jest niewielka w porównaniu z językiem polskim i matematyką. – „Zmiany w podstawie programowej w jakiejś mierze determinują zmiany w liczbie godzin. Jeśli, kierując się przyzwyczajeniem, będziemy szukali pracy dla nauczycieli tylko w ramach pensum czy siatki godzin, to pracy dla nich nie znajdziemy” – zaznaczył Sławomir Broniarz, przypominając, że nauczyciele to osoby z ukończonymi kilkoma fakultetami oraz wieloma dodatkowymi umiejętnościami. – „Można i należy to wykorzystać, tylko trzeba mieć pomysł” – powiedział. Według niego, więcej niż dotąd nauczycieli mogłoby np. pracować z uczniami niepełnosprawnymi.

Lider oświatowych związków zawodowych odniósł się też do zgłaszanych przez samorządowców propozycji zmian w Karcie Nauczyciela. – „Mówienie o zwiększeniu pensum to otwarcie szerokich wrót dla bezrobocia nauczycielskiego. Zwiększenie go o 10 proc. pociągnie za sobą pytanie o pracę dla kilkunastu tysięcy osób, dla których jej zabraknie” – przekonywał. Tymczasem wbrew obiegowym opiniom już przy obecnym wymiarze pensum pedagodzy nie narzekają na nadmiar wolnego czasu.