Hindusi przeciwko sieciom wyzysku

Hindusi przeciwko sieciom wyzysku

Opozycja oraz związki zawodowe protestują przeciw zgodzie rządu Indii na wejście do ich kraju międzynarodowych sieci handlowych.

Jak informuje Wyborcza.biz, hinduski rząd zgodził się otworzyć krajowy rynek na wielkie sieci handlowe. Przeciwnicy tego rozwiązania (m.in. największa indyjska partia opozycyjna Bharatiya Janata Party i hinduskie związki zawodowe) przekonują, że taki ruch oznacza bankructwo setek tysięcy małych sklepów. Wezwali rodaków do strajku generalnego.

Nie wszędzie ten apel spotkał się z odzewem, jednak w stanach, w których rządzi BJP lub przeciwny nowemu prawu koalicjant Trinamool Congress, zamknięto szkoły i wiele firm, zamarł również transport publiczny. Strajkował niemal cały stan Karnataka, w tym stolica Bangalore, hinduskie centrum nowych technologii, z siedzibą IBM i Microsoftu. Szacuje się, że w protestach bierze udział w sumie ok. 50 mln osób.

Już w ubiegłym roku hinduski rząd próbował otworzyć rynek detaliczny dla zagranicznych inwestorów, jednak na skutek sprzeciwu w samej koalicji rządowej nie doszło do tego. Otwarto wówczas furtkę jedynie dla detalistów jednej marki, jak Reebok czy IKEA. Wielkie podmioty wielobranżowe, takie jak Wal-Mart, Carrefour czy Tesco, mogą działać w Indiach, ale jedynie jako hurtownicy, czyli sprzedają towary pośrednikom, a nie bezpośrednio konsumentom. Teraz, zgodnie z nowym prawem, będą mogły kupić do 51 proc. akcji w hinduskich spółkach handlowych.

To kolejny krok rządu Manmohana Singha w kierunku liberalizacji rynku. Wcześniej rząd ogłosił już chęć szerszego otwarcia sektora finansowego dla zagranicznego kapitału – miesiąc temu protestowało przeciw temu milion pracowników banków. Konfederacja jest pewna, że „międzynarodowe koncerny zniszczą ekonomiczną i socjalną strukturę kraju i niekorzystnie wpłyną na handlowców, pracowników transportu, rolników i inne sektory handlu detalicznego”.

Wdrożenie nowego prawa leży w gestii poszczególnych stanów. Rodzi to nadzieję, że te, którymi administrują partie przeciwne otwarciu rynku, będą w stanie zablokować liberalizację na własnym terenie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Głupota w natarciu

Głupota w natarciu

W tym roku padł niechlubny rekord liczby likwidowanych szkół, a do 2014 r. z mapy Polski może ich zniknąć nawet pięć tysięcy.

O problemie informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, według którego w 14 zbadanych pod tym kątem województwach w tym roku zamknięto 1,5 tys. placówek. Oficjalne dane są jednak inne. – „Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie około 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru” – mówi Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN. Gdyby jednak wziąć je pod uwagę (chodzi o licea i technika uzupełniające oraz licea profilowane), to łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy już zamknęły ponad 4,7 tys. szkół.

– „Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożonych jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach” – wylicza Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Eksperci ostrzegają, że przypomina to sytuację, gdy w latach 90. masowo zamykano przedszkola. Konsekwencje będą analogiczne. – „Nie ma tam miejsc. Podobnie będzie w szkołach i tylko patrzeć, jak dzieci będą się uczyć na dwie zmiany” – zapowiada Krystyna Łybacka, była minister edukacji narodowej.

Powody, dla których zamykane są szkoły, to nie tylko niż demograficzny, ale i puste kasy samorządów. Samorządy twierdzą, że likwidacja szkół jest dla nich jedynym sposobem, żeby chronić własne budżety. Zamykają placówki nawet wbrew negatywnym opiniom kuratorów. W woj. lubelskim w tym roku zniknęło 126 placówek (planowano zlikwidować 135), w Małopolsce 135 (z planowanych 143), a w Wielkopolsce aż 151 (o 21 mniej niż planowano).

