Demograficzna równia pochyła

Demograficzna równia pochyła

Specjaliści alarmują: na 1000 mieszkańców rodzi się u nas już tylko dziesięcioro dzieci rocznie.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, aby zachować stabilność polskiego społeczeństwa i gospodarki, co roku powinno rodzić się 600-650 tys. dzieci, tymczasem w 2012 r. na świat przyjdzie zaledwie 370-380 tys. noworodków. – „Bezrobocie jest na wysokim poziomie i część młodych osób obawia się, że jeśli straci pracę, nie będzie w stanie utrzymać dziecka. Między innymi z tego powodu odkładają decyzję o potomstwie” – ocenia prof. Henryk Domański, socjolog z PAN. Znalezienie bądź utrzymanie pracy przez kobietę po urodzeniu dziecka jest niezwykle trudne – w końcu pierwszego półrocza w rejestrach bezrobotnych było prawie 211 tys. takich osób.

Z kolei dr Małgorzata Sikorska, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na brak odpowiedniej sieci instytucji opiekuńczych dla dzieci w postaci żłobków i przedszkoli. To utrudnia decyzje kobietom, które myślą o kontynuacji kariery zawodowej. Na brak odpowiedniej polityki rodzinnej państwa składa się także m.in. system podatkowy mało przychylny dla rodzin, które mają dzieci.

Mimo iż Europa ma problem z demografią, są państwa, w których negatywne tendencje udało się powstrzymać albo nawet odwrócić. Wśród nich, poza Francją, która uchodzi za wzór do naśladowania (jako jedyny kraj na Starym Kontynencie, w którym jest zapewniona zastępowalność pokoleń), znajduje się także Estonia. W ciągu ostatnich lat współczynnik dzietności (liczba dzieci na kobietę) wzrósł tu z dramatycznego poziomu 1,3 do 1,45. Władze chcą stymulować wzrost dzietności poprzez długie urlopy wychowawcze (455 dni włącznie z urlopem macierzyńskim) i istotne ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych. W 2008 r. wprowadzono zasadę, że kwota wolna od podatku rośnie po urodzeniu każdego dziecka o 24 tys. ówczesnych koron, czyli 1500 euro.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

STOP tanim banderom

STOP tanim banderom

Do 7 września związkowcy – marynarze i portowcy będą kontrolować warunki pracy w polskich portach. Trwa doroczny Bałtycki Tydzień Kampanii.

Związkowcy nie tylko sprawdzą warunki pracy, ale także będą zachęcać załogi statków i pracowników portowych do wstępowania w szeregi związków afiliowanych w Międzynarodowej Federacji Transportowców.

– „Dla marynarzy system tanich bander oznacza pozbawienie ich podstawowych praw pracowniczych oraz powoduje rozluźnienie więzi z krajowymi związkami zawodowymi. Zarząd techniczny i załogowy jest przekazywany osobnym podmiotom. Jeszcze inne firmy zajmują się zarządzaniem komercyjnym. W takiej sytuacji pokrzywdzonym pracownikom trudno dochodzić swoich roszczeń” – mówi Andrzej Kościk, krajowy koordynator Bałtyckiego Tygodnia Kampanii w Polsce.

W wielu strategicznych miejscach świata właściciele terminali uniemożliwiają organizowanie się portowców w związki zawodowe, często zastraszając pracowników. – „Tam, gdzie nie ma związków zawodowych, warunki pracy i płacy odbiegają od akceptowalnych standardów. W pogoni za zyskiem właściciele terminali odchodzą od stałych umów o pracę na rzecz pracowników dorywczych” – tłumaczy Kościk.

Kolejnym zagrożeniem dla marynarzy i portowców jest wykonywanie przeładunków przez załogi statków. W większości portów europejskich prace przeładunkowe należą do portowców. Tymczasem marynarze nie mają wystarczających kompetencji do wykonywania tych prac, nie otrzymują za nie wynagrodzenia i są do nich zmuszani przez pracodawców kosztem przysługującego im wypoczynku.

Organizowany przez Bałtycki Komitet Sekcji Transportu Morskiego Europejskiej Federacji Transportowców, Tydzień Kampanii potrwa do piątku. Wezmą w nim udział związkowcy z Krajowej Sekcji Morskiej Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarność”, Krajowa Sekcja Portów Morskich NSZZ „S”, Ogólnopolski Związek Zawodowy Oficerów i Marynarzy oraz Federacja Związków Zawodowych Marynarzy i Rybaków.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Społeczna cena bezrobocia

Społeczna cena bezrobocia

Brak pieniędzy i perspektyw na przyszłość w regionach o wysokim bezrobociu coraz częściej skłania ludzi, zwłaszcza młodych, do wejścia na drogę przestępczą.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, z danych policji wynika, iż w rejonach, w których trudno znaleźć pracę, przybywa oszustów. Od stycznia do czerwca 2012 r. w kraju doszło do ponad 40,7 tys. przestępstw gospodarczych – o 1,7 tys. więcej niż rok wcześniej. Są to głównie oszustwa i wyłudzenia np. podatku VAT. Przybyło także oszustw dokonywanych przez różnego rodzaju naciągaczy.

