Autostopem do sądu

Autostopem do sądu

Nikt nie brał pod uwagę jakości transportu w rejonach objętych degradacją sądów. Państwo zwija się z prowincji.

Z końcem 2012 r. przestanie istnieć 79 spośród 321 sądów rejonowych. To skutek rozporządzenia ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina z października 2012 r. – „Struktura polskich sądów musi ulec zmianie, bo nie będą funkcjonować dobrze sądy, w których co drugi sędzia pełni jakieś funkcje: prezesa, wiceprezesa, przewodniczącego wydziału” – wyjaśnia Jarosław Gowin. – „Jednym z motywów mojej decyzji jest stwierdzony fakt zbyt bliskich związków niektórych z prezesów tych małych sądów z lokalnymi środowiskami samorządowymi”.

Wygaszanie sądów

Zniesione zostaną sądy rejonowe zatrudniające mniej niż dziesięciu sędziów. W województwie mazowieckim zniesionych zostanie sześć sądów: w Sierpcu, Pułtusku, Sokołowie Podlaskim oraz aż trzy wokół Radomia – w Lipsku, Zwoleniu i Szydłowcu. Sądy te staną się wydziałami zamiejscowymi sądów rejonowych z innych miast. Jak podkreśla minister sprawiedliwości, zniesienie sądu nie oznacza jego całkowitej likwidacji: „W budynku, w którym dzisiaj znajduje się znoszony sąd, nadal będą toczyć się rozprawy”.

Coraz poważniejsze są jednak obawy, iż przekształcenie małych sądów w wydziały zamiejscowe sądów z innych miast nie będzie ostatnim etapem zmian. – „Ministerstwo Sprawiedliwości już wcześniej zapowiadało, że działalność wydziałów zamiejscowych będzie monitorowania pod kątem celowości ich istnienia, więc obecne przekształcenie to w naszej opinii wstęp do całkowitej likwidacji jednostek sądowych w tych miastach” – mówi dwumiesięcznikowi „Z Biegiem Szyn” Bartłomiej Przymusiński ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Dalszych ruchów nie wyklucza sam Jarosław Gowin: – „Dzięki połączeniu dwóch małych sądów, otrzymujemy efekt synergii. Dlatego w przyszłości będziemy mogli stopniowo wygaszać zbyteczne etaty sędziowskie w mniej obciążonych sądach i przenosić je do przeciążonych sądów wielkomiejskich”.

Nawet w uzasadnieniu do rozporządzenia znoszącego 79 sądów znalazł się zapis, że „funkcjonowanie wydziałów będzie przedmiotem wnikliwego monitorowania, w kontekście zasadności ich dalszego istnienia”.

Zmiany, które wejdą w życie na przełomie 2012 i 2013 r. to nie pierwszy etap „wygaszania” sądownictwa w Polsce lokalnej. Przypomnijmy, że w kwietniu 2011 r. w 74 mniejszych sądach rejonowych zlikwidowano wydziały pracy, przenosząc rozstrzyganie spraw z zakresu prawa pracy do większych miast – między innymi z Końskich do Kielc, z Krosna Odrzańskiego do Zielonej Góry, z Limanowej do Nowego Sącza, z Ropczyc do Rzeszowa czy ze Strzelec Krajeńskich do Gorzowa Wielkopolskiego. Dziś okazuje się, że do wydziałów zamiejscowych zostanie zdegradowania duża część z tych sądów rejonowych, które w ubiegłym roku pozbawione zostały wydziałów pracy (mowa między innymi o sądach w Kościerzynie, Ropczycach, Sulęcinie czy Strzelcach Krajeńskich).

100 kilometrów po sprawiedliwość

Choć minister sprawiedliwości zapewnia, że zniesienie sądu rejonowego nie oznacza jego likwidacji, lecz jedynie przekształcenie w wydział zamiejscowy, to stowarzyszenie „Iustitia” zwraca uwagę w swojej uchwale, że „wydziały zamiejscowe będą jednostkami niesamodzielnymi i obywatele nie będą w nich mieli dostępu do prezesów sądów, do ich oddziałów administracyjnych i finansowych. W celu załatwienia licznych spraw lub złożenia skargi będą musieli jechać do innej miejscowości”. Problem w tym, że – poza stwierdzeniem o „istotnym rozwoju infrastruktury drogowej i powszechności posiadania samochodów przez obywateli” – nikt w Ministerstwie Sprawiedliwości nie wziął pod uwagę kwestii komunikacji między miejscowościami, które dotyka kwestia zniesienia sądu, a miastami, które pozostaną siedzibami sądów rejonowych.

