Lisków – wzorowa wieś ks. Wacława Blizińskiego

·

Lisków – wzorowa wieś ks. Wacława Blizińskiego

·

Spośród licznych polskich kapłanów, którzy poświęcili się pracy na rzecz rozwoju lokalnej społeczności, żaden chyba do dziś nie cieszy się tak powszechnym uznaniem jak ks. Wacław Bliziński z Liskowa. Lisków dzięki inicjatywom ks. Blizińskiego, a przede wszystkim umiejętnemu stymulowaniu przez niego lokalnej społeczności, zyskał miano wsi wzorowej. Do tego stopnia, że stał się w okresie dwudziestolecia międzywojennego miejscem licznych wycieczek z kraju, a nawet z zagranicy, odwiedzających niedużą miejscowość w powiecie kaliskim po to, by zapoznać się z funkcjonowaniem tego fenomenu, podpatrzeć i być może przenieść na własny grunt rozwiązania tam wprowadzane.

Wedle Marii Moczydłowskiej, w XIX w. wieś Lisków przedstawiała sobą stan opłakany, panowała tam bieda, a „kradzieże w okolicy mnożyły się z każdym rokiem, i Lisków mijano, jako gniazdo złodziejskie, na wzór miejsc zapowietrzonych”1. Poprzednik Blizińskiego na stanowisku proboszcza, ks. Hieronim Romanowicz, podsumować miał swoją posługę w Liskowie słowami „źli ludzie, nic tu zrobić nie można”2. Sam ks. Bliziński natomiast tak wspomina swoje pierwsze zetknięcie się z Liskowem: „Wieś nieustannie wadziła się i procesowała, z okazji serwitutów, z dworem. Posiadających sztukę czytania, i to przeważnie na własnej książeczce do nabożeństwa, jak to osobiście w pierwszym roku podczas tzw. kolędy sprawdziłem, było zaledwie 13% /…/ jeśli co w sąsiedztwie zginęło, to mawiano: »Widać, że tędy liskowiak przechodził« /…/ Wieś bardzo ubogo się przedstawiała, bo na 100 lichych chałup jedna tylko była murowana /…/, kryta słomą, reszta drewniana, walące się strzechy, bez płotów, a już najgorszą chałupą była jednoklasowa szkoła powszechna na całą parafię, droga wyboista, pełna kałuż, błota”3.

Bliziński zostaje powołany na parafię w Liskowie w 1900 r. Wedle jego wspomnień, zarówno sam z niechęcią patrzył na to zesłanie na podkaliską wieś, jak i przeciwni jego kandydaturze byli parafianie, uważając, iż jest zbyt młody (30 lat) i zwyczajnie nie poradzi sobie z obowiązkami. Pierwszym etapem w działalności Blizińskiego w Liskowie była oświata. Organizuje naukę dla dzieci i dorosłych na tajnych kompletach odbywających się na plebanii, prenumeruje czasopisma, które następnie rozprowadza wśród miejscowej ludności, od 1905 r. uruchamia natomiast sieć tajnych szkół na terenie parafii.

Wkrótce, pod wrażeniem osiągnięć angielskich tkaczy, którzy w 1844 r. założyli spółdzielnię spożywczą pod nazwą Rochdalskie Stowarzyszenie Sprawiedliwych Pionierów, postanawia przeszczepić tego rodzaju rozwiązania na liskowski grunt. W 1902 r. werbuje ponad 30 osób w celu założenia spółdzielczego sklepu. Idea ta miała również drugie dno – jak wspomina Bliziński, w związku ze zbytnim zainteresowaniem władz zaborczych spotkaniami na plebanii, sklep miał spełniać również rolę sui generis parawanu „/…/ za którym łatwiej kryć robotę społeczno-oświatową przed argusowym okiem moskiewskiego cerbera”4. Tak powstaje też, wraz ze sklepem, „Gospodarz – Spółka Rolniczo-Handlowa”, której celem miała być wzajemna pomoc w ulepszaniu gospodarstw rolnych oraz dostarczanie parafianom taniego i dobrej jakości towaru5. Bliziński właśnie w spółdzielczości widział panaceum na problemy życia społeczno-gospodarczego. „Kto wie – pisał już w latach II wojny światowej – czy nie ona powołana będzie do przekształcenia dzisiejszego ustroju społecznego. Rola spółdzielczości w powojennych warunkach niewątpliwie nabierze dużego znaczenia, będzie to jakby ewolucyjne przeobrażenie systemu dotychczasowego, przejście łagodne, bez wstrząsów, do wyższych form gospodarki, z zachowaniem jednostkom maksimum swobody osobistej inicjatywy, a przy tym bez podważania fundamentalnych zasad złączonych z właściwościami psychicznymi jednostki – własnością prywatna, bez której nie ma postępu, nie ma twórczego rozwoju i życia moralnego”6.

