Stany Zjednoczonych Nierówności

Stany Zjednoczonych Nierówności

Do prawie 17 milionów wzrosła w ub. roku liczba mieszkańców USA odczuwających powtarzający się niedobór żywności; jest to o 800 tys. więcej w porównaniu z rokiem 2010.

Według raportu tamtejszego ministerstwa rolnictwa, taka liczba Amerykanów doświadczała w zeszłym roku „bardzo słabego bezpieczeństwa żywnościowego”: musieli oni rezygnować z posiłków lub nie jeść przez cały dzień z powodu braku pieniędzy. Problem ten najbardziej dotkliwie dotyka południe kraju; niechlubną palmę pierwszeństwa dzierżą stany Missisipi i Arkansas – 19,2 proc. Najwięcej „zagrożonych żywnościowo” jest w rodzinach osób samotnie wychowujących dzieci, w gospodarstwach domowych osób czarnoskórych i hiszpańskojęzycznych.

Od 1995 r., kiedy resort rolnictwa zaczął publikować raporty na ten temat, wskaźnik braku bezpieczeństwa żywnościowego utrzymywał się w Stanach Zjednoczonych stale na poziomie 16,4 proc., jednak w 2008 r. zaczął gwałtownie rosnąć. Mimo tego Republikanie opowiadają się za cięciami w pomocy żywnościowej dla ubogich.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Demograficzna równia pochyła

Demograficzna równia pochyła

Specjaliści alarmują: na 1000 mieszkańców rodzi się u nas już tylko dziesięcioro dzieci rocznie.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, aby zachować stabilność polskiego społeczeństwa i gospodarki, co roku powinno rodzić się 600-650 tys. dzieci, tymczasem w 2012 r. na świat przyjdzie zaledwie 370-380 tys. noworodków. – „Bezrobocie jest na wysokim poziomie i część młodych osób obawia się, że jeśli straci pracę, nie będzie w stanie utrzymać dziecka. Między innymi z tego powodu odkładają decyzję o potomstwie” – ocenia prof. Henryk Domański, socjolog z PAN. Znalezienie bądź utrzymanie pracy przez kobietę po urodzeniu dziecka jest niezwykle trudne – w końcu pierwszego półrocza w rejestrach bezrobotnych było prawie 211 tys. takich osób.

Z kolei dr Małgorzata Sikorska, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na brak odpowiedniej sieci instytucji opiekuńczych dla dzieci w postaci żłobków i przedszkoli. To utrudnia decyzje kobietom, które myślą o kontynuacji kariery zawodowej. Na brak odpowiedniej polityki rodzinnej państwa składa się także m.in. system podatkowy mało przychylny dla rodzin, które mają dzieci.

Mimo iż Europa ma problem z demografią, są państwa, w których negatywne tendencje udało się powstrzymać albo nawet odwrócić. Wśród nich, poza Francją, która uchodzi za wzór do naśladowania (jako jedyny kraj na Starym Kontynencie, w którym jest zapewniona zastępowalność pokoleń), znajduje się także Estonia. W ciągu ostatnich lat współczynnik dzietności (liczba dzieci na kobietę) wzrósł tu z dramatycznego poziomu 1,3 do 1,45. Władze chcą stymulować wzrost dzietności poprzez długie urlopy wychowawcze (455 dni włącznie z urlopem macierzyńskim) i istotne ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych. W 2008 r. wprowadzono zasadę, że kwota wolna od podatku rośnie po urodzeniu każdego dziecka o 24 tys. ówczesnych koron, czyli 1500 euro.

Wieje grozą

Wieje grozą

Suwalszczyzna przeżywa prawdziwą „inwazję” farm wiatrowych. Stumetrowe kolosy powstają trzysta metrów, a nawet bliżej od domów mieszkalnych, a ich wznoszenia nie reguluje żadna ustawa.

