Nadzieja dla rolników

Nadzieja dla rolników

Do końca roku ma być gotowy projekt ustawy o powołaniu Funduszu Gwarantowanych Świadczeń za Sprzedane Produkty Rolne. Będzie on wypłacał pieniądze rolnikom, którzy na skutek bankructwa firmy skupowej nie mogą dostać zapłaty za dostarczone towary.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, nie wiadomo jeszcze, kiedy dokument trafi pod obrady rządu. Zanim zajmą się nim posłowie i senatorowie, projekt ustawy musi zostać zatwierdzony przez ministrów. Jeśli ustawa wejdzie w życie, pojawi się szansa dla rolników na odzyskanie przynajmniej części należności.

Problemy z otrzymaniem zapłaty za dostarczone produkty rolnicy mają od wielu lat – najwięcej w okresach recesji, gdy firmy przetwórcze bankrutują. W ostatnim roku m.in. spółka Jantur z Nieszawy nie zapłaciła kilkuset rolnikom za dostarczone zboże, Zakłady Tłuszczowe w Bodaczowie nie zapłaciły za rzepak, chłodnie Agram – za warzywa i owoce. Niezapłacone rachunki opiewały na wiele milionów złotych.

Zdaniem ekspertów i organizacji rolniczych straty rolników w ciągu tylko ostatnich kilku lat sięgają wielu miliardów złotych. – „Nie zapominajmy też o tym, że za mięso czy zboże nie zapłacili nie tylko bankruci. To zdarza się w każdym kraju. Ponadto ogromnym problemem są oszuści, którzy kupują różne produkty od rolników, jednak od początku nie mają zamiaru za nie zapłacić. Tych problemów fundusz nie rozwiąże, tutaj potrzebne są działania organów ścigania i sądów, które, wiadomo, jak opieszale działają” – podkreśla Kazimierz Gaworski, emerytowany rolnik, który trzy razy padł ofiarą oszustów.

Fundusz Gwarantowanych Świadczeń za Sprzedane Produkty Rolne nie będzie finansowany z budżetu państwa, lecz ze składek – na poziomie 0,1 proc. wartości transakcji – uiszczanych przez firmy skupowe. Pieniądze z funduszu byłyby uruchamiane w przypadku ogłoszenia upadłości przez podmiot skupowy. Teoretycznie roszczenia producentów rolnych mógłby w takiej sytuacji regulować syndyk przedsiębiorstwa, ale zazwyczaj po sprzedaży majątku bankruta okazuje się, że dla rolników syndyk nie ma ani grosza – są oni bowiem umieszczani w ostatnich grupach wierzycieli. Według założeń ustawy o powołaniu funduszu, pieniądze poszkodowanym rolnikom będą wypłacane przez Agencję Rynku Rolnego, która będzie zarządzała tymi pieniędzmi. Rolnik, który złoży wniosek do ARR o zapłatę, będzie musiał przedstawić faktury VAT za sprzedane produkty.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Oficjalnie – kiepsko, nieoficjalnie – jeszcze gorzej

Oficjalnie – kiepsko, nieoficjalnie – jeszcze gorzej

Tygodnik „The Economist” publikuje ranking krajów, w których najlepiej jest się urodzić. Od 1988 r. Polska spadła o dziesięć miejsc – z 23. na 33. pozycję na świecie.

Główne dane użyte do przygotowania tego rankingu [1] to dochód na osobę, oczekiwane długość życia, współczynnik rozwodów, wskaźnik wolności politycznej, wskaźnik zatrudnienia, klimat, przestępczość, korupcja, równe traktowanie obu płci, i inne [2].

Komentarz: Gdyby twórcy tego rankingu zamiast oficjalnie podawanego wskaźnika bezrobocia użyli wskaźnika osób w wieku produkcyjnym, mających pracę, to pozycja Polski byłaby o wiele gorsza. W rankingu również nie uwzględniono ogromnego długu, ani też katastrofalnej sytuacji demograficznej Polski.

Jak podaje GUS, w Polsce jedynie 59% ludzi w wieku roboczym ma pracę [3]. W krajach cywilizowanych pracuje od 64% do 78,2% osób w wieku produkcyjnym, a średnia dla wszystkich krajów OECD to 64%.

Oficjalnie publikowana stopa bezrobocia w Polsce obejmuje swoją definicją jedynie osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. Osoby długotrwale bezrobotne czy nie zarejestrowane w UP nie są objęte definicją bezrobotnego.

Adam Przybysławski

Źródła:

[1] Ranking „The Economist”: http://www.economist.com/news/21566430-where-be-born-2013-lottery-life. Lista z 1988 roku: http://media.economist.com/sites/default/files/images/2012/11/articles/body/where_to_be_born_in_1988.jpg
[2] Metodologia rankingu: http://media.economist.com/sites/default/files/images/2012/11/articles/body/where_to_be_born_in_1988.jpg
[3] http://ec.europa.eu/eures/main.jsp?lang=pl&acro=lmi&catId=2789&countryId=PL&regionId=PL0&langChanged=true

Glifo-syf

Glifo-syf

Najnowsze badania naukowe dotyczące substancji czynnej popularnego herbicydu Roundup – glifosatu – podważają legalność jego rejestracji w Unii. Glifosat jest środkiem chwastobójczym, stosowanym m.in. do opryskiwania roślin modyfikowanych genetycznie.