„Gospodarz” jest udaną inwestycją i choć nie ma mowy o jakimś spektakularnym sukcesie, to okazuje się po roku, iż sklep przynosi po prostu zysk. Spółdzielnia zaczyna wkrótce sprowadzać do wsi maszyny rolnicze, nowe gatunki zbóż i ziemniaków, wysyłać ludzi na różnego rodzaju szkolenia (pierwsza, trzyosobowa grupa wyjeżdża w 1904 r. na 10-dniowy kurs organizowany przez Muzeum Pszczelniczo-Ogrodnicze w Warszawie). Przez następne siedem lat działa ona bez legalizacji, dopiero w 1908 r. udało się przełamać opory rosyjskiej administracji i uzyskać jej zatwierdzenie prawne. Od 1902 r. we wsi zaczyna też funkcjonować „Wzajemne ubezpieczenie zboża i słomy na wypadek ognia” – opracowano specjalny statut, wedle którego przystępujący do stowarzyszenia zadeklarowali, iż w razie pożaru u jednego z członków wszyscy pozostali zobowiązują się „/…/ znieść poszkodowanemu w przeciągu tygodnia po jednym cetnarze słomy, po 4 garnce żyta i tyleż owsa”. Jak wspomina ks. Bliziński, mimo iż „egzekutywa była tylko moralna”, w ośmiu tego rodzaju przypadkach jakie zanotowano do 1914 r., nie było żadnych kłopotów z egzekwowaniem warunków umowy7.

W 1904 r. Bliziński uruchamia warsztaty tkackie – chodziło o znalezienie dla ludności zajęcia dającego zarobek na czas miesięcy zimowych, o ograniczenie sezonowej migracji zarobkowej do Prus oraz o zachęcenie „/…/ do gorliwej uprawy lnu i noszenia odzieży z tkanin własnego wyrobu, jak to było przed laty, a co zwalczyłoby kupowanie po jarmarkach tandety żydowskiej, tak bardzo wchodzącej w użycie”8. Sześć lat później w tym samym celu zainicjuje utworzenie zakładu zabawkarskiego. W 1904 r. powstaje pomysł powołania kasy drobnego kredyty dla członków spółdzielni, legalizacja tej instytucji następuje również, z powodu oporu władz rosyjskich, dopiero kilka lat później w 1910 r. Kasa Pożyczkowo-Oszczędnościowa okazała się strzałem w dziesiątkę, liczba jej członków pomiędzy rokiem 1910 a 1914 wzrosła ze 133 do 3282 osób, pożyczek udzielano na 7%, od wkładów płacono natomiast 5%. W 1921 r. zostanie ona przekształcona w Bank Ludowy, a kilka lat później w Kasę Stefczyka. W 1911 r. ks. Bliziński otwiera Mleczarnię Spółdzielczą w Liskowie. Idea początkowo nie porwała mieszkańców, do spółki zapisało się bowiem jedynie 9 osób, w tym ksiądz, organista i kościelny. Obawy przed kompromitacją i wstydem w związku z fiaskiem przygotowywanego długo przedsięwzięcia okazały się jednak nieuzasadnione, po roku spółdzielnia liczyć będzie już 1000 członków, zaś w 1938 r. skupiać 2776 osób, przerabiać 3 mln litrów mleka rocznie i posiadać 17 filii śmietanczarskich w okolicy. Dwa lata później zaś Spółdzielnia „Gospodarz” otwiera własną piekarnię. „Gospodynie – pisze Bliziński ­– przygotowały ciasto w domu, przyniosły je do pieca płacąc bardzo mało od wypieków. Po pewnym czasie przekonały się, że lepiej będzie wybudować piec większy i sprowadzić piekarza. /…/ Kobiety przynosiły tylko mąkę, np. 20 kg i dostawały za spółdzielni kwit do piekarni na 22 kg chleba…”9. Piekarnia prowadziła również działalność charytatywną, rozdając produkty spożywcze najuboższym. Daje ona wkrótce asumpt do założenia Stowarzyszenia Zbożowego, powstałego w celu wyeliminowania pośrednictwa w handlu zbożem, zubożającego producentów. Wszystkie te inicjatywy, a także powstałe w międzyczasie Stowarzyszenie Budowlane, złączone zostaną w 1924 r. w Spółdzielnię Rolniczo-Handlową.

