Dłużnik też człowiek

Dłużnik też człowiek

Ruch Społeczny Nadzieja Zadłużonych apeluje do władz Rzeczypospolitej. Proponuje szereg zmian mających na celu przeciwdziałanie spychaniu osób zadłużonych na margines społeczeństwa.

Jak informuje portal lewica24.pl, wśród postulatów Ruchu są propozycja regulacji warunków przyznawania kredytów, przeniesienia części odpowiedzialności na banki oraz regulacja działania firm windykacyjnych. Postulaty te trafiły na biurka prezydenta, premiera, ministrów, posłów i senatorów.

Dłużnicy piszą: „Nikt z nas nie uchylał się od obowiązku spłaty zobowiązania: prosiliśmy o ugody, tłumaczyliśmy się, prosiliśmy o zmianę warunków spłaty, o ich dostosowanie do zaistniałej, gorszej sytuacji finansowej wynikającej z utraty pracy, choroby, spirali kredytowej. Przepisy, jakie obowiązują w naszym kraju, teoretycznie tylko dają nam taką możliwość”.

Autorzy listu nie oczekują, że państwo będzie spłacało ich zobowiązania – żądają za to, aby zajęło się problemem jak najszybciej i przywróciło prawo do godnego życia milionom obywateli. Domagają się umożliwienia im „wywiązania się z zobowiązań i pozwolenia na godne życie w naszej Ojczyźnie. Naszym prawem jest żądać, aby stworzono warunki umożliwiające nam dialog z instytucjami takimi jak banki na partnerskich zasadach, a nie z pozycji siły, przywileju BTE i komornika”.

Proponują szereg szczegółowych regulacji prawnych, np. wprowadzenie współodpowiedzialności za udzielane kredyty w sytuacji, gdy udzielono ich z naruszeniem przepisów prawa bankowego – ma to zmusić banki do dokonywania rzetelnej oceny zdolności kredytowej. Chcą także ustanowienia statusu „nadmiernego zadłużenia”, do którego będzie miała prawo każda osoba fizyczna, która nie ma możliwości spłacania swoich zobowiązań z powodu pogorszenia sytuacji finansowej, choroby, rozwodu lub popadnięcia w spiralę kredytową. O przyznaniu tego statusu miałaby decydować niezależna, społeczna komisja przy NBP, zajmująca się arbitrażem między bankami i dłużnikami. „Jeśli sytuacja finansowa dłużnika nie pozwala na zawarcie ugody, podejmie działania zmierzające do ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Nadanie tego statusu skutkowałoby wstrzymaniem naliczania dalszych odsetek i wstrzymaniem działań windykacyjnych i egzekucyjnych do momentu zakończenia działań przez Komisję”.

Zmiany te mają na celu rozłożenie ciężaru odpowiedzialności, który „obecnie spoczywa na kredytobiorcy, który sam sobie kredytu nie udzielił i nie zataił żadnych informacji dot. swojej sytuacji finansowej”. Żądają także „wprowadzenia realnej ustawy o upadłości konsumenckiej, bez lub z likwidacją majątku (ze szczególnym wskazaniem na prawo do dachu nad głową, czyli ochrony stałego miejsca zamieszkania całej rodziny, z którego prowadzenie egzekucji powinno być ostatecznością, a eksmisje na bruk powinny być zabronione)”.

Postulują także wprowadzenie przepisów regulujących działanie firm windykacyjnych w tym wprowadzenie zakazu sprzedaży wierzytelności bankowych na rzecz firm windykacyjnych. Ma to postawić banki w sytuacji, w której będą zmuszone brać odpowiedzialność za przyznawane kredyty i podejmować działania wiodące do ustalenia zasad spłaty należności. Chcą też wyeliminowania luki prawnej dotyczącej ochrony minimum egzystencji dłużnika – ochrona ta dotyczy tylko kwoty wynagrodzenia, a nie zajęcia rachunku bankowego, na który wpływa wynagrodzenie po potrąceniach. W efekcie dłużnik jest pozbawiony środków do życia.

„Nadszedł czas, aby stanąć po stronie człowieka, obywatela tego kraju, czas na ukrócenie działań instytucji finansowych, które nie mają nic wspólnego z instytucjami zaufania publicznego, o czym świadczą ich poczynania, manipulacje różnymi instrumentami finansowymi, chęć zysku za wszelką cenę, po trupach, wyprowadzanie milionowych zysków z naszego kraju zupełnie bezkarnie w świetle prawa” – konkludują autorzy listu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wydajność grozi śmiercią

Wydajność grozi śmiercią

Z badania Wyższego Urzędu Górniczego wynika, że nawet niemal co drugi pracownik kopalni nakłaniany jest przez przełożonych do podejmowania ryzyka.

