Pacjencie, lecz się sam

Pacjencie, lecz się sam

Rosnące bezrobocie sprawiło, że tylko w okresie od stycznia do lipca do kasy NFZ wpłynęło 700 mln zł mniej, niż planowano. To może oznaczać jeszcze dłuższe niż obecnie kolejki do lekarzy w 2013 r.

Jak informuje „Dziennik Polski”, resort finansów szacuje, że stopa bezrobocia w tym roku osiągnie poziom 13 proc., a liczba bezrobotnych zwiększy się o 150 tys. A mniej pracujących to mniej wpływów ze składek zdrowotnych, odprowadzanych przez ZUS do kasy NFZ. Ponadto, na skutek pogarszającej się sytuacji ekonomicznej wysokość pensji nie wzrasta, a wraz z nią wysokość składki – zwraca uwagę dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia.

Oznacza to, że przyszły rok będzie jeszcze gorszy, jeśli chodzi o czas oczekiwania na wizytę u lekarza lub na zabieg. Już dziś, żeby dostać się do kardiologa, hepatologa czy okulisty, trzeba czekać do lutego lub marca przyszłego roku, na operację zaćmy 2-3 lata, a na wszczepienie endoprotezy nawet do roku 2026.

Zdaniem dr. Adama Kozierkiewicza, eksperta ds. systemów ochrony zdrowia, zapowiadany dalszy wzrost bezrobocia bez wątpienia odbije się na finansach NFZ, a tym samym na dostępności leczenia. Jeśli nawet szpitale otrzymają od funduszu miesięczne transze zgodnie z umową, to nie zostaną im w pełni zwrócone koszty tegorocznych świadczeń wykonanych ponad limit narzucony przez NFZ. W efekcie szpitale i przychodnie będą zadłużać się coraz bardziej, co zmusi je do wydłużania kolejek.

Bolesław Piecha, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia, ostrzega: w przyszłym roku szpitale, nie widząc innego wyjścia, będą likwidować nierentowne oddziały. Już teraz dyrektorzy dramatycznie niedoinwestowanych klinicznych szpitali dziecięcych zapowiedzieli, że jeśli NFZ nie podniesie stawek, będą zamykać oddziały przynoszące największe straty.

Według deklaracji NFZ w przyszłym roku na służbę zdrowia przeznaczonych zostanie 66,7 mld zł, czyli tylko o 2,2 mld więcej niż w 2012 r. Przy czym są to tylko plany – biorąc pod uwagę realia gospodarcze, pieniędzy może być jeszcze mniej. Tymczasem długi szpitali wynoszą już ponad 11 mld zł, a wobec systematycznie rosnących cen koszty ich funkcjonowania stale wzrastają.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Równe płace bez względu na płeć

Równe płace bez względu na płeć

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania zapowiada wprowadzenie przepisów, które doprowadzą do wyrównania wynagrodzeń kobiet i mężczyzn pracujących na tych samych stanowiskach.

Jak informuje Newseria.pl, proponowane przepisy mają nałożyć na firmy obowiązek składania sprawozdań ze średnich zarobków kobiet i mężczyzn. – „Dzięki temu w firmie, w której zatrudnionych jest np. kilkanaście osób w księgowości, moglibyśmy porównać pensję na tym stanowisku kobiet i mężczyzn, i stwierdzić, czy pensje kobiet księgowych są w stosunku 1 do 1 do pensji mężczyzny księgowych” – wyjaśnia pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Obowiązujące w Polsce przepisy gwarantują wszystkim pracownikom równość m.in. w zakresie warunków zatrudnienia lub awansowania bez względu na płeć. Kobiety i mężczyźni mają więc prawo do jednakowego wynagrodzenia za tę samą pracę lub pracę o jednakowej wartości – a zatem taką, której wykonywanie wymaga od pracowników porównywalnych kwalifikacji zawodowych, potwierdzonych stosownymi dokumentami lub doświadczeniem zawodowym, a także porównywalnej odpowiedzialności i wysiłku. Dotyczy to nie tylko płacy zasadniczej, ale i innych składników wynagrodzenia – premii, dodatków funkcyjnych czy nagród. Pracownik, wobec którego pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Kodeks Pracy przewiduje także ochronę pracownika, który domaga się odszkodowania za naruszenie przepisów o równości w zatrudnieniu. Pracodawca nie może więc z tego powodu np. rozwiązać z pracownikiem umowy o pracę. Tyle w teorii, a co z praktyką?

– „Mimo istniejącego w prawie zakazu dyskryminacji płacowej nie ma żadnej metody, żadnego narzędzia, które pozwalałoby monitorować różnice płacowe, czyli tak zwaną lukę płacową między pensjami kobiet i mężczyzn” – mówi Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Tymczasem, jak alarmuje Unia Europejska, kobiety w Europie zarabiają średnio 16,4 proc. mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach.

Więcej pracy, ale słabo płatnej

Więcej pracy, ale słabo płatnej

Bezrobocie na Zachodzie spada, ale dostępna jest głównie praca nisko płatna. W efekcie kurczy się klasa średnia i pogłębia rozwarstwienie społeczne.

