Przegrani za młodu

Przegrani za młodu

Praca do utraty tchu, kredyty i widmo bezrobocia sprawiają, że 30- i 40-latkowie coraz częściej odwiedzają psychiatrów i kardiologów.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, polscy 30- i 40-latkowie nie wytrzymują nałożonych na siebie obciążeń i mają coraz większe kłopoty ze zdrowiem. Przybywa tzw. młodych dorosłych mających problemy psychiczne i kardiologiczne. – „W ciągu ostatnich 20 lat liczba zaburzeń emocji wzrosła 10-krotnie, zaobserwowano też 12-krotny wzrost przyjmowania substancji psychoaktywnych, np. środków uspokajających, nasennych czy przeciwbólowych” – mówi prof. Bartosz Łoza, dyr. ds. lecznictwa Szpitala Neuropsychiatrycznego w podwarszawskich Tworkach. Niepokojące obserwacje zgłaszają też kardiolodzy. – „Coraz częściej widzimy takich pacjentów, a jeszcze 10 lat temu osoba 30-, 40-letnia z zaburzeniami rytmu serca lub zawałem była u nas rzadkim gościem” – mówi dr Piotr Dąbrowski, specjalista chorób wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Według ekspertów w najbliższych latach będzie coraz więcej takich osób. – „Młodzi ludzie biorą na siebie coraz więcej obowiązków. Nakręcają się, że dadzą radę zrobić jeszcze jeden projekt, wziąć jeszcze jedno zlecenie. Moment zatrzymania następuje, gdy już jednak nie dają rady” – dodaje prof. Łoza. Specjalista zwraca uwagę, że wsparcia potrzebują ludzie w kwiecie wieku, którzy już są wypaleni życiowo i zawodowo. – „Albo żyją w strachu, że za chwilę stracą pracę, albo pracują coraz dłużej i ciężej z nadzieją, że zwolnienia ich nie dotkną. To wyczerpujące” – dodaje Katarzyna Korpolewska, psycholog.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że liczba godzin pracy – zwłaszcza mężczyzn – wydłuża się co kwartał o kilka minut. – „Tempo życia w Polsce bardzo się podniosło. Jesteśmy narodem, który pracuje ponad 40 godzin tygodniowo. Szczególnie młodzi ludzie z kredytem na karku dużo pracują i pracę zabierają do domu. Co oczywiście przekłada się na zmęczenie zawodowe i problemy zdrowotne” – mówi ekspert ds. medycznych z Uczelni Łazarskiego dr Jerzy Gryglewicz. Wielu czuje też, że musi pracować więcej ze względu na niepewność jutra i widmo bezrobocia. Z tego względu rośnie także liczba osób pracujących w więcej niż jednym miejscu – w II kwartale bieżącego roku było to 1136 tys. osób, czyli o 11 tys. więcej niż w tym samym okresie przed rokiem.

Z badań przeprowadzonych w 2010 r. przez fiński Instytut Medycyny Pracy wynika, że u osób, które systematycznie biorą nadgodziny w pracy, ryzyko zawału serca wzrasta nawet o 80 proc. Praca ponad normę oznacza bowiem dłuższe przebywanie w napięciu i stresie, co zaburza równowagę biochemiczną organizmu. Do tego dochodzi mała aktywność fizyczna, papierosy, alkohol i brak snu. – „Podczas rozmowy z taką osobą wychodzi, że np. nie śpi bardzo długo, bo pracuje nad jakiś projektem. W pewnym momencie organizm się buntuje i zaczynają się np. ataki duszności” – tłumaczy dr Dąbrowiecki. Ale do lekarza idą dopiero wtedy, gdy jest już bardzo źle. 
– „Najczęściej wtedy, gdy przestaje im się chcieć robić cokolwiek. Mówią, że czują zmęczenie, poczucie chronicznego braku sensu czy uskarżają się na stany bólowe trudne do zdiagnozowania” – wylicza profesor.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Sejm uchwalił w piątek bez poprawek ustawę o nasiennictwie, której projekt przygotował prezydent RP. Poprawki wprowadzone przez posłów koalicji rządowej zezwalają na obrót nasionami modyfikowanymi genetycznie na terenie Polski.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 230 posłów z koalicji rządowej, 202 było przeciw. Nie przeszła żadna poprawka opozycji, w tym wniosek o odrzucenie ustawy w całości. Wśród odrzuconych poprawek znalazły się wnioski opozycji, które przewidywały m.in. zakaz dopuszczania do obrotu materiału siewnego modyfikowanego genetycznie czy zakaz stosowania takiego materiału siewnego.

