Dość cięć!

Dość cięć!

Portugalczycy są oburzeni kolejnym pakietem cięć ogłoszonych przez rząd. Buntuje się centrolewicowa opozycja, która dotąd wspierała oszczędności, a także związki zawodowe, które zapowiadają protesty.

Jak informuje Wyborcza.biz, premier prawicowego rządu Portugalii ogłosił, że od przyszłego roku wszyscy zatrudnieni w sektorze państwowym i prywatnym będą zarabiać mniej. Podwyżka składki pracowników na ubezpieczenie z 11 do 18 proc. sprawi, iż Portugalczycy stracą rocznie mniej więcej miesięczną pensję. Jednocześnie rząd obniża z 23,75 proc. do 18 proc. składkę po stronie pracodawców. Zmiany zwiększą więc wpływy budżetu kosztem pracowników.

Zapowiedzi rządu to kolejna z serii drakońskich oszczędności narzuconych Portugalii w 2011 r. przez „trójkę” – Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – w zamian za pakiet pomocy w wysokości 78 mld euro.

Do tej pory prawicowy rząd Passoa Coelho, a wcześniej centrolewicowy José Sócratesa, wprowadziły szereg oszczędności, m.in. odebrano pracownikom dodatkowe pensje, obcięto dni wolne, zmniejszono zasiłki dla bezrobotnych, zwolniono tysiące nauczycieli, lekarzy i urzędników, podniesiono VAT m.in. na towary pierwszej potrzeby, wprowadzono częściową odpłatność za naukę i opiekę medyczną, zreformowano prawo pracy ułatwiając zwolnienia, a także zapowiedziano prywatyzację.

Zmiany wbrew zapowiedziom nie ograniczyły jednak deficytu budżetowego do 4,5 proc. – wynosi on 5,5 proc. Nie pobudziły też kurczącej się gospodarki – w drugim kwartale PKB Portugalii spadł o 1,2 proc. w stosunku do pierwszego i o 3,3 proc. w stosunku rocznym. Bezrobocie sięgnęło rekordowego poziomu 15,6 proc. Dlatego nowe cięcia wzburzyły nawet centrolewicową opozycję, która dotąd popierała program oszczędnościowy. – „Wszystkie przepowiednie »trójki« i rządu dotyczące skutków oszczędności i deficytu budżetowego okazały się mylne. Czemu więc służyły wyrzeczenia i cierpienia obywateli?” – pyta przywódca „socjalistów”, Antonio José Seguran.

Zaprotestowały też dwie główne centrale związkowe UGT i CGTP, zarzucając rządowi, że okrada biednych, by pomóc bogatym. Posunięcia rządu ocenił negatywnie nawet Marcelo Rebelo de Sousa, były minister prawicowego rządu i dziś najpoważniejszy komentator polityczny, ostrzegając, że Portugalia stoi w obliczu buntu społecznego. Zwrócił uwagę, iż rząd nie wyjaśnił, czemu wszystkie poprzednie kroki nie zażegnały kryzysu ani czemu nowe wyrzeczenia nie są sprawiedliwie rozłożone. Zasugerował też, że oszczędności rząd powinien zacząć od siebie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Stracili już nadzieję

Stracili już nadzieję

Aż o 10 proc. w ciągu roku zwiększyła się liczba osób, które nie pracują, lecz nie są zarejestrowane jako bezrobotne.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, dane GUS i ministerstwa pracy, według których na koniec lipca zatrudnienia nie miały 2 mln osób, a stopa bezrobocia wynosiła 12,3 proc., uwzględniają wyłącznie osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. Tymczasem oprócz nich istnieje jeszcze ogromna grupa osób niezarejestrowanych, pomimo iż nie mają żadnego płatnego zajęcia. Przez ekspertów określane są one jako bierne zawodowo. Jak wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) przeprowadzonych przez GUS, na koniec drugiego kwartału tego roku takich osób było aż 478 tys. – o prawie 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Oznacza to, że bezrobotnych jest w praktyce nie 2 mln, a niemal 2,5 mln, a rzeczywista stopa bezrobocia wynosi 15,3 proc. To najgorszy wynik od pięciu lat.

Eksperci wyjaśniają, że te pół miliona niezarejestrowanych bezrobotnych to osoby zniechęcone poszukiwaniem zajęcia. Gdy kilkuletnie próby znalezienia pracy nie kończą się sukcesem, bezrobotni przestają zaglądać do „pośredniaka”. Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP, zwraca uwagę, że obecnie na rynku jest bardzo mało ofert zatrudnienia, co jest spowodowane pogarszającą się koniunkturą na rynku krajowym i zawirowaniami ekonomicznymi za granicą. Pracodawcy tworzą mało nowych etatów, znaleźć pracę jest coraz trudniej i w związku z tym coraz więcej osób po prostu się poddaje.

Z kolei prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że do poszukiwania pracy zniechęcają też niższe od oczekiwań płace w dostępnych ofertach zatrudnienia. W przypadku ponad 70 proc. ofert pracy wiszących w urzędach proponowane wynagrodzenie nie wykracza poza ustawową pensję minimalną: 1500 zł brutto, czyli nieco ponad 1,1 tys. zł „do ręki”. – „Trudno oczekiwać, aby zainteresowany gotów był za takie pieniądze przenieść się do pracy w innym mieście. Przecież nie wystarczyłoby mu nawet na wynajęcie mieszkania” – mówi Sędzimir.

Liczba biernych zawodowo rośnie prawdopodobnie również dlatego, że wiele osób, zwłaszcza tych z wyższym wykształceniem, nie chce podejmować pracy poniżej swoich kwalifikacji zawodowych.

