Liberalniej znaczy drożej

Liberalniej znaczy drożej

Przyspieszają prace nad przepisami liberalizującymi polski rynek gazowy. Ich przyjęcie będzie oznaczać gwałtowny wzrost cen gazu.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, prace w Ministerstwie Gospodarki nad projektem prawa gazowego, które ma doprowadzić do uwolnienia rynku gazu w Polsce, mają zakończyć się jeszcze w tym tygodniu. Najpóźniej 17 października projekt powinien być już przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów, skąd następnie trafi do Sejmu.

Dokument powstaje w związku z obowiązkiem dostosowania naszego rynku do unijnych regulacji. Komisja Europejska już grozi Polsce, że jeśli od nowego roku nie uwolnimy cen gazu, obarczy nas gigantycznymi karami – nawet 270 tys. euro dziennie.

Nowa wersja projektu różni się od prezentowanej kilka miesięcy temu. Według ustaleń DGP m.in. zwiększono z 15 do 30% poziom obliga giełdowego, czyli ilości surowca, jaką spółki handlujące gazem będą musiały sprzedawać za pośrednictwem giełdy towarowej. Eksperci z PwC twierdzą, że w drugim roku liberalizacji rynku obowiązkowo przez giełdę powinno przechodzić już 50 proc., a w trzecim – 75 proc.

– „W pierwszym okresie liberalizacji ceny pójdą w górę. Innej możliwości nie ma” – twierdzi Marek Kamiński z firmy analitycznej Ernst & Young. Wzrost cen wyniesie przynajmniej kilka, a możliwe, że nawet kilkanaście procent.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dość finansowania byle czego

Dość finansowania byle czego

Rolnicy, ekolodzy i konsumenci z 20 krajów przeszli ulicami Brukseli w demonstracji na rzecz reformy Wspólnej Polityki Rolnej. Chcą, by sprzyjała ona gospodarstwom małym, dbającym o jakość produkcji i środowisko naturalne.

Jak informuje Agrobiznes TVP, manifestujący wezwali unijne instytucje do zreformowania Wspólnej Polityki Rolnej. Hasłem przyświecającym uczestnikom marszu było „Dobre jedzenie, dobre rolnictwo”. Wyruszyli 25 sierpnia ze swoich krajów, by 19 września spotkać się przed Parlamentem Europejskim w Brukseli.

Jak dodaje portal ekologia.re.pl, uczestnicy marszu protestowali m.in. przeciwko GMO, przemysłowemu chowowi zwierząt oraz nadmiernej chemizacji rolnictwa. Apelowali o wspieranie gospodarstw rodzinnych oraz o uczciwe i stabilne ceny produktów rolnych, uwzględniające wszystkie koszty ponoszone przez rolnika, a także uczciwe ceny płacone przez konsumenta. Podkreślali ponadto, że dopłaty unijne powinny być wprost powiązane z kryteriami społecznymi, ochrony zwierząt i środowiska. Publiczne pieniądze powinny być przeznaczone na dobra społecznie użyteczne – nawoływali. Domagali się również zapewnienia wyrównanego wsparcia dla „starych” i „nowych” członków EU oraz oparcia dopłat unijnych na międzynarodowej odpowiedzialności, tak, by zarówno Europa, jak kraje Południa mogły stać się bardziej samowystarczalne żywnościowo. Apelowali także o ukrócenie spekulacji żywnością na rynkach finansowych oraz zakończenia praktyki eksportu żywności po cenach niższych od kosztów produkcji, ponieważ praktyka ta prowadzi do bankructwa milionów rolników Trzeciego Świata.

Kredyt na szkolną wycieczkę?

Kredyt na szkolną wycieczkę?