Jak informuje portal wnp.pl, z analiz wypadkowości w kopalniach węgla kamiennego wynika, że około 70 proc. wszystkich wypadków jest efektem błędów popełnianych przez pracowników i ich przełożonych, zaniedbań obowiązków, postępowania niezgodnego z normami bezpieczeństwa oraz świadomie podejmowanego ryzyka. Udział wypadków spowodowanych tymi nieprawidłowościami wynosił w: 2006 r. – ok. 53 proc., 2007 r. – ok. 54 proc., 2008 r. – ok. 57 proc., 2009 r. – ok. 70 proc., 2010 r. – ok. 78,9 proc., 2011 r. – ok. 77,3 proc. Od 1 stycznia do 6 września br. w przemyśle wydobywczym życie straciły 23 osoby, w tym 18 w górnictwie węgla kamiennego.

W 2009 r. prezes WUG Piotr Litwa powołał Zespół do spraw wpływu „czynnika ludzkiego” na zaistnienie wypadków przy pracy oraz niebezpiecznych zdarzeń w kopalniach węglach kamiennego. Prezes WUG zainicjował w 2011 r. przeprowadzenie badań ankietowych załóg. Wykonano je w ośmiu kopalniach (jedno badanie wykonali pracownicy WUG, siedem GIG). Z badania WUG wynika, że niemal co drugi lub co trzeci pracownik zatrudniony na dole kopalni nakłaniany jest, przez osoby bezpośrednio odpowiadające za bezpieczeństwo prowadzonych robót, do podejmowania ryzyka w kontakcie z obsługiwaną maszyną lub urządzeniem. Około jedna trzecia ankietowanych zetknęła się z poleceniami, w których planowa realizacja zadań produkcyjnych dopuszczała naruszanie zasad bezpiecznego ich wykonania. Ponad 10,4 proc. respondentów przyznało, że osoby dozoru ruchu akceptują fikcyjne potwierdzanie przez pracowników znajomości treści dokumentów, bez uprzedniego zapoznania się z nimi. Badani stwierdzali, że przyczyny wypadków wynikają z eksploatacji przenośników, których stan techniczny jest nieprawidłowy (13,5 proc.). Ponadto 70,3 proc ankietowanych wskazało na średni poziom znajomości zasad bezpiecznej obsługi przenośników. Najczęściej wskazywaną przez osoby badane przyczyną tolerowania niewłaściwego stanu technicznego eksploatowanych maszyn i urządzeń było: stawianie wykonania zadania (planu) na pierwszym miejscu (38,4 proc. wskazań); brak części zamiennych (18,5 proc. wskazań), brak zestawów naprawczych (18 proc. wskazań).

Prezes WUG komentując wyniki badań ankietowych podkreśla że wnioski sformułowane w 2009 r. nie zostały w zakładach górniczych w pełni wdrożone. – „Apel skierowany do przedsiębiorców nie odnosi zadawalających skutków. W raporcie WUG na temat stanu bezpieczeństwa w górnictwie w 2011 r. wnioskowaliśmy o poprawę w zakresie zagrożenia zawałowego oraz zagrożeń spowodowanych opadem skał ze stropu i ociosu. O poprawę poprzez rygorystyczne egzekwowanie projektów technicznych i technologii prowadzenia robót, uświadomienie pracowników o konieczności kontroli swoich miejsc pracy i eliminowanie ryzykownych zachowań. Branża wydobywcza zaczyna się upodabniać do innych gałęzi przemysłu, z rosnącą rolą czynnika ludzkiego wśród przyczyn górniczych wypadków” – podsumowuje prezes WUG.

„Solidarność” skarży śmieciowe

„Solidarność” skarży śmieciowe

Związek zawodowy „Solidarność” skierował do Komisji Europejskiej skargę w sprawie nadużywania w Polsce tzw. umów śmieciowych wbrew europejskim regulacjom.

Obowiązujący w Polsce przepis kodeksu pracy 25 (1) dotyczący umów na czas określony nie realizuje celu dyrektywy Unii Europejskiej, ponieważ nie zapobiega nadużywaniu tego typu umów. Skargę do Komisji Europejskiej w sprawie nieprawidłowego wdrożenia unijnego prawa w Polsce wysłała dzisiaj Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”.

