Nobliści przeciwko cięciom

Nobliści przeciwko cięciom

Oszczędzanie na nauce skończy się katastrofą – alarmują nobliści w liście otwartym do szefów rządów i głów państw Unii Europejskiej.

Jak informuje Wyborcza.biz, Komisja Europejska w projekcie unijnego budżetu na lata 2014-20 zapisała prawie 80 mld euro na badania i innowacje w ramach programu „Horyzont 2020”. Autorzy listu podpisanego przez 42 noblistów i pięciu laureatów medalu Fieldsa apelują, żeby tej kwoty nie zmniejszać. Cięcia w budżecie UE są pewne, nieznane są tylko ich zakres i skala. Za miesiąc spotykają się w tej sprawie szefowie państw Wspólnoty. Pojawiły się obawy, że cięcia dotkną naukę. Według najczarniejszych scenariuszy budżet „Horyzontu 2020” zostanie okrojony nawet o kilkanaście miliardów euro.

– „Fundusze na naukę nie są pierwszymi kandydatami do cięć, ale jeśli one nastąpią, to mogą dotknąć wszystkich” – mówi Sidonia Jędrzejewska z komisji ds. budżetu w Parlamencie Europejskim. – „To przykre, że w ogóle komuś przychodzi do głowy, by ciąć fundusze na badania. Europa mocno przegrywa w badaniach z USA, takie cięcia grożą tylko zwiększeniem dystansu” – komentuje prof. Andrzej Udalski z Uniwersytetu Warszawskiego. – „Wydajemy na głowę mieszkańca na naukę mniej niż USA, Japonia czy Korea Płd.” – potwierdza prof. Tomasz Dietl, członek Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC).

Nobliści przekonują w liście, że nauka może rozwiązać wiele palących problemów – znaleźć nowe sposoby wykorzystania energii, technologie i produkty, lepszą organizację społeczeństwa, dokonać przełomu w medycynie. Ich zdaniem jest jedynym sposobem, aby zapewnić Europie długotrwały dobrobyt w przyszłości.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Precz z syzyfową pracą!

Precz z syzyfową pracą!

Rozpoczyna się kolejna odsłona kampanii NSZZ „Solidarność” STOP umowom śmieciowym. Jej symbolem jest Syzyf.

W Gdańsku odbyła się premiera spotu kampanii i dalszego jej przebiegu. – „Dla nas nie ma żadnej różnicy czy pracownik pracuje na umowę śmieciową czy pracuje na czarno” – mówił podczas konferencji prasowej przewodniczący NSZZ „Solidarność”, Piotr Duda. – „Z jednej strony politycy wiedzą, że system ubezpieczeń społecznych jest niewydolny a z drugiej pozwalają na patologię na rynku pracy na ogromną skalę” – tłumaczył przewodniczący.

Dlatego „Solidarność” w maju wręczyła premierowi Tuskowi projekt ustawy, który przewiduje objęcie obowiązkiem ubezpieczeń emerytalnego i rentowych m.in. osób świadczących pracę na podstawie umowy o dzieło. – „Nasz projekt wyłącza z oskładkowania uczniów i studentów, ponieważ to może ograniczyć im możliwości kształcenia. Proponujemy jednak ubezpieczenie wypadkowe w tym przypadku, ponieważ młodzi ludzie często podejmują pracę o dużym charakterze ryzyka i dlatego powinni być objęci ubezpieczeniem rentowym” – tłumaczył Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej „Solidarności”.

Zdaniem przedstawicieli Związku każda forma świadczenia pracy powinna być oskładkowana. – „W każdym kraju tak jest. Tymczasem w Polsce obowiązuje powszechny i obowiązkowy system ubezpieczenia. Natomiast tylko 52 proc. osób objętych podatkiem dochodowym płaci składki na ubezpieczenie społeczne. Z wiadomych względów te osoby nie są w stanie utrzymać starego systemu emerytalnego i przejść do nowego systemu” – mówił Nakonieczny.

Kampania „STOP umowom śmieciowym” skierowana jest do młodych ludzi, których najczęściej dotyczy niestabilne zatrudnienie. Kampanię zapowiadały billboardy i cityligthy z postacią Syzyfa. W sobotę w Gdańsku, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie odbył się happening, podczas którego młodzi ludzie pchali czerwoną kulę i rozdawali ulotki dotyczące kampanii. Już niedługo na ulicach pojawią się kolejne billboardy. Kampanii outdoorowej towarzyszyć będą spoty w kinach, telewizji i internecie. Do młodych ludzi skierowane są również otwarte wykłady, które odbędą się na wyższych uczelniach.