Coraz mniej uczniów wyjeżdża na szkolne wycieczki, ponieważ ich rodziców na to nie stać.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, z relacji rodziców warszawskich uczniów wynika, iż wycieczki szkolne kosztują od 440 zł (tyle kosztowała wycieczka do Krakowa i na Jurę Krakowsko-Częstochowską zorganizowana przez jedną ze szkół) do nawet kilku czy kilkunastu tysięcy złotych w przypadku wyjazdów zagranicznych. Nawet w przypadku tych najtańszych podróży niewielu rodziców jest w stanie od razu wyłożyć całą sumę, większość odkłada co miesiąc trochę pieniędzy. W przypadku drogich podróży – często biorą kredyt. W każdej klasie jest jednak co najmniej kilkoro dzieci, które nigdy i nigdzie nie wyjeżdżają, bo ich rodziców na to nie stać.

– „Często rodzice ukrywają prawdziwy powód, dlaczego dziecko nie jedzie. Podają przeróżne wymówki, a to długo oczekiwana wizyta u lekarza specjalisty, a to ważna rodzinna impreza. Chcą ukryć problemy finansowe i ochronić dziecko przed uszczypliwościami ze strony kolegów” – mówi wicedyrektorka jednej z warszawskich szkół integracyjnych.

Szkoły nie mają obowiązku organizować wycieczek i „zielonych szkół”, dlatego ostatnio coraz częściej rezygnują z uczniowskiej turystyki. Od trzech lat 2-4 dniowych wyjazdów ze szkołą jest coraz mniej. Według Instytutu Turystyki do 2009 r. na wycieczki wyjeżdżało około 40 proc. uczniów, teraz niecałe 30 proc.

Masowe zwolnienia nauczycieli

Masowe zwolnienia nauczycieli

Związkowcy alarmują: w bieżącym roku szkolnym pracę może stracić nawet dwa razy więcej nauczycieli niż kilka miesięcy temu.

Przyczyny ryzyka zwolnień to nowa podstawa programowa w szkołach ponadgimnazjalnych, niż demograficzny i przepełnione klasy. Jak informuje Wyborcza.biz, we wrześniu 421 nauczycieli w świętokrzyskich szkołach nie wróciło do pracy, bo dostali wypowiedzenia. Oprócz nich zatrudnienie straciło jeszcze ok. 200 nauczycieli, którym skończyły się umowy na czas określony. Zwolnień na taką skalę nie było od lat. Co gorsza, koniec tego roku szkolnego może przynieść ich jeszcze więcej. Dokładna ich liczba będzie znana dopiero pod koniec maja – wtedy dostaną wypowiedzenia. Jednak Henryk Ślusarski, przewodniczący świętokrzyskiej sekcji oświatowej „Solidarności” już dzisiaj przewiduje, że liczba zwolnionych w porównaniu z ubiegłym rokiem szkolnym może się podwoić.

Zdaniem związkowców przyczyną sytuacji jest przede wszystkim nowa podstawa programowa w szkołach ponadgimnazjalnych, zgodnie z którą uczniowie tylko w pierwszej klasie realizują kształcenie ogólne, a później nauka jest ukierunkowana. – „Na profilach humanistycznych licealiści w ogóle nie będą mieć biologii czy chemii, a zamiast tego przyrodę. A to sprawi, że zabraknie godzin z tych przedmiotów” – przewiduje Wanda Kołtunowicz, prezes świętokrzyskiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego. Według Ślusarskiego nauczyciele biologii, fizyki i chemii będą mieć nawet o jedną trzecią godzin mniej. W podobnej sytuacji znajdą się nauczyciele języka polskiego.

Zagrożeni utratą pracy mogą też poczuć się nauczyciele pracujący na niepełnych etatach. – „Niektórzy od przyszłego roku szkolnego mogą mieć tylko po kilka godzin. Wtedy dyrektorzy pewnie zwolnią taką osobę, a godziny rozdzielą między innych nauczycieli” – twierdzi Kołtunowicz.

Problemem jest także niż demograficzny. – „Liczba uczniów w szkołach spada. Samorządy, żeby zaoszczędzić, upychają ich w coraz większych klasach. W szkołach organizuje się też coraz mniej zajęć pozalekcyjnych. Nauczycielom odpadają więc pojedyncze godziny” – wyjaśnia prezes świętokrzyskiego ZNP.