Czas na rolniczą rewolucję!

Czas na rolniczą rewolucję!

Małopolski samorząd rolniczy domaga się uproszczenia prawa, aby właściciele małych gospodarstw mogli sprzedawać produkty wytwarzane przez nich domowym sposobem. Rolnicy chcą także punktów sprzedaży bezpośredniej.

Jak informuje „Dziennik Polski”, małopolscy rolnicy marzą o przeniesieniu na polski grunt rozwiązań stosowanych chociażby we Francji czy Austrii i chcą sprzedawać swoje towary bezpośrednio klientom w wyznaczonych do tego celu punktach. Chcieliby również poszerzyć asortyment sprzedawanych przez siebie produktów o artykuły przetworzone, np. sery czy konfitury. Ryszard Czaicki, prezes Małopolskiej Izby Rolniczej, zaznacza, że w wielu krajach rolnicy mają możliwość samodzielnego sprzedawania nabiału, mięsa, wina.

– „U nas jest problem, bo rygorystyczne prawo dopuszcza sprzedaż jedynie produktów nieprzetworzonych, surowych warzyw czy owoców. Rolnik nie może sprzedawać masła lub sera, bo powstają z przetworzonego mleka. Jeśli w gospodarstwie ma tego nadmiar, to pozostaje mu wyrzucić albo dać kurom” – ubolewa Czaicki.

Rolnicy żalą się też, że np. kilogram ziemniaków sprzedają hurtowym odbiorcom po 10 groszy, a później w sklepie cena wzrasta do 70 groszy za kg. – „Producent napracuje się przy sadzeniu, pieleniu, zbiorach, ale nie zarobi, bo obniża cenę, żeby sprzedać, zyskują na tym pośrednicy, a klient kupuje drogo” – mówi Marek Lenczowski, rolnik z Sieprawia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lokatorki mówią ważne rzeczy

Lokatorki mówią ważne rzeczy

Ukazała się bardzo ciekawa broszura dokumentująca antyspołeczną politykę mieszkaniową władz Poznania. Zachęcamy do pobrania i lektury.

Nakładem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej Poznań opublikowano broszurę „Lokatorki mówią. Sytuacja społeczno-mieszkaniowa w Poznaniu”. Poświęcono ją sytuacji mieszkańców lokali komunalnych, ukazanej na przykładzie trzech kobiet, z którym przeprowadzono rozmowy dokumentujące problem i jego aspekty.

Jak napisali wydawcy: „W niniejsze broszurze przedstawiamy trzy wywiady przeprowadzone w sierpniu 2012 roku z lokatorkami, które musiały stawić czoła trudnościom socjalno-mieszkaniowym. Naświetlają one zakres problemu, z jakimi musi się zmierzyć niemała część mieszkańców Poznania. W wywiadach wypowiadają się tylko kobiety. To działanie celowe podjęte w opozycji do dominującego przekonania, że eksmisje dotyczą jakichś bliżej niedookreślonych »trudnych lokatorów« czy »osób nie płacących czynszów«, »awanturujących się mężczyzn«. Tymczasem ofiarami polityki socjalno-mieszkaniowej w naszym mieście padają konkretni ludzie – często właśnie kobiety, dzieci czy osoby schorowane (przykładowo w sierpniu br. ZKZL wyeksmitował 90-letniego mężczyznę). Wspólną ich cechą jest niższy status ekonomiczny i społecznych, choć bywa, że ofiarami są także profesorowie, nauczycielki i właściciele małych interesów. Logika »świętego prawa własności i wolnego rynku« oraz biurokratycznych struktur władzy nie oszczędza nikogo, kto tylko stanie na drodze interesom tych, którzy czują się panami sytuacji i wydaje się im, że wszystko mogą. Wiele problemów socjalno-mieszkaniowych bierze się z dotychczasowej polityki miasta. W Poznaniu od początku lat 90. (1995-2009) miasto sprzedało w większości dotychczasowym lokatorom, na preferencyjnych warunkach, ponad 10,5 tys. lokali, czyli 41% tego, co posiadał samorząd. W tym samym okresie wybudowano jedynie 638 nowych mieszkań komunalnych”.

Całą broszurę można pobrać w postaci pliku PDF tutaj.

Polecamy!

Odzyskaj pieniądze!

Odzyskaj pieniądze!

Unia Europejska chce, by instytucje publiczne i firmy krajów członkowskich zaniechały opóźnień w płatnościach zleceniobiorcom. Ma to chronić przedsiębiorstwa przed problemami finansowymi.

Jak podaje portal wnp.pl, kampania informacyjna kładzie szczególny nacisk na uświadamianie małych i średnich przedsiębiorstw o nowych prawach przyznanych im unijną dyrektywą oraz o tym, jak należy z tych praw korzystać. Codziennie w całej Europie dziesiątki małych i średnich przedsiębiorstw ogłaszają upadłość, ponieważ nie uzyskują zapłaty za wystawione faktury. Niewypłacalność prowadzi do utraty 450 tys. miejsc pracy w UE oraz zaległych należności w wysokości 23,6 mld euro rocznie. Na problemy z płynnością wynikające z opóźnień w płatnościach skarży się 57 proc. przedsiębiorstw w Europie, co oznacza wzrost o 10 proc. w stosunku do ubiegłego roku.