– „Biznesmeni wiatrowi angażują miejscowych współpracowników, którzy znają tutejszych ludzi i wiedzą, kto najszybciej podpisze umowę na dzierżawę gruntu, czyli kto ma trudną sytuację finansową, nie mieszka na posiadanych gruntach” – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł ziemi suwalskiej Jarosław Zieliński. Dodaje, że docierają do niego również informacje o „sponsoringu”, a być może nawet korupcji. – „Zgłaszają się do mnie osoby, które podają informacje o przypadkach przyjmowania przez wójtów czy innych urzędników pieniędzy od inwestorów. Później te firmy domagają się wdzięczności w postaci uzyskania pozwolenia na lokalizacje elektrowni wiatrowych” – wskazuje Zieliński, który zebrane dowody zamierza przekazać CBA.

Firmy wiatrowe wykorzystują coraz gorszą sytuację finansową rolników, którzy często podpisują umowy na dzierżawę gruntu na 30 i więcej lat, nie mając świadomości, na co się właściwie zgodzili. Dlatego, zdaniem posła, konieczne jest upowszechnianie wiedzy na temat skutków funkcjonowania elektrowni wiatrowych. Dlatego zaprosił do Suwałk znawców tematyki.

Właściciel gruntu, na którym staje wiatrak, dostaje około 5 proc. wartości sprzedanej energii elektrycznej, co może wynieść w skali roku nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z kolei budżety gmin wzbogacają się o blisko 2 proc. kosztów inwestycji. Z drugie strony, powszechny jest pogląd, że wiatraki psują krajobraz, co w przypadku tak pięknych ziem jak Suwalszczyzna jest poważnym argumentem „na nie” (także w kontekście planowanego rozwoju turystyki).

W lutym powstała opinia Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego dotycząca wpływu wiatraków na ludzkie zdrowie. Stwierdza się w niej, iż WHO uznała elektrownie wiatrowe za najbezpieczniejsze urządzenia wytwarzające prąd. Dalej pada jednak stwierdzenie, że „największe wątpliwości budzą zagadnienia związane ze szkodliwym oddziaływaniem generowanego przez elektrownie wiatrowe hałasu, infradźwięków, promieniowania elektromagnetycznego oraz efektów dotyczących migotania cieni i refleksów światła”.

STOP tanim banderom

STOP tanim banderom

Do 7 września związkowcy – marynarze i portowcy będą kontrolować warunki pracy w polskich portach. Trwa doroczny Bałtycki Tydzień Kampanii.

Związkowcy nie tylko sprawdzą warunki pracy, ale także będą zachęcać załogi statków i pracowników portowych do wstępowania w szeregi związków afiliowanych w Międzynarodowej Federacji Transportowców.

– „Dla marynarzy system tanich bander oznacza pozbawienie ich podstawowych praw pracowniczych oraz powoduje rozluźnienie więzi z krajowymi związkami zawodowymi. Zarząd techniczny i załogowy jest przekazywany osobnym podmiotom. Jeszcze inne firmy zajmują się zarządzaniem komercyjnym. W takiej sytuacji pokrzywdzonym pracownikom trudno dochodzić swoich roszczeń” – mówi Andrzej Kościk, krajowy koordynator Bałtyckiego Tygodnia Kampanii w Polsce.

W wielu strategicznych miejscach świata właściciele terminali uniemożliwiają organizowanie się portowców w związki zawodowe, często zastraszając pracowników. – „Tam, gdzie nie ma związków zawodowych, warunki pracy i płacy odbiegają od akceptowalnych standardów. W pogoni za zyskiem właściciele terminali odchodzą od stałych umów o pracę na rzecz pracowników dorywczych” – tłumaczy Kościk.

Kolejnym zagrożeniem dla marynarzy i portowców jest wykonywanie przeładunków przez załogi statków. W większości portów europejskich prace przeładunkowe należą do portowców. Tymczasem marynarze nie mają wystarczających kompetencji do wykonywania tych prac, nie otrzymują za nie wynagrodzenia i są do nich zmuszani przez pracodawców kosztem przysługującego im wypoczynku.

Organizowany przez Bałtycki Komitet Sekcji Transportu Morskiego Europejskiej Federacji Transportowców, Tydzień Kampanii potrwa do piątku. Wezmą w nim udział związkowcy z Krajowej Sekcji Morskiej Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarność”, Krajowa Sekcja Portów Morskich NSZZ „S”, Ogólnopolski Związek Zawodowy Oficerów i Marynarzy oraz Federacja Związków Zawodowych Marynarzy i Rybaków.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”