Jak informuje Wyborcza.biz, w Stanach Zjednoczonych bezrobocie spada systematycznie od 2010 r., kiedy osiągnęło poziom 10,5 proc. Powoli pojawia się coraz więcej miejsc pracy, a mniej osób zgłasza się po pomoc dla bezrobotnych. Jednak wraz ze spadkiem bezrobocia kurczy się klasa średnia, a powiększa przepaść między bogatymi a biednymi.

W okresie wychodzenia z recesji na rynku pojawiły się bowiem głównie prace najgorzej płatne – stanowią aż 58 proc. nowych etatów. Najwięcej osób znalazło zatrudnienie przy przygotowywaniu żywności (mediana płac, a więc stawka środkowa – wynosi 9,04 dol. za godzinę) i w sprzedaży detalicznej (10,97 dol. za godzinę). W każdej z tych kategorii od czerwca 2009 r. przybyło ponad 300 tys. pracowników. Nisko płatnych prac podejmują się nie tylko młodzi, dopiero wchodzący na rynek pracy, ale także wiele starszych osób, które straciły lepsze posady podczas kryzysu.

Rosnące rozwarstwienie amerykańskiego społeczeństwa wymownie ilustrują dane udostępnione przez National Employment Law Project. Od 2001 r. zatrudnienie w sektorze niskich płac wzrosło w USA o 8,7 proc. W sektorze najlepiej płatnych zawodów – o 6,6 proc. Natomiast zatrudnienie w sektorze średnio opłacanych prac spadło o 7,3 proc.

Podobnie jest w Europie Zachodniej. Według niemieckiego państwowego biura statystycznego Destatis w 2010 r. w sektorze niskich płac (poniżej 10,36 euro za godzinę) pracowało 20,6 proc. osób. To skok o prawie 2 pkt. proc. względem 2006 r. i zdaniem szefa Destatisu Rodericha Egelera można już mówić o trwałym trendzie wzrostowym. Większość nisko opłacanych pracowników w Niemczech to także osoby zatrudnione w sektorze usług, np. we fryzjerstwie, hotelarstwie, usługach gastronomicznych.

W Niemczech również pogłębia się rozwarstwienie społeczne. Wprowadzona w 2005 r. reforma Hartz IV, która skutkowała m.in. obniżeniem zasiłków dla bezrobotnych i pomocy socjalnej, spowodowała, że wiele osób musiało podejmować prace poniżej kwalifikacji. Ponadto po reformie wielu pracowników zatrudnionych zostało na umowy czasowe, które nie gwarantują stabilności zatrudnienia. – „Ponad 40 proc. ofert pracy, które otrzymujemy, pochodzi od agencji zatrudnienia” – powiedział Rolf Zöllner, szef Federalnej Agencji Pracy w Ingolstadt.

– „Wprowadzone przez Schrödera reformy Hartza doprowadziły do tego, że klasa średnia zaczęła się kurczyć. Jest to rzeczywiste zagrożenie dla harmonii społecznej” – ocenia Piotr Kuczyński, główny ekonomista Xelionu.

A jak jest w Polsce? Zgodnie z danymi Hays Group przeciętne wynagrodzenie w naszym kraju osiąga zaledwie 15-20 proc. pracujących. Większość osób sytuuje się na poziomie 50-66 proc. średniej krajowej.

Piotr Duda: „Czarny dzień polskiej demokracji”

Piotr Duda: „Czarny dzień polskiej demokracji”

Podpisana przez Prezydenta nowelizacja ustawy o zgromadzeniach publicznych ogranicza podstawowe prawo wolności obywateli – prawo do zgromadzeń publicznych.

Wprowadzone zmiany nadają urzędnikom uprawnienia do decydowania o podstawowych swobodach obywateli. Przepisy te zostały zmienione w taki sposób, aby praktycznie uniemożliwić zorganizowanie legalnej manifestacji. Nie znajdują one oparcia w żadnych standardach państwa demokratycznego.

Nowe prawo przerzuca na organizatorów manifestacji  odpowiedzialność i jednocześnie zdejmuje ją ze służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek publiczny. Wprowadza równocześnie wysokie kary materialne dla organizatorów. Taka decyzja cofa Polskę do mrocznej przeszłości PRL, oddalając nas od demokratycznego państwa szanującego prawo swoich obywateli do społecznego sprzeciwu.

Przypominam, że zmiany te zostały przyjęte bez konsultacji społecznych, co jest łamaniem obowiązującego w Polsce prawa. Szczególnie jest to rażące dla NSZZ „Solidarność”, dzięki któremu doszło do demokratycznych przemian w Polsce. To kolejny w ostatnim czasie przykład wprowadzania ważnych dla obywateli ustaw z pominięciem dialogu społecznego. Ale takie postępowanie władzy ze społeczeństwem nie jest dla mnie zaskoczeniem.

Nowelizacja ustawy o zgromadzeniach publicznych, przeprowadzona z inicjatywy Prezydenta, to czarny dzień polskiej demokracji. Dzisiejszego podpisu Pan Prezydent powinien się wstydzić.

NSZZ „Solidarność” tak jak wcześniej zapowiadała, zaskarży nowo uchwalone prawo do Trybunału Konstytucyjnego. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że tak jak w przypadku tzw. ustawy o święcie Trzech Króli, nowy bubel prawny również trafi do kosza.

Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”