Śledztwo ws. SPEC-jalnej prywatyzacji

Śledztwo ws. SPEC-jalnej prywatyzacji

W rocznicę sprzedaży jednej z największych miejskich spółek francuskiemu koncernowi Dalkia śródmiejska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie utajniania dokumentów przy prywatyzacji.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, zawiadomienie do organów ścigania złożyli radni PiS Jarosław Krajewski i Dariusz Figura po tym, jak władze stolicy odmówiły im m.in. możliwości porównania treści ostatecznego kontraktu z umową wstępną parafowaną przez Dalkię i urzędników w lipcu 2011 r. Nie ujawniły też treści pakietu socjalnego, który gwarantował pracownikom dziewięć lat pracy. Według ustaleń gazety, przedmiotem badań prokuratury będzie m.in. wątek naruszenia ustawy o dostępie do informacji publicznej.

O kulisach prywatyzacji SPEC opowiadał nam Piotr Ciompa – członek Rady Honorowej „Nowego Obywatela”, który próbował zablokować transakcję. Wspominał m.in. o kwestii, której dotyczyć ma śledztwo: „Władze Warszawy utajniły wiele informacji o prywatyzacji SPEC-u, które w przypadku prywatyzacji mienia publicznego powinny być jawne. Na przykład utajniono procedury prywatyzacyjne, odbierając nawet radnym jakąkolwiek możliwość sprawdzenia, czy Dalkia Polska nie była faworyzowana. […] Mimo odpowiedniego artykułu w ustawie, Platforma wzbrania się także przed ujawnieniem przedwstępnej umowy prywatyzacyjnej, na podstawie której radni udzielili zgody na sprzedaż akcji, albowiem jak przypuszczam nie było tam mowy o tym, że pakiet socjalny, który z tytułu samej tylko premii prywatyzacyjnej warty jest nie mniej niż 20 mln zł, ma być finansowany przez SPEC. Od pracowników wiem, że to SPEC wypłaca premię prywatyzacyjną i finansuje ten pakiet. Ale przecież SPEC nie podpisywał tego pakietu, tylko Dalkia, więc to spółka francuska powinna płacić. Czy to sprawia jakąś różnicę mieszkańcom? Tak, ponieważ pakiet socjalny wchodzi w koszty firmy i daje powód do zażądania od URE zgody na podwyżki cen za ciepło. Jeżeli w przypadku prywatyzacji Skarbu Państwa pakiet socjalny finansują zazwyczaj prywatyzowane spółki, to tylko na podstawie odpowiednich zapisów umowy, bo z przepisów prawa to nie wynika. A tu prawdopodobnie przeoczono tę konieczność w umowie wstępnej, która była dla Rady Miasta podstawą udzielenia zgody na prywatyzację. Jednak umowa ostateczna prawdopodobnie obciąża SPEC tymi kosztami, skoro to właśnie przedsiębiorstwo je reguluje. Jeśli tak, to prezydent Miasta przekroczyła mandat udzielony jej przez Radę, a to «gardłowa» sprawa, która może skutkować nawet złożeniem Hanny Gronkiewicz-Waltz z urzędu. Dlatego tak się bronią przed jawnością”.

Cały wywiad przeczytać można tutaj, a o społecznych skutkach prywatyzacji – tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kraj się sypie

Kraj się sypie

Ogromna luka remontowa i pogarszający się stan mieszkań to jeden z najpoważniejszych problemów polskich miast.

Jak informuje Portal Samorządowy, według szacunków ekspertów luka remontowa wynosi w polskich miastach 8,4 mld zł rocznie. W budynkach wielorodzinnych w zasobach spółdzielni mieszkaniowych niezbędne nakłady są zaspokajane w 2/3. W przypadku zasobów komunalnych, czynszowych i wspólnot mieszkaniowych jest to już sporo poniżej 50 proc. potrzeb.

– „Brak systemowego podejścia do modernizacji zasobów mieszkaniowych miast objawia się w relatywnie niskiej obecności takich projektów w Lokalnych Programach Rewitalizacji (LPR) i innych” – mówi Alina Muzioł-Węcławowicz z Politechniki Warszawskiej. Co więcej, są to z reguły projekty warunkowe. – „Jeśli pojawi się dofinansowanie publiczne, a więc unijne, to mają szansę na realizację. Jeśli nie, to są odkładane na czas nieokreślony” – wyjaśnia.

Według danych GUS w 2009 r. w całej Polsce remontem kapitalnym objętych było zaledwie 8 tys. mieszkań na ok. 5-6 mln, które nie są mieszkaniami w zabudowie całkowicie prywatnej. – „W tej sytuacji oczywistym jest, że wsparcie ze strony publicznej jest konieczne. Mamy kilka krajowych programów wsparcia, ale są wymogi prawne, które utrudniają ich stosowanie w kontekście projektów rewitalizacji” – podkreśla Alina Muzioł-Węcławowicz.

Żeby uzyskać premię z Funduszu Termomodernizacji i Remontów, autor projektu rewitalizacyjnego musi korzystać z kredytu komercyjnego, a wsparcie wynosi najwyżej 20 proc. jego wysokości. Premii termomodernizacyjnych nie wolno również łączyć z finansowaniem ze środków unijnych. Podobny problem dotyczy programu wsparcia budownictwa socjalnego.

