Stracili już nadzieję

Stracili już nadzieję

Aż o 10 proc. w ciągu roku zwiększyła się liczba osób, które nie pracują, lecz nie są zarejestrowane jako bezrobotne.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, dane GUS i ministerstwa pracy, według których na koniec lipca zatrudnienia nie miały 2 mln osób, a stopa bezrobocia wynosiła 12,3 proc., uwzględniają wyłącznie osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. Tymczasem oprócz nich istnieje jeszcze ogromna grupa osób niezarejestrowanych, pomimo iż nie mają żadnego płatnego zajęcia. Przez ekspertów określane są one jako bierne zawodowo. Jak wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) przeprowadzonych przez GUS, na koniec drugiego kwartału tego roku takich osób było aż 478 tys. – o prawie 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Oznacza to, że bezrobotnych jest w praktyce nie 2 mln, a niemal 2,5 mln, a rzeczywista stopa bezrobocia wynosi 15,3 proc. To najgorszy wynik od pięciu lat.

Eksperci wyjaśniają, że te pół miliona niezarejestrowanych bezrobotnych to osoby zniechęcone poszukiwaniem zajęcia. Gdy kilkuletnie próby znalezienia pracy nie kończą się sukcesem, bezrobotni przestają zaglądać do „pośredniaka”. Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP, zwraca uwagę, że obecnie na rynku jest bardzo mało ofert zatrudnienia, co jest spowodowane pogarszającą się koniunkturą na rynku krajowym i zawirowaniami ekonomicznymi za granicą. Pracodawcy tworzą mało nowych etatów, znaleźć pracę jest coraz trudniej i w związku z tym coraz więcej osób po prostu się poddaje.

Z kolei prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że do poszukiwania pracy zniechęcają też niższe od oczekiwań płace w dostępnych ofertach zatrudnienia. W przypadku ponad 70 proc. ofert pracy wiszących w urzędach proponowane wynagrodzenie nie wykracza poza ustawową pensję minimalną: 1500 zł brutto, czyli nieco ponad 1,1 tys. zł „do ręki”. – „Trudno oczekiwać, aby zainteresowany gotów był za takie pieniądze przenieść się do pracy w innym mieście. Przecież nie wystarczyłoby mu nawet na wynajęcie mieszkania” – mówi Sędzimir.

Liczba biernych zawodowo rośnie prawdopodobnie również dlatego, że wiele osób, zwłaszcza tych z wyższym wykształceniem, nie chce podejmować pracy poniżej swoich kwalifikacji zawodowych.

Do zniechęcenia przyczynia się też długość czasu pozostawania na oficjalnym bezrobociu. – „Jeżeli ktoś jest bez pracy dłużej niż rok, to spada u niego wiara, że w końcu znajdzie zajęcie” – wyjaśnia Krzysztof Kosy, psycholog biznesu z Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród zarejestrowanych bezrobotnych aż 36 proc., czyli ok. 700 tys., nie ma pracy ponad 12 miesięcy. Równocześnie wydłużył się średni czas jej poszukiwania – z 10,7 miesiąca przed rokiem do 11,4 miesiąca w drugim kwartale tego roku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zabójczy pośpiech

Zabójczy pośpiech

Z braku osób posiadających odpowiednie doświadczenie i kwalifikacje w budownictwie zatrudnia się ludzi nieprzygotowanych, którzy płacą za to życiem.

Tylko w ubiegłym roku na budowach zginęło 130 osób, a ponad 260 uległo ciężkim wypadkom, z czego ponad 40 proc. wypadków było udziałem osób ze stażem poniżej jednego roku – alarmuje Informacyjna Agencja Radiowa. Brak doświadczenia to jednak nie jedyny powód tragicznych zdarzeń na budowach. Przyczynia się do nich również nieprzestrzeganie przepisów BHP oraz nieprawidłowy nadzór nad pracownikami. Ostatnio coraz częściej przyczyną wypadków jest także pośpiech związany z warunkami atmosferycznymi lub z przyspieszonym terminem ukończenia inwestycji.

Wobec tej sytuacji Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kampanię informacyjną „Szanuj życie. Profesjonaliści pracują bezpiecznie”. Jej celem jest wyrabianie nawyków korzystania ze środków ochrony indywidualnej, trzeźwości w pracy i reagowania na odstępstwa od obowiązujących wymagań. Kampania zachęca też do udziału w szkoleniach, które mają uczyć przestrzegania przepisów BHP niezależnie od wyznaczonego terminu zakończenia robót.

Cywilny knebel dla związkowców

Cywilny knebel dla związkowców

Pracodawcy znaleźli skuteczną metodę zamykania ust protestującym związkowcom – jest nią pozew o ochronę dóbr osobistych. Okazuje się, że publiczne informowanie o łamaniu praw pracowniczych to „niewybredne pomówienia”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, we wrześniu rozpoczynają się sprawy wytoczone przez zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej czterem działaczom, którzy brali udział w pikietach pod domami władz spółki. Prezes JSW wytoczył powództwa o ochronę dóbr osobistych jako osoba prywatna. – „Nie były to agresywne zgromadzenia, a hasła nikogo nie obrażały. Teraz kilka przypadkowo wytypowanych osób będzie odpowiadać przed sądem cywilnym. Pracodawca domaga się przeprosin i zadośćuczynienia, nawet 100 tys. zł” – mówi Piotr Szereda, przewodniczący Związku Zawodowego Kadra „Solidarność 80” w Jastrzębiu-Zdroju.

