Zasiłki dla nielicznych

Zasiłki dla nielicznych

Tylko 16 proc. zarejestrowanych bezrobotnych otrzymuje zasiłki. W krajach Europy Zachodniej wskaźnik ten dotyczy 70-80% osób nie mających pracy.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w lipcu zasiłki z urzędów pracy otrzymywało ponad 321 tys. zarejestrowanych osób bez zajęcia, czyli zaledwie 16,4 proc. ogółu bezrobotnych – trochę lepiej niż przed rokiem, ale wciąż mało. Eksperci nie są tym zaskoczeni. – „Większość zarejestrowanych bezrobotnych to osoby długotrwale bezrobotne, które nie spełniają kryteriów uprawniających do przyznania zasiłku” – wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Według danych GUS w lipcu takich osób, czyli pozostających w rejestrach bezrobotnych przez ponad rok w okresie ostatnich dwóch lat, było 993 tys. Tymczasem bezrobotny ma prawo do zasiłku dopiero wtedy, gdy udokumentuje, że w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień rejestracji był zatrudniony przez co najmniej 365 dni i osiągał co najmniej minimalne wynagrodzenie, od którego istnieje obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy. – „Tych kryteriów często nie spełniają więc także bezrobotni, którzy mają dłuższy staż, ale pracowali na przykład tylko na część etatu i zarabiali mniej, niż wynosi wynagrodzenie minimalne” – dodaje Sędzimir.

Jak więc radzą sobie ci, którzy nie dostają zasiłku? Zdaniem ekspertów część bezrobotnych korzysta z zapomóg pomocy społecznej. – „Zapomogi z pomocy społecznej są jednak bardzo skromne i nie da się z nich wyżyć. Dlatego widzimy, że niektórzy bezrobotni pracują w szarej strefie, bo we wskazanych terminach przychodzą do nas, ale są w ubraniach roboczych” – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor PUP w Kwidzynie. Według GUS w gospodarce ukrytej przed fiskusem w końcu ubiegłego roku pracowało blisko 1,1 mln osób. Ale wśród bezrobotnych są też i tacy, którzy utrzymują się z pracy swoich rodzin, z oszczędności – dopóki je mają, albo wyprzedając dobytek.

Prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu podkreśla, że w krajach „starej” Unii Europejskiej aż 70-80 proc. bezrobotnych otrzymuje zasiłki z ubezpieczenia od bezrobocia i zasiłki socjalne, jeśli dochód na osobę w rodzinie jest poniżej pewnego poziomu. W Polsce zasiłków nie tylko jest mało, ale i są one niskie. Od czerwca zasiłek dla bezrobotnego wynosi 794,20 zł miesięcznie w okresie pierwszych trzech miesięcy posiadania prawa do zasiłku, a potem 623,60 zł. – „Spadek kwoty zasiłku ma mobilizować bezrobotnego do szukania pracy” – podkreśla prof. Wiśniewski. Niestety, znalezienie pracy jest coraz trudniejsze, bo oprócz „zwykłego” wysokie bezrobocia, które znamy od wielu lat, do Polski dotarł kryzys ze strefy euro.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Samorządy uczniowskie mają głos!

Samorządy uczniowskie mają głos!

28 września 2012 roku w kilkuset szkołach w całej Polsce – po raz pierwszy na taką skalę i ze szczególną dbałością o przestrzeganie demokratycznych standardów – odbędą się wybory do władz samorządów uczniowskich.

To punkt kulminacyjny akcji „Samorządy mają głos” której celem jest zwiększenie roli samorządności uczniów w polskich szkołach i poprawa jakości wyborów do władz SU.

Badania pokazały, że prawie połowa (45% w 2009 r.) uczniów szkół średnich nigdy nie brała udziału w wyborach do samorządu uczniowskiego. Większość polskich uczniów ocenia funkcjonowanie samorządu negatywnie, a co szósty-siódmy uczeń w ogóle nie wie o jego istnieniu w swojej szkole.

Głównym celem akcji „Samorządy mają głos” jest zainteresowanie uczniów głosowaniem i kandydowaniem w wyborach do władz samorządów uczniowskich oraz poprawienie jakości tych wyborów, by odpowiadały demokratycznym standardom. A w konsekwencji – uczynienie z samorządu uczniowskiego w jak największej liczbie szkół rzeczywistej reprezentacji uczniów, z którą się identyfikują i w której działania się angażują, zyskując realny wpływ na obraz szkolnej rzeczywistości.