Działalność społeczno-gospodarczą wspierają liczne inicjatywy o charakterze kulturalno-oświatowym. W 1905 r. powstaje w Liskowie pierwsza ochronka. Mimo początkowej nieufności mieszkańców, w 1913 r. już 150 dzieci bierze udział w jej zajęciach. Wówczas ks. Bliziński postanowił otworzyć w parafii kolejne tego rodzaju placówki – w Zakrzynie, Strzałkowie, Koźlątkowie i Józefowie (Olędry Liskowskie), Dębsku i Wygodzie. W 1906 r. utworzono w Liskowie Kółko Rolnicze, mające zadania tylko i wyłącznie oświatowe. W jego ramach organizowano różnego rodzaju odczyty i pogadanki czy konkursy na najlepsze wyniki w plonach, działalność jego miała w znacznym stopniu przyczynić się do „/…/ podniesienia poziomu rolnictwa w Liskowie i okolicy”10. W 1908 r. powstaje Dom Ludowy, w 1910 r. tzw. Kąpiele Ludowe, trzy lata później zaś Szkoła Rolnicza, będąca wówczas piątą placówką tego typu w Królestwie Polskim. Wyposażona została w centralne ogrzewanie, oświetlenie elektryczne, wodociągi, sieć kanalizacyjną, laboratorium mleczarskie, salę wykładową, a także internat dla 40 uczniów. Wkrótce zaś, również dzięki inicjatywie i zaangażowaniu ks. Blizińskiego, zostaje uruchomione Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi o profilu humanistyczno-klasycznym11.

Inny trochę segment działalności ks. Blizińskiego to opieka nad sierotami. Już w 1905 r. odpowiada na apel Towarzystwa Opieki nad Dziećmi w Warszawie i tworzy gniazdo dla biednej dziatwy, które funkcjonowało pomyślnie i w 1909 r. objęło swoją opieką 114 dzieci. W 1920 r. zaś, ze względu na działania wojenne na froncie polsko-bolszewickim, do wsi przeniesiono sierociniec z Białegostoku, który po wojnie pozostanie w Liskowie na stałe. Przy sierocińcu św. Wacława powstała wkrótce Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa, której wychowankowie pobierali naukę w dwóch zawodach: ślusarsko-mechanicznym i zabawkarsko-stolarskim.

Warto wspomnieć też o mniej spektakularnych może inicjatywach w rodzaju Bractwa Trzeźwości (jednego z pierwszych na ziemiach Królestwa Polskiego), ogródka jordanowskiego, boiska sportowego, Klubu Inteligencji Liskowskiej czy też zaprowadzonego od 1902 r. przez Blizińskiego obowiązku sadzenia przez każde dziecko przystępujące do komunii sześciu dzikich drzewek przy drodze i czterech owocowych u siebie w ogródku.

W 1925 r. odbywa się wystawa zatytułowana „Wieś Polska Lisków”, nad którą protektorat objął premier i minister skarbu Władysław Grabski. Odbiła się ona szerokim echem w całym kraju, odwiedził ją nawet ówczesny prezydent Stanisław Wojciechowski. Dorobek 25 lat pracy ks. Blizińskiego i liskowian pokazano w kilku odrębnych działach tematycznych: hodowlanym, rolniczym, ogrodniczo-pszczelarskim, spółdzielczym, oświatowym, opieki społecznej i higieny, etnograficznym i przemysłu ludowego, propagandy, komunikacji, muzycznym i rozrywek, pożarniczym, a także Ligi Obrony Powietrznej Państwa. Wystawę zwiedziło ponad 43 tys. osób, w tym wycieczki z zagranicy.

