Dość wyprzedaży polskiej ziemi!

Dość wyprzedaży polskiej ziemi!

Rolnicy protestują w Szczecinie przeciw m.in. nieprawidłowej ich zdaniem sprzedaży gruntów przez Agencję Nieruchomości Rolnych.

Protest rozpoczął się 5 grudnia. W sobotę zakończyły się rozmowy szefa resortu rolnictwa Stanisława Kalemby z protestującymi w Szczecinie rolnikami. Minister zapewnił, że od poniedziałku będą wstrzymane wszystkie przetargi w szczecińskiej Agencji Nieruchomości Rolnych. Zaprosił także przedstawicieli protestujących rolników na spotkanie w resorcie rolnictwa pod koniec tygodnia, na którym minister i rolnicy mają kontynuować rozmowy. Jan Kozak z Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego zapowiedział, że rolnicy pojadą na rozmowy, ale nie przerwą protestu. – „Protest w Szczecinie będzie kontynuowany do czasu realizacji rolniczych postulatów” – zaznaczył.

Zdaniem rolników sprzedaż prowadzona przez Agencję Nieruchomości Rolnych nie poprawia struktury agrarnej gospodarstw rodzinnych, a ziemia trafia do osób reprezentujących duże podmioty, które są powiązane z kapitałem zagranicznym. Rolnicy indywidualni – jak przekonują – nie są w stanie z nimi konkurować. Według przewodniczącego MKPRWZ Edwarda Kosmala ok. 300 tys. ha ziemi w regionie jest w obcych rękach.

W piśmie skierowanym przez rolników do ministra można przeczytać m.in., że „cudzoziemcy dawno znaleźli sposoby obejścia naszych przepisów i swobodne nabywają polską ziemię przy biernej postawie ANR”. W czerwcu br. zawarte zostało porozumienie między władzami Agencji i rolników, po wcześniejszych protestach rolników. Porozumienie dotyczyło m.in. wstrzymania sprzedaży ziemi rolniczej tzw. słupom (podstawionym osobom, które pełnią funkcję pośrednika w transakcji) i wstrzymania sprzedaży dzierżawionej ziemi wraz z dzierżawcami. Rolnicy twierdzą, że porozumienie nie jest przez ANR przestrzegane.

Minister Kalemba po rozmowach z protestującymi przyznał, że podstawowym problemem rolników są tzw. słupy. – „Rolnicy podawali konkretne przykłady, widać że ten temat funkcjonuje tutaj już od kilkunastu lat w skali, która nie występuje w żadnym innym województwie” – tłumaczył minister. Kalemba uznał, że w tej kwestii Agencja Nieruchomości Rolnych nie do końca wykorzystuje możliwości i opinie samorządu rolniczego. – „Przypadki sprzedaży ziemi »słupom«, które trafiły do ministerstwa rolnictwa, zostały przekazane organom kontrolnym” – dodał Kalemba.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Posprzątać po śmieciówkach!

Posprzątać po śmieciówkach!

„Solidarność” pracuje nad przepisami, które mają zapewnić ochronę osobom pracującym na umowach cywilnych. Kompleksową potrzebę zmian w kodeksie potwierdzają prawnicy.

Obecnie przepisy chronią wyłącznie osoby związane z pracodawcą umowami o pracę – przypomina Wyborcza.biz. Chodzi m.in. o przepisy, które ograniczają swobodę zwalniania pracowników, przewidują okresy wypowiedzenia, chronią wynagrodzenia w przypadku egzekucji komorniczej, definiują minimalne wynagrodzenie czy dotyczą BHP. – „Są dwa różne światy. Świat ludzi na etatach i na umowach cywilnych” – ocenia prof. UG dr hab. Jakub Stelina, kierownik Katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego. Jego zdaniem nie należy likwidować umów cywilnych, ale trzeba przeciwdziałać sytuacjom, w których są one stosowane tylko po to, by omijać przepisy kodeksu pracy albo uciec od kosztów pracy.

Zapowiedź stworzenia nowego kodeksu pracy, zawierającego przepisy chroniące pracowników na umowach cywilnych, zgłaszała kilka miesięcy temu „Solidarność”. Prace nad kodeksem są obecnie kontynuowane. – „Zakładamy, że kompleksowy projekt będzie gotowy wiosną 2013 r. Najważniejsze zmiany, jakie chcielibyśmy wprowadzić, to np. wprowadzenie urlopów macierzyńskich dla kobiet na »śmieciówkach«, możliwość chorobowego, prawo do urlopu. Osobiście jestem przeciwny likwidowaniu umów cywilnych. Chodzi jednak o to, aby maksymalnie zbliżyć uprawnienia osób z nich korzystających do uprawnień pracowników. Wtedy omijanie kodeksu pracy przestanie się opłacać” – mówi Dominik Kolorz z „Solidarności” koordynujący prace nad zmianami.