Jak informuje portal Farmer.pl za FAMMU/FAPPA, wyniki badań opublikowane w „Journal of Enviromental and Analytical Toxicology” są oparte na doświadczeniach prowadzonych w Wielkiej Brytanii oraz Brazylii. Dowiodły one, że glifosat powoduje defekty biologiczne i problemy reprodukcyjne zwierząt laboratoryjnych. Ponadto badacze zarzucają niemieckim ekspertom niedbałość podczas opiniowania glifosatu w 2002 r., w wyniku czego środek ten został dopuszczony do użycia w Europie.

Glifosat pozwala na opryskiwanie roślin modyfikowanych genetycznie, ponieważ są one odporne na tę substancję, jednak przenika ona częściowo do samych roślin i może pozostawać także w przetworzonych z nich produktach. – „Rząd Wielkiej Brytanii monitorował pozostałości glifosatu w chlebie w latach 2009-2011 i wykryto wzrost występowania tej substancji do 24 proc. w próbkach pieczywa” – podaje FAMMU/FAPA.

Claire Robinson z grupy Earth Open Source, współautorka badań, podkreśliła, że obywatele nie mogą ufać oficjalnym niemieckim badaniom glifosatu oraz uprawom odpornym na ten herbicyd, a zasadność rejestracji powinna zostać poddana ponownej ocenie. Badaczka wezwała do opracowania nowych i przejrzystych zasad oceny ryzyka we współpracy z niezależnymi organizacjami.

Polska to nie tylko Warszawa

Polska to nie tylko Warszawa

Wkrótce mają powstać dwie nowe instytucje centralne. Pomysłodawcy akcji społecznej chcą, by siedziby obu znalazły się poza stolicą.

W związku z planowaną przez Ministerstwo Środowiska reformą gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej mają w miejsce dotychczasowych urzędów powstać dwie centralne instytucje: Zarząd Dorzecza Odry w Kędzierzynie-Koźlu lub Wrocławiu oraz Zarząd Dorzecza Wisły, na siedzibę którego rząd proponuje Warszawę. Inicjatywa o nazwie Port Europa uważa jednak, że do pełnienia funkcji siedziby Zarządu Dorzecza Wisły lepiej nadaje się Kraków niż nizinna stolica (większość spraw związanych z zarządzaniem rzekami koncentruje się w górnym biegu rzek, stąd właśnie Kraków). Inicjatorzy akcji mają jednak szerszy cel niż lokalizacja jednej instytucji – zwracają uwagę na korzyści z zastosowania rozwiązań decentralizacyjnych. Port Europa apeluje, aby nie zmarnować tej szansy. Osoby, które chcą poprzeć pomysły Portu Europa, mogą „polubić” profil „Wisła dla Krakowa” na Facebooku.

Organizatorzy akcji zwracają uwagę, że dysproporcje w poziomie zarobków i możliwości rozwoju zawodowego między stolicą a resztą kraju osiągają już rozmiary typowe dla krajów latynoskich czy poradzieckich, co nosi znamiona patologii. Stolica, obecnie jedyne w kraju perspektywiczne miasto, przyciąga co roku kilkadziesiąt tysięcy nowych mieszkańców. Jakie są skutki nienaturalnie szybkiego rozrostu Warszawy? Ogromne korki, horrendalnie wysokie koszty życia, zanieczyszczenie środowiska, nieodwracalne zniszczenie dotychczasowej tkanki miejskiej. Tymczasem, jak pokazuje przykład Niemiec, da się inaczej zorganizować życie społeczne, polityczne i gospodarcze, tak by rozwój był bardziej równomierny, a między najważniejszymi metropoliami zachodziła zdrowa i wyrównana konkurencja.

W Niemczech siedziby urzędów centralnych i najważniejsze obiekty są równomiernie rozmieszczone po całym kraju, np. bank centralny, giełda i największe lotnisko są we Frankfurcie, część ministerstw – w Bonn, trybunał konstytucyjny – w Karlsruhe, siedziby najważniejszych mediów – w Monachium itp. Dzięki temu, Niemcy zamiast jednej przerośniętej metropolii berlińskiej mają kilkanaście liczących się w świecie ośrodków, które na równych zasadach konkurują między sobą o nowych mieszkańców, studentów czy inwestorów. Wygrywa to miasto, które ma lepsze władze, które jest sprawniej zarządzane – i niekoniecznie jest to Berlin. Dlatego Port Europa postuluje, by stworzyć w Polsce podobny model „państwa wielu stolic”.

Oczywiście, ten proces musi odbywać się ewolucyjnie i zostać rozłożony np. na 5-10 lat. Aby nie było chaosu, zdaniem Portu Europa urzędy należy przenosić z Warszawy do innych miast przy okazji każdej kolejnej restrukturyzacji i redukcji zatrudnienia, czyli likwidować wówczas dotychczasowy urząd, a nowy, w mniejszym składzie urzędniczym, otwierać w innym mieście. Przede wszystkim jednak należy brać pod uwagę inne lokalizacje niż Warszawa w przypadku nowo powstałych urzędów. Sytuacja, w której siedziby różnych urzędów centralnych będą w różnych miastach, zmusi urzędników, polityków i społeczeństwo do zmiany sposobu myślenia, do dostrzeżenia, że nie wszystko kręci się wokół stolicy. Dopiero to wymusi na urzędnikach i politykach stworzenie sprawnej sieci drogowej i kolejowej oraz wykorzystanie na szeroką skalę komunikacji elektronicznej czy telekonferencji, bo w nowej rzeczywistości stanie się to po prostu niezbędne.

Popieramy!

I przypominamy, że pomysł „decentralizacji instytucjonalnej” Polski głosiliśmy w „Nowym Obywatelu” już kilka miesięcy temu – można o tym poczytać w artykule Karola Trammera: Kraje wielu stolic.