Jan Szyszko z PiS powiedział przed głosowaniem, że „dawno nie widział takiej niekompetencji rządu”. – „W wyborach parlamentarnych PO i PSL były całkowicie przeciwko GMO. Dlaczego w takim razie tej chwili wprowadzacie GMO?” – pytał Szyszko.

Romuald Ajchler (SLD) ocenił, że rząd jest bierny w pracach nad ustawą o GMO. Przekonywał, że zgłoszone przez opozycję poprawki, które miały zabezpieczyć Polskę przed wprowadzeniem do obrotu nasion genetycznie zmodyfikowanych, zostały odrzucone przez Sejm. – „SLD nie bardzo wierzy ministrowi rolnictwa, że nie dopuści do obrotu nasionami genetycznie zmodyfikowanymi, dlatego że mamy przykład pana ministra Gowina, który likwiduje 79 sądów w Polsce swym rozporządzeniem właśnie, wbrew nawet opinii części swojego klubu” – mówił. – „Dlatego SLD nie poprze tej ustawy, ponieważ nie chcemy, aby Polska była krajem, gdzie uprawia się rośliny genetycznie zmodyfikowane bez ograniczeń” – mówił.

Organizacja ekologiczna Polska Wolna od GMO alarmowała wcześniej, że część zapisów zawartych w prezydenckim projekcie została usunięta przez posłów. Chodzi o artykuły dotyczące GMO, które miały pozostać w mocy, m.in. przepis, w myśl którego odmian GMO nie wpisuje się do krajowego rejestru upraw. Zdaniem eksperta tej organizacji Pawła Połaneckiego w uzasadnieniu do projektu ustawy prezydent stwierdził, że sprawa budzi wiele kontrowersji, więc okoliczności uzasadniają utrzymanie przepisów dotyczących odmian GMO zawartych w ustawie z 26 czerwca 2003 r. do czasu przyjęcia kompleksowej ustawy dotyczącej GMO.

Poseł Krzysztof Ardanowski (PiS) przekonywał podczas obrad sejmowych komisji rolnictwa oraz środowiska omawiających dokument, że zmiany wprowadzone do projektu prezydenckiego są wbrew intencjom Bronisława Komorowskiego, który opowiedział się za utrzymaniem zakazu rejestracji upraw GMO.

Działamy

Działamy

Oprócz tworzenia „Nowego Obywatela”, „nasi ludzie” działają także na innych frontach. Oto prezentacja tego, co redaktorzy „NO” i członkowie Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” robili w październiku.

Konrad Malec napisał reportaż o Spółdzielni Socjalnej Integracja z Bielska Podlaskiego, ukazujący niezłomność jej członków, którzy mimo finansowych trudności trzymają się wyznaczonej sobie wizji przedsiębiorstwa społecznego i szukają nowych rozwiązań. Konrada można też było usłyszeć w Radiu Wnet, gdzie dokonał porannego przeglądu prasy.

Michał Sobczyk popularyzował na falach łomżyńskiego Radia Nadzieja koncepcję czasopisma „Nowy Obywatel” oraz VIII Festiwal Obywatela. Wziął również udział w audycji Studenckiego Radia ŻAK Politechniki Łódzkiej, poświęconej ideom stojącym za Stowarzyszeniem „Obywatele Obywatelom” i „Nowym Obywatelem”.

Szymon Surmacz wziął udział w panelu dyskusyjnym „Przywództwo realne a wirtualne”, zorganizowanym przez Szkołę Liderów. Mówił m.in. o tym, jak można wykorzystać nowe media w relacjach władza – obywatele, jak czerpać z nich informacje i wiedzę, analizować dane, dzięki którym władza może przesuwać się w kierunku obywateli, którzy w ten sposób mogą odzyskiwać suwerenność.

Remigiusz Okraska jak zwykle prowadził portal Lewicowo.pl, poświęcony lewicy demokratycznej, niekomunistycznej i patriotycznej. Portal w październiku zanotował rekordową ilość odwiedzin.