Przykładowo sąd we Włoszczowie, działający od 2009 r. w nowym budynku, zostanie zdegradowany do wydziału zamiejscowego sądu w Jędrzejowie. Tymczasem z Włoszczowy do Jędrzejowa – od upadku jędrzejowskiego PKS-u w czerwcu 2012 r. – transport publiczny nie kursuje.

Sąd w Wołowie stanie się wydziałem sądu w Środzie Śląskiej. Szkopuł w tym, że ani jedna miejscowość w powiecie wołowskim nie posiada bezpośredniego połączenia transportem publicznym ze Środą Śląską. Co więcej, granica powiatów wołowskiego i średzkiego biegnie nurtem Odry, na której na tym odcinku nie ma żadnego mostu drogowego – przeprawę między tymi powiatami zapewnia jedynie prom w Brzegu Dolnym, którego kursowanie uzależnione jest od stanu wody i warunków pogodowych.

Sąd w Piszu będzie filią sądu w Szczytnie. Tymczasem odległość do Szczytna z szeregu miejscowości w gminach Biała Piska i Orzysz – obecnie obsługiwanych przez sąd w Piszu – przekracza 100 km.

Degradacja sądów nierzadko stanowi element szerszego zjawiska stopniowego wycofywania usług publicznych z Polski powiatowej. W maju 2010 r. zlikwidowano połączenia kolejowe do Biskupca, w grudniu 2011 r. do Wschowy, w marcu 2012 r. do Gostynia – dziś w tych miastach likwidowane są sądy rejonowe. Inne miasta w ostatnich kilkunastu latach pozbawione pociągów, w których obecnie znosi się sądy, to Bytów, Głubczyce, Golub-Dobrzyń, Kamienna Góra, Lidzbark Warmiński, Nowe Miasto Lubawskie, Rypin, Sokołów Podlaski, Staszów czy Żnin.

Państwo się zwija

„Reorganizacja sądów została przygotowana z perspektywy Warszawy i w części przypadków nie uwzględnia lokalnych warunków – na przykład sieci połączeń komunikacyjnych”, czytamy w oświadczeniu starostwa powiatowego w Sokołowie Podlaskim.

Samorządowcy obawiają się ponadto, że reorganizacja sieci sądów to nie tylko krok w kierunku całkowitej likwidacji sądownictwa w mniejszych miastach, ale kolejna rządowa „reforma” wycelowana w Polskę lokalną. – „Planowane zmiany ograniczą dostęp mieszkańców do wymiaru sprawiedliwości, obniżą znaczenie powiatu i negatywnie wpłyną na gminne finanse” – podkreśla Bogusława Jaworska, burmistrz Zwolenia. – „Chodzi między innymi o wpływy z tytułu opłaty skarbowej, które obecnie zasilają budżet Zwolenia, a po reorganizacji miałyby trafiać do Kozienic”.

Opłaty skarbowe wnoszone w sądach stanowią bowiem dochód gminy, na terenie której znajduje się siedziba sądu. Przekształcenie sądu w wydział zamiejscowy oznacza ucieczkę tych pieniędzy do gmin z sądami nadrzędnymi wobec jednostek zamiejscowych.

– „Likwidacja sądów rejonowych to pierwszy krok w kierunku likwidacji powiatów” – uważa Wojciech Błaszczyk ze stowarzyszenia „Amici Curiae”, broniącego małych sądów. – „Państwo zwija się z prowincji”.

Karol Trammer

___________________
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, nr 62, listopad-grudzień 2012, http://www.zbs.net.pl. Autor jest redaktorem naczelnym tego pisma oraz stałym współpracownikiem „Nowego Obywatela”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Sejm uchwalił w piątek bez poprawek ustawę o nasiennictwie, której projekt przygotował prezydent RP. Poprawki wprowadzone przez posłów koalicji rządowej zezwalają na obrót nasionami modyfikowanymi genetycznie na terenie Polski.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 230 posłów z koalicji rządowej, 202 było przeciw. Nie przeszła żadna poprawka opozycji, w tym wniosek o odrzucenie ustawy w całości. Wśród odrzuconych poprawek znalazły się wnioski opozycji, które przewidywały m.in. zakaz dopuszczania do obrotu materiału siewnego modyfikowanego genetycznie czy zakaz stosowania takiego materiału siewnego.

Jan Szyszko z PiS powiedział przed głosowaniem, że „dawno nie widział takiej niekompetencji rządu”. – „W wyborach parlamentarnych PO i PSL były całkowicie przeciwko GMO. Dlaczego w takim razie tej chwili wprowadzacie GMO?” – pytał Szyszko.

Romuald Ajchler (SLD) ocenił, że rząd jest bierny w pracach nad ustawą o GMO. Przekonywał, że zgłoszone przez opozycję poprawki, które miały zabezpieczyć Polskę przed wprowadzeniem do obrotu nasion genetycznie zmodyfikowanych, zostały odrzucone przez Sejm. – „SLD nie bardzo wierzy ministrowi rolnictwa, że nie dopuści do obrotu nasionami genetycznie zmodyfikowanymi, dlatego że mamy przykład pana ministra Gowina, który likwiduje 79 sądów w Polsce swym rozporządzeniem właśnie, wbrew nawet opinii części swojego klubu” – mówił. – „Dlatego SLD nie poprze tej ustawy, ponieważ nie chcemy, aby Polska była krajem, gdzie uprawia się rośliny genetycznie zmodyfikowane bez ograniczeń” – mówił.

Organizacja ekologiczna Polska Wolna od GMO alarmowała wcześniej, że część zapisów zawartych w prezydenckim projekcie została usunięta przez posłów. Chodzi o artykuły dotyczące GMO, które miały pozostać w mocy, m.in. przepis, w myśl którego odmian GMO nie wpisuje się do krajowego rejestru upraw. Zdaniem eksperta tej organizacji Pawła Połaneckiego w uzasadnieniu do projektu ustawy prezydent stwierdził, że sprawa budzi wiele kontrowersji, więc okoliczności uzasadniają utrzymanie przepisów dotyczących odmian GMO zawartych w ustawie z 26 czerwca 2003 r. do czasu przyjęcia kompleksowej ustawy dotyczącej GMO.

Poseł Krzysztof Ardanowski (PiS) przekonywał podczas obrad sejmowych komisji rolnictwa oraz środowiska omawiających dokument, że zmiany wprowadzone do projektu prezydenckiego są wbrew intencjom Bronisława Komorowskiego, który opowiedział się za utrzymaniem zakazu rejestracji upraw GMO.

Działamy

Działamy

Oprócz tworzenia „Nowego Obywatela”, „nasi ludzie” działają także na innych frontach. Oto prezentacja tego, co redaktorzy „NO” i członkowie Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” robili w październiku.

Konrad Malec napisał reportaż o Spółdzielni Socjalnej Integracja z Bielska Podlaskiego, ukazujący niezłomność jej członków, którzy mimo finansowych trudności trzymają się wyznaczonej sobie wizji przedsiębiorstwa społecznego i szukają nowych rozwiązań. Konrada można też było usłyszeć w Radiu Wnet, gdzie dokonał porannego przeglądu prasy.

Michał Sobczyk popularyzował na falach łomżyńskiego Radia Nadzieja koncepcję czasopisma „Nowy Obywatel” oraz VIII Festiwal Obywatela. Wziął również udział w audycji Studenckiego Radia ŻAK Politechniki Łódzkiej, poświęconej ideom stojącym za Stowarzyszeniem „Obywatele Obywatelom” i „Nowym Obywatelem”.

Szymon Surmacz wziął udział w panelu dyskusyjnym „Przywództwo realne a wirtualne”, zorganizowanym przez Szkołę Liderów. Mówił m.in. o tym, jak można wykorzystać nowe media w relacjach władza – obywatele, jak czerpać z nich informacje i wiedzę, analizować dane, dzięki którym władza może przesuwać się w kierunku obywateli, którzy w ten sposób mogą odzyskiwać suwerenność.

Remigiusz Okraska jak zwykle prowadził portal Lewicowo.pl, poświęcony lewicy demokratycznej, niekomunistycznej i patriotycznej. Portal w październiku zanotował rekordową ilość odwiedzin.

Krzysztof Wołodźko był aktywny na polu publicystycznym, co zaowocowało m.in. następującymi tekstami:

o „zwijaniu” Polski prowincjonalnej

•  na temat marszu „Obudź się Polsko”

•  na temat umów śmieciowych

•  o debacie PiS poświęconej polskiej pracy

o drugim expose premiera Tuska

•  felietonem poświęconym polskiemu ruchowi romantycznemu i niepodległościowemu w XIX wieku, zawierającym nawiązania do tożsamości niepodległościowej lewicy polskiej

Ponadto podczas Ogólnopolskich Spotkań Ekonomii Społecznej 2012 zespół Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” przeprowadził warsztat pt. „Młodości dodaj nam skrzydeł” prezentujący sylwetki młodych osób, które znalazły pracę w przedsiębiorstwie społecznym.

Bardzo wiele naszej energii i wysiłku pochłonęła w październiku VIII edycja Festiwalu Obywatela. Impreza okazała się udana – relację, zdjęcia i dokumentację filmową możecie znaleźć tutaj.

Segregacja w gimnazjach

Segregacja w gimnazjach

Gimnazja miały wyrównywać szanse uczniów, tymczasem utrwalają społeczne nierówności.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, problem dotyczy wszystkich dużych miast. Przykładowo, w Poznaniu na egzaminie gimnazjalnym uczniowie z osiedla Jeżyce zdobyli z matematyki średnio ok. 26 proc. punktów, a ci z Piątkowa – średnio ok. 60 proc. We Wrocławiu z kolei gimnazjum na Krzykach miało o 30 proc. lepsze wyniki niż inna rejonowa szkoła na Psim Polu. Rekordowe różnice między szkołami są w Opolu – aż 43 pkt proc.! Dr Dobrochna Hildebrandt-Wypych z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza wyjaśnia, że to efekt przyjętej po 1989 r. ideologii edukacyjnej, według której rzekomo „konkurencja jest lekiem na wszystko”.

– „Przeniosłam dziecko do szkoły dalej od domu, bo jest lepsza od tej za rogiem. Nie chciałam, żeby syn zadawał się z chłopakami, którzy wystają wieczorami w bramach. Wierzę, że w towarzystwie ambitniejszych dzieci on też sobie lepiej poradzi” – mówi Danuta Kurzawska, mama gimnazjalisty z Katowic.

Jakie są rezultaty takich wyborów? – „Uczniowie »dobrzy« stają się lepsi, bo mają możliwość edukacji w dowolnych szkołach. A uczniowie wymagający pomocy nie uzyskują wsparcia i stają się coraz słabsi. Są skazani sami na siebie, w ich zespołach brak »lokomotyw«, czyli uczniów o większych aspiracjach, którzy stanowią naturalne wsparcie i mogą być stawiani za wzór dla pozostałych” – mówi Wojciech Miśko, nauczyciel matematyki i działacz nauczycielskiej „Solidarności”.

Ponadto, „lepsze” szkoły przyciągają też „lepszych” nauczycieli – choć ci są potrzebni bardziej w placówkach wymagających wsparcia.

Jak temu zaradzić? Dr hab. Roman Dolata, profesor Instytutu Badań Edukacyjnych uważa, że „słabsze” szkoły mogłyby przyciągać uczniów dodatkową, ale bezpłatną ofertą edukacyjną, również pozalekcyjną. A co z nauczycielami? – „Trzeba przygotowywać ich do pracy z trudniejszą młodzieżą i wspierać ich dodatkami finansowymi. Najważniejsze byłoby jednak budowanie prestiżu nauczyciela pracującego w trudniejszych środowiskowo szkołach” – komentuje.

Z tego typu rozwiązań korzystają niektóre samorządy. Na przykład w Bydgoszczy poradnia psychologiczno-pedagogiczna opracowała cykl zajęć dla nauczycieli pracujących w „trudnych” gimnazjach. Ponadto dba się o to, aby klasy w takich placówkach były mniej liczebne oraz by szkoły posiadały nowoczesną bazę sportową i przeznaczały godziny na dodatkowe zajęcia.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny wywiad o nierównościach w systemie edukacji i ich społecznych skutkach.