To pierwsza skarga do Komisji Europejskiej, jaką składa na polski rząd NSZZ „Solidarność”. Egzemplarz pisma trafi również do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. – „Unia Europejska jednoznacznie zobowiązuje państwa członkowskie do zapobiegania nadużyciom w stosowaniu umów na czas określony. Liczymy, że Komisja Europejska skłoni rząd do właściwego dostosowania krajowych przepisów do prawa unijnego” – mówi przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Piotr Duda.

Zgodnie z art. 2 dyrektywy Rady 99/70/WE Państwa Członkowskie Unii Europejskiej są zobowiązane do wprowadzenia w życie przepisów niezbędnych m.in. do przeciwdziałania nadużyciom wynikającym ze stosowania następujących po sobie umów o pracę na czas określony oraz nawiązywania następujących po sobie stosunków pracy na czas określony. Zdaniem ekspertów NSZZ „Solidarność” obowiązujący w Polsce przepis kodeksu pracy (art. 25 (1)) nie realizuje  celu unijnej dyrektywy – nie ustanawia ram dla zapobiegania nadużyć w  stosowaniu kolejnych umów na czas określony. Kodeks pracy nie określa maksymalnego czasu trwania umowy, nie zapobiega zawieraniu długotrwałych umów o pracę na czas określony. Wypowiedzenie  umowy terminowej (w tym umowna czas określony) nie wymaga uzasadnienia. – „Poza tym artykuł 25 (1) odnosi się tylko do umów zawartych na czas określony, z wyłączeniem pozostałych umów terminowych (umowa na czas wykonywania określonej pracy oraz umowa na czas próbny), a dyrektywa odnosi się do wszelkich terminowych umów o pracę” – mówi Katarzyna Zimmer-Drabczyk, kierownik Biura Eksperckiego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Związkowcy uważają również, że w Polsce nie ma przepisów ochronnych, które skutecznie ograniczają stosowanie umów na czas określony.

W liczbie zawieranych umów na czas określony Polska wyprzedziła już wszystkie kraje Unii Europejskiej. Na czasowych umowach zatrudniony jest już co czwarty pracownik. Zatrudnieni w ten sposób nie mogą korzystać w pełni z przysługującym im praw, mają utrudniony dostęp do kredytów czy szkoleń.

Pełny tekst skargi „Solidarności” do Komisji Europejskiej można przeczytać tutaj.

Dla nas kryzys – dla nich luksus

Dla nas kryzys – dla nich luksus

W 2011 r. sprzedaż 21 największych na świecie firm z branży dóbr luksusowych wzrosła średnio o 10,4 proc. Jak widać, mimo kryzysu gospodarczego bogacze mają więcej pieniędzy na swoje zachcianki.

Jak informuje portal wnp.pl, według ekspertów firmy doradczej Ernst & Young wspomniany segment dóbr będzie rósł do końca 2014 r. w tempie od 6 do 7 proc. rocznie i zwiększy się do 225 mld euro. W analizie nie uwzględniano np. samochodów, lecz skupiono się na rynku biżuterii, zegarków, kosmetyków i ekskluzywnej odzieży, perfum, galanterii skórzanej itp.

Co ciekawe, sprzedaż tych luksusowych produktów nadal rośnie także w Europie, mimo recesji – np. w Hiszpanii, w której jest 5 mln bezrobotnych, w ub.r. wartość tego sektora wzrosła o 25 proc. Stary Kontynent nadal jest największym rynkiem zbytu dla firm produkujących ekskluzywne produkty i ma 36 proc. udział w ich rynku światowym.

Ogólnie, największy wpływ na rosnący na świecie popyt na dobra luksusowe ma szybko zwiększająca się liczebność klasy średniej na „nowych” rynkach, szczególnie w Azji. Do perspektywicznych rynków dóbr luksusowych – poza Chinami – zaliczana jest także m.in. Polska. Dynamiczny wzrost liczby bogatych i zamożnych Polaków przyciąga zagraniczne marki luksusowe, zwiększając tym samym konkurencję na rynku i stawiając nowe wyzwania przed polskimi producentami. – „Mimo zaciętej konkurencji, liderzy polskiego segmentu dóbr luksusowych mogą pochwalić się porównywalnymi marżami i dynamiką przychodów” – twierdzi Zbigniew Jusis, partner w dziale Doradztwa Transakcyjnego E&Y.