Kluzik prawda

Kluzik prawda

Rzecznik prasowy NSZZ „Solidarność” komentuje wywody Joanny Kluzik-Rostkowskiej na temat tzw. umów śmieciowych i zliberalizowania stosunków pracy.

Oto komentarz rzecznika „Solidarności”:

Odnosząc się do wypowiedzi pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej dla Agencji Informacyjnej Newsweeka informuję:

Nigdzie na świecie nie wykazano związku pomiędzy elastycznością rynku pracy a poziomem bezrobocia. A takie badania przeprowadzano kilka razy. Tak samo nigdy nie udowodniono związku pomiędzy wzrostem płacy minimalnej a wzrostem bezrobocia. Jeśli pani Joanna Kluzik-Rostkowska twierdzi inaczej, niech to udowodni.

Nigdy „Solidarność” nie domagała się likwidacji umów terminowych. Była Pani minister krytykuje nas za coś, co nie ma miejsca. Podobnie rzecz ma się z umowami śmieciowymi, które zdaniem Związku mają swoje uzasadnienie. Domagamy się jedynie ich oskładkowania na tych samych zasadach, co inne formy zatrudnienia. Problem ze śmieciówkami polega nie tyle na ich istnieniu, co na ich nadużywaniu i dyskryminującej pozycji wobec etatowych form zatrudnienia z powodu zwolnienia ze składek ubezpieczeniowych. Jeśli oskładkowanie tych umów, czyli obciążenie ubezpieczeniem ma zwiększyć bezrobocie, musiałoby to oznaczać, że przyczyną bezrobocia w Polsce jest ubezpieczenie. A to przecież absurd. Nie wolno nam również zapominać, że w kapitałowym systemie emerytalnym, gdzie wysokość emerytury zależy od zgromadzonego kapitału, należy ten kapitał budować z wszelkich form zatrudnienia, nawet jeśli taka praca trwa tydzień.

Dla pracownika nie ma znaczenia, czy pracuje na czarno, czy na umowę śmieciową. I w jednym i drugim przypadku nie ma prawa do urlopu, zwolnienia lekarskiego i nie odkłada kapitału na emeryturę. Jedyna różnica to podatek na rzecz państwa, z którego pracownik tak naprawdę nic nie ma.

Polski rynek pracy jest patologiczny. Już niecałe 50 proc. to zatrudnienie na stały etat, ponad 27 proc. (rekord w skali Europy) to umowy terminowe, a reszta – tzw. umowy śmieciowe. Do tego należy doliczyć ponad 800 tys. tzw. fałszywie zatrudnionych, tj. ludzi na jednoosobowej działalności gospodarczej, spełniających kodeksowe kryteria pracy na etat. Tak elastyczny rynek pracy mamy od lat i nie jest on związany z obecnym kryzysem.

Marek Lewandowski

Rzecznik Prasowy Przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Głupota w natarciu

Głupota w natarciu

W tym roku padł niechlubny rekord liczby likwidowanych szkół, a do 2014 r. z mapy Polski może ich zniknąć nawet pięć tysięcy.

O problemie informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, według którego w 14 zbadanych pod tym kątem województwach w tym roku zamknięto 1,5 tys. placówek. Oficjalne dane są jednak inne. – „Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie około 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru” – mówi Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN. Gdyby jednak wziąć je pod uwagę (chodzi o licea i technika uzupełniające oraz licea profilowane), to łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy już zamknęły ponad 4,7 tys. szkół.

– „Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożonych jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach” – wylicza Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Eksperci ostrzegają, że przypomina to sytuację, gdy w latach 90. masowo zamykano przedszkola. Konsekwencje będą analogiczne. – „Nie ma tam miejsc. Podobnie będzie w szkołach i tylko patrzeć, jak dzieci będą się uczyć na dwie zmiany” – zapowiada Krystyna Łybacka, była minister edukacji narodowej.

