Nasze pieniądze, nasze decyzje

Nasze pieniądze, nasze decyzje

Kolejne polskie miasto – Kielce – przymierza się do wprowadzenia budżetu obywatelskiego.

Kieleccy społecznicy już zbierają podpisy za jego utworzeniem – informuje Gazeta.pl. Prezydent miasta jest zainteresowany pomysłem, ale twierdzi, że na jego zrealizowanie jest za wcześnie. Inicjatorów to nie zniechęca. – „Zamierzamy opracować własny model budżetu obywatelskiego. Decyzję chcemy podjąć po rozmowach z przedstawicielami władz miasta, radnymi i mieszkańcami. Najlepiej byłoby, gdyby w przyszłorocznym budżecie zaplanowano środki, a na początku roku zorganizowalibyśmy głosowanie na obywatelskie propozycje” – tłumaczy Michał Braun, prezes kieleckiego Centrum Wolontariatu.

Pierwszym polskim miastem, które wprowadziło budżet obywatelski, jest Sopot – już kilka lat temu. – „Przy układaniu budżetu prezydent i radni spotykali się z mieszkańcami i prezentowali jego założenia. To był moment, kiedy można było zgłaszać swoje propozycje” – mówi Marcin Skwierawski, pełnomocnik prezydenta Sopotu ds. kontaktów samorządowych. W ubiegłym roku spróbowano innego rozwiązania. – „Rozesłaliśmy do mieszkańców ulotki, w których prosiliśmy o zgłaszanie propozycji zadań do budżetu. Staraliśmy się, żeby system składania propozycji był jak najprostszy” – zaznacza Skwierawski. Do urzędu nadeszło ich aż pół tysiąca, z czego w głosowaniu mieszkańcy wybrali kilkanaście. Przeznaczonych ma być na nie przeszło 6 mln zł. Większość propozycji dotyczy infrastruktury, np. remontu chodnika czy ulicy. W ubiegłym roku z inicjatywy mieszkańców powstały m.in. trzy place zabaw, a w parku stanęły nowe ławki.

Proces przebiega w kilku etapach. Do 15 sierpnia mieszkańcy Sopotu składają propozycje. W tym roku wpłynęło ich jednak zaledwie 80 – zdaniem Skwierawskiego na skutek wprowadzonej przez radnych nowej, bardziej skomplikowanej procedury. – „Oprócz obszernego uzasadnienia propozycji mieszkańcy muszą teraz złożyć również kosztorys oraz np. mapkę” – wyjaśnia Skwierawski. Po zgłoszeniu propozycje są weryfikowane przez urzędników. 1 października rozpoczyna się dwutygodniowe głosowanie, w którym mieszkańcy wybiorą najlepsze propozycje. Głosować można w urzędzie i w specjalnie wyznaczonych do tego punktach. Skwierawski nie ma wątpliwości co do zalet takiego systemu: – „Pobudza się aktywność obywatelską mieszkańców. Stają się bardziej zaangażowani w życie miasta”.

Czy przekonają się o tym kielczanie? Prezydent miasta upiera się, że obecny kryzys nie pozwala na wprowadzenie budżetu obywatelskiego. Braun uważa jednak, że moment jest idealny. – „[Budżet obywatelski] nie wymaga dodatkowych pieniędzy z kasy miasta. Opieramy się na tych, które już tam są, ale wydajemy je razem. Dzięki temu mieszkańcy zrozumieją trudną sytuację miasta. Pojmą również, że pieniędzy nie może wystarczyć na wszystkie inwestycje. Jeśli decydujemy się na jedną, z innej trzeba zrezygnować” – twierdzi.

Do wprowadzenia podobnego pomysłu – poza Kielcami – zapaliły się już inne polskie miasta: Katowice, Poznań czy Wrocław. Do końca października głosowanie na obywatelskie propozycje trwa w Zielonej Górze, gdzie na ich realizację tamtejszy magistrat przeznaczy 3 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Głupota w natarciu

Głupota w natarciu

W tym roku padł niechlubny rekord liczby likwidowanych szkół, a do 2014 r. z mapy Polski może ich zniknąć nawet pięć tysięcy.

O problemie informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, według którego w 14 zbadanych pod tym kątem województwach w tym roku zamknięto 1,5 tys. placówek. Oficjalne dane są jednak inne. – „Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie około 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru” – mówi Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN. Gdyby jednak wziąć je pod uwagę (chodzi o licea i technika uzupełniające oraz licea profilowane), to łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy już zamknęły ponad 4,7 tys. szkół.