Akcja „Samorządy mają głos” jest prowadzona przez Koalicję na rzecz samorządów uczniowskich, której celem jest wzmocnienie pozycji samorządów uczniowskich w Polsce. Członkami Koalicji są: Centrum Edukacji Obywatelskiej; Fundacja Edukacji dla Demokracji; Fundacja Civis Polonus; Stowarzyszenie Rodzice w Edukacji; Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”; Polska Fundacja im. Roberta Schumana; Fundacja Platan; Stowarzyszenie Łódzka Inicjatywa Młodzieży; Instytut Spraw Publicznych; Polska Rada Organizacji Młodzieżowych; Polska Fundacja Dzieci
i Młodzieży.

Informacje o wszystkich szkołach biorących udział w akcji (jest ich już prawie 400, a wciąż dołączają kolejne) – zdjęcia i relacje z organizowanych wydarzeń, a po wyborach dane o frekwencji, można znaleźć na stronie akcji www.wybory.ceo.org.pl.

W bieżącym numerze „Nowego Obywatela”, który jeszcze przez 3 tygodnie będzie dostępny w punktach sprzedaży, zamieściliśmy obszerny blok tekstów o tradycjach i roli samorządu uczniowskiego w II RP.

Koszty ściśle tajne

Koszty ściśle tajne

Nowy cennik za korzystanie z linii kolejowych: wzrost opłat dla przewoźników doprowadzi do zmniejszenia przewozów i w efekcie obniżenia wpływów PKP PLK.

Prezes Urzędu Transportu Kolejowego Krzysztof Dyl zatwierdził nowy cennik stawek za dostęp do infrastruktury kolejowej. Cennik – który wejdzie w życie 9 grudnia 2012 r. – wprowadza znaczące podwyżki opłat ponoszonych przez przewoźników zarówno pasażerskich, jak i towarowych za korzystanie z linii kolejowych zarządzanych przez spółkę PKP Polskie Linie Kolejowe.

Według oficjalnych informacji PKP PLK, stawki wzrosną średnio o 4,77%. Tymczasem według Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych podwyżki dla poszczególnych przewoźników w rzeczywistości oznaczać będą wzrost wydatków o 15-19%.

Zmiany cen na poszczególnych trasach osiągają zadziwiająco zróżnicowany poziom. Przykładowo opłata za przejazd pociągu EN57 Działdowo – Olsztyn Główny (83 km) wzrośnie z 408,79 zł do 619,05 zł, co oznacza 51% podwyżki, podczas gdy cena za przejazd pociągu EN57 z Rzeszowa Głównego do Tarnowa (80 km) zmieni się z 439,21 zł do 461,46 zł, czyli o 5%.

Drożej i gorzej

PKP Polskie Linie Kolejowe to monopolista – w gestii tej spółki znajduje się 98% polskiej sieci kolejowej. Przewoźnicy, chcąc jeździć po polskich torach kolejowych, są więc skazani na korzystanie z usług PKP PLK. W tej sytuacji ustawa o transporcie kolejowym zapewnia mechanizm regulacyjny – procedurę zatwierdzania opłat za korzystanie z linii kolejowych przez prezesa Urzędu Transportu Kolejowego.

Urząd ma za zadanie weryfikować, czy opłaty zostały naliczone z uwzględnieniem rzeczywistych kosztów ponoszonych przez zarządcę linii kolejowych w związku z realizacją przewozów przez przewoźników.

Problem w tym, że przewoźnicy kolejowi płacą spółce PKP PLK głównie za niską jakość infrastruktury kolejowej. Jak spółka sama przyznaje, tylko 37% sieci kolejowej znajduje się w dobrym stanie technicznym. Rafał Milczarski, prezes Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych (ZNPK) i dyrektor zarządzający prywatnego operatora towarowego Freightliner, mówi, że stawki naliczane przez PKP PLK nie tylko są wysokie, ale stale rosną: – „Ich kolejne wzrosty w żaden sposób nie korespondują z jakością infrastruktury oferowanej przewoźnikom. Średnia prędkość handlowa pociągów towarowych wynosi około 23 km/h. W Niemczech jest około dwukrotnie wyższa przy o połowie niższych stawkach dostępu do infrastruktury” (cytat za „Pulsem Biznesu”).

W koszty spółki PKP Polskie Linie Kolejowe – uwzględniane przy kalkulowaniu wysokości opłat – wliczany jest przerost zatrudnienia. W PKP PLK na każdy kilometr linii kolejowej przypada bowiem 2,04 pracowników. Dla porównania: w Niemczech (zarządca DB Netz) – 1,01, w Czechach (Správa Železniční Dopravní Cesty) – 1,12, a w Hiszpanii (Administrador de Infraestructuras Ferroviarias) – 0,94. A zatem nawet jeśli koszty PKP PLK naliczane są w sposób rzetelny, to z pewnością nie są to koszty efektywnego zarządcy infrastruktury.