Powody, dla których zamykane są szkoły, to nie tylko niż demograficzny, ale i puste kasy samorządów. Samorządy twierdzą, że likwidacja szkół jest dla nich jedynym sposobem, żeby chronić własne budżety. Zamykają placówki nawet wbrew negatywnym opiniom kuratorów. W woj. lubelskim w tym roku zniknęło 126 placówek (planowano zlikwidować 135), w Małopolsce 135 (z planowanych 143), a w Wielkopolsce aż 151 (o 21 mniej niż planowano).

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Tylko 20 procent pracowników sieci handlowych uważa, że szefowie są zainteresowani wysłuchaniem ich opinii, obustronnym dialogiem – wynika z badania przeprowadzonego przez NSZZ „Solidarność”.

Badanie pt. „Poziom dialogu w firmach ochrony oraz sieciach super- i hipermarketów” zostało przeprowadzone przez NSZZ „Solidarność” jako część działań na rzecz promocji dialogu między pracodawcami a pracownikami. Pełne wyniki badania, uwzględniające także dodatkowe dane (m.in. istnienia procedur umożliwiających podjęcie dialogu między managerami a podwładnymi, najczęstsze nadużycia, warunki pracy) zostaną opublikowane jeszcze w tym roku.

Badanie zostało zrealizowane w marcu 2012 r. metodą wywiadów bezpośrednich na próbie ponad 1000 pracowników sieci handlowych i firm ochrony z całej Polski. Realizacja badania jest częścią projektu NSZZ “Solidarność” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego Poddziałanie 5.5.2 Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. W ramach kampanii realizowane są działania kierowane do pracowników, pracodawców jak i klientów firm handlu i ochrony. Częścią akcji było też uruchomienie platformy monitoringu społecznego Hiperwyzysk.pl i zaproszenie pracowników i klientów firm z całej Polski do zgłaszania problemów dotyczących relacji pracodawca-pracownik. Patronem projektu od jego początku jest m.in. „Nowy Obywatel”. 

Nie zwijajcie Żagla!

Nie zwijajcie Żagla!

Pracownicy firmy Żagiel protestują przeciwko grupowym zwolnieniom w firmie. Spółkę kupił dotychczasowy konkurent i postanowił zlikwidować tę markę.

Jak informuje „Dziennik Wschodni”, zarząd spółki specjalizującej się w pożyczkach i zakupach ratalnych poinformował o rozpoczęciu procedury zwolnień grupowych 7 września. Oficjalne powody redukcji zatrudnienia to niezadowalające wyniki osiągane przez spółkę w ostatnich latach, ryzyko utraty płynności finansowej oraz prognozowane przez analityków dalsze spowolnienie gospodarcze. Według załogi Żagla prawdziwa przyczyna „restrukturyzacji” jest inna. – „Faktycznym powodem jest kupno Żagla przez konkurenta – mówi Dariusz Pioruń, dyrektor operacyjny z firmy Żagiel S.A. – „Grupa Santander świadomie podjęła decyzję o likwidacji naszej marki. Sytuacja finansowa spółki nie jest zła” – podkreśla. Żagiel S.A. należy obecnie do hiszpańskiej Santander Consumer Finanse. Oferty obu firm są do siebie bardzo podobne – spółki będą działać w ramach jednych struktur i stąd decyzja o zmniejszeniu zatrudnienia w Żaglu.

W wyniku zwolnień grupowych zlikwidowanych ma zostać 550 miejsc pracy w centrali oraz sieci sprzedaży. Pracownicy protestowali przed siedzibą firmy w Lublinie, a teraz także nagłaśniają sprawę na specjalnym profilu na Facebooku „Nie Zwijajcie Żagla”.

– „Chcemy negocjować. Mam nadzieję, że uda się zachować jak najwięcej etatów” – mówi pani Anna, pracownica Żagla. – „Będziemy się też domagać rekompensat dla odchodzących pracowników. O zwolnieniach poinformowano nas e-mailem. Nie było żadnego spotkania” – dodaje.

Firma Żagiel SA powstała w Lublinie w 1992 r. Jest jednym z największych pracodawców w mieście, a w całym kraju zatrudnia około 800 osób.