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Tylko 20 procent pracowników sieci handlowych uważa, że szefowie są zainteresowani wysłuchaniem ich opinii, obustronnym dialogiem – wynika z badania przeprowadzonego przez NSZZ „Solidarność”.

Badanie pt. „Poziom dialogu w firmach ochrony oraz sieciach super- i hipermarketów” zostało przeprowadzone przez NSZZ „Solidarność” jako część działań na rzecz promocji dialogu między pracodawcami a pracownikami. Pełne wyniki badania, uwzględniające także dodatkowe dane (m.in. istnienia procedur umożliwiających podjęcie dialogu między managerami a podwładnymi, najczęstsze nadużycia, warunki pracy) zostaną opublikowane jeszcze w tym roku.

Badanie zostało zrealizowane w marcu 2012 r. metodą wywiadów bezpośrednich na próbie ponad 1000 pracowników sieci handlowych i firm ochrony z całej Polski. Realizacja badania jest częścią projektu NSZZ “Solidarność” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego Poddziałanie 5.5.2 Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. W ramach kampanii realizowane są działania kierowane do pracowników, pracodawców jak i klientów firm handlu i ochrony. Częścią akcji było też uruchomienie platformy monitoringu społecznego Hiperwyzysk.pl i zaproszenie pracowników i klientów firm z całej Polski do zgłaszania problemów dotyczących relacji pracodawca-pracownik. Patronem projektu od jego początku jest m.in. „Nowy Obywatel”. 

Nie zwijajcie Żagla!

Nie zwijajcie Żagla!

Pracownicy firmy Żagiel protestują przeciwko grupowym zwolnieniom w firmie. Spółkę kupił dotychczasowy konkurent i postanowił zlikwidować tę markę.

Jak informuje „Dziennik Wschodni”, zarząd spółki specjalizującej się w pożyczkach i zakupach ratalnych poinformował o rozpoczęciu procedury zwolnień grupowych 7 września. Oficjalne powody redukcji zatrudnienia to niezadowalające wyniki osiągane przez spółkę w ostatnich latach, ryzyko utraty płynności finansowej oraz prognozowane przez analityków dalsze spowolnienie gospodarcze. Według załogi Żagla prawdziwa przyczyna „restrukturyzacji” jest inna. – „Faktycznym powodem jest kupno Żagla przez konkurenta – mówi Dariusz Pioruń, dyrektor operacyjny z firmy Żagiel S.A. – „Grupa Santander świadomie podjęła decyzję o likwidacji naszej marki. Sytuacja finansowa spółki nie jest zła” – podkreśla. Żagiel S.A. należy obecnie do hiszpańskiej Santander Consumer Finanse. Oferty obu firm są do siebie bardzo podobne – spółki będą działać w ramach jednych struktur i stąd decyzja o zmniejszeniu zatrudnienia w Żaglu.

W wyniku zwolnień grupowych zlikwidowanych ma zostać 550 miejsc pracy w centrali oraz sieci sprzedaży. Pracownicy protestowali przed siedzibą firmy w Lublinie, a teraz także nagłaśniają sprawę na specjalnym profilu na Facebooku „Nie Zwijajcie Żagla”.

– „Chcemy negocjować. Mam nadzieję, że uda się zachować jak najwięcej etatów” – mówi pani Anna, pracownica Żagla. – „Będziemy się też domagać rekompensat dla odchodzących pracowników. O zwolnieniach poinformowano nas e-mailem. Nie było żadnego spotkania” – dodaje.

Firma Żagiel SA powstała w Lublinie w 1992 r. Jest jednym z największych pracodawców w mieście, a w całym kraju zatrudnia około 800 osób.