Tajemnica monopolisty

Tak czy inaczej, trudno jest jednak zweryfikować zasadność kosztów deklarowanych Urzędowi Transportu Kolejowego przez spółkę PKP PLK. Albowiem w decyzji prezesa UTK zatwierdzającej cennik wiele informacji zostało… utajnionych. Zaczernione zostały dane na temat kosztów, amortyzacji, wysokości dotacji z budżetu państwa i funduszu kolejowego, pracy eksploatacyjnej realizowanej na sieci PKP PLK. W decyzji prezesa UTK zdarza się, że w pełni zaczernione zostały dwie strony z rzędu.

W tej sytuacji przewoźnikom, a także opinii publicznej, muszą wystarczyć zapisy z ekspertyzy biegłego rewidenta z firmy konsultingowej Ernst&Young, na które powołuje się prezes UTK. Zewnętrzny rewident stwierdził: „Nic nie zwróciło naszej uwagi, co mogłoby spowodować, abyśmy uznali, iż planowany wzrost stawek jednostkowych opłaty za korzystanie z infrastruktury kolejowej nie jest prawidłowo wyznaczony”.

Tymczasem według Izby Gospodarczej Transportu Lądowego – która wnioskowała o niezatwierdzanie przedstawionych przez PKP PLK stawek – wzrost kosztów przyjętych do wyliczenia stawek jest nieuzasadniony, gdyż znacząco przekracza poziom inflacji.

Błędne koło

Koleje Mazowieckie w opinii na temat nowego cennika złożonej do UTK zwróciły uwagę, że „podwyżki stawek dostępu ustalone są dla linii, na których od lat, przy utrzymującym się poziomie wielkości pracy eksploatacyjnej, nie ulega poprawie stan techniczny”. Według przewoźnika oznacza to dążenie przez PKP PLK do maksymalizacji zysku przy jednoczesnym braku nakładów inwestycyjnych oraz nierosnącym natężeniu pracy.

Nawet spółka PKP Intercity – współtworząca z PKP PLK Grupę PKP – skrytykowała swoją „spółkę-siostrę”, głosząc, iż poziom stawek dostępu nie jest skorelowany z jakością usług świadczonych przez PKP Polskie Linie Kolejowe. Zdaniem przewoźnika DB Schenker, kolejny wzrost stawek dostępu pokazuje, że „mimo kurczącej się sieci PKP PLK, koszty udostępniania wcale nie spadają, ale rosną”.

Podwyżki w cenniku PKP PLK tworzą niebezpieczne dla rynku kolejowego błędne koło – wzrost opłat za dostęp do infrastruktury (nie idący w parze z poprawą przepustowości linii kolejowych czy skróceniem czasów jazdy) wymusi na przewoźnikach zmniejszenie skali realizowanych przewozów. A to finalnie spowoduje obniżenie wpływów spółki PKP Polskie Linie Kolejowe.

Karol Trammer

___________________
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, nr 61, wrzesień-październik 2012, http://www.zbs.net.pl. Autor jest redaktorem naczelnym tego pisma oraz stałym współpracownikiem „Nowego Obywatela”.  

Przedszkola coraz droższe

Przedszkola coraz droższe

Rosną opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu. W niektórych miejscowościach podwyżki wyniosły nawet 100 proc.!

Jak informuje „Rzeczpospolita”, część gmin już podwyższyła opłaty, m.in. Ciechanów i Giżycko. Wiele gmin dopiero planuje wprowadzić podwyżki, np. Gdynia – od nowego roku. W Tychach od września godzina opieki podrożała z 1,8 zł do 2,2 zł. W Brzesku o ponad 100 proc.

Coraz więcej miast, podobnie jak Brzesko, uzależnia opłatę od minimalnej pensji, co oznacza coroczną automatyczną podwyżkę. Tak jest w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Łowiczu, Czersku, Lubinie, Płocku czy Bydgoszczy.

Jak radzą sobie z tym rodzice? Część skraca czas pobytu dzieci w przedszkolach, aby płacić mniej – o ile uda im się namówić babcię czy ciocię, by zajęła się ich pociechą. Odbija się to na budżetach gmin, więc te tym bardziej podwyższają ceny. I tak tworzy się błędne koło. – „Utrzymanie placówek jest coraz droższe, a wpływy z czesnego niższe. Część gmin wyższymi opłatami łata powstałą w ten sposób dziurę” – tłumaczy Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich.