Duże zyski, duże oszustwa

Duże zyski, duże oszustwa

Międzynarodowy koncern Starbucks zgodził się przebudować swoje umowy podatkowe z Wielką Brytanią na skutek zarzutów, że wykorzystuje zagraniczne spółki zależne, by nie płacić podatku korporacyjnego.

Jak informuje portal Lewica24.pl, do decyzji Starbucksa przyczynił się raport komisji finansów publicznych, w którym krytyce poddana została polityka podatkowa nie tylko tej sieci, ale i takich potentatów jak Google, Amazon, Ikea i eBay. Raport przygotowuje grunt pod przepisy George’a Osborne’a, uniemożliwiające wymigiwanie się od podatków. – „Myślę, że da się zrobić dwie rzeczy. Jedną jest wymuszenie podatków, które już obowiązują i mam zamiar jutro zapowiedzieć dodatkowe inwestycje w tę część dochodu narodowego, która rozwiązuje sprawę unikania podatków przez międzynarodowe korporacje. Druga rzecz, to upewnienie się, że na szczeblu międzynarodowym także obowiązują właściwe zasady” – mówił Osborne w wywiadzie dla BBC.

Ujawniono, że sieć Starbucks zapłaciła tylko 8 i pół miliona funtów podatku w ciągu 14 lat działalności w Wielkiej Brytanii. Sieć potwierdza, że jest w trakcie negocjacji z władzami w tej sprawie: „Zwróciliśmy uwagę na opinie ze strony naszych klientów i pracowników i rozumiemy, że aby zachować zaufanie publiczne, musimy zrobić coś więcej. Częścią tego jest przebadanie naszego podejścia do podatków w Zjednoczonym Królestwie. Firma od jakiegoś czasu dyskutuje z HMRC [urzędem skarbowym] oraz z ministerstwem skarbu”.

Oficjalnie firma dalej twierdzi, że płaci podatki uczciwie. Komisja finansów publicznych była jednak bardzo krytyczna wobec użytku, jaki Starbucks robi z europejskich spółek zależnych, co prowadzi do wykazywania ciągłych strat w Zjednoczonym Królestwie mimo sprzedaży sięgającej 3 miliardów funtów od 1998 r. Jak się okazało, Starbucks kupuje ziarna kawy od swojej szwajcarskiej spółki z 20-procentową premią, po czym dopłaca prawie 5 proc. swojej holenderskiej spółce za proces ich obróbki, receptury i użycie marki Starbucks. W Holandii i w Szwajcarii może płacić niższe podatki od zysków.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Solidarność” przeciw GMO

„Solidarność” przeciw GMO

Śląsko-dąbrowska „Solidarność” zaapelowała do prezydenta Bronisława Komorowskiego o zawetowanie ustawy o nasiennictwie. Zdaniem krytyków ustawy nowe przepisy pozbawią nasz kraj ochrony przed uprawami GMO.

– „Nieprecyzyjne i niejasne przepisy zawarte w tej ustawie, pozwolą niejako »tylnymi drzwiami« wprowadzić na nasz rynek i nasze stoły genetycznie modyfikowaną żywność. Skala społecznych protestów, jaka narosła wokół tej sprawy pokazuje, że zdecydowana większość społeczeństwa nie zgadza się na tego typu eksperymenty na zdrowiu Polaków” – mówi Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

W lutym tego roku prezydent Komorowski przekazał do Sejmu projekt nowej ustawy o nasiennictwie. Prezydencka nowelizacja przewidywała utrzymanie w mocy przepisów dotyczących GMO zawartych w obowiązującej obecnie ustawie z 2003 roku. Jednak w wyniku parlamentarnych poprawek, z pierwotnej wersji projektu zniknęła znaczna część kluczowych zapisów dotyczących nasion GMO. 8 listopada Sejm głosami posłów koalicji rządzącej przyjął kontrowersyjną ustawę.

– „W ten sposób posłowie umożliwili obrót materiałem siewnym, w tym m.in. nasionami GMO na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. W naszej opinii sytuacja ta spowoduje skrajnie negatywne konsekwencje dla zdrowia Polaków, rolnictwa i zrównoważonego rozwoju gospodarczego naszego kraju” – czytamy w stanowisku Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Kryzys bibliotek

Kryzys bibliotek

Liczba bibliotek w kraju zmniejszyła się w ciągu dziesięciu lat o ponad 500. Udział w wydatkach gmin nakładów na biblioteki jest niewielki, a poziom czytelnictwa spada.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, udział nakładów na biblioteki w dochodach samorządów wciąż kształtuje się poniżej 1 proc., a nawet lekko spada. Dziesięć lat temu w przypadku gmin było to 0,9 proc., w 2011 r. – 0,77 proc. W tym roku i przyszłym należy się spodziewać pogłębienia tej niekorzystnej tendencji. Samorządy muszą oszczędzać, a w takich sytuacjach z reguły instytucje kultury są jednymi z pierwszych celów cięć budżetowych. Już w 2011 r. w gminach wiejskich wydatki na biblioteki spadły o 1,5 proc. w porównaniu z 2010 r., a w gminach miejskich – o 0,6 proc.

Ponadto, liczba bibliotek w Polsce zmniejszyła się w ciągu dziesięciu lat o prawie 560 – obecnie działa ich 8290. Biorąc do tego pod uwagę wspomniane niskie nakłady na ich funkcjonowanie, trudno się dziwić, iż liczba czytelników w tym czasie również uległa zmniejszeniu – z 7,4 mln do 6,5 mln osób. Średnia liczba czytelników na 1000 mieszkańców spadła ze 196 do 168, a liczba książek wypożyczanych przez jednego czytelnika z 19,8 do 18,6.

W ten sposób tworzy się błędne koło: zaniedbane biblioteki nie przyciągają nowych czytelników, a spadek zainteresowania placówkami powoduje zmniejszenie nakładów na ich funkcjonowanie. Tymczasem dobrze wyposażona biblioteka, z komputerami, Internetem i ciekawą ofertą wychodzącą poza wypożyczanie książek może być dla małych lokalnych społeczności prawdziwym oknem na świat. Taką funkcję spełnia m.in. Biblioteka Publiczna w Kałuszynie. Oprócz bogatego księgozbioru oferuje bezpłatnie dostęp do Internetu i możliwość skorzystania z komputerów. Pracownicy pomagają w wyszukiwaniu różnych informacji, a także w redagowaniu listów motywacyjnych i CV. Przy bibliotece działa też koło emerytów i rencistów. Biblioteka spełnia właściwie rolę centrum kulturalno-informacyjnego. W ubiegłym roku zainicjowała cykl spotkań „Kulturalny czwartek” – wieczory z poezją, recitalem, koncertami, głównie młodych artystów. Jest też „Godzinka w dobrym towarzystwie” – spotkania z ciekawymi ludźmi. Zimą prowadzone są warsztaty „Świąteczne metamorfozy”, a dla dzieci „Zakręcony poniedziałek” (m. in. zajęcia z bajkoterapii). Biblioteka współorganizuje nawet dożynki. Dyrektor Anna Andrzejkiewicz przyznaje, że przeraża ją kryzys, który może się odbić na budżecie biblioteki i w efekcie ograniczyć jej szeroką ofertę.

O roli, znaczeniu i atrakcyjnych formach działalności bibliotek pisaliśmy niedawno w „Nowym Obywatelu” – artykuł Anny Sobótki i Krzysztofa Wołodźko można przeczytać tutaj: Dokąd zmierzasz, biblioteko?

Obywatele krytykują budżet

Obywatele krytykują budżet

Dwie organizacje społeczne sformułowały opinię na temat budżetu Poznania, czyli jednego z największych i najzamożniejszych polskich miast. Warto przeczytać ten ciekawy dokument.

Oto stanowisko organizacji „Inwestycje dla Poznania” oraz „My-Poznaniacy”:

Od co najmniej czterech lat poznańskie organizacje społeczne próbują oddziaływać na budżet miasta. W 2010 r. była to konferencja prasowa pod salą sesyjną podczas sesji budżetowej, i wręczenie radnym propozycji poprawek. W 2011 zorganizowaliśmy seminarium budżetowe, z którego wynikało, że nadciąga finansowa zapaść – bez odzewu. W zeszłym roku złożyliśmy kilkadziesiąt poprawek do budżetu. W bieżącym przedstawiamy tylko komentarz do projektu budżetu.

Stowarzyszenia My-Poznaniacy, Inwestycje dla Poznania oraz Sekcja Rowerzystów Miejskich chciały aktywnie włączyć się w kształtowanie budżetu miejskiego na rok 2013. Już w zeszłym roku, i w latach poprzednich, wskazywaliśmy, że czasu na odniesienie się do budżetu i zgłębienie jego nieprzejrzystej struktury było za mało. W tym roku tego czasu było jeszcze mniej. Dodając do tego fakt, że radni miasta Poznania łącznie z organizacjami społecznymi mieli wpływ istotnie na mniej niż 1% budżetu – w tym roku postanowiliśmy ograniczyć się do przedstawienia własnego komentarza.

Największymi mankamentami budżetu są mechaniczne cięcia oraz brak działań po stronie dochodowej.

Coraz mniejsza dynamika wzrostu dochodów z podatków PIT i CIT wbrew tezom prezentowanym przez Urząd Miasta, nie jest jedynie wynikiem niekorzystnych decyzji legislacyjnych, lecz również braku inicjatyw mających przeciwdziałać odpływowi mieszkańców (podatników) z miasta oraz pozyskaniu nowych (vide działania Krakowa).

Z kolei mechaniczne „cięcia” wydatków zastępują długofalowe, systemowe działania oszczędnościowe, które zachowując zakres, poziom i dostępność usług publicznych obniżałyby ich koszty. Ewidentnym tego przykładem jest choćby polityka „fiskalna” wobec komunikacji publicznej, ale krótkowzroczną politykę można dostrzec w przypadku różnych źródeł dochodów miasta.

W przypadku dochodów z tytułu sprzedaży biletów komunikacji miejskiej jedyne co zrobiono, to podwyższanie ich ceny.

Obecnym skutkiem jest istotny odpływ pasażerów, co oznacza niepewny wzrost przychodów (alarmujący przypadek września 2012 r., kiedy wpływy z biletów były mniejsze niż przed rokiem pomimo dużego wzrostu ich ceny). Nasze stowarzyszenia zaproponowały alternatywną wersję zwiększenia dochodów z komunikacji miejskiej – przyciąganie pasażerów poprzez szybszą komunikację (wydzielenie torowisk tramwajowych, wyznaczenie bus-pasów, priorytet dla komunikacji miejskiej na skrzyżowaniach regulowanych światłami) oraz oszczędności w wyniku przyspieszenia komunikacji (jeśli tabor jeździ szybciej, nie ma potrzeby wprowadzania do ruchu większej liczby składów). Z prawie 100 zaproponowanych przez nas rok temu niskonakładowych usprawnień, miasto wprowadziło kilka, kolejne są w trakcie dyskusji. Działając zbyt wolno w tej materii, nie zachęcimy mieszkańców do podróżowania komunikacją publiczną, a planowane podwyżki mogą cały plan przychodów budżetowych pociągnąć w dół.

Obawiamy się o przeszacowanie dochodów majątkowych miasta.

Mocno niepewna wydaje się sprzedaż składników majątku miejskiego jak MPGM czy spółki Wielkopolski Rynek Hurtowy MRS po cenach zapisanych w projekcie budżetu. Również założenia dotyczące dochodów z PIT i z CIT wydają się zbyt optymistyczne. Zaplanowany w ten sposób budżet z góry zakłada nowelizację i dalsze cięcia wydatków w połowie roku pod presją czasu. Boimy się, że efekty takich działań mogą dotknąć społecznie najwrażliwsze fragmenty budżetu: edukację, sferę pomocy społecznej, kulturę czy transport zbiorowy, decydujące tak naprawdę o jakości życia większości mieszkańców.

Projekt budżetu jest mało czytelny, bardzo ogólnikowy.

To dodatkowe utrudnienie, które może zniechęcić mieszkańców do poświęcenia mu czasu. To ważne, gdyż chodzi o ponad 99,5 % pieniędzy podatników. Pozostałe 0,5 % rozdysponowano w ramach tzw. budżetu obywatelskiego. To był krok w dobrą stronę, choć wymaga modyfikacji (zasady kwalifikowania pomysłów). Nie można jednak utrudniać partycypacji obywatelskiej przy dyskusji o całości budżetu, dając tak radnym jak i mieszkańcom niecałe 2-3 tygodnie na zapoznanie się z dokumentem i złożenie poprawek…

Z wyżej wymienionych powodów trudno nam – organizacjom społecznym, przygotować dokładną listę poprawek. Warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy:

1. Rok kryzysu budżetowego powinien być bodźcem do głębokiej reformy nieefektywnej struktury Urzędu Miasta oraz redukcji rozrośniętej biurokracji i ograniczenia kosztów z nią związanych.

2. Mamy wrażenie, że wiele zadań jest dublowanych poprzez różne wydziały, co utrudnia wykonywanie zadań samym urzędnikom, a ponadto oznacza marnotrawienie środków finansowych.