Swoje doświadczenia usiłował ks. Bliziński wykorzystać również w działalności na niwie państwowej. Angażuje się w politykę, zostając w lutym 1917 r. współtwórcą i prezesem Rady Naczelnej Zjednoczenia Ludowego. W grudniu 1918 r. po pewnych zawirowaniach obejmuje stanowisko prezesa Polskiego Zjednoczenia Ludowego (później Narodowe Zjednoczenie Ludowe), które wyodrębniło się z ZL na skutek niechęci do radykalizacji ruchu – kierowana przez Blizińskiego partia stać będzie na pozycjach centroprawicowych, współpracując w Sejmie Ustawodawczym przede wszystkim z endecją i chadecją. Z jej ramienia zostaje właśnie posłem na wzmiankowany Sejm w 1919 r., biorąc udział w pracach pięciu komisji: Ochrony Pracy, Spółdzielczej, Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej oraz Skarbowo-Budżetowej. W 1923 r. wycofuje się jednak z życia politycznego, mocno rozczarowany oraz zniechęcony do tego rodzaju działalności, i wraca do pracy na terenie Liskowa. Mimo tych nieprzyjemnych doświadczeń oraz krytycznego stosunku do obozu piłsudczykowskiego przyjmuje w kwietniu 1937 r. zaproszenie od pułkownika Adama Koca do pracy w Prezydium Organizacji Wiejskiej Obozu Zjednoczenia Narodowego, a potem w Radzie Głównej OZON-u. Po wybuchu wojny opuszcza swoich wiernych i zaczyna się ukrywać, jako że figuruje na liście osób przeznaczonych do aresztowania. Umiera 17 października 1944 r. w Częstochowie. Zgodnie ze swoją ostatnią wolą, został pochowany na cmentarzu w Liskowie.

Podsumowując tę krótką prezentację inicjatyw i osiągnięć ks. Blizińskiego warto zwrócić jeszcze uwagę na kilka kwestii. W większości opisów dotyczących Liskowa zarysowany zostaje idylliczno-sielankowy obraz wspólnoty wiejskiej, zgodnie, ufnie i równym krokiem podążającej za swoim proboszczem. Bliziński w swoich wspomnieniach przedstawia jednak obraz bardziej realistyczny – widzimy tam również pewien „opór materii”, ludzką nieufność, pieniactwo, warcholstwo, zazdrość i sobkostwo, próby torpedowania niektórych inicjatyw oraz zwykłe trudności dnia codziennego, wzloty i upadki, entuzjazm i zniechęcenie. Oczywiście warunkiem sine qua non powodzenia wzmiankowanych przedsięwzięć musiał być jakiś konsensus i solidarna współpraca większości członków owej wspólnoty, jednak jak pokazuje nam Bliziński, nie stanowiła ona bynajmniej jakiegoś monolitu. Również dzieje poszczególnych instytucji powołanych do życia w Liskowie nie przedstawiają się jako nieustające pasmo sukcesów. Mamy do czynienia, jak to w życiu bywa, ze wzlotami i upadkami implikującymi pewne zniechęcenie, ale właśnie umiejętność radzenia sobie w tego rodzaju sytuacjach, konsekwencja i chłopski upór decydowały o tym, iż były to jedynie chwilowe przesilenia.

Również hagiograficzno-koturnowy wizerunek ks. Blizińskiego zostaje dzięki wspomnieniom zastąpiony przez obraz człowieka z krwi i kości, porywczego, a czasami gwałtownego, potrafiącego postępować twardo ze swoimi parafianami, zwłaszcza w początkowym okresie, po to, aby przeforsować swoje pomysły, uciekającego się do czasami do gróźb, publicznych połajanek czy nawet utarczek i to bynajmniej nie tylko słownych12. Bliziński pisał bez ogródek, iż nie wierzy w inicjatywę i pracę twórczą tłumu, masa ma dla niego siłę wyłącznie destrukcyjną. „Wierzę jednocześnie – podkreślał – że inicjatorem, budzicielem ospałego tłumu może być nie tylko tzw. inteligent, lecz i chłop prosty, kobieta z ludu – owiani duchem miłości, poświęcenia, ofiarnego zapału. Im indywidualność będzie silniejsza, tym bardziej oddziaływać będzie na środowisko, tym to środowisko raczej będzie czerpać z niej tych dodatnich cech, którymi się ona odznacza. /…/ Jest tylko jedno zastrzeżenie, by ta najsilniejsza, najbardziej poświęcająca się jednostka twórcza nie przygniatała słabszych, nie pomijała, nie lekceważyła ich mniejszych może walorów duchowych, wówczas bowiem nie będzie miała współpracowników zdolnych do samodzielnego myślenia, do wspierania swą siłą energii twórczej, a wówczas, niestety, najwspanialsze dzieło, po odejściu jednostki, rozsypie się, nie mając odpowiednio przygotowanych zastępców”13.