Z kolei Elwirę Niemiec, szefową Związku Zawodowego Personelu Pokładowego czekają dwie sprawy w sądzie o naruszenie dóbr osobistych pracodawcy. Pierwsza dotyczy akcji plakatowej prowadzonej w Warszawie, informującej o warunkach pracy i bezpieczeństwa w LOT. Druga – informacji skierowanej do pracowników, w której Niemiec zarzuciła pracodawcy utrudnianie przeprowadzenia referendum strajkowego. LOT domaga się przeprosin i kilku tysięcy złotych. – „Moim zdaniem te pozwy to szykany i próba ograniczenia działalności związkowej. Związki mają prawo prowadzić w czasie sporu różne akcje” – ocenia Elwira Niemiec.

Związkowcy obawiają się spraw w sądach cywilnych. Znają prawo pracy, ustawy o związkach zawodowych i o sporach zbiorowych, ale prawo cywilne nie jest ich mocną stroną. – „Pracodawców stać na skuteczne, renomowane kancelarie. W dodatku sędziowie orzekający w wydziałach cywilnych nie mają tej wrażliwości, co ci z sądów pracy. I mogą nie zrozumieć, że w emocjach w czasie sporu zbiorowego komuś coś się wymsknie” – tłumaczy Paweł Śmigielski, ekspert OPZZ.

Pracownicy boją się zwolnień

Pracownicy boją się zwolnień

Zagrożenie zwolnieniami to najczęściej wskazywany przez pracowników czynnik wywołujący stres w miejscu pracy.

Zatrudnionych stresują również: ograniczona możliwość awansu, biurokracja w miejscu pracy czy konieczność przerzucania się między różnymi czynnościami wymagającymi dużej koncentracji. Takie wyniki uzyskali autorzy pilotażowego badania dotyczącego stresu i zagrożeń psychospołecznych w pracy. Sondaż przeprowadzili specjaliści z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, Państwowej Inspekcji Pracy w ramach projektu realizowanego przez NSZZ „Solidarność” w partnerstwie z Instytutem Medycyny Pracy w Łodzi pt. „Wpływ poprawy psychospołecznych warunków pracy na ograniczenie kosztów ekonomicznych w firmach przechodzących procesy modernizacyjne i adaptacyjne – projekt badawczy”.

– „Celem pilotażu było przede wszystkim przygotowanie narzędzia badawczego, które obecnie jest testowane. Ostatecznie efektem projektu będzie powszechnie dostępne narzędzie umożliwiające pracownikom i pracodawcom samodzielne przeprowadzenie badania dotyczącego występowania zagrożeń psychospołecznych w firmie (narażenie na stresory zawodowe, mobbing, molestowanie seksualne). Narzędzie to umożliwi diagnozowanie i monitorowanie ryzyka psychospołecznego w powiązaniu z szacowaniem kosztów ryzyka i ze wskaźnikami istotnymi z punktu widzenia pracodawcy, takimi jak absencja, zaangażowanie czy intencja zmiany pracy” – mówi Maria Żytko, koordynator projektu.

Zbadano 756 pracowników m.in. z handlu, banków, łączności, sektora chemicznego czy energetyki. Respondenci określali, czy ich praca charakteryzuje się jedną lub kilkoma cechami określonymi przez ekspertów Instytutu Medycyny Pracy, a następnie wskazywali, czy jest ona stresująca czy nie.

Badania pokazały, że w każdej grupie zawodowej pracownicy są narażeni na różnorodne czynniki, które stresują ich w mniejszym lub większym stopniu. Najczęściej występującymi cechami pracy są konieczność długotrwałej koncentracji uwagi, konieczność przestrzegania ściśle określonych procedur oraz konieczność przychodzenia do pracy i wychodzenia z niej o wyznaczonej godzinie (ponad 90 proc. badanych wskazało te elementy) i zostały one uznane za stresujące przez większość badanych.

Najbardziej stresującym elementem okazało się zagrożenie zwolnieniem, ograniczone możliwości awansu, biurokracja, przerzucanie się z jednej czynności na drugą, zbyt dużo obowiązków, niejednoznaczne zasady przyznawania wynagrodzeń i premii, trudności z dotrzymaniem terminów, długotrwała uwaga i koncentracja oraz konieczność utrzymania gotowości do szybkiego reagowania. Wśród pracowników wykonujących prace niebezpieczne, zagrożenie utratą życia i zdrowia było najczęściej wymienianym czynnikiem stresującym. W profesjach, które wymagają częstego kontaktu np. z klientami, pacjentami, stres wywołuje ich możliwa nieprzewidywalna reakcja czy obciążenie emocjonalne.

Pilotaż stanowi część pierwszego w Polsce kompleksowego badania zagrożeń psychospołecznych w pracy. Obejmie ono ponad 7 tys. pracowników (po 3,5 tys. kobiet i mężczyzn) z przedsiębiorstw będących w trakcie zmian organizacyjnych. Badane sektory to m.in. ochrona zdrowia, transport, handel i energetyka.

Przeczytaj cały raport z badań

Więcej o projekcie

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”