Programów samorządowych wspierających modernizacje i remonty już nie ma – odkąd Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że dotacja dla prywatnych podmiotów, jakimi są wspólnoty mieszkaniowe, zwiększa ich majątek i nie może być objęta zakresem zadań własnych gminy. Nieliczne miasta stosują pożyczki ze swoich budżetów na działania remontowe, jednak są to środki niewystarczające względem potrzeb.

Jeśli chodzi o środki unijne, sytuacja jest bardzo zróżnicowana, ale alokacja w perspektywie działań dotyczących infrastruktury mieszkaniowej wynosi średnio ok. 1,2 proc. (dane z końca maja tego roku). W woj. lubuskim 50 proc. środków przewidzianych w Regionalnym Programie Operacyjnym na mieszkalnictwo pochłonęło dofinansowanie projektu realizowanego już od 2007 r. w Żaganiu. Został on oparty na partnerstwie większej ilości podmiotów. Połowę jego kosztów pokryły środki z RPO, 23 proc. dołożyli partnerzy, a 27 proc. pokrywa kredyt preferencyjny. Podobne porozumienia o współpracy przyniosły też efekty m.in. w Sieradzu i Szczecinie.

Muzioł-Węcławowicz podkreśla, że wobec problemów z finansowaniem projektów rewitalizacyjnych konieczne są publiczne instrumenty wsparcia w ramach LPR-ów. – „Nie musimy się jednak oglądać na programy unijne. Mamy w Polsce bardzo rozbudowaną historię funduszy pożyczkowych. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić ich strukturę i powołać fundusze zorientowane na sprawy mieszkaniowe” – podsumowuje.

Jedni będą świętować – inni protestować

Jedni będą świętować – inni protestować

Komitet Strajkowy NSZZ „Solidarność” w TVP przeprowadzi akcję protestacyjną 29 października, czyli w 60. rocznicę powstania Telewizji Polskiej.

Jak podaje „Nasz Dziennik”, związkowcy poinformowali, że protest związany jest z niespełnieniem przez pracodawcę postulatów wynikających ze sporu zbiorowego. Spór zbiorowy między związkowcami a władzami telewizji trwa od kilkunastu miesięcy. „Solidarność” w TVP domaga się m.in. wprowadzenia do regulaminu wynagrodzenia corocznej zasady waloryzacji wynagrodzeń zasadniczych; przywrócenia premii dla pracowników czasowo premierowych w wysokości 25 proc.; wprowadzenia do regulaminu wynagrodzenia zapisów o proporcjonalności wyceny stawek honoracyjnych i premii zadaniowej, przyjmując za 100 proc. wysokość wynagrodzenia realizatora audycji (zasada powinna dotyczyć pracowników realizacji technicznej i telewizyjnej).

„Solidarność” TVP postuluje także ujednolicenie zasad czasu pracy w grupach zawodowych bez względu na jednostkę organizacyjną, w której zatrudnieni są pracownicy. W dokumencie z października 2011 r. zawarto również oczekiwania, aby w produkcji programów telewizyjnych wykorzystywani byli pracownicy etatowi oraz majątek Spółki, a nie pośrednicy, jakimi są podmioty zewnętrzne, oraz żeby wprowadzone zostały zmiany w Regulaminie ZFŚS, polegające na powołaniu Komisji Socjalnej.

W uzasadnieniu ubiegłorocznego wniosku napisano, że jest on skutkiem stałego wzrostu realnych kosztów utrzymania i brakiem waloryzacji wynagrodzeń zasadniczych pracowników spółki od ponad 5 lat oraz wprowadzeniem przez Zarząd TVP SA polityki obniżania wynagrodzeń pracowniczych. Kolejnym argumentem, który przytoczyli związkowcy, był fakt zatrudniania przez Zarząd telewizji publicznej nowych pracowników, których „wynagrodzenia w sposób drastyczny są wyższe od wynagrodzeń zatrudnionych wcześniej w TVP SA”.

Cała Polska zabiera nauczycielom

Cała Polska zabiera nauczycielom

Nawet o kilkaset złotych spadły zarobki nauczycieli. Pedagogom obcina się niemal wszystkie dodatki, które stanowiły poważną część ich miesięcznych dochodów.

Jak informuje „Gazeta Polska Codziennie”, najgorzej sytuacja wygląda w małych miastach i na wsiach. Pedagodzy pracujący w miejscowościach (poniżej 5 tys. mieszkańców) otrzymywali tzw. dodatki wiejskie i mieszkaniowe. Do tego mieli prawo do dodatku motywacyjnego, a wychowawcy do wychowawczego – „Teraz wiele samorządów tych dodatków po prostu nie wypłaca” – mówi szef nauczycielskiej „Solidarności”, Ryszard Proksa.

Nauczyciele z dużych miast również mają powody do niezadowolenia. Na przykład na stołecznym Mokotowie obcięto dodatki motywacyjne dla nauczycieli. W ubiegłym roku szkolnym wynosiły one średnio 600 zł, od września obniżono je do 200 zł.

Wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji Sławomir Kłosowski (PiS) zwraca uwagę, że subwencje oświatowe pochodzące z budżetu państwa są zbyt niskie. Władze samorządowe obciążane coraz to nowymi zadaniami sięgają po pieniądze na szkoły, aby łatać swoje budżety.