Urzędnicy kontra biedni

Urzędnicy kontra biedni

Samorządy zwracają państwu połowę pieniędzy przeznaczonych 
na dofinansowanie podręczników, bo nie znają przepisów.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że w ubiegłym roku na program „Wyprawka szkolna” samorządy wydały tylko 55 ze 115 mln zł. Nie wykorzystały więc ponad połowy środków przeznaczonych na zwrot kosztów zakupu podręczników. Z programu skorzystało 267 tys. uczniów zamiast planowanych 515 tys.

Część środków przepada, bo rodzice nie chcą dokumentować swojej sytuacji rodzinnej i ekonomicznej. Jednak winę ponoszą w większej mierze samorządy, które tłumaczą, że np. nie wykorzystują puli przeznaczonej dla rodzin niespełniających kryterium dochodowego, bo nie chcą brać odpowiedzialności za przyznanie wsparcia. Tymczasem obawiać się nie ma czego, bo o pomoc mogą ubiegać się nie tylko rodziny spełniające kryterium dochodowe, ale również takie, w których występuje m.in. sieroctwo, bezrobocie, niepełnosprawność, długotrwała choroba, a także wielodzietność. Zdaniem Tomasza Elbanowskiego ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców rodziny nie są dobrze informowane o możliwości zwrotu wydatków. Do Stowarzyszenia dotarły informacje od wielodzietnych rodzin m.in. z Torunia, Legnicy czy Gdyni, od których dyrektor szkoły nie chciał przyjąć wniosków, twierdząc, że nie mają prawa starać się o pomoc.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej można wnioskować, że najgorzej ze znajomością przepisów jest w województwach: dolnośląskim, wielkopolskim, śląskim. Tam wykorzystanie funduszy na zakup podręczników nie przekracza 60 proc.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tak się wciska kit

Tak się wciska kit

Analiza przeprowadzona przez brytyjski magazyn konsumentów wykazała, że produkty reklamowane jako „ze zmniejszoną zawartością tłuszczu”, „light” czy „lekkie”, wcale nie są zdrowsze niż tradycyjne produkty spożywcze.

Jak informuje Wyborcza.biz, przytaczając wyniki badań brytyjskiego magazynu konsumentów „Which?”, 6 na 10 konsumentów w Wielkiej Brytanii spożywa produkty typu „light” kilka razy w tygodniu, sądząc, że są one zdrowsze od zwykłej żywności i pomogą im zgubić zbędne kilogramy. Magazyn postanowił sprawdzić 12 takich produktów i porównać je ze standardowym jedzeniem. Okazało się, że różnice między nimi są minimalne, a często produkty „light” mają nawet więcej kalorii lub cukru niż zwykłe produkty. Przykładowo, ciasteczko czekoladowe McVietie’s w wersji „light” ma tylko 8 kalorii mniej niż w wersji „normalnej”. Z kolei jogurt Tesco z niską zawartością tłuszczu ma 130 kalorii, podczas gdy podobne opakowanie jogurtu Activia zawiera 123 kalorie. Jogurt Tesco zawiera też więcej cukru – 20,2 g (równowartość czterech łyżeczek) w porównaniu z produktem Activia (16,9 g).

„Which?” zwraca uwagę, że klienci często nie wiedzą, jaki skład powinny mieć produkty typu „light”. Na przykład produkt ze zmniejszoną zawartością tłuszczu – zgodnie z brytyjskimi regulacjami – powinien zawierać nie mniej niż 3 proc. tłuszczu. – „Konsumenci wybierają takie produkty, bo wierzą, że to zdrowy wybór, jednak często okazuje się, że tak nie jest. Dlatego polecamy, aby ludzie dokładnie czytali etykiety na produktach, zanim zdecydują się na zakup” – mówi dyrektor „Which?” Richard Lloyd.

Żarty się kończą

Żarty się kończą

Delegaci Walnego Zjazdu Delegatów śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” upoważnili regionalne władze związku do rozpoczęcia przygotowań do generalnego strajku ostrzegawczego.