Więcej o kampanii „Stop umowom śmieciowym” można przeczytać tutaj.

Pan nie płaci, pani nie płaci, społeczeństwo nie ma

Pan nie płaci, pani nie płaci, społeczeństwo nie ma

Płacenie podatków to obowiązek wszystkich firm, również tych należących do najbogatszych Polaków. Jednak wielu z nich zamiast uiszczać je w naszym kraju, ucieka do tzw. rajów podatkowych.

O tym, gdzie płacą podatki najbogatsi Polacy i ich spółki, informuje portal wp.pl, przytaczając dane finansowe pochodzące z dostępnych w Internecie sprawozdań finansowych poszczególnych spółek za 2011 r.

Kulczyk Holding, za pośrednictwem którego Jan Kulczyk kontroluje podmioty z branż energetycznej, ropy i gazu, browarniczej czy samochodowej, to przedsiębiorstwo z siedzibą w Luksemburgu, gdzie od podatku zwolnione są dywidendy. Do grupy należy m.in. spółka Kulczyk Oil Ventures, zajmująca się poszukiwaniem i wydobyciem złóż ropy i gazu – jej siedziba znajduje się w Kanadzie. Sam Jan Kulczyk płaci swoje podatki w Szwajcarii oraz poprzez działającą w Wiedniu rodzinną fundację.

Z kolei magnat medialny Zygmunt Solorz-Żak płaci podatki na Cyprze. Tam też zarejestrowana jest jego firma Pola Investments, która jest właścicielem Cyfrowego Polsatu. Ponadto, większość akcji Telewizji Polsat kupiła kontrolowana przez niego spółka Karswell, również zarejestrowana na Cyprze, gdzie podobne transakcje są praktycznie wolne od podatku. W ten sposób Solorz-Żak uniknął zapłacenia 400-500 mln zł podatku w Polsce.

Również kierowcy i biznesmenowi Michałowi Sołowowowi płacenie niższych podatków umożliwia cypryjska spółka – Red Chili, która jest właścicielem Synthosu. Tej spółce w 2011 r. naliczono podatek dochodowy w wysokości 118,585 mln zł.

Z dobrodziejstw cypryjskiego systemu podatkowego korzysta także Józef Wojciechowski, właściciel J.W. Construction, spółki holdingowej kontrolującej kilkanaście spółek głównie z branży deweloperskiej. W 2011 r. naliczony mu podatek dochodowy wyniósł 8,21 mln zł.

Inny polski miliarder, Leszek Czarnecki, korzysta z zarejestrowanej w Holandii spółki LC Corp BV. Dzięki niej kontroluje m.in. Getin Noble Bank czy LC Corp. Sam podatek dochodowy banku za 2011 r. wyniósł 136,51 mln zł.

Dobre, bo pobliskie

Dobre, bo pobliskie

Polacy coraz częściej interesują się zdrową żywnością, jednak mało kto zwraca uwagę, czy jest ona rzeczywiście w pełni naturalna i zarazem lokalna. Takiego spojrzenia na zdrową żywność uczy nowy trend, zwany locavore.

Jak informuje TVP w programie „Agrobiznes”, locavore przywędrowało do Polski z Zachodu. Słowo oznacza świadome wybieranie żywności, przede wszystkim naturalnej i produkowanej lokalnie. Najważniejsze kryterium to tzw. żywnościokilometry – odległość, jaką musi przebyć produkt, nim trafi do konsumenta. Powinna być nie większa niż 100 km – mówi Magdalena Baranowska, która prowadzi sklep z żywnością ekologiczną w zgodzie z ideą locavore. Produkty pozyskuje od sprawdzonych producentów z zaprzyjaźnionych okolicznych gospodarstw. Dzięki temu ma pewność, że sprzedaje żywność w pełni ekologiczną, zdrową i świeżą.

Dlaczego warto podążać za ideą locavore? – wyjaśnia portal LokalnePrzysmaki.pl:

– otrzymujesz najświeższą, lokalną zdrową żywność,

– znasz jej producenta i pochodzenie,

– budujesz wzajemne zaufanie i wspierasz lokalną społeczność i przedsiębiorczość,

– wpływasz na zmniejszenie zanieczyszczeń i poprawę stanu twojego środowiska naturalnego poprzez skrócenie łańcucha dystrybucji i transportu (maksymalnie do 100 km),

– wpływasz na zmniejszenie zaśmiecania środowiska naturalnego odpadami poprzez zminimalizowanie ilości opakowań,

– uczestniczysz w budowaniu lokalnej społeczności świadomych konsumentów, masz okazję nawiązać trwałe kontakty z producentami lokalnej żywności.