Krzysztof Wołodźko był aktywny na polu publicystycznym, co zaowocowało m.in. następującymi tekstami:

o „zwijaniu” Polski prowincjonalnej

•  na temat marszu „Obudź się Polsko”

•  na temat umów śmieciowych

•  o debacie PiS poświęconej polskiej pracy

o drugim expose premiera Tuska

•  felietonem poświęconym polskiemu ruchowi romantycznemu i niepodległościowemu w XIX wieku, zawierającym nawiązania do tożsamości niepodległościowej lewicy polskiej

Ponadto podczas Ogólnopolskich Spotkań Ekonomii Społecznej 2012 zespół Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” przeprowadził warsztat pt. „Młodości dodaj nam skrzydeł” prezentujący sylwetki młodych osób, które znalazły pracę w przedsiębiorstwie społecznym.

Bardzo wiele naszej energii i wysiłku pochłonęła w październiku VIII edycja Festiwalu Obywatela. Impreza okazała się udana – relację, zdjęcia i dokumentację filmową możecie znaleźć tutaj.

Segregacja w gimnazjach

Segregacja w gimnazjach

Gimnazja miały wyrównywać szanse uczniów, tymczasem utrwalają społeczne nierówności.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, problem dotyczy wszystkich dużych miast. Przykładowo, w Poznaniu na egzaminie gimnazjalnym uczniowie z osiedla Jeżyce zdobyli z matematyki średnio ok. 26 proc. punktów, a ci z Piątkowa – średnio ok. 60 proc. We Wrocławiu z kolei gimnazjum na Krzykach miało o 30 proc. lepsze wyniki niż inna rejonowa szkoła na Psim Polu. Rekordowe różnice między szkołami są w Opolu – aż 43 pkt proc.! Dr Dobrochna Hildebrandt-Wypych z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza wyjaśnia, że to efekt przyjętej po 1989 r. ideologii edukacyjnej, według której rzekomo „konkurencja jest lekiem na wszystko”.

– „Przeniosłam dziecko do szkoły dalej od domu, bo jest lepsza od tej za rogiem. Nie chciałam, żeby syn zadawał się z chłopakami, którzy wystają wieczorami w bramach. Wierzę, że w towarzystwie ambitniejszych dzieci on też sobie lepiej poradzi” – mówi Danuta Kurzawska, mama gimnazjalisty z Katowic.

Jakie są rezultaty takich wyborów? – „Uczniowie »dobrzy« stają się lepsi, bo mają możliwość edukacji w dowolnych szkołach. A uczniowie wymagający pomocy nie uzyskują wsparcia i stają się coraz słabsi. Są skazani sami na siebie, w ich zespołach brak »lokomotyw«, czyli uczniów o większych aspiracjach, którzy stanowią naturalne wsparcie i mogą być stawiani za wzór dla pozostałych” – mówi Wojciech Miśko, nauczyciel matematyki i działacz nauczycielskiej „Solidarności”.

Ponadto, „lepsze” szkoły przyciągają też „lepszych” nauczycieli – choć ci są potrzebni bardziej w placówkach wymagających wsparcia.

Jak temu zaradzić? Dr hab. Roman Dolata, profesor Instytutu Badań Edukacyjnych uważa, że „słabsze” szkoły mogłyby przyciągać uczniów dodatkową, ale bezpłatną ofertą edukacyjną, również pozalekcyjną. A co z nauczycielami? – „Trzeba przygotowywać ich do pracy z trudniejszą młodzieżą i wspierać ich dodatkami finansowymi. Najważniejsze byłoby jednak budowanie prestiżu nauczyciela pracującego w trudniejszych środowiskowo szkołach” – komentuje.

Z tego typu rozwiązań korzystają niektóre samorządy. Na przykład w Bydgoszczy poradnia psychologiczno-pedagogiczna opracowała cykl zajęć dla nauczycieli pracujących w „trudnych” gimnazjach. Ponadto dba się o to, aby klasy w takich placówkach były mniej liczebne oraz by szkoły posiadały nowoczesną bazę sportową i przeznaczały godziny na dodatkowe zajęcia.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny wywiad o nierównościach w systemie edukacji i ich społecznych skutkach.