Do zniechęcenia przyczynia się też długość czasu pozostawania na oficjalnym bezrobociu. – „Jeżeli ktoś jest bez pracy dłużej niż rok, to spada u niego wiara, że w końcu znajdzie zajęcie” – wyjaśnia Krzysztof Kosy, psycholog biznesu z Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród zarejestrowanych bezrobotnych aż 36 proc., czyli ok. 700 tys., nie ma pracy ponad 12 miesięcy. Równocześnie wydłużył się średni czas jej poszukiwania – z 10,7 miesiąca przed rokiem do 11,4 miesiąca w drugim kwartale tego roku.

Nie chcą oddać przyrody narodowi

Nie chcą oddać przyrody narodowi

Samorządy próbują zablokować zaproponowane przez ekologów zmiany w ustawie o ochronie przyrody. Ich opór wynika jednak z niezrozumienia sprawy.

Jak przypomina Portal Samorządowy, przygotowany przez miłośników przyrody projekt nowelizacji ustawy znosi konieczność uzgodnienia z samorządem kwestii utworzenia na jego obszarze parku narodowego, zmiany jego granic lub jego likwidacji, dając władzom lokalnym jedynie prawo do opiniowania tego typu pomysłów, a także precyzuje możliwości odwołania dyrektora parku. Projekt był już rozpatrywany przez Sejm i zyskał poparcie rządu. Wzbudził jednak sprzeciw samorządów, które chcą poprzez akcję protestacyjną nie dopuścić do jego przyjęcia.

Samorządowcy uważają, że nowelizacja pozbawi lokalne społeczności sporych dochodów w sytuacji, gdy np. wprowadzenie najwyższej formy ochrony przyrody na danym terenie wyeliminuje z produkcji leśnej duży obszar. Zmianom sprzeciwiają się zwłaszcza samorządy na Mazurach, gdzie miałby powstać Mazurski Park Narodowy. Obawiają się one, że tamtejsze lasy i jeziora zostaną wyłączone z użytkowania turystycznego i gospodarczego.

Ze stanowiskiem samorządów nie zgadzają się ekolodzy. Krzysztof Worobiec, prezes Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” podkreśla, że obawy związane z powstaniem Mazurskiego Parku Narodowego są bezpodstawne. – „Jezioro Nidzkie jest np. obecnie rezerwatem, a może się tam odbywać nieuciążliwa żegluga turystyczna. Parki narodowe mają przecież dokładnie taki sam rygor ochronny. Skoro można więc pływać teraz, to dlaczego nie później?” – zastanawia się Worobiec. Wskazuje również, że tworzenie parków narodowych jest szansą na rozwój. – „Wszędzie na świecie parki przyczyniają się do rozwoju społeczności lokalnych, a tutaj, gdzie bezrobocie jest na poziomie 34 proc. władze mówią, że park ten rozwój zahamuje. Krok do przodu mógłby dać właśnie park. Miejscowości, w której powstanie jego siedziba już gwarantuje 150 miejsc pracy, a do tego dochodzi cała branża turystyczna. Skoro mała Białowieża przy niekorzystnym położeniu rozwija się turystycznie i powstało w niej kilka hoteli tylko dlatego, że jest tam park, to dlaczego podobnie nie miałyby się rozwijać miejscowości u nas?” – pyta retorycznie ekolog.

Worobiec wyraża też oburzenie formą protestu przyjętą przez samorządy. – „To bulwersujące. Rozumiem, że komuś coś może się nie podobać, ale gorzej, jeżeli wykorzystuje w tym celu pozycję i swój aparat samorządowy, by jednocześnie straszyć ludzi, używając nieprawdziwych argumentów. Są zbierane podpisy, ale nie wiadomo pod czym, bo nie jest to inicjatywa wynikająca z ustawy. My mamy wszystkie dokumenty, analizy i gotowe opinie, a akcja samorządów pokazuje tylko ich nieudolność” – uważa Krzysztof Worobiec.

Ostatnie spotkanie w sprawie nowelizacji odbyło się w Sejmie w kwietniu, a kolejne najprawdopodobniej zwołane zostanie na wrzesień. Ustawa jest już po pierwszym czytaniu i wysłuchaniu publicznym, a obecnie trwają nad nią prace w podkomisji.

Zabójczy pośpiech

Zabójczy pośpiech

Z braku osób posiadających odpowiednie doświadczenie i kwalifikacje w budownictwie zatrudnia się ludzi nieprzygotowanych, którzy płacą za to życiem.

Tylko w ubiegłym roku na budowach zginęło 130 osób, a ponad 260 uległo ciężkim wypadkom, z czego ponad 40 proc. wypadków było udziałem osób ze stażem poniżej jednego roku – alarmuje Informacyjna Agencja Radiowa. Brak doświadczenia to jednak nie jedyny powód tragicznych zdarzeń na budowach. Przyczynia się do nich również nieprzestrzeganie przepisów BHP oraz nieprawidłowy nadzór nad pracownikami. Ostatnio coraz częściej przyczyną wypadków jest także pośpiech związany z warunkami atmosferycznymi lub z przyspieszonym terminem ukończenia inwestycji.

Wobec tej sytuacji Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kampanię informacyjną „Szanuj życie. Profesjonaliści pracują bezpiecznie”. Jej celem jest wyrabianie nawyków korzystania ze środków ochrony indywidualnej, trzeźwości w pracy i reagowania na odstępstwa od obowiązujących wymagań. Kampania zachęca też do udziału w szkoleniach, które mają uczyć przestrzegania przepisów BHP niezależnie od wyznaczonego terminu zakończenia robót.