3. Potrzebna jest elastyczność, która może ułatwić pracę wielu jednostek miejskich.

Tytułem przykładu – w zeszłym roku wskazywaliśmy na „rozparcelowanie” zadań w dziedzinie turystyki między kilka wydziałów urzędu. Proponowaliśmy uporządkowanie tej sytuacji, niestety tego nie zrobiono. Turystyka ponownie jest zarządzana z kilku miejsc. Tymczasem większa liczba wydziałów to większa liczba stanowisk kierowniczych i obsługi administracyjnej. To mniejsze możliwości działania oraz mniejsze fundusze na zadania celowe. Szokująca jest tegoroczna pozycja nr 01CTK2013 Program „Trakt Królewsko-Cesarski w Poznaniu” – tylko 20 tysięcy złotych, podczas gdy 1 milion złotych przeznaczono na „zadanie pośrednie” związane z funkcjonowaniem całego biura Centrum Turystyki „Trakt”. Jak mamy to rozumieć? Czy jako przewagę wydatków administracyjnych nad promocyjnymi? Jeśli tak, to jaki sens takiego podziału środków?

Elastyczność jest potrzebna tak jak i działanie zespołowe. Nie ma sensu utrzymywanie dużej liczby stanowisk dyrektorskich, jeśli nie pomaga to realizować zadań celowych. Rozbicie zadań (jak np. tych z zakresu turystyki) powoduje zmniejszenie ich siły oddziaływania oraz utrudnia komunikację wewnętrzną. Za bardziej sensowny pomysł uważamy stworzenie jednego wydziału zajmującego się promocją, turystyką i rozwojem miasta, gdzie bez zbędnych stanowisk dyrektorskich, można by zbudować ciekawy zespół, dysponujący większymi środkami finansowymi na zadania celowe oraz możliwością elastycznego podejścia do istniejących wyzwań. Warto wykorzystać potencjał „szeregowych” urzędników, zamiast utrzymywać ich w sztywnych ramach skostniałej struktury.

Niezrozumiałe są wydatki na promocję samego Urzędu Miasta jak pozycja nr  02KRS2013 „Budowanie wizerunku Miasta Poznania i Urzędu Miasta Poznania” opiewająca na kwotę ponad 700 tysięcy złotych. Uważamy, że pozytywny wizerunek w tym zakresie może być zbudowany tylko i wyłącznie ciężką pracą, wysoką jakością obsługi obywateli czy stylem prowadzenia konsultacji społecznych (vide liczne zastrzeżenia do działań ZDM). Jedyna sensowna kwota z tej puli to 10 tys. zł przeznaczone na poszerzanie bazy zdjęć miasta do celów promocyjnych. Reszta – łącznie z zupełnie zbędnym miesięcznikiem samorządowym, nadaje się do wykorzystania w ważniejszych obszarach funkcjonowania miasta i działaniach miastotwórczych.

Smutnym porównaniem pozycji budżetowych jest podejście do przebogatej spuścizny historyczno-architektonicznej Poznania. Ponad 6 tysięcy obiektów zabytkowych i obniżenie budżetu MKZ na remonty konserwatorskie (pozycja nr 02MKZ2013) do kwoty 50 tysięcy złotych (zaledwie 10% kwoty sprzed roku). W tym samym czasie, gdy zabytki się w dosłownym znaczeniu tego słowa „sypią”, o 1 milion złotych więcej przeznacza się na budowę kontrowersyjnego zamku na Wzgórzu Przemysła (zwiększenie wydatków z 4 do 5 mln zł).

Mamy nadzieję, że obecny rok będzie ostatnim, w którym w kwestii budżetu mieszkańcy i sami radni są tak arogancko traktowani przez administrację miejską. Budżet to jeden z podstawowych dokumentów miejskich, dotyczący nas wszystkich. Musi być przedmiotem szerszej i dłuższej dyskusji. Nie może być „rzucony na taśmę” w połowie listopada. Należy się nam – podatnikom większy szacunek.

Za Stowarzyszenia:

Inwestycje dla Poznania – Paweł Sowa, Dawid Nowak

My-Poznaniacy – Edgar Drozdowski

 

Na niedawnym VIII Festiwalu Obywatela miał miejsce wykład Lecha Merglera z „My-Poznaniacy”, który ciekawie mówił o zmaganiach aktywnych obywateli z władzami samorządowymi. Film z wykładem można obejrzeć tutaj.