Małym i średnim przedsiębiorstwom jest szczególnie trudno egzekwować prawo do terminowych płatności. Opóźnienia w płatnościach mogą wiązać się z wysokimi kosztami, jeśli chodzi o czas i pieniądze, a ewentualne spory mogą pogarszać stosunki z klientami. Dyrektywa ustanawia ramy prawne dla ścigania dłużników, proponując kilka prostych zasad.

Władze publiczne muszą płacić za zamówione towary i usługi w ciągu 30 dni lub – w wyjątkowych okolicznościach – w ciągu 60 dni. Przedsiębiorstwa zaś w ramach transakcji handlowych z innymi przedsiębiorstwami powinny regulować należności z tytułu otrzymanych faktur w ciągu 60 dni, chyba że wyraźnie uzgodnią między sobą inny termin i nie będzie on rażąco nieuczciwy wobec wierzyciela.

Przedsiębiorstwa są automatycznie uprawnione do domagania się zapłaty odsetek od zaległych płatności i mogą uzyskać minimalną stałą kwotę w wysokości 40 euro na pokrycie kosztów odzyskania należności. Mogą również żądać zwrotu wszystkich pozostałych uzasadnionych kosztów odzyskania należności.

Ustawowe odsetki za zwłokę należy zwiększyć do co najmniej 8 pkt. proc. powyżej stopy referencyjnej Europejskiego Banku Centralnego. Władze publiczne nie mogą wyznaczyć stopy odsetek za zwłokę poniżej tego progu. Przedsiębiorstwa mogą też łatwiej zaskarżać rażąco nieuczciwe warunki i praktyki przed sądami krajowymi.

Dyrektywa zobowiązuje ponadto do większej przejrzystości – państwa członkowskie muszą publikować odsetki za zwłokę, tak aby wszystkie zainteresowane strony były o tym poinformowane. Zachęca się państwa członkowskie do ustanowienia kodeksów postępowania w zakresie szybkich płatności.

Dyrektywa zakłada, że proponowane przez nią środki są nieobowiązkowe dla przedsiębiorstw – uzyskują one prawo do podjęcia działań, ale nie są do nich zobowiązane. W pewnych okolicznościach przedsiębiorstwo może być zainteresowane wydłużeniem terminu płatności o kilka dni lub tygodni, aby utrzymać dobre stosunki handlowe z konkretnym klientem.

Założenia dyrektywy są natomiast obowiązkowe dla władz publicznych, które powinny dawać przykład niezawodności i wydajności, dotrzymując zawartych umów.

Najgorsza służba zdrowia w Europie

Najgorsza służba zdrowia w Europie

Polska służba zdrowia znajduje się na szarym końcu wśród krajów Europy – wynika z raportu Health Barometre, podsumowującego badania przeprowadzone przez Europ Assistance i instytut badawczy Cercle Santé.

Jak informuje Wyborcza.biz, badanie dotyczące oceny służby zdrowia przeprowadzono wśród mieszkańców 9 krajów europejskich oraz wśród Amerykanów. Najgorzej wypadła Polska – z wynikiem 2,6 pkt., czyli 0,3 pkt. proc. mniej niż przed rokiem. Dla porównania: Włosi ocenili swoją opiekę zdrowotną na 3,7 pkt., Czesi – na 4 pkt., Szwedzi – 4,7 pkt. Francuzi, Hiszpanie i Brytyjczycy – powyżej 5 pkt. Najbardziej zadowoleni są mieszkańcy Austrii, którzy swojej służbie zdrowia przyznali 6,5 pkt.

Rekordowo dużo, bo aż 90 proc. Polaków w nadchodzących latach najbardziej boi się jeszcze dłuższego oczekiwania na wizytę czy zabieg. Trudno się dziwić – już teraz w kolejce do niektórych specjalistów trzeba czekać nawet kilka miesięcy.

Na pytanie, czy obecny system opieki zdrowotnej gwarantuje równy dostęp do usług medycznych, twierdząco odpowiedział tylko co czwarty Polak. To znowu najsłabszy wynik.

Osoby, które potrzebują szybkiej pomocy, coraz częściej decydują się na skorzystanie z prywatnej przychodni. Dlatego 67 proc. Polaków obawia się również rosnących kosztów usług medycznych. Koszt wizyty u alergologa czy ginekologa to ok. 150 zł, USG jamy brzusznej – ok. 120 zł, szycia rany – ok. 500 zł, a mastektomii – już 8 tys. zł.

Z badania Europ Assistance i Cercle Santé wynika też, że rekordowo dużo Polaków – bo aż 41 proc. – musiało zrezygnować z leczenia, bo nie było ich na nie stać. Co piąty odłożył wizytę u lekarza ogólnego, 17 proc. zrezygnowało z wykupienia leków, a 15 proc. z wizyty u dentysty. Co dziesiąty Polak z powodu braku pieniędzy nie poddał się leczeniu poważnej choroby. Kolejne 10 proc. Polaków odłożyło zakup okularów lub szkieł kontaktowych.