– „Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożonych jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach” – wylicza Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Eksperci ostrzegają, że przypomina to sytuację, gdy w latach 90. masowo zamykano przedszkola. Konsekwencje będą analogiczne. – „Nie ma tam miejsc. Podobnie będzie w szkołach i tylko patrzeć, jak dzieci będą się uczyć na dwie zmiany” – zapowiada Krystyna Łybacka, była minister edukacji narodowej.

Powody, dla których zamykane są szkoły, to nie tylko niż demograficzny, ale i puste kasy samorządów. Samorządy twierdzą, że likwidacja szkół jest dla nich jedynym sposobem, żeby chronić własne budżety. Zamykają placówki nawet wbrew negatywnym opiniom kuratorów. W woj. lubelskim w tym roku zniknęło 126 placówek (planowano zlikwidować 135), w Małopolsce 135 (z planowanych 143), a w Wielkopolsce aż 151 (o 21 mniej niż planowano).

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Szefowie sklepów nie interesują się problemami pracowników

Tylko 20 procent pracowników sieci handlowych uważa, że szefowie są zainteresowani wysłuchaniem ich opinii, obustronnym dialogiem – wynika z badania przeprowadzonego przez NSZZ „Solidarność”.

Badanie pt. „Poziom dialogu w firmach ochrony oraz sieciach super- i hipermarketów” zostało przeprowadzone przez NSZZ „Solidarność” jako część działań na rzecz promocji dialogu między pracodawcami a pracownikami. Pełne wyniki badania, uwzględniające także dodatkowe dane (m.in. istnienia procedur umożliwiających podjęcie dialogu między managerami a podwładnymi, najczęstsze nadużycia, warunki pracy) zostaną opublikowane jeszcze w tym roku.

Badanie zostało zrealizowane w marcu 2012 r. metodą wywiadów bezpośrednich na próbie ponad 1000 pracowników sieci handlowych i firm ochrony z całej Polski. Realizacja badania jest częścią projektu NSZZ “Solidarność” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego Poddziałanie 5.5.2 Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. W ramach kampanii realizowane są działania kierowane do pracowników, pracodawców jak i klientów firm handlu i ochrony. Częścią akcji było też uruchomienie platformy monitoringu społecznego Hiperwyzysk.pl i zaproszenie pracowników i klientów firm z całej Polski do zgłaszania problemów dotyczących relacji pracodawca-pracownik. Patronem projektu od jego początku jest m.in. „Nowy Obywatel”. 

Nie zwijajcie Żagla!

Nie zwijajcie Żagla!

Pracownicy firmy Żagiel protestują przeciwko grupowym zwolnieniom w firmie. Spółkę kupił dotychczasowy konkurent i postanowił zlikwidować tę markę.

Jak informuje „Dziennik Wschodni”, zarząd spółki specjalizującej się w pożyczkach i zakupach ratalnych poinformował o rozpoczęciu procedury zwolnień grupowych 7 września. Oficjalne powody redukcji zatrudnienia to niezadowalające wyniki osiągane przez spółkę w ostatnich latach, ryzyko utraty płynności finansowej oraz prognozowane przez analityków dalsze spowolnienie gospodarcze. Według załogi Żagla prawdziwa przyczyna „restrukturyzacji” jest inna. – „Faktycznym powodem jest kupno Żagla przez konkurenta – mówi Dariusz Pioruń, dyrektor operacyjny z firmy Żagiel S.A. – „Grupa Santander świadomie podjęła decyzję o likwidacji naszej marki. Sytuacja finansowa spółki nie jest zła” – podkreśla. Żagiel S.A. należy obecnie do hiszpańskiej Santander Consumer Finanse. Oferty obu firm są do siebie bardzo podobne – spółki będą działać w ramach jednych struktur i stąd decyzja o zmniejszeniu zatrudnienia w Żaglu.

W wyniku zwolnień grupowych zlikwidowanych ma zostać 550 miejsc pracy w centrali oraz sieci sprzedaży. Pracownicy protestowali przed siedzibą firmy w Lublinie, a teraz także nagłaśniają sprawę na specjalnym profilu na Facebooku „Nie Zwijajcie Żagla”.

– „Chcemy negocjować. Mam nadzieję, że uda się zachować jak najwięcej etatów” – mówi pani Anna, pracownica Żagla. – „Będziemy się też domagać rekompensat dla odchodzących pracowników. O zwolnieniach poinformowano nas e-mailem. Nie było żadnego spotkania” – dodaje.

Firma Żagiel SA powstała w Lublinie w 1992 r. Jest jednym z największych pracodawców w mieście, a w całym kraju zatrudnia około 800 osób.