Spółdzielczość stanowiła dla Blizińskiego środek służący aktywizowaniu, pobudzaniu i samoorganizacji społeczeństwa. Mamy do czynienia u niego z czymś, co nazwalibyśmy dziś perspektywą komunitariańską, z przekonaniem o niezwykłej wartości inicjatywy oddolnej, obywatelskiej, która nie może być przytłaczana przez państwo; mamy pogląd, że autentyczna wspólnota stanowi najlepszą ochronę ludzkiej godności, lekarstwo na alienację jednostek i implikowane przez nią problemy oraz narzędzie naprawy stosunków społecznych.

Warto zwrócić też uwagę, iż w momencie, kiedy Bliziński wdrażał w życie swoje idee, musiał działać w zasadzie metodą prób i błędów, opierając się na własnych intuicjach, ponieważ nie dość, że w ówczesnej Kongresówce w zasadzie nie istniały analogiczne instytucje, z których mógłby czerpać wzór, to również od strony teoretycznej zagadnienia spółdzielczości w nurcie katolicko-społecznym, z którym przecież ks. Bliziński był związany, nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem (ważniejsze prace na ten temat, ks. Aleksandra Wóycickiego czy ks. Stanisława Adamskiego, pojawią się dopiero w latach międzywojennych). „Spółdzielczość – jak pisał – ma to do siebie, że nie zazębia o życie polityczne, sama z siebie nie stwarza możliwości tarć na tym punkcie, ani na punkcie różnic stanowych. Ma na celu li tylko dobro i obronę człowieka, a więc obejmuje i narodowca, i ludowca, i skrajnego radykała, gotowego utopić w łyżce wody każdego kapłana. Trudna rada, musimy się pogodzić, że jak długo będzie istniał człowiek, tak długo będzie istniało zróżniczkowanie poglądów /…/ W samej Polsce było 12 tys. spółdzielni i około 3,5 mln członków. Pomimo takiego rozwoju, pomimo wielu upadających, większość opierała się skutkom przedwojennego kryzysu gospodarczego znacznie skuteczniej niż prywatne przedsiębiorstwa kapitalistyczne. Mimo że zainteresowanie się jej stanem organizacyjnym, jej rolą, znaczeniem w gospodarce narodowej było na ogół słabe”14.

Ksiądz Bliziński, zamiast narzekać na „ciemnych chłopów”, nie rozumiejących zasad rządzących życiem gospodarczym, piętnować ich niedostosowanie do panujących warunków, zacofanie etc., postanowił wziąć się do mozolnej pracy, nie zgadzając się z tezą, iż „tak to już musi być”. Impuls, zachęta, pozytywny przykład, pomocna dłoń okazały się środkami, które w szybkim tempie doprowadziły do zmian i to nie tylko tych materialnych, ale przede wszystkim mentalnych. Pokazał, że warto poświęcić drugiemu człowiekowi trochę swego czasu i może to przynieść nadspodziewane efekty, że można na różne sposoby organizować w świecie przemijania, niepewności i chaosu owe Elzenbergowskie obszary ładu i sensu. Warunek jest jeden: musi po prostu „chcieć się chcieć”.

dr hab. Rafał Łętocha

____________

Przypisy:

1. M. Moczydłowska, Wieś Lisków na podstawie wiadomości zebranych na miejscu, Kalisz 1913, s. 9.
2. A. Chmielińska, Wieś polska Lisków w ziemi kaliskiej, Lisków 1925, s. 33.
3. W. Bliziński, Wspomnienia z mego życia i pracy, Kalisz 2003, ss. 31-32.
4. Ibid., s. 36.
5. A. Chmielińska, op.cit., 34.
6. W. Bliziński, op.cit., s. 175.
7. Ibid., s. 37-38.
8. Ibid., s. 53.
9. Ibid. s. 72.
10. W. Karczewski, Lisków wieś spółdzielcza, Warszawa 1939, s. 8.
11. S. Kęszka, Inicjatywy społeczno-oświatowe ks. prałata Wacława Blizińskiego w Liskowie w latach 1900-1925, „Kaliskie Studia Teologiczne” 2002, t. 1.
12. W. Bliziński, op. cit., s. 33-34.
13. W. Bliziński, op.cit., ss. 171-172.
14. Ibid., s. 176.

komentarzy