W woj. warmińsko-mazurskim, gdzie bezrobocie jest największe w kraju (bez pracy pozostaje co piąty mieszkaniec), liczba oszustw systematycznie rośnie. Jeszcze w 2010 r. było ich 2,4 tys., w zeszłym – już o pół tysiąca więcej. Dane za pierwsze półrocze 2012 r. pozwalają sądzić, że będzie gorzej – dotąd było ponad 1,5 tys. takich zdarzeń. Plagą są oszustwa „na wnuczka”, których ofiarami padają osoby starsze, nieraz tracąc oszczędności całego życia. Ponadto, olsztyńscy policjanci ujęli niedawno oszustów, którzy podawali się za pracowników NFZ i oferowali pomoc w załatwieniu tańszych leków. Inni działający w tym regionie namawiali ludzi do kupna czujników gazu – każdy za kilkaset złotych – twierdząc, że są obowiązkowe, bo weszły nowe przepisy. Z kolei w Zachodniopomorskiem nawet kilkadziesiąt małych firm mogło paść ofiarą naciągaczy, którzy oferowali za pieniądze pomoc w zdobyciu unijnych funduszy na rozwój firmy.

Także w woj. kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim, lubuskim, podkarpackim czy świętokrzyskim – gdzie pracy nie ma średnio co szósty mieszkaniec, oszustw przybywa. W Lubuskiem w dwóch kolejnych latach (2010 i 2011 r.) było ich ok. 2,6 tys., a w tym półroczu już 2,5 tys., czyli niemal tyle, co w całym zeszłym roku. W woj. świętokrzyskim, gdzie w zeszłym roku oszustw było 1,5 tys., w tym zanotowano ich już ponad tysiąc.

Część oszustów działa przez Internet, licząc na większą anonimowość i mniejsze ryzyko „wpadki”. O ile w całym ubiegłym roku zgłoszono 11,4 tys. oszustw dokonanych w Sieci, to w sześciu miesiącach tego roku odnotowano ich już ponad 9 tys.

W regionach, w których dotkliwie brakuje pracy, istnieje też zagrożenie werbowania młodych ludzi przez gangi narkotykowe. – „Dilerami są najczęściej ludzie młodzi, często bezrobotni, którzy rozprowadzanie narkotyków traktują jako źródło utrzymania” – mówi Piotr Bieniak z Komendy Głównej Policji. W zeszłym roku w kraju policja ujawniła niemal 23 tys. przestępstw narkotykowych, czyli o 2,1 tys. więcej niż rok wcześniej. W pierwszym półroczu tego roku było ich 11,1 tys.

Konstruktywna opozycja

Konstruktywna opozycja

PiS oraz SLD podsuwają rządzącym kolejne pomysły na potencjalnie prospołeczne reformy.

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” znaleźć można relacje z ostatnich konferencji wspomnianych ugrupowań. Jarosław Kaczyński zaproponował 10-letni plan walki z bezrobociem. Obejmuje on m.in. fundowanie stypendiów oraz zwolnienia podatkowe i dopłaty dla przedsiębiorstw, a realizowany byłby przede wszystkim na prowincji oraz terenach „zdegradowanych ekonomicznie” (lista takich obszarów byłaby corocznie weryfikowana przez rząd). Według Kaczyńskiego, wprowadzenie pakietu w życie spowodowałoby powstanie 1,2 mln nowych miejsc pracy. Prezes największej partii opozycyjnej uważa, że pieniądze na walkę z bezrobociem można by zdobyć, rezygnując z „bezsensownych szkoleń, które są marnowaniem pieniędzy i nabijaniem kabzy firmom je organizującym”, oraz dzięki likwidacji niektórych zwolnień podatkowych.

Lider PiS przedstawił ponadto pomysł na wspieranie budownictwa mieszkaniowego poprzez powołanie specjalnych kas mieszkaniowych, gdzie można by przez dłuższy czas odkładać niewielkie sumy, by ostatecznie zyskać państwową premię. Środki te zostałyby uzupełnione przez możliwość zaciągania kredytów na cele mieszkaniowe w specjalnym funduszu z udziałem państwa.

Z kolei Leszek Miller ogłosił 10-punktowy program budowy powszechnej edukacji. „Dekalog edukacyjny” SLD obejmuje m.in. objęcie wszystkich dzieci wychowaniem przedszkolnym, rozwój szkolnictwa zawodowego, zajęcia pozalekcyjne i wyrównawcze. Postkomuniści postulują ponadto powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletnich liceów ogólnokształcących oraz mniejszą liczbę uczniów w klasach, zamiast likwidacji szkół. Program zawiera również postulaty socjalne, jak zapewnienie uczniom dożywiania, opieki medycznej i zajęć sportowych, a ich rodzicom e-podręczników, skoro wielu z nich nie stać na zakup książek.

Lider Sojuszu podkreślił, że musi nastąpić wzrost poziomu finansowania oświaty do 3 proc. PKB, oraz zadeklarował gotowość swojej formacji do szerokiej debaty nad przyszłością systemu edukacyjnego.