Projekt kodeksu zapewniający ochronę pracowników na umowach cywilnych został przygotowany już wcześniej przez grupę prawników pod kierunkiem prof. Michała Seweryńskiego z Uniwersytetu Łódzkiego – w 2007 r. Niestety, rząd nie zajął się projektem. Wytyczne w nim zawarte wciąż można jednak wykorzystać. – „W tym projekcie jest cały rozdział poświęcony osobom pracującym jak pracownicy, ale nie mającym etatu. Podstawowa sprawa to wprowadzenie okresu wypowiedzenia dla osób pracujących bez etatów, po drugie, przewidziano dla nich prawo do urlopu. Przygotowano też zapis, że w przypadku sporu takiej osoby z pracodawcą sprawa trafia do sądu pracy, a nie do wydziału cywilnego. To ważne rozwiązanie, bo procedura w sądzie pracy jest bardziej przyjazna dla pracownika” – mówi prof. Stelina.

Najważniejszym problemem jest zdefiniowanie, kiedy umowa cywilna ma faktycznie charakter umowy o pracę. W projekcie z 2007 r. zawarto precyzyjną definicję takiej sytuacji. – „Po pierwsze, taka umowa musi być głównym źródłem utrzymania danej osoby. Po drugie, dochody z tej umowy nie mogą być niższe niż połowa minimalnego wynagrodzenia” – tłumaczy Stelina.

Projekt prawników nie zawierał np. ochrony wynagrodzenia przed komornikiem. Jak jednak ocenia Stelina, nic nie stoi na przeszkodzie, by go zweryfikować i dopisać kolejne regulacje, potrzebne do ochrony pracujących na umowach cywilnych.

Zbrojeniówka na krawędzi

Zbrojeniówka na krawędzi

W gliwickich Zakładach Mechanicznych Bumar Łabędy od lat trwają redukcje zatrudnienia. W ostatnich 3 latach z Bumaru Łabędy odeszło 1200 osób. Od czasu objęcia władzy przez obecną koalicję rządzącą, zakład ma już 13 prezesa.

– „Za złą sytuację zakładu trudno jest jednak winić nasz zarząd. Jesteśmy w pełni uzależnieni od centrali Bumaru w Warszawie i zamówień Ministerstwa
Obrony Narodowej. Jeżeli nie będzie rządowej strategii rozwoju przemysłu zbrojeniowego i zamówień dla armii, nie będziemy mieli czego produkować” – mówi Zdzisław Goliszewski, przewodniczący „Solidarności” w Bumarze Łabędy. Strategia taka co prawda istnieje, ale tylko na papierze. W sierpniu 2007 roku rząd przyjął dokument pt. „Strategia konsolidacji i wspierania rozwoju polskiego przemysłu obronnego w latach 2007-2012”. Jednym z głównych założeń programu miała być koncentracja kapitałowa polskich firm zbrojeniowych m.in poprzez włączenie Wojskowych Przedsiębiorstw Remontowo-Produkcyjnych do grupy Bumar.

– „To pozwoliłoby stworzyć silny koncern zbrojeniowy i wyeliminowałoby
konkurencję polsko-polską. Niestety te zapowiedzi nie zostały zrealizowane. Oprócz tego na zachodzie funkcjonują ustawy holdingowe, które znacznie ułatwiają realizacje dużych zamówień w ramach jednej grupy kapitałowej. U nas tego nie ma” – podkreśla Goliszewski.

W innych krajach dbają o zbrojeniówkę

Polski sektor zbrojeniowy nie może liczyć na większe wsparcie ze strony rządzących. Gdy nawet zdarzają się zamówienia dla armii, MON rozpisuje otwarte przetargi, zasłaniając się przepisami ustawy o zamówieniach publicznych i unijnymi dyrektywami. Tymczasem na Zachodzie praktycznie nie zdarza się, aby zamówienie na dostawy sprzętu dla armii realizowała firma spoza danego kraju.

W niektórych krajach zamówienia dla armii realizowane są bez procedury przetargowej. W Niemczech czy we Francji warunki przetargów określane są w niezwykle szczegółowy sposób, który eliminuje zewnętrznych dostawców i jednocześnie promuje rodzime firmy. – „Nikt otwarcie się do tego nie przyzna, ale tak po prostu jest. W tych krajach rządzący rozumieją, że branża zbrojeniowa to specyficzny sektor o strategicznym znaczeniu dla państwa” – podkreśla przewodniczący.

Bumar Łabędy od wielu lat nie dostał dużego zamówienia. Ratunkiem dla zakładu miał być opiewający na prawie miliard zł kontrakt na dostawę Wozów Zabezpieczenia Technicznego dla indyjskiej armii. Jednak niemal bezpośrednio po podpisaniu umowy pojawiły się zastrzeżenia co do jej opłacalności. Obecnie kontrakt jest zawieszony. Z nieoficjalnych informacji wynika, że ma on być renegocjowany, ale nie wiadomo, czy te doniesienia się potwierdzą.