– „Jestem przekonany, że ludzie czekają na odważne decyzje. Strajk jest najpotężniejszą bronią związkową. Do tej pory jej unikaliśmy, ale najwyższy czas po nią sięgnąć. Nasz region jest sercem przemysłowym Polski, który najdotkliwiej odczuwa skutki kryzysu. Osobno się nie obronimy, musimy to zrobić razem” – powiedział przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, Dominik Kolorz. Podkreślił, że uchwała podyktowana została napiętą sytuacją społeczno-gospodarczą. – „Obawiamy się, że w branżach energochłonnych, ale nie tylko, również w przemyśle motoryzacyjnym, służbie zdrowia czy w oświacie może dojść w najbliższych tygodniach i miesiącach do masowych zwolnień. Bezrobocie strukturalne na terenie Śląska i Zagłębia może osiągnąć bardzo duże rozmiary” – dodał Kolorz.

Zamiar zorganizowania generalnego strajku ostrzegawczego w regionie poparł Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” i delegat na WZD Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. – „Ten rząd zepchnął nas na ulice. My to wyzwanie przyjmujemy” – powiedział Piotr Duda w swoim wystąpieniu.

Generalny strajk ostrzegawczy będzie miał charakter solidarnościowy i potrwa maksymalnie cztery godziny. Każda organizacja związkowa najpierw przeprowadzi referendum w tej sprawie w swoim zakładzie. Planowany termin protestu to grudzień 2012 roku lub styczeń przyszłego roku. Ostatni generalny strajk ostrzegawczy w regionie odbył się w maju 1981 roku.

Zakupy grupowe zamiast zwolnień

Zakupy grupowe zamiast zwolnień

Jest wiele lepszych sposób na oszczędności w placówkach leczniczych niż zwolnienia pracowników. Należą do nich m.in. grupowe zakupy leków czy energii – wciąż nie dość popularne.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, polskie szpitale nieśmiało działają na polu zakupów grupowych. A warto – to świetny sposób na podratowanie budżetu zadłużonych szpitali. Przepisy nie stoją temu na przeszkodzie, bo art. 16 prawa zamówień publicznych wskazuje jednoznacznie, że zainteresowani mogą wyznaczyć spośród siebie przedstawiciela, który przeprowadzi przetarg i zamówi np. potrzebne materiały.

O zaletach tego rozwiązania przekonały się już niektóre lecznice. W woj. mazowieckim aż 16 (m.in. szpitale płocki, międzyleski i bródnowski) porozumiało się, by jesienią zeszłego roku wspólnie kupić energię elektryczną. Organizatorem zakupów (przedstawicielem lecznic) była Mazowiecka Agencja Energetyczna. Dzięki wspólnym zakupom placówki zaoszczędziły łącznie 3,5 mln zł. Platformę zakupową energii dla szpitali w sierpniu zorganizował też śląski urząd marszałkowski. Do wspólnego przetargu przystąpiło 15 placówek medycznych, z których każda dzięki temu kupiła energię o 15,5 proc. taniej.

W podobny sposób można zakupić w niższych cenach leki. Samorząd śląski tworzy właśnie Centrum Zakupowe Leków, dzięki któremu według szacunków wicemarszałka Kleszczewskiego każda placówka kupi medykamenty o 20 proc. taniej.

Kolejny sposób na oszczędności to system szpitalny unit dose, czyli tzw. indywidualnych dawek leków. Odpowiednia ilość jest kupowana w opakowaniach hurtowych, a potem rozdzielana przez personel medyczny indywidualnie wśród pacjentów. Pozwala to na lepsze kontrolowanie zużycia leków i uniknięcie marnotrawstwa.

Jeszcze większe oszczędności przyniosłyby lecznicom platformy ogólnopolskie, a nawet międzynarodowe, dzięki którym mogłyby kupować także sprzęt medyczny czy wyżywienie. Z powodzeniem działają one w Anglii, we Francji i w Niemczech. Polska Federacja Szpitali postanowiła stworzyć podobne, ponadpaństwowe porozumienie, w którym udział zadeklarowało już 70 jednostek.