Od miesięcy mówi się też o dużym zamówieniu dla gliwickiego zakładu w związku z zapowiadaną modernizacją polskiej armii. – „Do tej pory nie otrzymaliśmy jednak nawet parametrów technicznych, jakie miałby spełniać nowy wóz bojowy piechoty czy lekki czołg, które rzekomo mielibyśmy wytwarzać. Jeżeli w przyszłym roku nie dostaniemy nowych zamówień,
nad naszym zakładem pojawi się widmo likwidacji, bo nie da się oprzeć jego funkcjonowania tylko na remontach starego sprzętu” – zapowiada Zdzisław Goliszewski.

Brak zamówień na nowe pojazdy dla polskiej armii oznacza również brak pracy dla Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych. To właśnie gliwicki Obrum zaprojektował wytwarzane w Bumarze Łabędy wozy WZT-3, maszynę inżynieryjno-drogową MID czy samobieżny ustawiacz min SUM. – „Produkcja Bumaru Łabędy zaczyna się od nas. Jeżeli Bumar nie dostanie nowych zleceń, my nie będziemy mieli czego projektować. Wszyscy mamy ten sam problem” – mówi Ryszard Szynkiewicz, wiceprzewodniczący „Solidarności” w Obrumie.

Niestabilne zatrudnienie

Utraty pracy boją się również pracownicy Nitroergu. Od kilku miesięcy zarząd tej firmy, należącej do grupy kapitałowej KGHM, zapowiada konsolidację produkcji. – „Po zmianach w Krupskim Młynie mają być produkowane wyłącznie materiały wybuchowe, a w Bieruniu zapalniki. Zarząd zapowiada, że reorganizacja nie spowoduje zwolnień, ale niestety nie mamy w tej sprawie żadnych pisemnych gwarancji. Nasze zakłady dzieli prawie 100 km. Ludzie fizycznie nie będą w stanie dojeżdżać tak daleko do pracy. Nie wszyscy też będą mogli się przekwalifikować, z rożnych przyczyn, na przykład zdrowotnych. Jeżeli pracownik przez 30 lat wykonywał daną pracę, to bardzo trudno będzie mu się przenieść do zupełnie innego wydziału. My produkujemy materiały wybuchowe i każdy nawet najmniejszy błąd może
doprowadzić do niepożądanych zdarzeń” – mówi Piotr Nowak, przewodniczący związku w Nitroergu i szef Regionalnej Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”.

Poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zdaniem związkowców stanowi również wydłużenie wieku emerytalnego i ograniczenie możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnych i o szczególnym charakterze. – „Z wiekiem możliwości psychofizyczne człowieka spadają. Pewnych prac nie da się wykonywać do tak późnego wieku” – podkreśla Nowak.

Pracownicy Nitroergu, podobnie jak załogi innych zakładów z branży obronnej, narzekają również na niskie wynagrodzenia. Płace w zbrojeniówce albo od lat stoją w miejscu, albo są waloryzowane poniżej wskaźnika inflacji. Sytuacji na pewno nie poprawi wejście w życie unijnego pakietu  klimatyczno-energetycznego, który znacząco zwiększy koszty przedsiębiorstw związane z zakupem energii. – „Znaczna cześć prac wykonywanych w naszych zakładach to procesy energochłonne. Poza tym, nawet jeżeli pakiet nie dotknie nas bezpośrednio, to i tak odczujemy jego skutki. Jeżeli przemysł wyniesie się na wschód, kopalnie zmniejszą wydobycie węgla i automatycznie przestaną
kupować nasze produkty” – zaznacza Piotr Nowak.

Łukasz Karczmarzyk

_______________________
Przedruk za „Tygodnik Śląsko-Dąbrowski NSZZ Solidarność” nr 48/2012.

Uwalniamy idee!

Uwalniamy idee!

Kolejna porcja tekstów z archiwalnych numerów „Nowego Obywatela” została bezpłatnie udostępniona na naszej stronie internetowej.

Wszyscy internauci mogą się już cieszyć kompletem artykułów opublikowanych w numerach 1/2011 (52) oraz 2/2011 (53). To efekt naszej konsekwentnej polityki dzielenia się treściami, które stają się trudno dostępne w wersji papierowej.

Jednocześnie przypominamy, że w okresie posiadania ważnej prenumeraty nasi czytelnicy, po zarejestrowaniu się na stronie, mają darmowy dostęp do elektronicznych wersji wszystkich tekstów kiedykolwiek opublikowanych w „Nowym Obywatelu” (tj. począwszy od zmiany nazwy pisma). Poza oszczędnością czasu i pieniędzy to jeden z pragmatycznych powodów, by zamiast dać zarabiać pośrednikom – wykupić prenumeratę.